Lutowe obrzędy wotywne powoli odchodzą w przeszłość

Żródło: http://ewazwierzynska.pl/blog_entry/show/266


 

Miesiąc luty w polskiej tradycji upływa pod znakiem zabiegania o ochronę od wszelkich nieszczęść i chorób. Poczynając od 2 lutego, kiedy to święci się w kościołach świece gromniczne, poprzez święcenie dnia następnego „błażejek”, a dwa dni po nich – chleba, soli i wody św. Agaty, aż po 14 lutego – dzień św. Walentego, patrona od chorób układu nerwowego.

Niektóre obyczaje jak np. poświęcenie świec gromnicznych, trzymają się całkiem dobrze, ale już święcenie „błażejek” – świec pomagających na choroby gardła oraz święcenie chleba w dniu św. Agaty – coraz rzadziej mamy okazję oglądać w naszych kościołach.

„Błażejki” były znane w Polsce już w XVI wieku. 3 lutego to dzień, w którym wspomina się św. Błażeja, patrona od chorób gardła. Wierni przynosili do kościoła skrzyżowane świece, czerwone jabłka, wino lub wodę, które poświęcone przez kapłana nabierały mocy uzdrowienia i ochrony od wszelkich chorób gardła. Poświęcone jabłka dawano w domu do zjedzenia osobom chorym lub okadzano je dymem z palonych skórek w przekonaniu, że podobne zabiegi wraz z modlitwą o wstawiennictwo do św. Błażeja stanowią najlepsze lekarstwo na dyfteryt. Wino i wodę podgrzewano i pito. Niekiedy święcono woskowe krążki, którymi po podgrzaniu okładano szyję w myśl przysłowia- „Święty Błażej – gardła zagrzej”.

Największą popularnością cieszyły się jednak świece zwane „błażejkami”. Miały one postać dwóch zapalonych i skrzyżowanych świec, które poświęceniu przykładano wiernym do szyi wypowiadając modlitwę :” Za pośrednictwem św. Błażeja niech cię Pan ustrzeże przed chorobami gardła i wszelkim złem”. Zwyczaj ten jest wciąż żywy na Podlasiu, gdzie jest praktykowany w niektórych kościołach. Nie widać wprawdzie jabłek, wina ani woskowych krążków, ale „błażejkowe” świece cieszą się dużą popularnością. Na nabożeństwa przychodzą tłumy wiernych. Niektórzy z nich przynoszą własne świece, które potem stosują samodzielnie w domu.

Dwa dni później w dniu św. Agaty ( 5 lutego) – mają miejsce kolejne modlitwy nad sakramentaliami w postaci chleba i wody. Święta Agata jest patronką od pożarów, wypadków i wszelkich nieszczęść. Księża zachęcają kierowców do wożenia w samochodzie chleba św. Agaty, aby strzegł ich od wypadków komunikacyjnych. Przechowywany w domu zapewnia ochronę gospodarstwa przed nieszczęściami, a szczególnie przed pożarami. W wypadku pożaru chleb i woda poświęcone w dniu św. Agaty są wykorzystywane do gaszenia pożaru.

O to w jaki sposób się to odbywa zapytałam jedną z uczestniczek mszy, która przyniosła do kościoła chleb i wodę. „W razie pożaru jakiegoś domu czy zabudowania biorę ten chleb i obchodzę dom trzykrotnie, modląc się w tym czasie za pośrednictwem św. Agaty o ugaszenie ognia. Następnie wrzucam chleb do płonącego domu. Podobnie wodę – staram się wylać ją w środek pożaru. Modlitwa i chleb mają moc powstrzymywania ognia od rozprzestrzeniania się dalej, mogą również zmienić kierunek wiatru, by nie zawiewał ognia w stronę innych budynków.

Moja druga rozmówczyni opowiada: ” Wodę używam do poświęcenia wszystkich pomieszczeń w nadziei, że ochroni mój dom od złego. Podobnie chleb – trzymam go w kredensie przez cały rok, dopóki nie poświęcę kolejnego chleba. Kawałek chleba daję też memu mężowi, który jest kierowcą, aby woził go ze sobą przez cały czas.” Ludność wyznania prawosławnego zamieszkująca Podlasie stosuje go nieco inaczej. Chleb św. Agaty ma pomagać we wszelkich bólach brzucha, niestrawności i bolących zębach. W takim przypadku należy go spożywać.

Nabożeństwa z poświęceniem chleba i wody nie są tak rozpowszechnione jak święcenie świec gromnicznych czy błażejkowych, ale na Podlasiu są kościoły, w których zwyczaj ten praktykuje się do dziś.

Zwyczaj święcenia wotów woskowych na św. Walentego zanikł w Polsce całkowicie i uległ całkowitemu zapomnieniu. Dużą rolę odegrała w tym postawa samego kościoła, który zabronił w pewnym momencie święcenia wotów przypominających kształtem figurę człowieka. Dzisiaj Walentynki kojarzą się nam ze świętem zakochanych, czerwonymi serduszkami w sklepach, kartkami z wyznaniami miłości i czekoladowymi pralinkami. Nowa tradycja jest świecka i zupełnie młoda – na naszych ziemiach zagościła raptem kilka lat temu. Przejęliśmy ją z kultury anglosaskiej, gdzie zwyczaj przesłania walentynkowych kartek ma wielowiekowe tradycje.

Warto jednak przypomnieć sobie nasze rodzime obyczaje, kiedy to w dniu św. Walentego – patrona od chorób nerwowych i umysłowych, a szczególnie od padaczki, upraszano o uzdrowienie. Z tej okazji do kościoła przynoszono ulepione własnoręcznie wota z wosku w kształcie serc, nóg, rąk, szczęk czy innej chorej części ciała. Lepiono również ludzkie postacie wyobrażające chorą osobę ( np. dziecko z szeroko otwartymi ustami, która wskazywała na płaczliwość) lub formowano wosk w kulki, które symbolizowały nerwice, depresje czy bezsenność. Niosąc swoje wota trzykrotnie obchodzono ołtarz, a następnie nacierano chore miejsca kurzem z podłogi i sprzętów kościelnych. Wosk w kulturze staropolskiej był uważany za materiał szlachetny, święty i posiadający dobroczynne właściwości, więc starano się przynieść na ofiarę coś, co miało szczególną wartość. Echa tego obyczaju na Podlasiu przetrwały w sanktuarium w Krypnie, gdzie w dniu Matki Boskiej Siewnej (8 września) przynoszone są woskowe wota o kształtach antropomorficznych. Wota nie są święcone, ale wierni trzykrotnie obchodzą z nimi ołtarz by następnie złożyć je na ołtarzu jako ofiarę.

Żywym do dziś obrzędem zarówno w kościołach katolickich jak i prawosławnym pozostaje święcenie gromnic. Jak sama nazwa wskazuje są one stosowane do ochrony domostw przed piorunami. W czasie burzy gospodyni obchodzi z zapaloną świeca wszystkie kąty kreśląc znak krzyża, a następnie stawia ją w oknie i modli się o ochronę. Zapalone gromnice wstawia się do rąk ludziom konającym, ale światło mogło oświetlać im drogę na tamten świat. Z tego powodu wierni często święcą po dwie świece – jedna ma służyć żywym, a druga – umarłym.

Prawosławni wkładają gromnice do trumny, aby zmarły mógł sobie oświetlać drogę po zaświatach. Ciekawe zwyczaje gromniczne zachowały się do dziś. Wierni po przyjściu z cerkwi zapaloną świecą opalają belkę na suficie kreśląc na niej krzyż. Podobnie robią na górnej futrynie drzwi, a także w oknach. Te działania mają zabezpieczać dom przed piorunami. Domownicy także osmalają sobie nawzajem końcówki włosów z czterech stron głowy na znak krzyża. Ma to uchronić człowieka przede wszystkim przed lękami i przestrachami, w tym przed strachem przed piorunami a także od jego uderzenia.

Zastanawia znaczenie i fakt zgrupowania obrzędów ochronnych w lutym. Niewątpliwie takie nagromadzenie świąt połączonych z poświęceniem sakramentaliów i wotów posiada głębsze przyczyny, niż umiejscowienie poszczególnych świętych w kalendarzu liturgicznym. Luty jest miesiącem „na przednówku”, w którym kończyły się niegdyś zapasy żywności, a w powietrzu wyczuwało się już zapach przedwiośnia zwiastującego rozpoczęcie kolejnego roku rolniczego. Wydaje się, że obrzędy ochronne miały związek z przełomem pór roku i otwarciem nowego cyklu wegetacyjnego. Przed jego rozpoczęciem za pomocą poświęconych wotów starano się zapewnić sobie powodzenie, urodzaj i ochronę na cały następny rok.

 

Reklamy
Lutowe obrzędy wotywne powoli odchodzą w przeszłość

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s