Od Świąt Bożego Narodzenia do Trzech Króli – kaszubskie zwyczaje

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=573


Okres od Świąt Bożego Narodzenia do Święta Trzech Króli na Kaszubach nosi nazwę – Godów. Dawniej na Kaszubach w tym czasie kolędowały grupy chłopców zwane – trzej królowje (trzej królowie). Odziani byli w długie kolorowe stroje, na głowach nosili wysokie korony. Jeden z kolędników trzymał umocowaną na kiju dużą gwiazdę, drugi kolorową skarbonkę, trzeci posiadał spory kij służący do odpędzania psów. Gdy ten zespół kolędników pojawiał się w kaszubskich domostwach śpiewano kolędy – Mędrcy świata monarchowie lub Trzej królowie. Kolędnicy recytowali także wiersz o Bożym Narodzeniu w języku polskim i kaszubskim. Po otrzymaniu datków, nisko się kłaniali dziękując, natomiast gospodarze zadawali wtedy zwyczajowe pytanie: a skąd wa jesta królowie? (a skąd wy jesteście, królowie?). Ze strony kolędników padała odpowiedź – od wschodu słuńca i szukóma kuńca (od wschodu słońca i szukamy końca). Według dawnej tradycji w okresie Godów, obowiązywał powszechny zakaz prania. Niektóre gospodynie twierdziły, że brud z bielizny w ogóle nie schodzi w tym czasie. Inne podania wspominają, że w domu, w którym ten zakaz zostanie złamany, będzie w najbliższym roku mnóstwo prania, a jego domowników czeka także dużo łez. Równocześnie uważano, że przestrzeganie tego zakazu zapewni zdrowie i dobry przyrost bydła.

Sylwester i Nowy Rok

Zabawa sylwestrowa nie była dawniej tak huczna jak w dzisiejszych czasach. Spędzano ją najczęściej w gronie rodzinnym lub dość bliskich znajomych. Sylwestrowy wieczór rozpoczynały różnego typu wróżby, związane ze sprawami miłosnymi, pogodą i plonami. Na początku, dziewczęta przynosiły drewna do pieca. Parzysta ilość, przyniesiona przez pannę, miała skutkować zamążpójściem w najbliższym roku. Podobnie jak dziś w wigilię Andrzejek, podczas wieczoru sylwestrowego lano wosk i ołów. Z kształtu odlanych figur próbowano domyślić się losu jaki spotka daną pannę w następnym roku. Dość popularną wróżbą było puszczanie na wodę skorupek orzecha, w których znajdowały się rozżarzone węgielki, świeczki lub kuleczki wełny nasączone naftą. Jeśli skorupki zbliżyły się do siebie oznaczało to, że panna znajdzie męża w nowym roku. Kolejną popularną wróżbą było rzucanie butem przez ramię. Panny siedziały tyłem do drzwi. Jeśli but spadł przodem do wejścia oznaczało to, że niewiasta w najbliższych miesiącach opuści swój dom rodzinny, wiążąc się węzłem małżeńskim ze swym wybrankiem. Aby tak się stało, but musiał upaść wierzchem. Jeśli upadł spodem do góry wróżyło to, że panna opuści dom, ale z innych przyczyn niż zamążpójście. Inna wróżba polegała na tym, że panny wychodziły nocną porą przed dom i wykonywały okrzyk. Strona, z której doleciało echo oznaczała kierunek, gdzie przebywał jej wymarzony wybranek – przyszły mąż. Cisza miała wróżyć następny rok w panieństwie. Echo usłyszane od strony cmentarza zapowiadało śmierć w najbliższym otoczeniu. Zgon człowieka w ostatnim dniu roku zwiastował piętnaście wypadków śmierci we wsi w nadchodzącym roku. Wróżono również wykorzystując do tego, specjalnie upieczone ciastka w kształcie krzyża, pierścionka i dziecka. Tak przygotowane wypieki chowano pod odwróconymi talerzami. Wylosowany kształt ciastka zwiastował los jaki miał spotkać daną osobę w następnym roku – stan duchowny, ślub lub przedślubne dziecko.

W momencie zbliżania się północy przed domostwami narastał hałas dzwonków, klekotek itp. Chłopcy trzaskali z batów, uderzali w blachy i puszki. Wszystkie te zabiegi miały za zadanie wypędzić ostatki starego roku. Wszędzie było słychać różnego typu życzenia wypowiadane przez młodych i starszych – jãdrzné jabłka, jãdrzné krëszki, jãdrzné slëwë, jãdrzné żëtkò, na ten nowi rok (urodzajne jabłka, urodzajne gruszki, urodzajne śliwy, urodzajne żytko, na ten nowy rok). Wszystkie te wypowiadane formuły miały zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Na Kociewiu w okolicach Starogardu Gdańskiego palono smolne beczki. O północy podobnie jak dziś następowały wystrzały witające Nowy Rok.

Noc sylwestrowa to także czas różnego typu psot. Przodowała w tym młodzież męska. Zdarzały się przypadki wynoszenia bram poza obaszar wsi, wprowadzania bydła do sąsiednich zagród. Najwięksi swawolnicy potrafili ustawić na dachu domu wóz zatknięty dyszlem do komina!

Praktykowano także zwyczaj, który miał zapewnić urodzaj w sadach. Polegał on na obwiązywaniu drzew owocowych słomą. Wykonując ten zabieg gospodarz budził drzewa słowami: spisz, a nie rodzysz, nie spij, a rodzë (śpisz, a nie rodzisz, nie śpij, a ródź).

Nowy Rok

W tym dniu przywiązywano dużą wagę do pogody. Pochmurna aura, szron w sadzie miały wróżyć urodzaj plonów w najbliższych miesiącach. Słoneczna pogoda zwiastowała nieurodzaj. Ślad tych wierzeń znajdujemy w przysłowiach ludowych:

czej w Nowi Rok jasno słuńce swiécy, młodô chòwa pòwëzdëchô (kiedy w Nowy Rok jasno słońce świeci, młode bydło powyzdycha); czej w Nowi Rok jasno słuńce swiécy, stodołë bãdą pùsté (kiedy w Nowy Rok słońce jasno świeci, stodoły będą puste); czej w Nowi Rok w sadze je wiele żłądzë, tej dobrze òbrodzy brzôd (kiedy w Nowy Rok w sadzie jest wiele szronu, wtedy dobrze obrodzi owoc).

Wczesne wstanie z łóżka w tym dniu, miało uchronić człowieka przed ospałością i lenistwem przez cały rok. Istniało powiedzenie – co chto robi w Nowi Rok, to mdze robił òb całi rok (co kto robi w Nowy Rok, to będzie robił przez cały rok). Z tego powodu starano się wystrzegać kłótni, gniewu, smutku i płaczu. Zwracano uwagę, aby pierwszą osobą odwiedzającą dom był mężczyzna, najlepiej młody, dysponujący zasobnym portfelem. Miało to wróżyć dostatek dla domowników na cały rok.

Kolęda

Zwyczaj odwiedzania parafian przez duszpasterzy sięga XVII wieku. Ustanowił go synod piotrkowski w 1628 roku. Tradycja ta przetrwała do dziś. Kiedyś miała jednak głębszy wymiar. Do wizyty kapłana przygotowywano się z niezwykłą starannością, porządkując nie tylko dom, ale także pomieszczenia gdzie znajdowały się zwierzęta hodowlane. Czysto musiało być wszędzie. Zdarzało się, że pleban zaglądał nawet do obory. Podążał za nim kościelny, który kreślił nad drzwiami K+M+B (Christus mansionem benedicatNiech Chrystus błogosławi temu domowi).

Złośliwi twierdzą, że dla niektórych była to jedyna sposobność do dorocznego wysprzątania. Porzekadło ludowe mówi:

Dobrze będzie przy kolędzie,
po kolędzie znów brud będzie

Słowa te odnosiły także do sumienia niektórych osób, które wygłaszały obietnice poprawy w czasie świątecznych życzeń.

Niektórzy gospodarze po wyjściu księdza wykorzystywali wodę święconą, do poświęcenia całego obejścia, zwierząt, budynków. Byli nawet tacy, którzy uważali, że wskazane jest wypić łyk wody święconej, która ma uchronić przed chorobami.

Do dziś znany jest przesąd związany z krzesłem, na którym siedział duszpasterz podczas kolędy. Temu z domowników, który pierwszy na nim usiądzie po wyjściu kapłana, czeka dostatek w portfelu. Jeśli ta sztuka uda się pannie, w najbliższym czasie czeka ją zamążpójście.

Noworoczne specjały

Charakterystycznym specjałem kuchni w noworocznym okresie były dawniej ciastka, wypiekanie kilku rodzajów pieczywa obrzędowego. Przed Sylwestrem przygotowywano tzw. nowe latka. Zwyczaj ten importowano na obszar Pomorza z Kurpiów i Kujaw. Nowe latka to ciastka pszenne formowane w kształt różnych zwierząt, lepionych ręcznie. Tak przygotowanymi ciastkami częstowano kolędników.

Gwiżdże, Królowie i Szczodraki

Opisywany okres obfituje w różnego typu grupy kolędnicze. Pierwszą z nich są tzw. Gwiżdże, znane na Kaszubach od dawnych czasów. Jest to świecki zwyczaj związany z postacią stróża zwanego popularnie gwiżdżem. Występował on kiedyś w wielu miejscowościach Kaszub. Jego funkcja polegała na wzywaniu ludności gwizdkiem do ciszy nocnej, gaszenia pożaru lub obrony. W sylwestrowy wieczór zwyczajem było, że gwiżdż odwiedzał gospodarzy, składając życzenia. Z biegiem czasu do jednego gwiżdża doszła cała grupa kolędników, tworząc barwne widowisko z muzyką, śpiewem i tańcami. Obrzęd ten nie jest praktykowany tak licznie jak dawniej, jednak przetrwał do dziś w trochę zmienionej formie. Obecnie w zespole kolędników nie ma już stróża-gwiżdża. Postać ta zastąpiona została policjantem. Jego funkcja polega na strofowaniu zbyt hucznych kolędników. Gdy zaczynają za bardzo dokazywać porządek wprowadza właśnie policjant. W skład zespołu Gwiżdży wchodzą następujące postacie: niedźwiedź prowadzony na łańcuchu przez niedźwiednika, garbaty Żyd oferujący zajęczą skórkę, która ma rzekomo pomagać na wszystkie dolegliwości, ułan na koniu, diabeł, akordeonista i Stary-Nowy Rok.

Inną grupą kolędniczą byli tzw. Królowie, którzy odwiedzali domostwa w wieczór poprzedzający Święto Trzech Króli. Wieczór ten zwany był szczodrym. Skąd taka nazwa? Jej korzenie sięgają dawnych czasów kiedy to owczarze i pasterze odwiedzali domy swych gospodarzy, składając życzenia. Gospodarze odwzajemniali się podarunkami w postaci żywności. Najczęściej były to specjalnie pieczone tego dnia rogale zwane szczodrakami.

Do wypieku szczodraków używano najlepszej mąki. Rogale nadziewano w różny sposób – serem, kiełbasą, grzybami, kapustą, farszem mięsnym itp. Zwyczaj ten był praktykowany w wielu częściach Polski. Wielkość i nadzienie szczodraków odzwierciedlały zeszłoroczne plony. Jeżeli były one bogate, rogale były większe i z bogatszym nadzieniem. Jeśli w ubiegłym roku zdarzył się nieurodzaj to szczodraki były niewielkie, czasem nadziewane zaledwie burakami.

Kolędnicy chodząc po wsi śpiewali:

Już pochwalmy, już pochwalmy Króla tego,
Dziś w Betlejem zrodzonego
I z Maryją, i z Maryją matką Jego,
Panią Dworu Niebieskiego.

Jemu służy, Jemu służy słońce, księżyc,
We dnie, w nocy nieprzestając;
I my także, I my także chwalmy Jego,
Tego Króla Niebieskiego

Po wejściu do domu gospodarza, najstarszy z kolędników wypowiadał następujące słowa:

Dobry wieczór, szczodry wieczór!
Nóm pòwiôdają, że tu rogôle pieczą;
A jeżlë nié rogôla, to téj chléba gléń;
Wasza dësza mdze szczodroblëwy miała dzéń!
A jeżelë nié chléba  gléń, to kòrszczôk masła,
Wasza dësza mdze sã dobrze w niebie pasła;
A nié kòrszczôk masła, to swiniégò cała,
Wasza dësza mdze sã dobrze w niebie miała!

(Dobry wieczór, szczodry wieczór!
Nam powiadają, że tu rogale pieką;
A jeśli nie rogale, to kromki chleba,
Wasza dusza będzie szczodrobliwy miała dzień!
A jeżeli nie kawałek chleba, to łyżkę masła,
Wasza dusza będzie się dobrze w niebie pasła;
A jeżeli nie łyżkę masła, to kawał słoniny,
Wasza dusza będzie się dobrze w niebie miała!)

Każdy z odwiedzających kolędników brał według praktykowanego zwyczaju jednego rogala w każdym domu. Zdarzało się, że kolędnicy otrzymywali czasem kiełbasę, mięso, owoce, a nawet pieniądze. Po obejściu wielu domostw kolędnicy udawali się do karczmy i tam spożywali przy piwie otrzymane szczodraki i inne dary, częstując innych. Czasem zdarzało się, że otrzymane podarunki sprzedawano. Za otrzymane pieniądze kupowano w karczmie piwo, gorzałkę i zamawiano muzykę. Na huczną biesiadę schodziło się wielu mieszkańców wsi.

Gospodarza, który źle potraktowałby kolędników czekała kara w postaci różnego typu psot tj. zabicie deskami okien, poroznoszenie po wsi sprzętów rolniczych gospodarza. Wszystko to odbywało się w majestacie prawa, z wielkim wstydem dla skąpych gospodarzy.

W szczodry wieczór w kościołach święcono wodę. Istniało przekonanie, że woda poświęcona tego dnia ma szczególne właściwości. Zjawisko takie miało miejsce jedynie gdy woda pochodziła z trzech kościołów. Wiele osób wędrowało tego dnia od świątyni do świątyni, aby uzyskać cudowną wodę, którą przechowywano do wiosny. Wierzono, że odpędza wszelkie niepowodzenia. Naczynia z cudowną wodą stawiano na polach gdzie wschodziło zboże lub w sadach owocowych.

Święto Trzech Króli było szczególnie uroczyście obchodzone w północnej części Kaszub przez brać rybacką. Tego dnia odbywała się niezwykle ważna dla maszoperii (związków rybackich) uroczystość – zszywinë niewodu (zszywanie niewodu), będące symbolem rozpoczęcia nowego roku połowów. W tym dniu uzgadniano niezwykle ważne dla rybaków kwestie związane z losowaniem łowisk. Uroczystość była kończona huczną zabawą.

Reklamy
Od Świąt Bożego Narodzenia do Trzech Króli – kaszubskie zwyczaje

Obrzędowość wiosenna na Podlasiu

Autor: Justyna Pawlicka. Żródło: Biuletyn Dialektologicznego Koła Naukowego, nr 3, kwiecień 2010


Wszelkiego rodzaju wierzenia i zwyczaje ludowe nierozerwalnie wiążą się z kalendarzem liturgicznym. Zróżnicowanie wyznaniowo-etniczne Podlasia wywarło znaczny wpływ na obrzędowość tego regionu. Przenikają się tutaj głownie tradycje katolickie z prawosławnymi.

Na dzień 25 marca przypada święto Matki Boskiej Roztwornej (Zwiastowanie Najświętszej Marii Pannie). Wierzono, że tego właśnie dnia przylatują bociany — jedna z pierwszych oznak wiosny. Gospodynie ma powitanie tych ptaków wypiekały pięciopalczaste bułki, zwane busłowymi łapami. Bocianie gniazdo na zabudowaniach gospodarskich przynosiło rodzinie  szczęście, dlatego śpiewano:

Busieł, busieł na łapy;
Polubisz toj chaty,
Daj Boże, żeby na drugi rok dożdaty.

We wsi Husaki, nieopodal Bielska Podlaskiego kobiety, przygotowując busłowe łapy, wkładały do ciasta monetę. Pieniążek miał zapewnić życie w dostatku osobie, która go znajdzie.

Werbnica, czyli Niedziela Palmowa otwiera zwyczaje związane z Wielkanocą. Tego dnia młodzieńcy smagali panienki palemkami, wypowiadając przy tym słowa:

Werba bije, nie ja bije,
Za tyżdeń Wielkideń,
Bud bogaty jak zemla,
Bud zdarowy jak woda,
Bud wesoły jak wesna.

Na Podlasiu przyozdabiano do święcenia gałązki wierzbowe. Poświęcone gałązki osłaniały dom przed burzami, a włożone pod pierwszą skibę chroniły zboże przed suszą i gradobiciem.

W Wielką Sobotę kobiety przygotowywały pokarmy do święcenia, które potem zanoszono do kościoła. W okolicach Narwi jajka farbowano w cebulniku na czerwono, jajka te nazywano tutaj rabymi, czyli łaciatymi, bo zawsze były na nich widoczne plamy. Pośród młodzieży dużą popularnością cieszyła się zabawa zwana kaczaniem, polegająca na toczeniu pisanek po stole tak, by się zderzyły.

Następnego dnia, to jest w Niedzielę Wielkanocną dzieci i starsi chłopcy chodzili po włóczebnym (wołoczebnym), czyli po kolędzie. Kolędnicy w zamian za życzenia otrzymywali kraszanki lub kawałek sera i kiełbasy, jeśli w domu była panna. W trakcie włoczebnego śpiewano pieśni religijne i świeckie, tzw. konopielki.

Obrzędy wielkanocne kończyły się w Niedzielę Przewodnią. Ludność prawosławna obchodzi wówczas dzień zaduszny. Po mszy świętej na groby bliskich zanoszono więc pisanki. Zgodnie z wielowiekową tradycją spożywano tam pieróg a jego okruchy rozrzucano zwykle na mogiłach.

Kolejnym obrzędowo istotnym dniem było święto Jurija (świętego Jerzego) przypadające na 23 kwietnia. Obchodzono wówczas pola i obnoszono wokół nich chleb i sól (zawinięte w lniane płótno) oraz korowajczyki, czyli ciasto z pszennej mąki specjalnie na ten dzień pieczone. Korowajczyki taczano po polu i młodym życie, by rosło szybko. Wypowiadano wtedy słowa: Tam dzie korowaj idzie, tam i szybko budzie. Gospodarze dzielili się ciastem z sąsiadami, a następnie jego okruchy zakopywali w polu.

W Tykocinie i w pobliskich wsiach w Zielone Świątki znany był zwyczaj chodzenia z królewną po polach. Tego dnia dziewczęta spotykały się za wioską przy ognisku i wybierały spośród siebie najpiękniejszą — królewnę. Królewna zakładała długą białą suknię i wieniec kwiatów. Później koleżanki prowadziły ją wzdłuż wioskowych pól, a następnie wracały do wsi, gdzie odwiedzały po kolei domostwa. Młodym kobietom towarzyszył przy tym śpiew. Wieczorem młodzież urządzała w karczmie ucztę.


Opracowano na podstawie:

Artur Gaweł, Obrzędowość wiosenna na Podlasiu, Białystok 2001

 

Obrzędowość wiosenna na Podlasiu

Gody w dawnej Żegocinie

Źródło: zegocina.pl


Czesław Blajda „Żegocina dawna i współczesna”, Żegocina 1993:

WIGILIA

W obrzędach tych przechowały się resztki dawniejszych wierzeń z czasów poprzedzających przyjęcie wiary chrześcijańskiej. Wierzono np., że dzień wigilijny Bożego Narodzenia przepowiada i decyduje o tym co nas czeka w ciągu przyszłego roku. Dzieci mają być grzeczne i spokojne, by nie dostać bicia w myśl przysłowia: „Wilija dzieci bija”. Dawniej stawiano „podłaźnice” na oborze by bydło się darzyło, a krzyżyki z gałązek jodły nad drzwiami i oknami na szczęście w ciągu nowego roku. Gdy na niebie ukazała się pierwsza gwiazdka domownicy zasiadali do „obiadu wigilijnego”, stół zaścielano sianem, zaś podłogę słomą.

Do wspólnego stołu zapraszano służbę domową i żebraków. „Obiad” składał się dawniej z nieparzystej liczby potraw, co oznaczało możliwość przybytku, a z każdej potrawy odkładano łyżkę dla bydła. Po wieczerzy („obiedzie”) gospodarz odwiedzał oborę i sad, a w sadzie  prowadził z drzewami owocowymi monolog „będziesz rodziło czy nie, jak nie, to cię zetnę”, kończył się on wezwaniem „stoisz czy śpisz, Chrystus się rodzi, stań i ty bo musisz rodzić”. Dziewczęta w wieczór wigilijny nadsłuchiwały głosu psa, bo z której strony zaszczeka, z tej przyjdzie w Święta kawaler. W noc wigilijną na jeden moment woda zamieniała się w wino, a o północy bydło i zwierzęta rozmawiały ludzkim głosem itp.

GODY

Od Bożego Narodzenia do Trzech Króli następowały „Godnie święta” dla służby domowej, która udawała się do swej rodziny w odwiedziny i na wypoczynek. Goście, przychodząc w Boże Narodzenie, życzyli domownikom: „Na szczęście, na zdrowie na to Boże Narodzenie niech się wam tu darzy wszystko stworzenie”. Wieczorem w Boże Narodzenie przychodzili do dziewcząt „podłaźnicy” z poczęstunkiem, obierali choinki z owoców i ciastek, a która miała bogatszą choinkę to miała więcej „podłaźników”.

NOWY ROK

Wieczorem w Sylwestra chodzili młodzi chłopcy zwani „nowoleciętami” lub „scodrocorzami”. Za oknami wygłaszali orację: „Przyszliśmy tu po kolędzie, niech wam za przykro nie będzie. A czy będzie, czy nie będzie sam Pan Jezus chodził po kolędzie – kolędować będziemy!” i śpiewali kolędę obracając oświetloną gwiazdą z bibuły. Po zaproszeniu do izby chwalili Pana Boga i mówili: „Piekaliscie tu scodroki powiadali nam, a jak niepiekaliście dajcie chleba krom, Zapłaci wam sam Pan Jezus i ten święty Jon”.

Nowolecięta „wyciapywali kopy” (źdźbła słomy tkwiące pod powałą od Wigilii i mówili: „Na szczęście, na zdrowie, na ten nowy rok, niech się wam tu rodzi pszenicka i groch, niech się wam tu rodzi pszenicka, sazycka (mieszanka pszenicy z żytem), zeby była na drugi rok największa kuklicka”.

Gdy gospodarze ich nie przyjęli i nic im nie dali mówili za oknami: „Przyleciała sarna, nasrała w żarna, sama gospodyni kukiełki zeżarła, niech się wam tu rodzi pszenicka jak igły, sazycka jak szpilki, bo tu nie dostanie kukiełki nigdy”.

KOLĘDA

Po Nowym Roku chodzili dorośli kolędnicy z turoniem i żydem, Herody z żołnierzem, śmiercią i diabłem oraz młodsi kolędnicy z szopką. Kolędnicy z Herodem organizowali ciekawe przedstawienia, a po nim odbywała się zabawa taneczna. W okresie międzywojennym proboszcz w Żegocinie zakazał chodzenia i przyjmowania kolędników oraz organizowania zabaw.

Od Nowego Roku do końca stycznia chodzą po kolędzie ksiądz z organistą i kościelny. Dawniej po wyjściu księdza panny na wydaniu starały się pierwsze usiąść na stołku, na którym siedział ksiądz by wyjść w tym roku za mąż.


W kręgu żegocińskich baśni, obyczajów i zwyczajów, Żegocina 1998:

Boże Narodzenie i gody

W Boże Narodzenie nie gotowano obiadu, bo podgrzewano potrawy pozostałe z wigilii i raczono się plackami. Były to przeważnie drożdżowe kołacze z mniejszą lub większą ilością sera i ciasta drożdżowego bez żadnych dodatków (czasem z rodzynkami) tzw. buchty. Boże Narodzenie było świętem rodzinnym, w którym nie składano wizyt. Nie wolno też było zamiatać podłogi czy klepiska, by nie „wymieść” domowego bogactwa. Dopiero dzień św. Szczepana był dniem odwiedzin i wesołości. Do zamiecionych izb przychodzili goście, składali życzenia, czasami przynosili z sobą opłatek, gościli się i śpiewali.

W kościele na sumie odbywało się święcenie owsa, który po przyniesieniu do domu dawano koniom, by nie chorowały. Swawolni chłopcy posypywali owsem, a nieraz plewami dziewczęta jeszcze w czasie nabożeństwa, a one też nie pozostawały im dłużne. Gospodarz wracając z sumy do domu chwalił Pana Boga, a potem trzykrotnie posypywał izbę i domowników mówiąc: „Uciekaj stąd stary diable z ostem, bo tu idzie św. Szczepan z owsem”. Następnie po dosypaniu święconego owsa koniom do obroku chował resztę, by ją dodać do wiosennego siewu, aby się udał i nie był zachwaszczony.

Kolędnicy

Od Bożego Narodzenia przygotowywano się do „chodzenia po kolędzie”. Chodzili głównie chłopcy. Niektórzy zaczynali już od Bożego Narodzenia. Główne nasilenie kolędników czyli tzw. „nowoleciąt” było w wigilię Nowego Roku czyli w Sylwestra. Chodziły całe grupy kolędnicze z gwiazdą, turoniem, szopką. Niektórzy przygotowywali jasełka, w których grali liczni aktorzy. Przygotowanie jasełek było pracochłonne i należało ćwiczenia rozpocząć odpowiednio wcześnie. Zwykle zaczynano już w listopadzie. Często pracą kierowali nauczyciele, oni też pomagali szyć kostiumy i dekoracje.

Zakończenie starego roku i powitanie nowego

Na zakończenie starego roku mieszkańcy brali udział w nabożeństwie dziękczynnym. W czasie uroczystych nieszporów dziękowano Bogu za wszystkie otrzymane łaski i proszono o błogosławieństwo na cały Nowy Rok. Administrujący parafią ksiądz proboszcz dokonywał podsumowania mijającego roku z podaniem ważniejszych wydarzeń, zakończonych prac, stanu liczbowego mieszkańców, narodzin, zgonów, chrztów i zawieranych małżeństw. Po nabożeństwie wszyscy spieszyli się do domów, a szczególnie młodzież i dzieci, bo zaraz wyruszały grupy kolędnicze. Najwięcej przychodziło kolędników z gwiazdą. Ruchomą gwiazdę osadzoną na osi niósł jeden chłopiec. W środku osi była świecąca się świeczka. Zwyczaj chodzenia z gwiazdą, z turoniem, z szopką przetrwał do czasów obecnych, z tym, że dzisiaj nie ma już świeczki. Osiągnięcia techniczne pozwoliły na nowe rozwiązania.

Rodziny czekały na „nowolecięta”, bo od ilości grup kolędniczych zależała pomyślność w Nowym Roku. Kolędnicy podchodzili pod okna i uderzając owsem o szyby lub tylko jedliczką składali życzenia:

„Na szczęście, na zdrowie na ten Nowy Rok,
Aby was nie bolata głowa ani bok.
Aby wam się rodziła i kopiła
Pszenica ijarzyca, żytko i wszystko,
Abyście mieli w każdym kątku po dzieciątku,
W stodole, na polu, w oborze Co daj Panie Boże”

lub

„Na szczęście, na zdrowie na ten Nowy Rok,
żeby się Wam rodziła kapusta i groch.
W każdym kątku po dzieciątku,
A na piecu troje,
Które będzie najładniejsze
To będzie moje”.

W obecnych czasach kolędnicy mówią tylko: „Na szczęście, na zdrowie na ten Nowy Rok”, a następnie śpiewają kolędy. Niestety znają ich mało, powtarzają się ciągle te same i najwyżej po 2-3 zwrotki. Kiedyś prezentowali różnorodne, przeważały humorystyczne pastorałki. Głosy też były bardziej wyćwiczone, bo w domach często śpiewano, a nie tylko słuchano.

Młodociani kolędnicy dostawali od gospodyni tzw. „scodroki” czyli małe kołaczyki specjalnie pieczone na tę okazję. Dzisiaj obdarza się kolędników pieniędzmi.Jeśli po kolędzie przychodzili starsi, a w domu były dorastające panny, to gospodarze zapraszali do wnętrza i częstowali. Gdy znalazł się w grupie posiadacz akordeonu, to spotkanie kończyło się tańcami.

Za otrzymany poczęstunek kolędnicy dziękowali:

„Za kolędę dziękujemy, zdrowia, szczęścia winszujemy,
Bądźcie państwo szczęśliwymi także błogosławionymi na ten Nowy Rok!”

lub:

„Byście państwo zdrowi byli zamiast wody winko pili na ten Nowy Rok!”

W Rozdzielu jeszcze do tej pory chodzą kolędnicy od domu do domu nie opuszczając ludzi w zaawansowanym wieku. Wszędzie są mile witani, a szczególnie u p. Bobowskich.

Przy pożegnaniu śpiewają gospodarzowi:

„Niech gospodarz wesół będzie, że nas przyjął po kolędzie”.

a gospodyni:

„A gosposi jeszcze cosik, niech na jarmark jaj nie nosi”.

Zdarzali się także tacy gospodarze, którzy bojąc się straty, nie przyjmowali kolędników. Otrzymywali za to od nich stosowne, czasem niewybredne podziękowanie w rodzaju:

„Wiwat, wiwat już idziemy,
Za kolędę dziękujemy.
Będziemy wnet ogłaszali,
Że tu skąpcy nic nie dali.
Hej kolęda! Hej kolęda!”

Bywały jednak o wiele ostrzejsze „podziękowania”, które gospodarze musieli jakoś przełknąć. Śmiano się też z ich skąpstwa, co zwykle pomagało i na następny rok przyjmowali już kolędników.

Z szopką kolędnicy chodzili nawet do 2.11 czyli do Matki Bożej Gromnicznej. W tym dniu rozbierano też choinkę. Jeśli było w domu mało miejsca lub igły się z niej obsypywały czyniono to już w Trzech Króli (6 stycznia). Obecnie w trosce o ochronę lasów stosuje się choinki z tworzywa.

Jeszcze w okresie międzywojennym w gospodarstwach zatrudniających służbę (parobków lub dziewczyny do pomocy), gospodynie piekły kołacze i wręczały je pomagającym, by odnieśli do domów rodzinnych jako tzw. „nowe latko” wraz z roczną „zasługą” czyli należnością za przepracowany okres. Udający się do domów otrzymawszy też z tytułu kilka dni urlopu.

Trzech Króli [6.1]

W tym dniu winno się w zasadzie święcić dary, które przynieśli Trzej Królowie Jezusowi do szopki (mirra, kadzidło i złoto). W naszych kościołach święci się kadzidło i kredę. Po powrocie do domu nad drzwiami gospodarz kreśli znaki K+M+B. Mają one strzec domostwo od wszelkiego zła przez cały rok. Poświęconą kredą zataczano też krąg, by szatan nie miał do człowieka dostępu. W święto Trzech Króli chodzą od domu do domu chłopcy stosownie przebrani i śpiewają kolędy związane z tym dniem, jak: „Mędrcy świata monarchowie, gdzie spiesznie dążycie”.

Matka Boża Gromniczna [2. luty]

W tym dniu święci się gromnice, które później daję się do dłoni osobom opuszczającym ten świat, by Matka Boża była przy nich aż do ostatniego tchnienia i zapewniła im szczęśliwą wieczność. Światło gromnicy w wielu domach płonie w czasie wyładowań elektrycznych, a ich mieszkańcy wierzą, że Matka Boża ustrzeże ich od wszelkiego zła.

Dawniej po powrocie z kościoła do domu w Gromniczną zapalano świecę i płomykiem zataczano krzyż na suficie izby. Obecnie nie przestrzega się już tego zwyczaju, bo starsi odeszli w drogę, z której się nie wraca, z młodzi nie wiedzą lub nie pamiętają. Kiedyś gromnica bywała obowiązkowo wykonana z wosku i po zapaleniu pięknie pachniała. Już sam zapach miał właściwości lecznicze. Dzisiaj świec woskowych nikt już nie produkuje, a to ogromna szkoda. Z Matką Bożą Gromniczną związana jest też legenda opowiadająca o tym, jak to Święta Panienka odpędzała światłem gromnicy wilki od siedzib ludzkich. Jeszcze dzisiaj można spotkać obrazy przedstawiające Matkę Bożą z gromnicą w ręku wśród przerażonych wilków.

Gody w dawnej Żegocinie