Zwyczaje i obrzędy wiosenne w regionie (Jankowice)

Źródło: http://jankowice.info/index.php?option=com_content&view=article&id=149%3Azwyczaje-i-obrzdy-wiosenne-w-regionie&Itemid=1


 

Zainteresowanie folklorem i tradycją ludową wydaje się być coraz bardziej powszechne w naszej świadomości. Chlubimy się odmiennością obyczajów od innych regionów kraju, a nawet wiele zespołów i stowarzyszeń wykorzystując często środki unijne, podporządkowuje swój program i działalność w celu zachowania piękna kultury ludowej. Coraz częściej zwracamy uwagę na odmienność i oryginalność danej społeczności, starając się nawet wypromować cały region dzięki tzw. lokalnym produktom.

Wiosna – przez niektórych uważana za najpiękniejszą porę roku- w różnych częściach kraju obfituje w ciekawe obrzędy, szczególnie związane z wsią i pracą na roli. Są one niejednokrotnie podobne, różnią się szczegółami rozpoznawalnymi przez dociekliwych czy specjalistów. Niektóre jednak są charakterystyczne tylko dla danego regionu. Warto o nich pamiętać, a na pewno warto je kultywować ze względu na ich niecodzienny koloryt i mądrość życiową przekazywaną następnym pokoleniom. Dorota Simonides tak charakteryzuje zwyczaje wiosenne: „Jest w nich najwięcej zjawisk reliktowych, które odzwierciedlają ludzkie potrzeby zasadniczej odnowy, odrzucenia grzechu, zła, choroby,  nieszczęścia.”

Obrzędy Środy Popielcowej

Środa Popielcowa była zapowiedzią nowego, rozpoczynającego się cyklu wiosennego, który będzie trwał aż do Zielonych Świątek. Każda z siedmiu niedziel Wielkiego Postu była na Śląsku inaczej nazywana. Były więc niedziele: sucho (chudo), głucho (tłusto), czorno, bioło (środopostno), marzanno (marzanio) i palmiano (kwietno). We wszystkich kościołach okres ten rozpoczynał się od posypywania głów wiernych popiołem z ubiegłorocznych palm wielkanocnych. Kapłani w ten sposób przypominali wiernym przede wszystkim o przemijaniu i nietrwałości rzeczy materialnych. Rytuał ten wprowadzony został do liturgii Kościoła powszechnego około IV wieku. Na początku obowiązywał on tylko osoby, które publicznie odprawiały pokutę, później posypywanie głowy popiołem stało się obrzędem stosowanym wobec wszystkich wiernych. Jeszcze na początku XX wieku posypywano głowę najważniejszemu członkowi rodziny, który zabierał trochę popiołu do modlitewnika i w domu uroczyście obdzielał nim swoich bliskich.

Obrzędy środy popielcowej były niechybnym znakiem końca wszelkich zabaw karnawałowych, czy zapustnych. Dzień ten był symbolicznym przejściem ze zgiełku do ciszy i skupienia wielkopostnego.  Śląskie gospodynie wyparzały wszelkie garnki i tygle, aby usunąć pozostałości tłuszczu i smak mięsa. W niektórych domach wyrzucano nawet ostentacyjnie patelnie przez okno do sadu lub wynoszono je na strych.

Topienie marzanny

Najbardziej znanym obrzędem wiosennym było topienie marzanny, nazywanej również Moreną, czy Marzoniokiem. Słomiana kukła kobiety była wyobrażeniem oraz symbolem odchodzącej zimy oraz  wszelkiego zła. Sam zwyczaj przywoływania w ten sposób wiosny przywędrował najprawdopodobniej za pośrednictwem Czech z Frankonii i Norymbergii. Nie zawsze palono marzannę w pierwszym dniu wiosny. Niektóre przekazy podają, iż na ziemi pszczyńskiej już ten obrzęd następował 12 marca – „Na świyntego Grzegorza, zima idzie do morza”- godali ludzie we wsi. W pochodzie uczestniczyli także różni przebierańcy: król, anioł, diabeł, święty itd. Najpóźniej jednak palono marzannę w Niedzielę Palmową, aby w Wielkim Tygodniu nie zakłócać już zupełnie innego obrządku. Kukłę na wysokiej żerdzi wynosiła poza wieś młodzież. Można było spotkać nawet odmianę męską – tzw. marzanioka. Dziewczęta topiąc taką postać chciały również wybawić swoją społeczność od najbardziej uciążliwej choroby męskiej, jaką był alkoholizm. Do takiej kukły, ubranej w strój męski, wkładano do ręki butelkę wody oraz szklankę, którą umieszczano w kieszeni.

Każdy mieszkaniec starał się, aby procesja z marzanną przechodziła obok jego zagrody i zabrała ze sobą choroby, zimę i zło z gospodarstwa. W niektórych wsiach trasa pochodu z marzanną była z góry ustalona i rozpoczynała się od plebanii, poprzez dom sołtysa, nauczyciela i znaczniejszego gospodarza. Starano się wynagradzać uczestników pochodu kołaczem lub jajkami, przekupując w ten sposób niosących, by marzanna nie zajrzała do okien domów, co mogło sprowadzić śmierć lub nieszczęście na domowników. W trakcie obrzędu bito kukłę kijami, obrzucano błotem czy kamieniami. Po wyjściu poza granice wsi następowało albo topienie kukły w najbliższych rzekach, albo marzannę palono.

Po pożegnaniu zimy wracająca młodzież zrywała drzewko – gaik zielony, który przynosiła do wsi jako symbol wiosny, młodości, zdrowia oraz nadchodzącego wraz z nową porą roku – szczęścia. Gaik był najczęściej dużą sosnową gałązką przyodzianą we wstążki, wydmuszki oraz inne ozdoby i tak jak wcześniej marzanna, musiał on również zawitać do każdej zagrody, a gospodynie obdarowywały niosących gościńcem (jajka, kawałki ciasta, drobne pieniądze). Gałązki gaika wtykano w różne miejsca domu, do drzwi pomieszczeń gospodarskich, co miało chronić zabudowania przed gradem, piorunem, czy innymi nieszczęściami. W niektórych częściach Śląska obrzęd gaika był wykonywany dopiero na drugi dzień po utopieniu marzanny, dziś łączy się te dwa zwyczaje w jeden, kultywowany przez młodzież szkolną w pierwszym dniu wiosny – 21 marca. Warto jednak pamiętać, iż były to dwa osobne obrzędy, mające swoje źródło w słowiańskiej tradycji, kiedy wierzono jeszcze w pogańskie bóstwa.

„Palenie żuru”

Obrzędy Wielkiego Tygodnia rozpoczyna tzw. Żurowa Strzoda (środa). W tym dniu starano się palić wszystkie stare i niepotrzebne już szmaty, gałęzie i śmieci. Chłopcy brali stare miotły (skrobaczki) nasączane żywicą lub smołą i z podpalonymi jak pochodnia biegano po polach i okolicznych wzgórzach, aby ziemia dobrze rodziła oraz ziarno szybko dojrzewało. Wołano przy tym „żur palę, buchty chwalę, co krok to snop”. Niedopalone miotły znoszono w jedno miejsce i urządzano wspólne ognisko. Mieszkańcy wsi również przynosili pograbione resztki trawy, słomy i inne „rupiecie”, by się „zło nikogo nie imało”.

Ciekawym przesądem w Wielką Środę jest dojenie krów po ciemku. Starano się nawet zakrywać oczy zwierzętom chroniąc je przed wszelkim światłem, gdyż mogłyby podczas dojenia zmądrzeć i nie dawać więcej mleka.

Obrzęd Wielkiego Czwartku

W Wielki Czwartek cichły dzwony kościelne, a ich dźwięk zastępowany był przez różnego rodzaju kołatki, klekotki czy klapaczki. Wierzono, iż w dniu wydania Chrystusa, zło ma bardzo dużą moc, dlatego ludzie smarowali rano nogi tłuszczem, lub pocierali je popiołem, aby uchronić się przed wszelkimi chorobami ciała. W domach zasłaniano lustra oraz zatrzymywano zegary. Starano się nawet zakładać czarną odzież na znak żałoby. Nie można było również wykonywać żadnych ciężkich prac polowych, a w szczególności wywozić obornika, aż do Wielkiej Soboty. Gospodarze również w tym dniu odstraszali krety chodząc po polu i uderzając drewnianym kołkiem wymawiając zaklęcie.  Palono również spróchniałe drewno, a popiół rozrzucano po polu, by zapewnić sobie urodzaj.

O świcie w Wielki Piątek…

…kto tylko mógł, spieszył na tzw. Cedron, czyli mycie w pobliskim potoku, rzece czy jeziorze. Ważne było, aby obmyć się przed wschodem słońca w milczeniu, natomiast wody na ciele nie można było wycierać – musiała sama wyschnąć co miało to uratować skórę przed wszelkiego rodzaju owrzodzeniami oraz ujędrnić i wygładzić cerę. Po powrocie do domu należało wypić kieliszek tatarczówki, kto tego nie uczynił mógł zostać pijakiem przez cały następny rok. Wczesnym rankiem kreślono kredą trzy krzyżyki na drzwiach, co miało uchronić mieszkających od zmory i złych ludzi. Rozmawiano ze sobą cicho, na lustra nakładano kir oraz poszczono przez cały dzień. Nie wynoszono i nie sprzedawano niczego z chałupy, aby majątek nie przepadł. Ważne w tym dniu było nawiedzenie grobu Chrystusa i ucałowanie krzyża.

Obrzędy Wielkiej Soboty

nierozerwalnie związane są z poświęceniem ognia, wody oraz pokarmów. Świece pobłogosławione w tym dniu odpędzały (zapalone w oknie) pioruny, a umierającemu wkładano je w dłonie, by łatwiej mu było przejść na drugi świat. Natomiast święcona woda służyła domownikom przez cały kolejny rok.

Ważnym i najbardziej praktykowanym elementem w tym dniu jest święcenie potraw. W skład święconego wchodziły podstawowe produkty jak: chleb, jaja, sól, wędliny, ciasto, ser i masło – chodzono z tymi produktami do kościoła, aby ich nie zabrakło w ciągu roku. Poświęcenie jajka miało charakter magiczny. Wiązało się z budzeniem życia oraz kultem zmarłych.

Wielkanoc

W pierwszym dniu świątecznym popularna była msza rezurekcyjna, odprawiana o świcie. Po niej można było zakończyć cały ten czas pokutny i zasiąść do sutego śniadania z domownikami. Koniecznym było zjeść przynajmniej odrobinę jajka, natomiast popularną formą było spożywanie przez gospodarzy sporej ilości chrzanu, na pamiątkę pojenia Chrystusa octem i żółcią. Ważne było, ażeby podczas śniadania nie uronić ani okruszki, natomiast skorupki z jajek zakopywane były w ogrodzie, lub podawane kurom, żeby lepiej niosły. Gospodarze objeżdżali swoje pola i na każdym rogu wtykali w ziemię krzyżyki zrobione z palmy. Kropili również ziemię wodą święconą. Ciekawą i zapomniana już zabawą w tym dniu było kulanie jajec. Polegała ona na toczeniu do specjalnego wgłębienia  w ziemi (ducki) jajek. Wygrywał ten, kto ich wkulał  najwięcej, a nagrodą były wszystkie jajka, które potoczyły się w inne strony.

Lany Poniedziałek

Najciekawszym i najbardziej chyba przez młodzież oczekiwanym dniem był śmigus-dyngus. Poniedziałek, obok poważnej niedzieli był czasem zabaw i wzajemnych odwiedzin. Praktykowanym obrzędem w tym dniu było polewanie wodą oraz smaganie gałązkami swojej sympatii. Dlatego pod względem społecznym był to ważny moment, ponieważ w tym dniu młodzi ludzie rozpoczynali oficjalnie zaloty. Dziewczyna oblana przez swojego adoratora, obdarowywała go kroszonką z wypisanymi sentencjami mówiącymi o jej zamiarach czy nadziejach   wobec chłopaka. Polanie wodą, nawet przesadne, było przejawem sympatii, a najbardziej mokra panna mogła uważać się za najbardziej podobającą kawalerom.

Na ziemi pszczyńskiej wiele z tych zwyczajów i obrzędów zostało zapomnianych, niektóre istnieją w formie szczątkowej. Warto jednak pamiętać o tej formie ludowości i kultywować tradycję, która często w formie zabawy przekazuje głęboki sens związany z dorocznym cyklem wegetacyjnym. Uczy szacunku do przyrody i jednoczy rodzinę oraz społeczność lokalną.

Michał Pudełko

Bibliografia:

1. Jerzy Pośpiech, Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku, Opole 1987.

2. Barbara Ogrodowska, Ocalić od zapomnienia. Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2007.

3. Krystyna Sajdok, Podróż do źródeł śląskiej tradycji, Mysłowice 1995.

4. Dorota Simonides, Najpiękniejsze zwyczaje i obrzędy górnośląskie, Katowice 1995.

Artykuł ukazał się w Gazecie Pszczyńskiej nr 6, z 30 marca 2010 r.

Zwyczaje i obrzędy wiosenne w regionie (Jankowice)