Zwyczaje wielkanocne w województwie śląskim

„Palenie żuru, wypędzanie Judasza, czy procesje konne to tylko niektóre z nierzadko zapomnianych już zwyczajów wielkanocnych.

Jak bardzo różnorodne pod kątem tradycji jest województwo śląskie, nie trzeba przekonywać jego mieszkańców. Tym, co o podobieństwach i różnicach w regionie wiedzą niewiele, polecamy przejaźdźkę wielkanocym tramwajem. Do 26 kwietnia można w nim zobaczyć, co dzieli a  co łączy Ślązaków i Zagłębiaków.

Wspólna święconka i adoracja przy grobie

Wszędzie święcono palmy, pokarmy, zdobiono jajka, obmywano się w wodzie, adorowano grób pański. Palmy zagłębiowskie bywały bardziej okazałe, zdobione bibułą i kwiatami. Wszędzie popularne było kraszenie jajek w cebuli czy w młodym zbożu. Śląsk zasłynął z jajek drapanych, a Zagłębie – ze względu na obfitość sitowia – oklejanych tym surowcem.

Konia z rzędem

Na Śląsku do dzisiaj (m.in. w Pietrowicach Wielkich, Bieńkowicach i Sudole oraz Ostropie k. Gliwic) zachowały się, mające odległą tradycję, wielkanocne procesje konne połączone z modlitwą o dobre urodzaje. W Poniedziałek Wielkanocny zaraz po południu przed kościołem formowała się procesja. Na jej czele jechali trzej młodzieńcy (jak nakazuje tradycja – wyłącznie kawalerowie) z krzyżem procesyjnym. Za nimi pozostali jeźdźcy. Procesja trwa około czterech godzin, z krótką przerwą na poczęstunek. Po wyjściu z kościoła wierni zdejmowali  z siebie wieńce i starali się tak nimi rzucić, aby zawisły na krzyżu misyjnym – ten kto pierwszy zawiesił swój wieniec na krzyżu jeszcze w tym samym roku stanie na ślubnym kobiercu.

W oczekiwaniu na Wielkanoc, czyli Wielki Tydzień

W tradycji ludowej każdy dzień Wielkiego Tygodnia ma swoje znaczenie:

Wielka Środa zwana też żurową strzodą jest pierwszym dniem Wielkiego Tygodnia, które ma własne zwyczaje ludowe. Na Śląsku są to: palenie żuru (palenie skoczek, skrobaczek) i wypędzanie Judasza.

Przesądem związanym z Wielką Środą było przekonanie, że podczas wieczornego dojenia krów  na zwierzęta nie może paść światło, bo wtedy zmadrzeją i nie będą dawać mleka.

Z Wielkim Czwartkiem wiązało się szereg wierzeń i przesądów. Popularne było przekonanie o szczególnej aktywności czarownic odbierających pożytek z bydła. Dzień był dogodny do uprawiania białej magii, np. przepędzania kretów. Dobrze było siać  jęczmień i len, ale nie można było wywozić na pole obornika. Nie wolno było zmieniać pościeli, bo w domu zalęgłyby się pchły.

Wielki Piątek był najbogatszy w obrzędy i przesądy ludowe. Duża ich część związana była z obrzędowością kościelną, szczególnie wtedy rozbudowaną i oddziałującą na wyobraźnię ludu. Powszechnie praktykowanym i starym zwyczajem było obmywanie się w rzece, strumyku, czy stawie. Woda miała działanie przede wszystkim zdrowotne: skóra po umyciu miała być miękka, cera piękna i bez piegów.

Skuteczne miało być wielkopiątkowe rzucanie uroku, aby więc się przed nimi ustrzec należało do wypowiadanych pochwał dodawać „bez uroku”. W tym dniu nie wolno było niczego z domu sprzedawać, bo majątek by się zmarnował.

W Wielki Piątek można było również stawić horoskopy pogodowe: grzmot lub deszcz oznaczał urodzaj, a zwłaszcza dużo paszy dla bydła, deszcz zapowiadał też rok suchy i na odwrót – pogoda wróżyła mokry rok, dobry urodzaj zapowiadała też poranna rosa na szybach lub drzewach, mróz w nocy – dobre sianokosy, a mróz w dzień obfity zbiór fasoli, wycie psów – bogate roje pszczele.

Do tradycyjnych obrzędów w Wielką Sobotę należy święcenie ognia, wody oraz potraw przygotowanych na święta. Poświęcenie „nowego ognia” symbolizującego światło Chrystusowe zostało przyjęte przez kościół z dawnych zwyczajów pogańskich.

Drugim obrzędem mającym miejsce w Wielką Sobotę w czasie nabożeństwa jest święcenie wody. Woda stosowana była w magii leczniczej, „deszczowej” i w zabiegach oczyszczających. Święci się nią w czasie świąt wielkanocnych izby, potrawy, obejścia, a nawet pola. Używało się jej również przy narodzinach i przy śmierci, gdyż przypisuje się jej cudowne właściwości i moc odpędzania zła.

Wielka Sobota od średniowiecza była dniem święcenia potraw wielkanocnych. W przemysłowej części Górnego Śląska święcone nie było znane.

Wielkie wielowyznaniowe świętowanie

Śląscy i zagłębiowscy wyznawcy religii prawosławnej przybywają na uroczystości Wielkiego Tygodnia do cerkwi pw. świętych Wiery, Nadziei, Luby i ich matki Zofii w Sosnowcu. Obchodzą Wielkanoc zawsze po świecie żydowskiej Paschy. W tym roku święta wielkanocne przypadają w tym samym czasie dla wyznawców religii katolickiej, jak i prawosławia. Kolejny wspólny termin będzie dopiero za ponad dziesięć lat.

Uroczystości Wielkiego Tygodnia wyglądają w obu wyznaniach podobnie. W cerkwi nie buduje się tylko grobu z figurą Chrystusa lecz na podwyższeniu, symbolizującym grób, sytuuje się płaszczenicę – haftowany całun z wyobrażeniem Chrystusa w grobie. Pokarmy, takie same jak w kościele katolickim, święci się zazwyczaj w nocy, po uroczystości Zmartwychwstania. Nabożeństwo Wielkiej Nocy rozpoczyna się o północy, wtedy to płaszczenicę przenosi się do ołtarza, a wierni w uroczystej procesji okrążają cerkiew.

Wielkanoc czas zacząć…

Z niedzielą wielkanocną wiążą się rozmaite wierzenia. Należą do nich m.in. zwyczaj ścigania się furmanek wiozących gospodarzy z rezurekcji. Popularny w innych regionach Polski zwyczaj dzielenia się jajkiem i składania sobie życzeń tuż przed śniadaniem wielkanocnym nie był na Śląsku powszechnie znany, praktykowano go jednak w wielu wsiach Opolszczyzny. Jajko dzielił z reguły gospodarz, ojciec rodziny, współcześni czyni to zwykle gospodyni. Każdy z domowników otrzymywał cząstkę jajka.

Śląskie dzieci mogą mówić o sporym szczęciu – tylko w naszym regionie czekają na łakocie, które przynosi im zajączek.

Co na wielkanocnym stole?

Najdawniejsze wzmianki dotyczące stołu wielkanocnego mówią o chlebie, soli, jajkach, wędzonce, chrzanie i winie oraz specjalnie pieczonych ciastach (struclach i babach zwanych buchetkami).  Później pojawiły się baranki albo zające z ciasta i wielkanocny wieniec. Nieraz pieczono po kilka lub kilkanaście małych zajączków, którymi obdarowywano dzieci chodzące po dyngusie.

Piecze się również wielkanocny wieniec, czyli drożdżową plecionkę, którą stawia się na stół wypełniony kolorowymi kroszonkami i ozdobiony gałązkami bukszpanu. Na każdym śląskim stole stały również kołacze, dawniej pieczone zwykle tylko z posypką, obecnie są jeszcze nadziewane serem, makiem, jabłkami itd.

Charakterystycznym pieczywem wielkanocnym są małe chlebiki, w które zawija się kawałki szynki lub kiełbasy, zwane szołdrami (na Górnym Śląsku – szczodrami lub sodrami). Tymi chlebkami obdarowywały dziewczęta (razem z kroszonkami) chłopców, którzy przychodzą po dyngusie.

Poniedziałek wielkanocny kontrastował swym charakterem z poprzednim dniem – w przeciwieństwie do poważnego nastroju niedzieli był on dniem zabaw i wzajemnych odwiedzin. Najbardziej znaną i praktykowaną po dziś dzień zabawą jest oblewanie wodą kobiet i dziewcząt (a więc „sił rodzących”) – zwyczaj bardzo dawny i popularny na całym Śląsku. Śmigus – dyngus był i jest różnie nazywany: dyngus, śmigus, śmirgust, sikacz, sikanie, lanie, oblewanie, lany poniedziałek. Jego początki sięgają pogaństwa, a były one elementem święta agrarnego.

Śmigus-dyngus

Obrzędowe oblewanie czy rozpryskiwanie wody miało charakter wegetacyjny i głębszy sens obrzędowy : sprowokowanie lub zaklęcie przyrody, aby sprzyjała ludziom i ich pracy na roli.

Obydwa terminy – śmigus-dyngus pierwotnie oznaczające odmienne zwyczaje (dyngusować – otrzymywać wykup, śmigus – uderzenie gałązka wierzbową i oblewanie wodą) od dawna przybrały wspólne znaczenie. Zwyczaje te faktycznie się połączyły, tzn. polewanie wodą i chłostanie (uderzanie) gałązkami oraz obdarowywanie polewających.

Smaganie „bacikiem” podczas dyngusu praktykowane w opolskim mogło polegać na „biciu” rózgami dziewcząt przez chłopców lub odwrotnie – w zależności od zwyczaju w danej wsi.

Dziewczęta obdarowywały oblewających ich kawalerów kroszonkami, których kolory i wypisane sentencje miały znaczenie informacyjne o zamiarach i nadziejach dziewczyny wobec chłopaka. Dyngus stawał się również okazją do rozpoczęcia oficjalnych zalotów. W ten sposób obrzęd nabierał dodatkowego znaczenia społecznego.

Tydzień po Wielkanocy – święto ku czci zmarłych.

Wtedy wierni udają się na groby bliskich. Zanoszą tam palmę poświeconą w Niedzielę Palmową oraz święcone jajko. Pozostają na cmentarzu cały dzień, by dzielić radość ze Zmartwychwstania z bliskimi zmarłymi.

źródła: redakcja InSilesia.pl, Muzeum Wsi Polskiej  „

Reklamy
Zwyczaje wielkanocne w województwie śląskim

Zwyczaje i obrzędy wiosenne w regionie (Jankowice)

Źródło: http://jankowice.info/index.php?option=com_content&view=article&id=149%3Azwyczaje-i-obrzdy-wiosenne-w-regionie&Itemid=1


 

Zainteresowanie folklorem i tradycją ludową wydaje się być coraz bardziej powszechne w naszej świadomości. Chlubimy się odmiennością obyczajów od innych regionów kraju, a nawet wiele zespołów i stowarzyszeń wykorzystując często środki unijne, podporządkowuje swój program i działalność w celu zachowania piękna kultury ludowej. Coraz częściej zwracamy uwagę na odmienność i oryginalność danej społeczności, starając się nawet wypromować cały region dzięki tzw. lokalnym produktom.

Wiosna – przez niektórych uważana za najpiękniejszą porę roku- w różnych częściach kraju obfituje w ciekawe obrzędy, szczególnie związane z wsią i pracą na roli. Są one niejednokrotnie podobne, różnią się szczegółami rozpoznawalnymi przez dociekliwych czy specjalistów. Niektóre jednak są charakterystyczne tylko dla danego regionu. Warto o nich pamiętać, a na pewno warto je kultywować ze względu na ich niecodzienny koloryt i mądrość życiową przekazywaną następnym pokoleniom. Dorota Simonides tak charakteryzuje zwyczaje wiosenne: „Jest w nich najwięcej zjawisk reliktowych, które odzwierciedlają ludzkie potrzeby zasadniczej odnowy, odrzucenia grzechu, zła, choroby,  nieszczęścia.”

Obrzędy Środy Popielcowej

Środa Popielcowa była zapowiedzią nowego, rozpoczynającego się cyklu wiosennego, który będzie trwał aż do Zielonych Świątek. Każda z siedmiu niedziel Wielkiego Postu była na Śląsku inaczej nazywana. Były więc niedziele: sucho (chudo), głucho (tłusto), czorno, bioło (środopostno), marzanno (marzanio) i palmiano (kwietno). We wszystkich kościołach okres ten rozpoczynał się od posypywania głów wiernych popiołem z ubiegłorocznych palm wielkanocnych. Kapłani w ten sposób przypominali wiernym przede wszystkim o przemijaniu i nietrwałości rzeczy materialnych. Rytuał ten wprowadzony został do liturgii Kościoła powszechnego około IV wieku. Na początku obowiązywał on tylko osoby, które publicznie odprawiały pokutę, później posypywanie głowy popiołem stało się obrzędem stosowanym wobec wszystkich wiernych. Jeszcze na początku XX wieku posypywano głowę najważniejszemu członkowi rodziny, który zabierał trochę popiołu do modlitewnika i w domu uroczyście obdzielał nim swoich bliskich.

Obrzędy środy popielcowej były niechybnym znakiem końca wszelkich zabaw karnawałowych, czy zapustnych. Dzień ten był symbolicznym przejściem ze zgiełku do ciszy i skupienia wielkopostnego.  Śląskie gospodynie wyparzały wszelkie garnki i tygle, aby usunąć pozostałości tłuszczu i smak mięsa. W niektórych domach wyrzucano nawet ostentacyjnie patelnie przez okno do sadu lub wynoszono je na strych.

Topienie marzanny

Najbardziej znanym obrzędem wiosennym było topienie marzanny, nazywanej również Moreną, czy Marzoniokiem. Słomiana kukła kobiety była wyobrażeniem oraz symbolem odchodzącej zimy oraz  wszelkiego zła. Sam zwyczaj przywoływania w ten sposób wiosny przywędrował najprawdopodobniej za pośrednictwem Czech z Frankonii i Norymbergii. Nie zawsze palono marzannę w pierwszym dniu wiosny. Niektóre przekazy podają, iż na ziemi pszczyńskiej już ten obrzęd następował 12 marca – „Na świyntego Grzegorza, zima idzie do morza”- godali ludzie we wsi. W pochodzie uczestniczyli także różni przebierańcy: król, anioł, diabeł, święty itd. Najpóźniej jednak palono marzannę w Niedzielę Palmową, aby w Wielkim Tygodniu nie zakłócać już zupełnie innego obrządku. Kukłę na wysokiej żerdzi wynosiła poza wieś młodzież. Można było spotkać nawet odmianę męską – tzw. marzanioka. Dziewczęta topiąc taką postać chciały również wybawić swoją społeczność od najbardziej uciążliwej choroby męskiej, jaką był alkoholizm. Do takiej kukły, ubranej w strój męski, wkładano do ręki butelkę wody oraz szklankę, którą umieszczano w kieszeni.

Każdy mieszkaniec starał się, aby procesja z marzanną przechodziła obok jego zagrody i zabrała ze sobą choroby, zimę i zło z gospodarstwa. W niektórych wsiach trasa pochodu z marzanną była z góry ustalona i rozpoczynała się od plebanii, poprzez dom sołtysa, nauczyciela i znaczniejszego gospodarza. Starano się wynagradzać uczestników pochodu kołaczem lub jajkami, przekupując w ten sposób niosących, by marzanna nie zajrzała do okien domów, co mogło sprowadzić śmierć lub nieszczęście na domowników. W trakcie obrzędu bito kukłę kijami, obrzucano błotem czy kamieniami. Po wyjściu poza granice wsi następowało albo topienie kukły w najbliższych rzekach, albo marzannę palono.

Po pożegnaniu zimy wracająca młodzież zrywała drzewko – gaik zielony, który przynosiła do wsi jako symbol wiosny, młodości, zdrowia oraz nadchodzącego wraz z nową porą roku – szczęścia. Gaik był najczęściej dużą sosnową gałązką przyodzianą we wstążki, wydmuszki oraz inne ozdoby i tak jak wcześniej marzanna, musiał on również zawitać do każdej zagrody, a gospodynie obdarowywały niosących gościńcem (jajka, kawałki ciasta, drobne pieniądze). Gałązki gaika wtykano w różne miejsca domu, do drzwi pomieszczeń gospodarskich, co miało chronić zabudowania przed gradem, piorunem, czy innymi nieszczęściami. W niektórych częściach Śląska obrzęd gaika był wykonywany dopiero na drugi dzień po utopieniu marzanny, dziś łączy się te dwa zwyczaje w jeden, kultywowany przez młodzież szkolną w pierwszym dniu wiosny – 21 marca. Warto jednak pamiętać, iż były to dwa osobne obrzędy, mające swoje źródło w słowiańskiej tradycji, kiedy wierzono jeszcze w pogańskie bóstwa.

„Palenie żuru”

Obrzędy Wielkiego Tygodnia rozpoczyna tzw. Żurowa Strzoda (środa). W tym dniu starano się palić wszystkie stare i niepotrzebne już szmaty, gałęzie i śmieci. Chłopcy brali stare miotły (skrobaczki) nasączane żywicą lub smołą i z podpalonymi jak pochodnia biegano po polach i okolicznych wzgórzach, aby ziemia dobrze rodziła oraz ziarno szybko dojrzewało. Wołano przy tym „żur palę, buchty chwalę, co krok to snop”. Niedopalone miotły znoszono w jedno miejsce i urządzano wspólne ognisko. Mieszkańcy wsi również przynosili pograbione resztki trawy, słomy i inne „rupiecie”, by się „zło nikogo nie imało”.

Ciekawym przesądem w Wielką Środę jest dojenie krów po ciemku. Starano się nawet zakrywać oczy zwierzętom chroniąc je przed wszelkim światłem, gdyż mogłyby podczas dojenia zmądrzeć i nie dawać więcej mleka.

Obrzęd Wielkiego Czwartku

W Wielki Czwartek cichły dzwony kościelne, a ich dźwięk zastępowany był przez różnego rodzaju kołatki, klekotki czy klapaczki. Wierzono, iż w dniu wydania Chrystusa, zło ma bardzo dużą moc, dlatego ludzie smarowali rano nogi tłuszczem, lub pocierali je popiołem, aby uchronić się przed wszelkimi chorobami ciała. W domach zasłaniano lustra oraz zatrzymywano zegary. Starano się nawet zakładać czarną odzież na znak żałoby. Nie można było również wykonywać żadnych ciężkich prac polowych, a w szczególności wywozić obornika, aż do Wielkiej Soboty. Gospodarze również w tym dniu odstraszali krety chodząc po polu i uderzając drewnianym kołkiem wymawiając zaklęcie.  Palono również spróchniałe drewno, a popiół rozrzucano po polu, by zapewnić sobie urodzaj.

O świcie w Wielki Piątek…

…kto tylko mógł, spieszył na tzw. Cedron, czyli mycie w pobliskim potoku, rzece czy jeziorze. Ważne było, aby obmyć się przed wschodem słońca w milczeniu, natomiast wody na ciele nie można było wycierać – musiała sama wyschnąć co miało to uratować skórę przed wszelkiego rodzaju owrzodzeniami oraz ujędrnić i wygładzić cerę. Po powrocie do domu należało wypić kieliszek tatarczówki, kto tego nie uczynił mógł zostać pijakiem przez cały następny rok. Wczesnym rankiem kreślono kredą trzy krzyżyki na drzwiach, co miało uchronić mieszkających od zmory i złych ludzi. Rozmawiano ze sobą cicho, na lustra nakładano kir oraz poszczono przez cały dzień. Nie wynoszono i nie sprzedawano niczego z chałupy, aby majątek nie przepadł. Ważne w tym dniu było nawiedzenie grobu Chrystusa i ucałowanie krzyża.

Obrzędy Wielkiej Soboty

nierozerwalnie związane są z poświęceniem ognia, wody oraz pokarmów. Świece pobłogosławione w tym dniu odpędzały (zapalone w oknie) pioruny, a umierającemu wkładano je w dłonie, by łatwiej mu było przejść na drugi świat. Natomiast święcona woda służyła domownikom przez cały kolejny rok.

Ważnym i najbardziej praktykowanym elementem w tym dniu jest święcenie potraw. W skład święconego wchodziły podstawowe produkty jak: chleb, jaja, sól, wędliny, ciasto, ser i masło – chodzono z tymi produktami do kościoła, aby ich nie zabrakło w ciągu roku. Poświęcenie jajka miało charakter magiczny. Wiązało się z budzeniem życia oraz kultem zmarłych.

Wielkanoc

W pierwszym dniu świątecznym popularna była msza rezurekcyjna, odprawiana o świcie. Po niej można było zakończyć cały ten czas pokutny i zasiąść do sutego śniadania z domownikami. Koniecznym było zjeść przynajmniej odrobinę jajka, natomiast popularną formą było spożywanie przez gospodarzy sporej ilości chrzanu, na pamiątkę pojenia Chrystusa octem i żółcią. Ważne było, ażeby podczas śniadania nie uronić ani okruszki, natomiast skorupki z jajek zakopywane były w ogrodzie, lub podawane kurom, żeby lepiej niosły. Gospodarze objeżdżali swoje pola i na każdym rogu wtykali w ziemię krzyżyki zrobione z palmy. Kropili również ziemię wodą święconą. Ciekawą i zapomniana już zabawą w tym dniu było kulanie jajec. Polegała ona na toczeniu do specjalnego wgłębienia  w ziemi (ducki) jajek. Wygrywał ten, kto ich wkulał  najwięcej, a nagrodą były wszystkie jajka, które potoczyły się w inne strony.

Lany Poniedziałek

Najciekawszym i najbardziej chyba przez młodzież oczekiwanym dniem był śmigus-dyngus. Poniedziałek, obok poważnej niedzieli był czasem zabaw i wzajemnych odwiedzin. Praktykowanym obrzędem w tym dniu było polewanie wodą oraz smaganie gałązkami swojej sympatii. Dlatego pod względem społecznym był to ważny moment, ponieważ w tym dniu młodzi ludzie rozpoczynali oficjalnie zaloty. Dziewczyna oblana przez swojego adoratora, obdarowywała go kroszonką z wypisanymi sentencjami mówiącymi o jej zamiarach czy nadziejach   wobec chłopaka. Polanie wodą, nawet przesadne, było przejawem sympatii, a najbardziej mokra panna mogła uważać się za najbardziej podobającą kawalerom.

Na ziemi pszczyńskiej wiele z tych zwyczajów i obrzędów zostało zapomnianych, niektóre istnieją w formie szczątkowej. Warto jednak pamiętać o tej formie ludowości i kultywować tradycję, która często w formie zabawy przekazuje głęboki sens związany z dorocznym cyklem wegetacyjnym. Uczy szacunku do przyrody i jednoczy rodzinę oraz społeczność lokalną.

Michał Pudełko

Bibliografia:

1. Jerzy Pośpiech, Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku, Opole 1987.

2. Barbara Ogrodowska, Ocalić od zapomnienia. Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2007.

3. Krystyna Sajdok, Podróż do źródeł śląskiej tradycji, Mysłowice 1995.

4. Dorota Simonides, Najpiękniejsze zwyczaje i obrzędy górnośląskie, Katowice 1995.

Artykuł ukazał się w Gazecie Pszczyńskiej nr 6, z 30 marca 2010 r.

Zwyczaje i obrzędy wiosenne w regionie (Jankowice)

Jastrë czyli kaszubskie Święta Wielkanocne

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=495


Podobnie jak w przypadku Świąt  Bożego Narodzenia, możemy w obrzędach Wielkanocnych, zauważyć łączenie starosłowiańskich wierzeń z chrześcijańską praktyką. Aby w pełni przekazać atmosferę i symbolikę opisywanych Świąt niezbędnym jest rozpocząć niniejszy opis od okresu poprzedzającego ich nadejście. Tak jak Boże Narodzenie poprzedza Adwent, tak w Jastrë (Wielkanoc) wprowadza nas Wiôldżi Pòst (Wielki Post).

Wiôldżi Pòst (Wielki Post)

Analogicznie jak w całej Polsce, na Kaszubach Wielki Post rozpoczyna Pòpielcowô Strzoda (Popielcowa Środa). Do dziś chrześcijanie wzbraniają się w tym dniu od spożywania potraw mięsnych. Należy jednak zauważyć, że dawniej wymieniony post był przestrzegany w sposób o wiele bardziej rygorystyczny. Wierzono, że w noc poprzedzającą Środę Popielcową diabeł zwany z kaszubska – purtkiem, pojawia się w karczmie i przegania batem tych, którzy jeszcze tańczą. W Popielec chowano na okres całego Wielkiego Postu wszystkie instrumenty muzyczne.

Na Kaszubach południowych we wtorkowy wieczór, poprzedzający Popielec, kobiety piekły pieczywo zwane pòpjelnikiem. Pieczywo było sporządzane z resztek ciasta po pączkach zapustnych.

Przez cały okres Wielkiego Postu, bardzo rygorystycznie przestrzegano niespożywania potraw mięsnych. Gospodynie dokładnie myły, szorowały wszystkie naczynia, w których niedawno pieczono, smażono mięso na zapusty. Wszystkie rondle, patelnie były chowane, aż do Świąt Wielkanocnych.

Główne pożywienie postne stanowiły suszone owoce, z których sporządzano zupy owocowe tzw. brzad, ponadto bardzo popularny żur, krupy jęczmienne, ziemniaki podawane najczęściej z zsiadłym mlekiem lub maślanką, ryby (głównie śledź, nazywany żartobliwie postnikiem), woda solona ze śledzi tzw. sledzówka, która była stosowana do omasty. Unikano spożywania jaj i masła.

Ważnym punktem Wielkiego Postu był dzień św. Grzegorza przypadający na 12 marca. W tym dniu młodzież topiła w rzekach, jeziorach słomianą kukłę, będącą symbolem zimy. Zauważamy tutaj podobieństwo do stosowanego do dziś zwyczaju topienia marzanny w pierwszy dzień wiosny w większości regionów Polski.

Dzień św. Grzegorza miał duże znaczenie dla kaszubskich rybaków z Nordy. W jego czasie następowała uroczysta inauguracja sezonu łososiowego. Przed pierwszymi połowami o wschodzie słońca dokonywano na brzegu poświęcenia niewodu. Odbywało się to bez udziału kobiet. Pierwsze zarzucenie sieci dokonywał szyper wraz ze swymi pomocnikami. Wierzono, że obfitość połowu, uzyska się dzięki zabraniu na morze niewielkiej ilości piasku zabarwionej krwią łososia.

Dla kaszubskich rolników ważnym terminem w Wielkim Poście był dzień św. Józefa – 19 marca, kiedy to gospodarze rozpoczynali orkę. Czyniono to symbolicznie nawet przy niesprzyjającej pogodzie.

W tym dniu kaszubscy pszczelarze zaglądali do uli, szczególnie starannie je oczyszczając. Panował pogląd, że to szczególny dzień do wypraszania przez kobiety zamążpójścia – na swiãtégò Jopa gdowë i dzéwczãta proszą ò dobrégò chłopa (Na świętego Józefa wdowy i dziewczęta proszą o dobrego mężczyznę).

Czas Wielkiego Postu to okres, w którym przyroda budzi się do życia. Według dawnej tradycji za przełomowy dla wiosennej wegetacji uznawano dzień św. Marii, przypadający 25 marca, zwany strumiannym lub roztwórnym. Zwyczajowo tego dnia kaszubscy rolnicy zapoczątkowywali siew. Czasami ze względu na złą pogodę miało to znaczenie wyłącznie symboliczne.

Wiôldżi tidzéń

Wielki tydzień to najważniejszy czas Wielkiego Postu. Rozpoczyna go Niedzela Palmowô (Niedziela Palmowa), będąca pamiątką po triumfalnym powitaniu Chrystusa w Jerozolimie. W ówczesnych czasach, z dala od kaszubskiej ziemi, witano Jezusa palmowymi liśćmi.

Na Kaszubach oraz w wielu innych miejscach w Polsce na pamiątkę tego zdarzenia do dziś, palmy zastępowane są gałązkami kwitnącej wierzbiny i gałązkami bukszpanu. Stąd inne nazwy określające Niedzielę Palmową tj. Niedzela Kwietnô (Niedziela Kwietna) lub Niedzela Wierzbnô (Niedziela Wierzbna).

Dawnym zwyczajem było niegdyś odwiedzanie tego dnia przez kaszubskich gospodarzy swych sąsiadów i lekkie uderzanie rózgą palmową wraz ze słowami:wierzba bije, jô nie bije. Za tidzéń wiôldżi dzéń, za nocë trzë i trzë są Jastrë (wierzba bije, ja nie biję. Za tydzień wielki dzień, za noce trzy i trzy jest Wielkanoc).

Poświęcone wiązki wierzbinowych witek zwane palmami przez długi czas zdobią wejścia do domostw, stajni. Zawieszane są nawet nad pszczelimi ulami. Służą one do wypędzania bydła na pierwszy wiosenny wypas. Według wierzeń młode pędy wierzbiny mają zapewnić zdrowie i żywotność. W pradawnych zwyczajach przypisuje się im moc magiczną, ochronną i leczniczą. Podczas burzy spalano ukwiecone witki, wierząc że jak daleko sięga ich dym, piorun nie ma tam dostępu. Posiekane lub sproszkowane bazie mieszano także z ziarnem siewnym w celu uzyskania dobrych plonów.

Wiôldżi Czwiôrtk

W religii chrześcijańskiej Wielki Czwartek to początek Triduum Paschalnego, obejmującego czwartek, piątek i sobotę Wielkiego Tygodnia.

Wierzono, że Wielki Tydzień to najlepszy czas dla wczesnych siewów, sadzenia kwiatów oraz młodych drzewek. Szczególnie dobrym dniem do tego typu czynności jest Wiôldżi Czwiôrtk (Wielki Czwartek). W tym dniu rozpoczynano barwienie wielkanocnych jajek. Używano do tego procesu barwników roślinnych – cykorii, łupin cebuli, kory dębowej, olchowej, brzozowej. Dawniej  nie znano pisanek, jajka barwiono na jednolity kolor.

Wiôldzi Piątk – Płaczëbóg (Wielki Piątek – Płaczebóg)

Dzień ukrzyżowania Jezusa, określany jest na Kaszubach bardzo często terminem Płaczëbóg.

Tego dnia kaszubskie gospodynie wczesnym rankiem smagają domowników gałązkami agrestu lub jałowca. Zwyczaj ten zwany jest Bòżé Ranë (Boże Rany). W niektórych częściach Kaszub rozpoczynany jest już w Wielki Czwartek.

W Wielki Piątek przestrzega się ścisłego postu, dawniej tego dnia spożywano jedynie chleb i wodę  oraz nieomaszczone ziemniaki. Kończono świąteczne porządki, przed wschodem słońca zamiatano izby wyrzucając śmieci na podwórze, grunt lub granicę sąsiada. Miało to uwolnić od pcheł i robactwa. Zwyczaj ten znany był dawniej na całym Pomorzu oraz w wielu innych regionach Polski.

Wieczorem obmywano się w jeziorze, rzekach wierząc że takowa kąpiel uwolni od chorób oczu i skóry. Taka rytualna czynność miała znaczenie oczyszczające.

Do dzisiaj we wszystkich polskich kościołach w Wielki Piątek milkną dzwony kościelne, które zabiją dopiero w Wielkanoc dając znak, że Chrystus zmartwychwstał. W dawnych czasach na Kaszubach, wieczorem w Wielki Piątek grupy chłopców rozpoczynały dawny zwyczaj, polegający na chodzeniu po całej miejscowości i hałasowaniu klekotkami, terkotkami itp. Czyniono tak również w Wielką Sobotę. Wspomniany hałas miał przypominać o żałobie po śmierci Jezusa.

Kaszubscy gospodarze bacznie obserwowali tego dnia pogodę. Deszcz wróżył mokre lato, natomiast słońce zapowiadało upalne miesiące letnie.

Tak jak w całej Polsce, na Kaszubach tego dnia odbywają się szczególnie licznie odwiedzane przez wiernych Drogi Krzyżowe. Bardzo znanym miejscem jest Kalwaria Wejherowska, po której stacjach w Wielki Piątek, pielgrzymują tysiące osób. Ze względu na piękną, zabytkową Kalwarię Wejherowską, miasto to jest często zwane kaszubską Jerozolimą. W Gdyni przez cały okres Wielkiego Postu kaszubskie Drogi Krzyżowe są od wielu lat odprawiane w parafii Św. Wawrzyńca na Wielkim Kacku.

Wiôlgô Sobòta (Wielka Sobota)

W Wielką Sobotę ważnym punktem dnia było święcenie ognia. Żarzące węgielki były zanoszone do domostw i tam rozpalano z nich wygaszony wcześniej ogień. Był to prastary obrzęd magicznego oczyszczenia ogniska. Wymienione węgielki służyły także do kreślenia krzyży na drzwiach domostw i stajni. Zwyczaj ten miał uchronić przed złymi demonami. W podobnym celu przybijano do drzwi kolące ciernie.

Na południowych Kaszubach rankiem palono tego dnia ognisko na cmentarzach. Popiół rozrzucano po polach wierząc, że uchroni przyszłe plony przed gradobiciem.

Na północy Pomorza, Słowińcy palili ogniska w porze wieczornej.

Tak jak wspomniano wcześniej, w postnym menu bardzo popularną potrawą był żur. Przyglądając się dawnym zwyczajom Kaszubów, można podejrzewać, że była to potrawa spożywana wyjątkowo często w czasie Wielkiego Postu. W niektórych częściach Kaszub funkcjonował zwyczaj tzw. tracenia żuru. Istniało powiedzenie –wnet bãdą Jastrë, wëlejemë żur (wnet będzie Wielkanoc, wylejemy żur). Gromady chłopców chodziły po wsi od chaty do chaty recytując układankę o kończącym się panowaniu żuru. Na koniec obrzędu, rozbijano garnek z żurem.

Jastrë (Wielkanoc)

Skąd wzięło się określenie Jastrë? Naukowcy upatrują pochodzenia tej nazwy w różnych źródłach. Niektórzy z nich cofają się do czasów pogańskich wywodząc wymienioną nazwę od bożka czczonego w dawnych czasach przez Słowian, zwanego Jastrzebóg, Jutroboh lub Jutrzejbog. W tym samym czasie Anglosaksoni, na początku wiosny czcili boginię światła zwaną Eostra (Ostara) i zwali wiosenny miesiąc kwiecień – Ostarmenoth (Ostermonat). Stąd pochodzi niemiecka nazwa Ostern na określenie chrześcijańskiej Wielkanocy. Znany językoznawca prof. Jerzy Treder wspomina w swych pracach naukowych, że nazwa jaster pierwotne oznaczała tyle co świetlisty, jasny. Według prof. Tredera właśnie od podstawy jaster pochodzi nazwa wiosennego święta. Wiosna to przecież czas, kiedy dzień staje się coraz dłuższy, a więc noc ustępuję miejsca jasności dnia. Patrząc z punktu religii chrześcijańskiej Jastrë to także czas, kiedy poprzez zmartwychwstanie Jezusa następuję zwycięstwo światła nad mrokiem.

Wierzono, że w jastrową noc, o północy szczególnych właściwości nabiera woda, która ma taką moc do wschodu słońca. O północy lub wczesnym rankiem przynoszono wodę do domostw. Zdarzało się, że w jastrową noc wodę podawano koniom, bydłu, wierząc w jej ochronne działanie. Niektórzy gospodarze pędzili także w tym czasie bydło nad strumienie, aby zwierzęta spożywając wodę zyskały odporność na różnego typu choroby na cały rok.

Przed wschodem słońca, przed rezurekcyjną mszą często zażywano oczyszczającej kąpieli rzekach i strumieniach wierząc w cudowne działanie jastrowej wody.

W jastrową noc w niektórych kaszubskich miejscowościach charakterystycznym zwyczajem było tzw. bãmblowanié (bemblowanie – bębnienie). Po wsi chodził bębniarz, który bijąc w bęben budził mieszkańców, by spieszyli na jutrznię czyli nabożeństwo nocne. Dziś zwyczaj ten kojarzony jest głównie z północnymi Kaszubami, a w szczególności z Jastarnią. W ostatnich latach zwyczaj ten był kultywowany właśnie w tym mieście. Poranne bicie w bęben obwieszcza mieszkańcom Jastarni zmartwychwstanie Pana, jest także swoistym zaproszeniem na mszę rezurekcyjną. Korzenie tego zwyczaju znajdziemy w historii dawnych klasztorów franciszkańskich, które wymieniony zwyczaj przyniosły z Ziemi Świętej.

Rankiem składano życzenia nie tylko w rodzinach, ale także sąsiadom, obdarowując się barwionymi jajkami.

Post był przestrzegany do południa. Podczas wielkanocnego śniadania spożywano prażnicę (jajecznicę na słoninie), ryby, śliwki z kluskami. Świąteczne, bardzo obfite śniadanie było dawniej przeciągane na Pomorzu do popołudnia. Obiadu tego dnia zazwyczaj nie przygotowywano.

Zwyczaj święcenia pożywienia był praktykowany przez bogatych gburów i szlachtę. Pojawił się on  na ziemiach polskich w XV wieku. Na Pomorzu powszechnie znany stał się po I wojnie światowej. Wcześniej w wielu kaszubskich rodzinach funkcjonował zwyczaj święcenia pokarmu przed rozpoczęciem wielkanocnego śniadania przez najstarszego mężczyznę. W bogatszych domach pomorskich, pokarmy były święcone na miejscu w Wielką Sobotę przez odwiedzającego kapłana.  Dziś w wielkanocnych święconkach znajdziemy ogromną różnorodność różnego typu pokarmów. Dawniej święconki były o wiele bardziej proste. W ogólnopolskiej tradycji istniała tradycja siedmiu błogosławionych darów. Każdy ze święconych pokarmów miał inną symbolikę związaną z ludową i chrześcijańską tradycją:

  • chleb: podstawowy pokarm człowieka, symbol dobrobytu i pomyślności. W tradycji chrześcijańskiej symbol Ciała Chrystusa
  • jajko: symbol odradzającego się życia
  • sól: życiodajny minerał, posiadający moc odstraszania zła. Symbol oczyszczenia oraz prawdy.
  • wędlina: ma zapewnić zdrowie i płodność oraz dostatek
  • ser: symbol więzi między człowiekiem a siłami przyrody, symbol dobrego rozwoju stada zwierząt domowych
  • chrzan: ludowy symbol siły i fizycznej krzepy
  • ciasto: symbol umiejętności i doskonałości

W niedzielny wieczór dość często na Kaszubach odbywały się tzw. zmówinë zwane inaczej zrãkowinë. Było to spotkanie rodziców przyszłej młodej pary, dotyczące posagu panny młodej. W Jastrową Niedzielę bardzo często wyprawiało się huczne wesela.

Wśród Kaszubów panuje przekonanie, wypływające ze zwyczajów chrześcijańskiej wiary w świętych obcowanie oraz prasłowiańskich wierzeń, że w takim czasie jak Wielkanoc następuję zbliżenie dwóch światów – naszego świata doczesnego, realnego i świata pozaziemskiego.

Jastrowi Poniedzôłk – Dëgus (Wielkanocny Poniedziałek)

Powszechnie znany zwyczaj ogólnopolski to polewanie wodą dziewczyn i kobiet. Na Kaszubach był on praktykowany jedynie w niektórych miejscach na północy oraz w południowo-wschodniej części. Bardziej znany w całym regionie stał się dopiero po I wojnie światowej. Symbolika tego obrzędu polega na pobudzeniu sił twórczych i płodności.

Zdecydowanie częściej kultywowany był zupełnie inny obrzęd. Pradawny zwyczaj polega na tym, iż chłopcy i mężczyźni chłoszczą lekko rózgami zazielenionej brzeziny lub jałowca dziewczęta oraz kobiety po nogach, rękach. Stosowano różne podstępy, aby zaskoczyć śpiące kobiety. Wbrew pozorom płeć żeńska, nie unikała zbytnio spotkania z dëgownikami. Funkcjonuje pogląd, iż bardziej chłostana niewiasta będzie cieszyła się w najbliższym roku większym powodzeniem u mężczyzn. Korzenie tego obrzędu tkwią w tajemnicy wiecznego odradzania się sił przyrody. Smaganie gałązkami to także przekazanie ludziom siły żywotnej zawartej w młodych roślinach.

Dëgownice składają często życzenia domownikom otrzymując barwione jajka, placki czasem także niewielkie datki pieniężne wręczane przez kobiety i dziewczęta. Wymienione zwyczaje znane są także w niektórych częściach Wielkopolski i Mazowsza.

Jastrë czyli kaszubskie Święta Wielkanocne