Święta noc

Autor: Renata Hryń-Kuśmierek. Źródło: http://archiwum.wiz.pl/2001/01123700.asp

Artykuł pochodzi z „Wiedzy i Życia” nr 12/2001


Wigilijnych potraw może być dwanaście, bo tylu było apostołów. Ale równie często przygotowuje się nieparzystą liczbę dań, pięć, siedem czy jedenaście. Im więcej, tym lepiej, tym obfitszy będzie nadchodzący rok.

Boże Narodzenie, w Polsce zwane także Godami, Godnymi lub Godnimi Świętami, Świętymi Wieczorami, Koladką, rozpoczyna wieczór wigilijny 24 grudnia, a kończy dzień Trzech Króli 6 stycznia. Podobnie jak wiele innych świąt i uroczystości religijnych, mają one bogatą obrzędowość ludową, która jest swoistym połączeniem rytuałów kościelnych i przedchrześcijańskich wierzeń, obyczajów, zabiegów magicznych.

„Wigilia Bożego Narodzenia była wielką uroczystością wspomina lata dzieciństwa wybitny pisarz i historyk Julian Ursyn Niemcewicz (1758-1841). – Od świtu wychodzili domowi słudzy na ryby […]. Dnia tego jednakowy po całej może Polsce był obiad. Trzy zupy, migdałowa z rodzynkami, barszcz z uszkami, grzybami i śledziem, kucja dla służących, krążki z chrzanem, karp do podlewy, szczupak z szafranem, placuszki z makiem i miodem, okonie z posiekanymi jajami i oliwą itd. Obrus koniecznie zasłany być musiał na sianie, w czterech kątach izby jadalnej stały cztery snopy jakiegoś niemłóconego zboża. Niecierpliwie czekano pierwszej gwiazdy; gdy ta zajaśniała, zbierali się goście i dzieci, rodzice wychodzili z opłatkiem na talerzu, a każdy z obecnych, biorąc opłatek, obchodził wszystkich zebranych, nawet służących, i łamiąc go powtarzał słowa: „bodajbyśmy na przyszły rok łamali go z sobą””.

Z pewnością trudno byłoby uznać ten opis za powszechnie obowiązujący wzorzec wieczerzy wigilijnej. W zależności od regionu Polski, stanu, zamożności, tradycji lokalnej czy rodzinnej przygotowywano inne potrawy i obowiązywały inne zwyczaje. Wigilia chłopska różniła się od tej, którą zapamiętał Julian Ursyn Niemcewicz. W „Wigilii polskiej” (Warszawa, 1992) Barbara Ogrodowska opisuje potrawy przyrządzane na południowym Podlasiu: „jadało się barszcz z mąki żytniej lub barszcz buraczany, kaszę gryczaną („reczaną”) z sosem grzybowym, kapustę faszerowaną, kaszę jaglaną, kluski z makiem, pierogi z grzybami, soczewicą, jabłkami, śliwkami lub z farszem z siemienia lnianego, racuchy, kisiel owsiany oraz kutię, zwaną też kucią (gotowany pęczak lub pszenica z makiem i miodem)”. Ta ostatnia była główną potrawą wigilijną na całym wschodnim pograniczu. Na Kurpiach podawano m.in. śledzie, kapustę kwaszoną, kasze i kluski z makiem, zupę owocową z kluskami i miodem. Na ryby mogli sobie pozwolić jedynie bogatsi chłopi. Oskar Kolberg (1814-1890), etnograf i folklorysta, zapisał w tomie piątym swoich „Dzieł”, poświęconym ziemi krakowskiej: „po pierwszej gwieździe i łamaniu się opłatkiem, idzie na stół siemieniec (zupa lub rzadki brej) z pęcakiem (kaszą domową), groch, śliwy z kaszą lub gruszki, rzepa suszona i gotowana”.

Ale było też coś, co łączyło wszystkie polskie Wigilie: świąteczne zdobienie wnętrz, pora rozpoczynania postnej wieczerzy, zwyczaj dzielenia się opłatkiem i pozostawianie wolnego miejsca przy stole.

Zanim nadszedł dzień Wigilii, należało zrobić wielkie porządki. Szorowanie, mycie, odkurzanie, układanie rozpoczynano zwyczajowo w dzień św. Łucji 13 grudnia. Dlaczego wtedy? Może właśnie tyle trzeba było czasu, aby zdążyć z zakończeniem porządków, zanim zapadnie zmrok w dzień Wigilii? A może dlatego, iż dzień św. Łucji uważano za granicę „między tym co było, a tym co będzie”?

Wigilia Bożego Narodzenia była uważana za czas wyjątkowy, kiedy działy się cuda, wracał „czas początków”, a ziemia stawała się – choćby na krótko – rajską krainą. Panowało powszechne przekonanie, nie tylko w Polsce, ale także na Ukrainie, w Czechach czy Francji, że woda w rzekach, potokach i źródłach zamienia się wtedy w wino, miód, a nawet złoto. Jednak tylko niewinni i szczęśliwi ludzie mogli wiedzieć, kiedy nadchodzi ta chwila przemiany. O wierze w niezwykłe, lecznicze i ochronne właściwości „wigilijnej wody” może świadczyć nadal żywy wśród górali podhalańskich zwyczaj obmywania się w wodzie zaczerpniętej z potoku w Wigilię o północy.

Wierzono też, że w noc wigilijną budzą się pszczoły w ulach, pod śniegiem zakwitają kwiaty, także cudowny kwiat paproci, a zwierzęta mówią ludzkim głosem. Tego dnia i one były traktowane w szczególny sposób. Już po zakończeniu wieczerzy obdzielano zwierzęta, szczególnie bydło, opłatkiem i resztkami potraw. Ten zwyczaj zachował się jeszcze na przykład w niektórych wsiach sądeckich. Opłatki dla zwierząt były najczęściej kolorowe (żółte dla bydła, czerwone dla koni). Podczas wypiekania często dodawano do nich święcone zioła, które – jak powszechnie uważano – miały chronić bydło przed chorobami.

W całej Polsce znany był zwyczaj przywoływania na wigilijną kolację dzikich zwierząt, pod postaciami których miały się kryć dusze zmarłych: „Wilcosku, wilcosku, siądź z nami dziś do obiadu, ale jak nie przyjdziesz dziś, nie przychodź nigdy. Wróblęta ptasięta, chodźcie ku nam obiadować, a jak nie przyjdziecie, to nie przychodźcie cały rok”. Otwierano przy tym szeroko drzwi domu, kładąc na stole dodatkowe nakrycie, pozostawiając resztki potraw i okruchy opłatków. Ludzie prosili jednocześnie, aby po Wigilii dusze odeszły do swojego świata i nie szkodziły żyjącym.

W ten wyjątkowy dzień roku wszyscy zachowywali się inaczej niż zwykle. Zgodnie z tradycyjnym kalendarzem obrzędowym w Wigilię rozpoczynał się nowy rok. Dlatego, jak pisze autorka „Wigilii polskiej”: „Należało wstać wcześnie rano i szybko zerwać się z łóżka, aby przez cały rok zachować dobre samopoczucie, energię i rześkość. W tej samej intencji należało umyć się w rzece lub strumieniu albo w domu w miednicy, na dno której kładziono srebrny pieniądz; nie należało natomiast kłaść się w ciągu dnia, aby nie chorować i aby w lecie nie położyło się zboże. Nie wolno było niczego pożyczać sąsiadom, aby nie narażać się na utratę mienia. […] Pomimo obowiązującego ścisłego postu dobrze było w ciągu dnia zjeść trochę chleba maczanego w miodzie lub posmarowany miodem opłatek i napić się wódki, aby w ciągu roku nie brakowało nikomu jadła i napitku”.

W tym dniu żadne zachowanie człowieka nie było przypadkowe. Ponieważ dusze zmarłych mogły być gdzieś blisko, więc starano się zachowywać cicho i spokojnie. Duszyczki mogły się pojawić pod postacią zwierząt i ptaków, żebraków, pielgrzymów lub pozostać niewidzialne. Zanim więc ktoś usiadł na ławie lub stołku, musiał nań dmuchnąć i przeprosić duszę, która mogła właśnie tam przysiąść. Nie wolno też było na przykład pluć, wylewać brudnej wody, prząść, szyć, rąbać drew.

Przed Wigilią ozdabiano też dom. Ustawiano więc snopy nie młóconego zboża (zarówno w chłopskich chatach, dworach szlacheckich, jak i pałacach), rozścielano słomę na całej podłodze lub na stole, na obrus sypano ziarno, zawieszano przystrojone zielone jodłowe gałęzie (różnie je w Polsce nazywano: podłaźnik, podłaźniczka, sad, rajskie drzewko, boże drzewko) czy też co jest całkiem niedawnym zwyczajem stawiano ozdobioną choinkę. Każda z tych czynności odbywała się bardzo uroczyście, na przykład gospodarz, wnosząc do izby snopy zboża, składał życzenia „na szczęście”, „na zdrowie”, „na urodzaj i dobrobyt”, „na to Boże Narodzenie – co by się wam darzyło, mnożyło”.

Choinka jest dziś najczęściej spotykaną ozdobą domów w czasie świąt Bożego Narodzenia. Przywędrowała do Polski z Niemiec dosyć późno, bo na przełomie XVIII i XIX wieku. Początkowo błyszczała ozdobami tylko w domach mieszczan niemieckiego pochodzenia, z czasem trafiła do salonów polskiego mieszczaństwa i inteligencji. „Pod strzechy” choinka zbłądziła dopiero w XX wieku. Najpierw ozdabiano ją „światami” i gwiazdami z opłatka, jabłkami, orzechami, pierniczkami, ciastkami „z dziurką”, cukierkami. Później przybywało ozdób własnoręcznie wykonanych przez domowników z wydmuszek, piórek, słomek, kolorowego papieru. Teraz na choinkach pysznią się bombki o różnych kształtach i kolorach, błyszczące łańcuchy i lampki.

Dawniej do wieczerzy wigilijnej, zwanej też obiadem wigilijnym, pośnikiem, postnikiem, kutią, wilią, zasiadano, kiedy na niebie zabłysła pierwsza gwiazda. I tak jest nadal w wielu domach. Nadeszło święto. Przed rozpoczęciem kolacji wszyscy zgromadzeni łamią się opłatkiem, składając sobie życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności. Ten zwyczaj, znany być może już w XVIII wieku, ma prawdopodobnie rodowód szlachecki, choć niektórzy uważają, że raczej mieszczański. Jeszcze na początku ubiegłego wieku nie znano go w niektórych częściach Pomorza, Warmii i Mazur.

Stół przykrywano obowiązkowo białym obrusem lub płachtą, pod które podkładano siano. Zostawiano jedno wolne miejsce, wolne nakrycie lub nie przeznaczone dla nikogo potrawy. W wielu domach ten zwyczaj nadal się pielęgnuje.

Do kolacji wigilijnej musiała usiąść parzysta liczba biesiadników. W przeciwnym razie, jak wierzono, ktoś z domowników mógł umrzeć w nadchodzącym roku. Zdarzało się podobno, że zapraszano jakiegoś samotnego sąsiada lub bardziej przesądna dama symulowała atak migreny. Miejsca przy stole zajmowano według starszeństwa, aby również w takiej kolejności odchodzić z „tego świata”. Uczestnikom wieczerzy nie wolno było wstawać od stołu przed jej zakończeniem. Nie wolno też było odkładać łyżek na stół. Jeżeli ktoś musiał przerwać jedzenie, wówczas trzymał łyżkę w zębach. Należało spróbować wszystkich po kolei potraw wigilijnych. Podczas całej kolacji panował nastrój powagi i skupienia, sprzyjający wspominaniu tych, którzy odeszli.

Potrawy wigilijne przyrządzano z „wszystkiego co w polu, sadzie, ogrodzie, lesie i wodzie”, czyli z ziaren zbóż, maku, miodu, orzechów, grzybów, grochu, fasoli, bobu, suszonych owoców, a w bogatszych domach również wielu gatunków ryb. Właściwie każdy z tych składników miał jakieś symboliczne znaczenie. Na przykład o maku wiedziano, że sprowadza sen na człowieka, więc dzięki niemu choć na chwilę można było wstąpić w „tamten świat”. Albo grzyby – rosnące w lesie, uchodziły za pożywienie niezwykłe, wykradzione z „innego świata”, w tradycyjnej kulturze las był bowiem uważany za przestrzeń niebezpieczną, obcą, nieludzką.

Stołu nie uprzątano po wieczerzy, pozostawiając resztki dla dusz zmarłych. Ludzie zaś mogli odpocząć, porozmawiać, zaśpiewać kolędy i pastorałki. Tuż przed północą wyruszano na pasterkę pieszo, konno, saniami lub na wozie. Każdy starał się jak najszybciej dotrzeć do kościoła. Pierwsi mieli bowiem zapewnione powodzenie we wszystkich pracach gospodarskich.

Wieczór wigilijny sprzyjał wróżbom, których znano bardzo wiele. Gospodarze bacznie obserwowali niebo: jeśli było gwiaździste, oznaczało urodzaj tego roku i dobre niesienie się kur, gdy niebo przykryte było chmurami, krowy miały dawać dużo mleka. Wróżono też o pogodzie, obserwując kolejne dni, z których każdy odpowiadał jednemu miesiącowi nowego roku.

Panny i kawalerowie wróżyli sobie o małżeństwie z siana wyciąganego po kolacji spod obrusa: źdźbło zielone – ślub już wkrótce, zwiędłe – jeszcze trzeba poczekać, łamiące się – stan bezżenny. Dziewczęta liczyły też kołki w płocie, mówiąc przy tym: „ten wdowiec, ten młodec (kawaler)”. Co wypowiedziała przy ostatnim, taki miał być jej przyszły mąż. Starsi zaś, wyciągając siano spod obrusa czy obserwując swój cień na ścianie, mogli poznać wróżbę dotyczącą ich zdrowia i życia.

Dzisiaj wiele tradycyjnych zwyczajów wigilijnych uległo zapomnieniu. Nadal jednak Wigilia jest wyjątkowym spotkaniem bliskich sobie osób, kiedy łatwiej jest powiedzieć „przepraszam” i częściej słyszy się „wybaczam”. Wszak rodzi się Bóg, a anieli cuda ogłaszają…


Mgr RENATA HRYŃ-KUŚMIEREK jest etnografem, absolwentką Katedry Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklamy
Święta noc

Od Świąt Bożego Narodzenia do Trzech Króli – kaszubskie zwyczaje

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=573


Okres od Świąt Bożego Narodzenia do Święta Trzech Króli na Kaszubach nosi nazwę – Godów. Dawniej na Kaszubach w tym czasie kolędowały grupy chłopców zwane – trzej królowje (trzej królowie). Odziani byli w długie kolorowe stroje, na głowach nosili wysokie korony. Jeden z kolędników trzymał umocowaną na kiju dużą gwiazdę, drugi kolorową skarbonkę, trzeci posiadał spory kij służący do odpędzania psów. Gdy ten zespół kolędników pojawiał się w kaszubskich domostwach śpiewano kolędy – Mędrcy świata monarchowie lub Trzej królowie. Kolędnicy recytowali także wiersz o Bożym Narodzeniu w języku polskim i kaszubskim. Po otrzymaniu datków, nisko się kłaniali dziękując, natomiast gospodarze zadawali wtedy zwyczajowe pytanie: a skąd wa jesta królowie? (a skąd wy jesteście, królowie?). Ze strony kolędników padała odpowiedź – od wschodu słuńca i szukóma kuńca (od wschodu słońca i szukamy końca). Według dawnej tradycji w okresie Godów, obowiązywał powszechny zakaz prania. Niektóre gospodynie twierdziły, że brud z bielizny w ogóle nie schodzi w tym czasie. Inne podania wspominają, że w domu, w którym ten zakaz zostanie złamany, będzie w najbliższym roku mnóstwo prania, a jego domowników czeka także dużo łez. Równocześnie uważano, że przestrzeganie tego zakazu zapewni zdrowie i dobry przyrost bydła.

Sylwester i Nowy Rok

Zabawa sylwestrowa nie była dawniej tak huczna jak w dzisiejszych czasach. Spędzano ją najczęściej w gronie rodzinnym lub dość bliskich znajomych. Sylwestrowy wieczór rozpoczynały różnego typu wróżby, związane ze sprawami miłosnymi, pogodą i plonami. Na początku, dziewczęta przynosiły drewna do pieca. Parzysta ilość, przyniesiona przez pannę, miała skutkować zamążpójściem w najbliższym roku. Podobnie jak dziś w wigilię Andrzejek, podczas wieczoru sylwestrowego lano wosk i ołów. Z kształtu odlanych figur próbowano domyślić się losu jaki spotka daną pannę w następnym roku. Dość popularną wróżbą było puszczanie na wodę skorupek orzecha, w których znajdowały się rozżarzone węgielki, świeczki lub kuleczki wełny nasączone naftą. Jeśli skorupki zbliżyły się do siebie oznaczało to, że panna znajdzie męża w nowym roku. Kolejną popularną wróżbą było rzucanie butem przez ramię. Panny siedziały tyłem do drzwi. Jeśli but spadł przodem do wejścia oznaczało to, że niewiasta w najbliższych miesiącach opuści swój dom rodzinny, wiążąc się węzłem małżeńskim ze swym wybrankiem. Aby tak się stało, but musiał upaść wierzchem. Jeśli upadł spodem do góry wróżyło to, że panna opuści dom, ale z innych przyczyn niż zamążpójście. Inna wróżba polegała na tym, że panny wychodziły nocną porą przed dom i wykonywały okrzyk. Strona, z której doleciało echo oznaczała kierunek, gdzie przebywał jej wymarzony wybranek – przyszły mąż. Cisza miała wróżyć następny rok w panieństwie. Echo usłyszane od strony cmentarza zapowiadało śmierć w najbliższym otoczeniu. Zgon człowieka w ostatnim dniu roku zwiastował piętnaście wypadków śmierci we wsi w nadchodzącym roku. Wróżono również wykorzystując do tego, specjalnie upieczone ciastka w kształcie krzyża, pierścionka i dziecka. Tak przygotowane wypieki chowano pod odwróconymi talerzami. Wylosowany kształt ciastka zwiastował los jaki miał spotkać daną osobę w następnym roku – stan duchowny, ślub lub przedślubne dziecko.

W momencie zbliżania się północy przed domostwami narastał hałas dzwonków, klekotek itp. Chłopcy trzaskali z batów, uderzali w blachy i puszki. Wszystkie te zabiegi miały za zadanie wypędzić ostatki starego roku. Wszędzie było słychać różnego typu życzenia wypowiadane przez młodych i starszych – jãdrzné jabłka, jãdrzné krëszki, jãdrzné slëwë, jãdrzné żëtkò, na ten nowi rok (urodzajne jabłka, urodzajne gruszki, urodzajne śliwy, urodzajne żytko, na ten nowy rok). Wszystkie te wypowiadane formuły miały zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Na Kociewiu w okolicach Starogardu Gdańskiego palono smolne beczki. O północy podobnie jak dziś następowały wystrzały witające Nowy Rok.

Noc sylwestrowa to także czas różnego typu psot. Przodowała w tym młodzież męska. Zdarzały się przypadki wynoszenia bram poza obaszar wsi, wprowadzania bydła do sąsiednich zagród. Najwięksi swawolnicy potrafili ustawić na dachu domu wóz zatknięty dyszlem do komina!

Praktykowano także zwyczaj, który miał zapewnić urodzaj w sadach. Polegał on na obwiązywaniu drzew owocowych słomą. Wykonując ten zabieg gospodarz budził drzewa słowami: spisz, a nie rodzysz, nie spij, a rodzë (śpisz, a nie rodzisz, nie śpij, a ródź).

Nowy Rok

W tym dniu przywiązywano dużą wagę do pogody. Pochmurna aura, szron w sadzie miały wróżyć urodzaj plonów w najbliższych miesiącach. Słoneczna pogoda zwiastowała nieurodzaj. Ślad tych wierzeń znajdujemy w przysłowiach ludowych:

czej w Nowi Rok jasno słuńce swiécy, młodô chòwa pòwëzdëchô (kiedy w Nowy Rok jasno słońce świeci, młode bydło powyzdycha); czej w Nowi Rok jasno słuńce swiécy, stodołë bãdą pùsté (kiedy w Nowy Rok słońce jasno świeci, stodoły będą puste); czej w Nowi Rok w sadze je wiele żłądzë, tej dobrze òbrodzy brzôd (kiedy w Nowy Rok w sadzie jest wiele szronu, wtedy dobrze obrodzi owoc).

Wczesne wstanie z łóżka w tym dniu, miało uchronić człowieka przed ospałością i lenistwem przez cały rok. Istniało powiedzenie – co chto robi w Nowi Rok, to mdze robił òb całi rok (co kto robi w Nowy Rok, to będzie robił przez cały rok). Z tego powodu starano się wystrzegać kłótni, gniewu, smutku i płaczu. Zwracano uwagę, aby pierwszą osobą odwiedzającą dom był mężczyzna, najlepiej młody, dysponujący zasobnym portfelem. Miało to wróżyć dostatek dla domowników na cały rok.

Kolęda

Zwyczaj odwiedzania parafian przez duszpasterzy sięga XVII wieku. Ustanowił go synod piotrkowski w 1628 roku. Tradycja ta przetrwała do dziś. Kiedyś miała jednak głębszy wymiar. Do wizyty kapłana przygotowywano się z niezwykłą starannością, porządkując nie tylko dom, ale także pomieszczenia gdzie znajdowały się zwierzęta hodowlane. Czysto musiało być wszędzie. Zdarzało się, że pleban zaglądał nawet do obory. Podążał za nim kościelny, który kreślił nad drzwiami K+M+B (Christus mansionem benedicatNiech Chrystus błogosławi temu domowi).

Złośliwi twierdzą, że dla niektórych była to jedyna sposobność do dorocznego wysprzątania. Porzekadło ludowe mówi:

Dobrze będzie przy kolędzie,
po kolędzie znów brud będzie

Słowa te odnosiły także do sumienia niektórych osób, które wygłaszały obietnice poprawy w czasie świątecznych życzeń.

Niektórzy gospodarze po wyjściu księdza wykorzystywali wodę święconą, do poświęcenia całego obejścia, zwierząt, budynków. Byli nawet tacy, którzy uważali, że wskazane jest wypić łyk wody święconej, która ma uchronić przed chorobami.

Do dziś znany jest przesąd związany z krzesłem, na którym siedział duszpasterz podczas kolędy. Temu z domowników, który pierwszy na nim usiądzie po wyjściu kapłana, czeka dostatek w portfelu. Jeśli ta sztuka uda się pannie, w najbliższym czasie czeka ją zamążpójście.

Noworoczne specjały

Charakterystycznym specjałem kuchni w noworocznym okresie były dawniej ciastka, wypiekanie kilku rodzajów pieczywa obrzędowego. Przed Sylwestrem przygotowywano tzw. nowe latka. Zwyczaj ten importowano na obszar Pomorza z Kurpiów i Kujaw. Nowe latka to ciastka pszenne formowane w kształt różnych zwierząt, lepionych ręcznie. Tak przygotowanymi ciastkami częstowano kolędników.

Gwiżdże, Królowie i Szczodraki

Opisywany okres obfituje w różnego typu grupy kolędnicze. Pierwszą z nich są tzw. Gwiżdże, znane na Kaszubach od dawnych czasów. Jest to świecki zwyczaj związany z postacią stróża zwanego popularnie gwiżdżem. Występował on kiedyś w wielu miejscowościach Kaszub. Jego funkcja polegała na wzywaniu ludności gwizdkiem do ciszy nocnej, gaszenia pożaru lub obrony. W sylwestrowy wieczór zwyczajem było, że gwiżdż odwiedzał gospodarzy, składając życzenia. Z biegiem czasu do jednego gwiżdża doszła cała grupa kolędników, tworząc barwne widowisko z muzyką, śpiewem i tańcami. Obrzęd ten nie jest praktykowany tak licznie jak dawniej, jednak przetrwał do dziś w trochę zmienionej formie. Obecnie w zespole kolędników nie ma już stróża-gwiżdża. Postać ta zastąpiona została policjantem. Jego funkcja polega na strofowaniu zbyt hucznych kolędników. Gdy zaczynają za bardzo dokazywać porządek wprowadza właśnie policjant. W skład zespołu Gwiżdży wchodzą następujące postacie: niedźwiedź prowadzony na łańcuchu przez niedźwiednika, garbaty Żyd oferujący zajęczą skórkę, która ma rzekomo pomagać na wszystkie dolegliwości, ułan na koniu, diabeł, akordeonista i Stary-Nowy Rok.

Inną grupą kolędniczą byli tzw. Królowie, którzy odwiedzali domostwa w wieczór poprzedzający Święto Trzech Króli. Wieczór ten zwany był szczodrym. Skąd taka nazwa? Jej korzenie sięgają dawnych czasów kiedy to owczarze i pasterze odwiedzali domy swych gospodarzy, składając życzenia. Gospodarze odwzajemniali się podarunkami w postaci żywności. Najczęściej były to specjalnie pieczone tego dnia rogale zwane szczodrakami.

Do wypieku szczodraków używano najlepszej mąki. Rogale nadziewano w różny sposób – serem, kiełbasą, grzybami, kapustą, farszem mięsnym itp. Zwyczaj ten był praktykowany w wielu częściach Polski. Wielkość i nadzienie szczodraków odzwierciedlały zeszłoroczne plony. Jeżeli były one bogate, rogale były większe i z bogatszym nadzieniem. Jeśli w ubiegłym roku zdarzył się nieurodzaj to szczodraki były niewielkie, czasem nadziewane zaledwie burakami.

Kolędnicy chodząc po wsi śpiewali:

Już pochwalmy, już pochwalmy Króla tego,
Dziś w Betlejem zrodzonego
I z Maryją, i z Maryją matką Jego,
Panią Dworu Niebieskiego.

Jemu służy, Jemu służy słońce, księżyc,
We dnie, w nocy nieprzestając;
I my także, I my także chwalmy Jego,
Tego Króla Niebieskiego

Po wejściu do domu gospodarza, najstarszy z kolędników wypowiadał następujące słowa:

Dobry wieczór, szczodry wieczór!
Nóm pòwiôdają, że tu rogôle pieczą;
A jeżlë nié rogôla, to téj chléba gléń;
Wasza dësza mdze szczodroblëwy miała dzéń!
A jeżelë nié chléba  gléń, to kòrszczôk masła,
Wasza dësza mdze sã dobrze w niebie pasła;
A nié kòrszczôk masła, to swiniégò cała,
Wasza dësza mdze sã dobrze w niebie miała!

(Dobry wieczór, szczodry wieczór!
Nam powiadają, że tu rogale pieką;
A jeśli nie rogale, to kromki chleba,
Wasza dusza będzie szczodrobliwy miała dzień!
A jeżeli nie kawałek chleba, to łyżkę masła,
Wasza dusza będzie się dobrze w niebie pasła;
A jeżeli nie łyżkę masła, to kawał słoniny,
Wasza dusza będzie się dobrze w niebie miała!)

Każdy z odwiedzających kolędników brał według praktykowanego zwyczaju jednego rogala w każdym domu. Zdarzało się, że kolędnicy otrzymywali czasem kiełbasę, mięso, owoce, a nawet pieniądze. Po obejściu wielu domostw kolędnicy udawali się do karczmy i tam spożywali przy piwie otrzymane szczodraki i inne dary, częstując innych. Czasem zdarzało się, że otrzymane podarunki sprzedawano. Za otrzymane pieniądze kupowano w karczmie piwo, gorzałkę i zamawiano muzykę. Na huczną biesiadę schodziło się wielu mieszkańców wsi.

Gospodarza, który źle potraktowałby kolędników czekała kara w postaci różnego typu psot tj. zabicie deskami okien, poroznoszenie po wsi sprzętów rolniczych gospodarza. Wszystko to odbywało się w majestacie prawa, z wielkim wstydem dla skąpych gospodarzy.

W szczodry wieczór w kościołach święcono wodę. Istniało przekonanie, że woda poświęcona tego dnia ma szczególne właściwości. Zjawisko takie miało miejsce jedynie gdy woda pochodziła z trzech kościołów. Wiele osób wędrowało tego dnia od świątyni do świątyni, aby uzyskać cudowną wodę, którą przechowywano do wiosny. Wierzono, że odpędza wszelkie niepowodzenia. Naczynia z cudowną wodą stawiano na polach gdzie wschodziło zboże lub w sadach owocowych.

Święto Trzech Króli było szczególnie uroczyście obchodzone w północnej części Kaszub przez brać rybacką. Tego dnia odbywała się niezwykle ważna dla maszoperii (związków rybackich) uroczystość – zszywinë niewodu (zszywanie niewodu), będące symbolem rozpoczęcia nowego roku połowów. W tym dniu uzgadniano niezwykle ważne dla rybaków kwestie związane z losowaniem łowisk. Uroczystość była kończona huczną zabawą.

Od Świąt Bożego Narodzenia do Trzech Króli – kaszubskie zwyczaje

Od Adwentu do Świąt Bożego Narodzenia – kaszubskie zwyczaje

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=572


Odnosząc się do kaszubskich obrzędów i wierzeń związanych z okresem Adwentu i Bożego Narodzenia możemy zauważyć, że część z nich jest kultywowana do dzisiaj, natomiast pewna grupa odchodzi w zapomnienie. Niektóre z nich są podobne lub zbliżone w swej formie do występujących w wielu innych regionach Polski. Istnieją również takie, które są typowe tylko dla Kaszub. Kolejną charakterystyczną cechą jest to, że nawet na tak stosunkowo małym obszarze jakim są Kaszuby, wspomniane zwyczaje są bardzo różnorodne dla rozmaitych części tego regionu, czasem nawet dla poszczególnych jego miejscowości.

Adwent

Adwent to słowo pochodzące z łaciny, oznaczające nadejście. Jest to czas modlitwy i oczekiwania na przyjście Syna Bożego. Obserwując w tym czasie przyrodę można odnieść wrażenie, że nie tylko człowiek przygotowuje się na Boże Narodzenie. Późna jesień i początek zimy to czas kiedy przyroda wydaje się odpoczywać. Dlatego też w tym okresie kaszubscy rolnicy nie pracują na roli. Istnieje powiedzenie odnoszące się do wymienionego zakazu ‒ w Adwence zemia je chorô i gbúr nie darwò ji rëszac ani w ni robic (w Adwencie ziemia jest chora i nie wolno jej ruszać, ani na niej pracować). Złamanie tego zakazu może skutkować tym, że ziemia będzie chorować w następnych latach i nie dawać obfitego plonu. Istnieje powiedzenie ‒ w Adwencie zemia spi (w Adwencie ziemia śpi). Dawniej nie wykonywano także innych prac typu: przędzenie lnu czy też darcie pierza. Adwentowy czas oczekiwania to również unikanie rozrywek tj. taniec, muzykowanie itp. ‒ w adwence skrzëpki są zamkłé. Dawniej w okresie Adwentu nie zawierano małżeństw. W starszym pokoleniu można spotkać zwyczaj zachowywania postu w adwentowe środy, piątki i soboty. Wynika to z faktu, że dawniej ten okres był poza oczekiwaniem, jednocześnie czasem pokuty. Dziś w liturgii podkreśla się już bardziej radość na oczekiwanie i przyjście Jezusa. Obecne tempo życia w znacznym stopniu okaleczyły ten okres pełny wewnętrznego wyciszenia. Starsi Kaszubi z nostalgią wspominają spotkania w długie adwentowe wieczory, kiedy to całe rodziny, sąsiedzi i znajomi schodzili się, aby posłuchać rozmaitych opowieści oraz wspólnie pośpiewać pieśni kościelne.

Charakterystycznym zwyczajem kaszubskim jest tzw. gwiôzdka (gwiazdka). Są to grupy kolędników (od 5-15 osób) odwiedzające wieczorami domostwa od początku Adwentu do Bożego Narodzenia. Ich przybycie anonsuje dzwonek, po którym następuję zwyczajowe zapytanie zadawane przez jednego z kolędników tzw. gwiżdża:

  • chceta wa panią gwiôzdkę widzec? (chcecie zobaczyć panią gwiazdkę?)

Dobry obyczaj nakazuje, aby zadać następujące pytanie:

  • a skądkaż òna je? (a skąd ona jest?)

W tym momencie zazwyczaj pada odpowiedź wskazująca daną miejscowość.

Wśród gwiazdkowych przebierańców występuję wiele postaci mających różne znaczenie: gwiôzdor zwany także gwiżdżem (gwiazdor), śmierć, koza (uosobienie szkodnictwa), koń (przez Kaszubów traktowany jako zwierzę mające wyjątkowe połączenie ze światem zmarłych), niedźwiedź (symbol powagi), bocian (zwiastun urodzajów), kominiarz (symbol szczęścia) milicjant (symbol porządku, jego rola w grupie kolędników polega na zapanowaniu nad często nazbyt swawolnymi maszkarami), diabeł (symbol zła). Kolędnikom towarzyszą także muzykanci. Do Bożego Narodzenia zabawa polega na pantomimie, natomiast w wigilijny wieczór do wspomnianego zespołu dołącza dziad i baba. Od tego momentu pojawiają się także dialogi w których dziad skarży się na babę i na odwrót. Zdarza się, że przybycie gwiôzdczi poprzedzone jest wizytą tzw. gwiżdża (jednego z przebierańców), który zbiera informację czy domownicy życzą sobie wizyty kolędników. Często wspomniana postać otrzymuje od rodziców podarki, które kolędnicy wręczają później dzieciom. Domownicy przekazują także informacje, które z dzieci należy pochwalić, a które wystraszyć za złe zachowanie. Podczas całego występu gwiôzdczi panuje zazwyczaj wielki zgiełk i gonitwa. Wraz z zakończeniem występu jednej postaci zaczynają dokazywać następne. Występ kończą życzenia dla domowników. W wieczór wigilijny gwiôzdka kolęduje tylko do północy. Gdy na zegarach wybija ta godzina rozpoczyna się święty czas ciszy i spokoju. Obrzędowe wodzenie maszkar zwierzęcych miało pierwotnie na celu sprowadzenie pomyślności, urodzaju i płodności. Z biegiem lat dołączono inne postacie tworząc całe przedstawienia. Znaczenie gwiôzdczi to także pozostałość po starym widowisku ludowym, w którym zło walczy z dobrem, a rozwaga z huczną zabawą. Jeśli zdarzyło się, że w danej miejscowości spotkały się dwie grupy kolędników najczęściej dochodziło do bójki. Gwiôzdka to niejedyna grupa kolędników odwiedzająca kaszubskie domostwa w czasie Adwentu. Na Kaszubach podobnie jak w innych częściach Polski, w tym okresie kolęduje się z szopką zwaną inaczej betlejemką.

W pewne dni Adwentu, Kaszubi kierują swe myśli i modlitwy szczególnie do niektórych świętych. 4 grudnia w dniu św. Barbary (patronka rybaków), rybacy oraz ich rodziny modlą się o pomoc w razie niebezpieczeństw na morzu oraz proszą o dobre połowy. Istnieje powiedzenie – Barbara swiãtô ò rëbôkach pamiãtô (Barbara święta o rybakach pamięta).

6 grudnia w dniu św. Mikołaja (patron rybaków, żeglarzy oraz pasterzy bydła) wierni szczególnie kierują swe modlitwy do wymienionego świętego. W Gdyni Chyloni w dawnych czasach pielgrzymowano wspomnianego dnia na Świętą Górę, gdzie znajdowała się figura św. Mikołaja.

Wigilia Bożego Narodzenia

Okres od Świąt Bożego Narodzenia do Święta Trzech Króli, Kaszubi określają nazwą Gòdë. Wymieniony termin to pozostałość po czasach pogańskich. Od tego określenia pochodzi w języku kaszubskim nazwa miesiąca grudnia – gòdnik. Pierwotnie kaszubskie Gòdë miały głównie charakter agrarny, a częściowo także zaduszny. W czasach pogańskich mianem gody, określano uroczystości mające charakter bogatej uczty. Stąd nazwy: gody weselne, gody plonów, gody dobrych urodzajów. We wspomnianych czasach w okresie przypadającym na dzisiejsze grudniowe święta, obchodzono gody ku czci boga gwiazd i zimy. W czasach chrześcijańskich Kościół przenosząc obchody Świąt Bożego Narodzenia ze stycznia na czas grudniowy, chciał prawdopodobnie zniwelować wpływy pogańskie. Pozostałość po dawnych pogańskich świętach odzwierciedla się dziś nie tylko w ich kaszubskiej nazwie. Ślady dawnych godów znajdziemy w wielu obrzędach związanych z dniem wigilijnym.

Z tym dniem związanych jest w obrzędowości kaszubskiej wiele charakterystycznych symboli i zwyczajów. Szczególną opieką otacza się zwierzęta, które otrzymują w wigilię lepsze niż zwykle pożywienie. W południowej części Kaszub funkcjonował zwyczaj podawania bydłu okruszyn wigilijnego chleba. Ich pomieszczenia gospodarze kaszubscy czyszczą tego dnia szczególnie starannie. Istnieje powiedzenie ‒ wszëtkò chòwa mùszi dostac swòją Gwiôzdkã (wszystkie zwierzęta domowe muszą dostać swoją Gwiazdkę). Skąd taki zwyczaj? Troska o zwierzęta bierze się z tradycji chrześcijańskiej, według której właśnie te stworzenia były uczestnikami narodzin Zbawiciela i jako pierwsze Go czciły. Podobnie jak w tradycji ogólnopolskiej znane są opowieści o zwierzętach mówiących ludzkim głosem. Znane są również podania o tym, że człowiek, który usłyszy głos takich zwierząt w niedługim czasie umrze. Istnieje krótka przypowiastka na ten temat:

Jeden gbùr, chtëren wiedzôł ò tim, że chòwa w nen dzéń gôdô, szedł krajemkò w szopã i légł sã w kum. Te jeden wôł rzekł do dredżiégò: Wiész te, ten nasz kùczer nie béł dlô nas lëchi, ale më go wnetka bãdzemë na smãtorz cignãlë. Chłop sã tak ùrzas, że òn pò prôwdze wnet ùmarł. Òd tégò czasu wszëtcë mają strach w Wigiliã jidz do chòwë.

(Jeden gospodarz, który wiedział o tym, że bydło w ten dzień mówi, szedł po cichu do szopy i położył się w żłobie-korycie. Jeden wół rzekł do drugiego: wiesz Ty, ten nasz woźnica nie był dla nas zły, ale my go niebawem będziemy na cmentarz ciągnąć. Chłop się tak przestraszył, że naprawdę wnet umarł. Od tego czasu wszyscy mają strach iść do bydła w Wigilię).

Przez cały dzień starano wstrzymywać się od spożywania potraw. Wieczerza wigilijna po zachodzie słońca była także postna i dość skromna. Sygnałem do jej rozpoczęcia jest pojawienie się pierwszej gwiazdy na niebie. Na początku karmiono zwierzęta domowe. Następnie sprawdzano i owijano słomianym powrozem drzewa owocowe w sadach. Gospodarz sprawdzał czy dobrze napalono w piecu, bo przecież w nocy ma narodzić się Boże Dziecię, więc należy zadbać, aby nie marzło.

Po zakończeniu wszystkich tych czynności zasiadano przy wigilijnym stole. Zwyczaj dzielenia się opłatkiem pojawił się na Kaszubach dopiero po I wojnie światowej. W skład wieczerzy wchodziły najróżniejsze płody rolne: groch, fasola, mak, ziemniaki, kapusta, suszone grzyby i owoce. Spożywano kluski z tartym makiem i suszem owocowym zwanym brzadem oraz kapustę z grzybami. Na całym obszarze Kaszub tego dnia, jedną z potraw wigilijnych były śledzie, natomiast w części nadmorskiej lub w okolicach jezior wiele innych gatunków ryb przyrządzanych na różne sposoby. Na Nordzie (północna część Kaszub), wigilijnym specjałem był gotowany węgorz z kluskami i śliwkami lub węgorz solony z ziemniakami w mundurkach. Kaszubskie gospodynie przygotowywały wigilijną wieczerzę składającą się z siedmiu, dziewięciu lub dwunastu potraw. Podczas wymienionego wieczoru śpiewano kolędy, a także czytano fragmenty Pisma Świętego.

Starym zwyczajem, niezwykle znanym w całej Polsce jest pozostawianie wolnego nakrycia przy stole przeznaczonego dla zbłąkanego wędrowca oraz dla bliskich zmarłych.

Podobnie jak w innych częściach Polski pod obrus kładziono odrobinę słomy lub siana. Zwyczaj ten przywędrował na Kaszuby dość późno. Bardziej znane i praktykowane było stawianie w kącie izby snopka żyta. Był to symbol dobrych plonów w nadchodzącym roku.

Po wieczerzy wigilijnej powrózkami ze wspomnianego snopka obwiązywano w sadach drzewa owocowe. Dla wymuszenia dobrych plonów, gospodarze stukali w każde drzewo obuchem siekiery, grożąc tym mniej urodzajnym ścięciem. Stukano także w ule, zadając pytanie – czy pszczoły żyją?

Zwyczaj stawiania choinki w domostwach, pojawił się na Kaszubach dość późno, dopiero na początku XX wieku. Zwyczaj ten przywędrował z Niemiec. Początkowo pojawił się w miastach, a następnie w bogatszych domach na wsi. Ludzie biedni nie mogący sobie pozwolić na zakup świątecznego drzewka, stawiali na stole mirtę w doniczce i przyozdabiali ją podobnie jak choinkę. Z biegiem lat zmieniły się ozdoby choinkowe. Dawniej były to najczęściej słodkości, owoce lub ręcznie wykonane ozdoby z papieru, słomy lub innych materiałów. Pod choinką stawiano żłóbek z Dzieciątkiem lub szopkę. Dziś najczęściej spotykane są fabrycznie wykonane bombki. W niektórych kaszubskich domach można spotkać ręcznie malowane bombki nawiązujące zdobnictwem do kaszubskich haftów itp.

Na południowych Kaszubach istniał obrzęd związany z kultem zmarłych. W noc wigilijną pozostawiano na stole trochę potraw dla odwiedzających dusz orazwolne miejsce przy piecu, aby przybysze z zaświatów mieli się gdzie ogrzać. Dla duszy nieżyjącego gospodarza, przygotowywano w chlewie stołek, aby mogła sobie odpocząć i porozmawiać ze swymi zwierzętami.

Noc wigilijna to według wierzeń kaszubskich czas pełen cudów – drzewa puszczają rzekomo latorośle, drzewa owocowe kwitną i owocują. Woda w źródłach i strumieniach zamienia się na chwilę w wino. Wspomniane cuda ustają po północy. Kto spożyje takie owoce lub napije się wymienionego wina nieświadomie tego czeka wiele szczęścia w przyszłym roku, natomiast kto zrobi to celowo może spodziewać się w nadchodzącym roku wiele nieszczęścia, a nawet śmierci. Noc wigilijna to także czas wróżb dla młodych panien, które pragną wyjść za mąż. Do tego celu wykorzystywano wymieniony wcześniej snop wigilijny, z którego panny wyciągały źdźbła. Odwiedzający tego dnia kolędnicy (gwiôzdczi), byli często zapraszani do wigilijnego stołu i obdarowywani owocami i słodkościami.

Dawniej, w dniu wigilijnym istniał niepisany zwyczaj niepożyczania czegokolwiek sąsiadom. Wierzono, że ma to zapobiegać kłótniom oraz chorobom zwierząt w najbliższym roku. Dlatego też przed wspomnianym dniem starano się oddawać wszystkie pożyczone przedmioty.

Przed pójściem na pasterkę gospodarze budzili zwierzęta domowe słowami: më terô jidzemë na pasterkã, pójta z nami (my teraz idziemy na pasterkę, pójdźcie z nami). Podobnie budzono drzewa w sadach. W domach, które były umiejscowione przy drogach wiodących do kościoła zapalano łuczywo lub świece, aby podążający na pasterkę nie zbłądzili w ciemnościach. Na wzgórzach rozpalano w podobnym celu duże ogniska.

Święta Bożego Narodzenia

Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia spędzano w gronie rodzinnym. Natomiast w drugi dzień wymienionych Świąt odwiedzano sąsiadów, aby złożyć życzenia. W nadmorskich stronach Kaszub, rybacy skupieni w maszoperiach schodzili się u swojego szypra, omawiając ważne dla tych związków sprawy. Obecne były także kobiety i młodzież. Na stołach pojawiało się piwo, czasem nawet grywano w karty, ale spotkania miały charakter poważny i nie odbywały się tańce.

Od Adwentu do Świąt Bożego Narodzenia – kaszubskie zwyczaje