Wampiry

Autor: Łukasz Maurycy Stanaszek. Źródło: http://archiwum.wiz.pl/2001/01011200.asp

Artykuł pochodzi z „Wiedzy i Życia” nr 1/2001


Archeolodzy badający cmentarzyska znajdują niekiedy zagadkowe groby. Niezwykłe pozy zmarłych, brak niektórych części ciała – np. głowy – czy przebicie klatki piersiowej ostrym przedmiotem są niemymi świadectwami praktyk mających ochronić ludzi przed „wampirami”. Takie zabiegi stosowano jeszcze pół wieku temu…

Co to znaczy „wampir” i czym jest wampiryzm? Wedle wierzeń, wampir to duch lub ożywione ciało zmarłego, które wychodzi z grobu, błądzi nocą i wysysa krew ze śpiących, powodując ich rychłą śmierć. Odżywiając się witalną substancją osoby żywej, jej krwią, nie ulega rozkładowi, który jest normalnym następstwem śmierci. Wampiry uważano zazwyczaj za ludzi „z krwi i kości”, nie zaś za zjawy.

Słowo „wampir” pochodzi z języka prasłowiańskiego (bułgarskie vampir, polskie wąpierz, ruskie upir). Z języków słowiańskich rozpowszechniło się w całej Europie, a potem i na świecie. Na ziemiach polskich używano również innych określeń, m.in. upiór, wypiór, wąpierz, wampierz, strzyga, strzygoń, które zostały utrwalone w licznych nazwach geograficznych, jak np. Wąpiersk, Wampierzów, Strzygi.

U Słowian wiara w wampiry sięga co najmniej IV wieku n.e., a więc czasów, gdy stanowili oni jeszcze wspólnotę językową i kulturową. Świadczą o tym podobne opowieści o wampirach i sposobach walki z nimi, znane zarówno u Słowian Południowych (w Serbii, Chorwacji, Bułgarii), jak i Zachodnich (w Polsce, Czechach, Słowacji). Tak więc wampir jako sprawca zła ma bardzo długą historię i jest zlepkiem wierzeń, przesądów ludowych oraz wydarzeń, częściowo autentycznych, mających wytłumaczenie w medycynie.

Ludowe rozumienie sprawiedliwości domagało się, by złoczyńcę spotkała kara wieczna (wiarę w to podtrzymywała religia chrześcijańska). Dlatego też uważano, że ktoś, kto był wyrzutkiem społecznym za życia, pozostanie takim i po śmierci. Było zatem bardzo prawdopodobne, że wampirami „staną się” ludzie wiodący „żywot występny i rozwiązły”, jak również osoby, na których w chwili zgonu ciążyła klątwa lub przekleństwo. Mogli nimi zostać też fałszywi świadkowie, niewierzący, pochowani w sposób sprzeczny z nakazami religii (np. bez ostatniego namaszczenia, ostatniej spowiedzi), martwo urodzone dzieci z nieprawego łoża, dusze zmarłych dzieci, jak również dziewcząt i młodzieńców, którzy nie zdążyli użyć życia, co powodowało ich zawiść w stosunku do ludzi nim się cieszących. Wampirami stawali się także zamordowani lub zmarli śmiercią gwałtowną (topielcy, samobójcy, zmarli na zarazę).

Warto zwrócić uwagę na zbieżność w czasie relacji o pojawianiu się wampirów z atakami morowego powietrza. Przyczyną tego były wypadki choroby i gwałtownej śmierci kilku osób w jednej rodzinie, które napawały strachem pozostałych przy życiu członków grupy. W czasach średniowiecznych notowano w Europie Środkowo-Wschodniej liczne epidemie wampiryzmu, idące oczywiście w parze z epidemiami chorób.

Inspiracją wampirycznych opowieści mogły być też dość często zdarzające się przypadki przedwczesnego pochówku osób pogrążonych w transie kataleptycznym, zapaści pourazowej lub letargu. Rabusie grobów, którzy otwierali mogiły zaraz po pogrzebie, nierzadko byli świadkami przerażających scen. Rozpaczliwe próby wydostania się z zamknięcia, jakie podejmował żywcem pochowany, były przyczyną tego, że zwłoki znajdowano w nienaturalnych, konwulsyjnie wykrzywionych pozach, a dno trumny pełne było świeżej krwi.

Jak antropolodzy mogą dziś stwierdzić, że w jakimś grobie był pochowany „wampir”? Większość grobów „wampirów” zlokalizowana jest na peryferiach cmentarzy i brak w nich wyposażenia zmarłego (np. kabłączków, noży, paciorków), charakterystycznego dla pochówków z okresu wczesnego chrześcijaństwa. Zgodnie z obrządkiem pogrzebowym już w Polsce wczesnopiastowskiej na cmentarzyskach ciało zmarłego układano w pozycji wyprostowanej na wznak, głową w kierunku zachodnim. Groby „wąpierzy” różniły się od pochówków zwykłych śmiertelników, zwłoki spoczywały bowiem w nienaturalnej pozycji (innej niż powszechnie przyjęta), były niekiedy celowo uszkadzane (przebicie ciała lub odcięcie głowy zmarłego), przywalane kamieniami itp.

Od stuleci ludzie stosowali najrozmaitsze zabiegi antywampiryczne, zabezpieczające przed powrotem zmarłych do świata żywych. Zwłoki układano, np. na brzuchu, odcinano głowę „wampira” i kładziono ją między stopami – Polsce znany jest tylko jeden grób, ilustrujący taką praktykę unicestwiania „upiora”. Jest nim pochówek odkryty na cmentarzysku w Starym Brześciu Kujawskim w województwie kujawsko-pomorskim. Zwyczaj „kładzenia wampira na gębę” po to, „by się w ziemię wgryzał”, był wśród polskiego ludu bardzo rozpowszechniony.

Ciało „wampira” przebijano czasami ostrym przedmiotem. Opowieści o tym mają stary rodowód, m.in. biskup Burchard z Wormacji na początku XI wieku opisał przypadek wampiryzmu, gdzie zmarłe bez chrztu dziecko niewiasty chowały w miejscu tajemnym i przekuwały je drewnianym kołem, by z grobu nie wstało i ludzi nie dusiło.

Przedmiotem, którym przebijano ciało zmarłego, mogło być wszystko: zaostrzone kołki (najskuteczniejsze miały być osikowe), ciernie, zęby od brony, żelazne kolce, groty strzał, gwoździe. Z obszaru Polski znane są trzy groby, w których klatki piersiowe zmarłych przekłute zostały kołkiem drewnianym. Znajdowały się one na cmentarzyskach w Brześciu Kujawskim (województwo kujawsko-pomorskie), Buczku (województwo łódzkie) i Starym Zamku (województwo dolnośląskie).

Zapobieganie szkodliwej działalności strzygoni poprzez ścięcie im głowy było sposobem o bardzo długiej historii, ale i bardzo trwałym. Żywość ich przejawia się m.in. w opisanym w XX wieku zdarzeniu ze środkowej Polski, jak to pewien gospodarz zapadł w letarg, uznano go za zmarłego i położono do trumny. Późnym wieczorem, gdy stare kobiety śpiewały pobożne pieśni, nieboszczyk począł nagle się ruszać. Baby wyskoczyły z chałupy z przeraźliwym krzykiem, że to strzygoń. Zaalarmowano całą wieś. Początkowo nikt nie chciał wejść do domu. Później co odważniejsi mężczyźni, uzbrojeni w drągi, siekiery i widły, wpadli do izby, gdzie stała trumna. Zastali go siedzącego w trumnie i próbującego się z niej wydostać. Uderzony kłonicą w głowę, obsunął się z powrotem do trumny i więcej się nie poruszył. Ciało miał jeszcze ciepłe, a policzki zaróżowione. Nikt z obecnych nie miał wątpliwości, że był to strzygoń. Na wszelki wypadek, aby nie wyszedł z grobu, postanowiono obciąć mu głowę. Zmarły nie próbował już więcej razy wydostać się z trumny…

Z opowiadań mieszkańców wielu okolic Polski wynika, że za bardzo stary i najpewniejszy sposób unieszkodliwienia „wampira” uważano położenie obciętej głowy między nogami, tak „aby nie mógł jej uchwycić rękoma”. Zwyczaj ucinania upiorowi głowy i umieszczania jej w tym miejscu zrodził się niewątpliwie jeszcze w czasach praindoeuropejskiej wspólnoty, o czym świadczą podobne do słowiańskich przypadki obchodzenia się z ciałem, pochodzące ze świata germańskiego. Zdarzały się tam jeszcze w latach 1561, 1617, 1732 – o czym można dowiedzieć się z odkryć archeologów – a w samym Berlinie trwały aż do XX wieku.

Obroną przed upiorami było także wkładanie nieboszczykowi do trumny sierpów, noży, gwoździ itp., aby wstając z grobu, pokaleczył się i nie mógł kontynuować swej wędrówki. Etnografowie wspominają o kaleczeniu pięt i przecinaniu pod kolanami ścięgien oraz o umieszczaniu ostrych przedmiotów w celu unieszkodliwienia upiora. Innym sposobem utrudniającym wyjście zmarłego było przywalenie go ciężkimi głazami (szczególnie okolic głowy, klatki piersiowej albo stóp).

Jednym ze skuteczniejszych i zwykle ostatecznych sposobów uratowania się przed powrotem zmarłego z zaświatów było unicestwienie go poprzez spalenie, gdyż wówczas nie mógł już opuścić grobu. W pewnej czeskiej kronice z XV wieku zanotowano dwa takie wypadki – w latach 1336 i 1344. Oto jeden z nich: „W Czechach […] we wsi Blow umarł pasterz Myślęta. Ten wstając co nocy chodził wokół po wszystkich wsiach, ludzi straszył, dusił i wywoływał. A gdy został kołkiem przebity, mówił szydząc: a to mi bardzo zaszkodzili, bo mi dali laskę, żebym się mógł psom opędzać! A gdy go odkopali, był wzdęty jak wół i ryczał strasznie. A gdy go rzucono w ogień, ktoś porwawszy kij wbił w niego, i natychmiast trysnęła krew jak z naczynia. Gdy został wykopany i włożony na wóz, ściągnął nogi ku sobie jak żywy, ale gdy go spalono, całe zło ustało”.

Wiara, że zmarli, wstawszy z grobów, napadają na ludzi i robią im krzywdę, była powszechna nie tylko na naszych ziemiach czy ziemiach innych Słowian, ale także w starożytnej Babilonii, Egipcie, Indiach, Chinach oraz w wielu innych częściach naszego globu. Korzeni wampiryzmu należy zatem szukać w mrokach paleolitycznych wspólnot pierwotnych. Potwierdza się też stara prawda, że archaiczne formy wiary bywają najtrwalsze i że później, już w innych kulturach, znajdują urodzajną glebę do bujnego rozkwitu. Krwawa idea wampiryzmu przetrwała do połowy XX wieku. A może w XXI wieku archeolodzy i antropolodzy stwierdzą, że jednak dłużej?

WAMPIR W KINIE

Większości współczesnych czytelników wampiry kojarzą się z filmami grozy, opartymi głównie na XIX-wiecznej powieści Brama Stockera pt. „Dracula”. Opisuje ona historię niejakiego hrabiego Vlada Draculi z rumuńskiej Transylwanii. Znakomitej adaptacji filmowej tej powieści dokonał Francis Ford Coppola (1992). Mniej lub bardziej szczęśliwie z tematem rozprawiali się także Neil Jordan („Wywiad z wampirem”), John Carpenter („Wampiry”) czy nasz rodak Roman Polański („Nieustraszeni zabójcy wampirów”).

Literatura, a później filmy stworzyły i upowszechniły w świadomości ludzkiej nowy obraz wampira jako postaci o kształcie nietoperza, demona wysysającego krew z pogrążonych we śnie kobiet. Wampir hollywoodzki ubrany jest w nienaganny, elegancki strój wieczorowy i pelerynę z wysokim kołnierzem. Od zwykłych śmiertelników zaś odróżnia się tym, że ma długie kły i paznokcie oraz potrafi zamieniać się w nietoperza.

Skojarzenie zachowań (tj. nocny tryb życia, picie krwi) legendarnego wampira z nietoperzem dokonało się dopiero w XVI wieku dzięki hiszpańskim konkwistadorom, którzy jako pierwsi mieli kontakt z nietoperzami-wampirami.

Na terenie Ameryki Środkowej i Południowej odkryto trzy gatunki nietoperzy-wampirów. Żywią się one krwią zwierząt domowych (krów, świń, koni); każdy dorosły osobnik dziennie wysysa jej około 5 łyżeczek.Postać powieściowego Draculi wzorowana była na postaci historycznej, żyjącym w XV wieku księciu Vladzie IV Tepesie. Był on jednym z najbardziej tajemniczych książąt rumuńskich, a z jego osobą łączy się wiele legend i przesądów. Urodził się w 1431 roku w mieście Sighisoara jako syn mołdawskiej księżniczki i gubernatora Transylwanii. Kiedy Vlad miał lat kilkanaście, jego ojca zamordowali wołoscy bojarzy. Od tej pory celem jego życia stała się zemsta na mordercach ojca. Dracula wbijał na pal, skalpował, gotował ludzi, obcinał głowy, oślepiał, palił, smażył, siekał, przebijał gwoźdźmi, grzebał żywcem, jak też obcinał uszy, nosy, kończyny i organy płciowe. Chociaż rządy Draculi opierały się na przemocy, stworzył on „prawo”, którego nikt nie łamał. Srogie kary za kradzież, morderstwo czy kłamstwo oczyściły tamtejszy region z wyrzutków społecznych.

Dracula zginął podczas walk niedaleko Bukaresztu, a jego ciało zostało pogrzebane w klasztorze w Snagov. Prowadzący w 1931 roku ekshumację grobu stwierdzili ze zdziwieniem, że trumny w grobowcu nie było…

ODMIEŃCY

W średniowieczu, a także później, powszechna była wrogość społeczności wobec wszystkiego co niezwykłe. Znalazła ona odbicie w głębokiej wierze, że ludzie starzy, biedni i kalecy mają naturalną skłonność do bycia czarownikami, a nawet wampirami. Z podobnych przyczyn za przyszłego upiora uważano, w zależności od czasu i miejsca, osoby o jakimś szczególnie wyróżniającym się wyglądzie, m.in. trwałym kalectwie – garbatych, kulawych, sparaliżowanych, z okaleczonym ciałem. Gigantyzm i karłowatość, zajęcza warga, owłosiona wewnętrzna strona dłoni, zrośnięte brwi, rude włosy, dwa rzędy zębów albo nadmiernie wysunięte do przodu kły, siność i opuchnięcie twarzy, nierówny oddech – także budziły lęk. Nie rozumiano wówczas stanów chorobowych osób cierpiących na gruźlicę, serce czy nadciśnienie tętnicze. Owo odmienne postrzeganie było związane ze stanami patologicznymi zachodzącymi w ciele „anormalnego osobnika” – niepokój lokalnych społeczności, dystansujący je od wszelkich odmieńców, wzbudzały też różnego rodzaju znamiona charakterystyczne dla danej choroby, np. kilaki. Tylko dokładna analiza antropologiczna szkieletu, służąca możliwie jak najwierniejszej identyfikacji cech osobniczych zmarłego – tzw. fenotypu – pozwala określić niektóre właściwości ludzi traktowanych zarówno za życia, jak i po śmierci w szczególny sposób przez ówczesną społeczność.


Mgr Łukasz Maurycy Stanaszek jest doktorantem w Zakładzie Antropologii Historycznej Uniwersytetu Warszawskiego

Wampiry

Z podań i demonologii Podhala

Autor: Maryla Kaźmierczak. Żródło:  Biuletyn Dialektologicznego Koła Naukowego, nr 2, październik 2008


 

Skaliste, dzikie góry – miejsca tajemnicze, niedostępne, od zawsze inspirowały wyobraźnię ludzi żyjących w ich sąsiedztwie. Ludowa fantazja zaludniała je postaciami zbójników, księżniczek, czarowników, złych i dobrych duchów, słowem bohaterami legend. Powstawało też wiele podań związanych z charakterystycznymi dla Podhala miejscami, skałami, wzniesieniami, rzekami. Dawniej przekazywane z pokolenia na pokolenie, jako miejscowe wierzenia, dziś dołączyły do atrakcji turystycznych. Coraz częściej, aby ocalić od zapomnienia, spisuje się je, lecz najpiękniej nadal brzmią opowiadane przez górali. Bywalcom Podhala znane są gawędy o śpiących rycerzach, zaklętym w Tatrach wojsku, Mnichu znad Morskiego Oka, gazdach co zjedli ślimaka czy powstaniu Zakopanego. Zainteresowanym i chcącym sobie przypomnieć te urokliwe historie polecam stronę: http://e-zakopane.pl/legendy/ gdzie znajduje się zbiór podań podhalańskich.

Wyobrażenia górali o świecie nadnaturalnym zawsze były bogate i wyjątkowo złożone. Lasy, polany, góry, rzeki, gaje, zamieszkiwały bóstwa i demony zarówno dobre, jak i złe. Z czasów pogańskich pochodziła wiara w boginki (zwane też mamunami i dziwożonami), topielce, zmory (siodła), upiory (wieszczyce), strzygi, strzygonie, wilkołaki, płanetniki oraz przypołudnice. Część z nich to zbłąkane dusze, nie mogące zaznać spokoju po śmierci. Inne związane są z siłami przyrody, od których pasterska kultura podhalańska była zależna i które niosły jej jednocześnie korzyści jak i zagrożenia. Pradawne bóstwa i zjawy potrafiły ściagać podróżnych ze szlaków, podrzucać chore dzieci matkom, dusić we śnie, niszczyć uprawy.

Przed złymi mocami broniono się na różne sposoby: święconym zielem, pacierzami mówionymi na opak, zakreślając magiczne koło święconą kredą, stosując odpowiednie amulety czy też malując tajemnicze znaki w obejściu. Wszystkim działaniom pasterskim towarzyszył niezmiernie bogaty zespół wierzeń i zabiegów magicznych. Wiedzę tajemną przechowywali starzy bacowie, ciesząc się przez to ogromnym autorytetem wśród chłopstwa.

Wśród tych wszystkich złych i nieprzychylnych człowiekowi demonów, zdarzały się jednak istoty życzliwe. Takimi były duszki leśne – wierzono, że bawią się one i figlują, czasem pomagają pastuchom w odnalezieniu zbłąkanej owcy lub podarują biednemu srebrniaka.

Również z natury złośliwe demony można było sobie zjednać. Na przykład płanetnika, gdy przebywał na ziemi pod postacią człowieka, należało z godnością przyjąć, aby następnie cieszyć się jego przychylnością i opieką.

Część pogańskich praktyk nadal towarzyszy życiu Górali, wystarczy tylko dokładniej się przyjrzeć.


 

Żródła:

  • B. Bazińska, Wierzenia i praktyki magiczne pasterzy w Tatrach Polskich, [w:] Pasterstwo Tatr Polskich i Podhala, Wrocław 1967, t.1,
  • S. Flizak, Materiały etnograficzne i historyczne z terenu Zagórzan, Poznań-Łódź, 1952,
  • B. i A. Podgórscy, Wielka księga demonów polskich, Katowice 2005
Z podań i demonologii Podhala

Magia Podlasia

Autor: Maryla Kaźmierczak. Żródło: Biuletyn Dialektologicznego Koła Naukowego, nr 3, kwiecień 2010


Na ziemiach Podlasia, na obszarze między Narwią, Biebrzą i Brzozówką splatały się dzieje Polaków, Białorusinów, Ukraińców, Żydów, Niemców i Tatarów. Jest to w związku z tym także wyjątkowe miejsce przenikania się folkloru polskiego, litewskiego, ruskiego oraz pruskiego. Region ten posiada swoje unikalne tradycje i wierzenia. Właśnie Podlasie nazywano dawniej „krainą czarownic i magii czarnoksięskiej” (Teodoro-Lefevre J.M., M. Kasterska-Sergescu, Les Sables d`Olonne, „Podlaski Kwartalnik Kulturalny”, 4/2000r., s.48). Spotykamy tutaj zarówno wierzenia typowe dla terenów słowiańskich, polskich czy europejskich, jak i charakterystyczne wyłącznie dla omawianych ziem lub z nich się wywodzące. Związane są one z miejscami, które od wieków w kulturze ludowej były magicznie nacechowane, jak cmentarze, nawiedzone domy, miejsca tragicznej śmierci oraz tereny dla człowieka niedostępne – ciemne, gęste lasy, głębie jezior, rwące rzeki itp. W wyobrażeniach miejscowej ludności miejsca te zamieszkują wszelakiego rodzaju duchy osób zmarłych, zjawy, demony, boginki, diabły oraz postaci półdemoniczne, jak wróżki czy czarownice.

Do XIX w. wciąż żywe były na Podlasiu opowieści o pokutnicach i bogenkach (ogólnosłowiańskie boginki), zmorach (którymi zostawały po śmierci grzeszne kobiety), diabłach (np. diabeł błotny, Borowy), demonach (np. baba jagodowa) czy łupirzach,
czyli upiorach (strzygach, topielicach – bogunkach). W obawie przed ich szkodliwym oddziaływaniem unikano miejsc kulturowego bytowania nieprzyjaznych człowiekowi mocy, określonych pór dnia związanych z ich działalnością czy też zamawiano Szeptuchy (kobiety odczyniające uroki poprzez szeptanie zaklęć). Dbano także o dobre relacje z duchami opiekuńczymi, jak domowyki lub damawoje (ogólnopolskie domowniki), ubożęta czy po części południce, które mogły się za człowiekiem wstawić, cofnąć zły czar bądź pomagać w codziennych pracach. Do dzisiaj usłyszeć można opowieści w nadbiebrzańskich domostwach o wystawianym w czasie Wigilii jedzeniu na rogach domu, aby dokarmić malutkich opiekunów dobytku.

Jeszcze w ubiegłym stuleciu w okolicach rzeki Brzozówki opowiadano o spotkaniach z demoniczną postacią kazytką, wywodzącą się z białoruskich wierzeń. Były to stare i brzydkie rusałki, baby wodne, po śmierci przemieniały się w nie dusze starych kobiet, które umarły w tragiczny sposób lub zapiły się na śmierć. Kazytki czyhały na swoje ofiary nad brzegiem wody, aby „załaskotać” je na śmierć bądź utopić. Młode rusałki (rusawki) w wierzeniach Podlasia były natomiast dużo bardziej płochliwe i przeważnie na widok człowieka uciekały. Podobnie do kazytek postępowały w trakcie kośby na łąkach młode i powabne żytnice i kózytki (żytnie rusałki – kulturowe skrzyżowanie południcy i rusałki), a także rusałki polne,
konopielki (pilnujące konopi, lnu i warzyw) oraz północnice pojawiające się w środku nocy, głównie u niemowląt, nie dające im spać poprzez straszenie, szczypanie i drapanie (podobnie do ogólnopolskiej zmory czy nocnicy).

Jak każdy rejon Polski po przyjęciu chrześcijaństwa, tak i Podlasie stworzyło własną społeczność diabłów, związanych z określonymi miejscowościami, obszarami bądź działaniem. W legendach, bajkach, przesądach można więc spotkać: Borutę Podlaskiego, Diabliki (Brytana i Kłobuga) oraz diabły szlacheckie: Kosińskiego z Podlasia i Kurejkę, a także całą plejadę imion i nazwisk, pod którymi kryją się piekielni wysłannicy, m.in.: Wściekły, Mikoła, Łoziński, Wasyl, Kowalich, Kuba, Kusy, Kacper Barani Łeb, Juda, Rokita Paprocki, Rosochaty, Przykita, Postyj.

Charakterystyczną dla ziem Podlasia była również wiara w wilkołaki, stąd przywędrowała ona na pozostałe tereny Polski. Wierzenia te są wynikiem przenikania się wpływów ukraińskich, białoruskich i polskich. Według ludowych przekazów w czasie pełni „wybrańcy” przemieniali się w wilka na dwóch nogach, który atakował zwierzęta gospodarskie, a także sporadycznie ludzi. Można było odczarować taką osobę, zmuszając czarownicę do cofnięcia rzuconego uroku albo uderzając wilkołaka widłami między oczy.

Równie ciekawe, jak wierzenia są zwyczaje i obrzędy, jakie panowały bądź nadal panują na Podlasiu. Jeszcze do niedawna początek Adwentu obwieszczano głośnym trąbieniem na ligawach (trąbienie na Adwent). W czasie karnawału, szczególnie w soboty i ostatki urządzano bachusy czynne, czyli wieczory taneczne z obfitym poczęstunkiem. W wigilię Zielonych Świątek (Palinocka – sobótka) rozpalano ogniska obrzędowe, a z odpalonymi od nich pochodniami obiegano pola (opalając zboże) i pastwiska dla zapewnienia sobie urodzaju i pomyślnego wypasu.

Jednym z reliktów, związanym z kultem przodków, jest zwyczaj zawieszania na starych drzewach desek wotywnych. Uwieczniano na nich pasyjki i inskrypcje zawierające prośby w intencji zmarłych, czyli prośbę o pokój duszy. Inskrypcje dotyczyć mogły także i żywych proszących o powodzenie w życiu czy zdrowie. Deski te miały także praktyczne zastosowanie w medycynie ludowej. Drzazga włożona pod poduszkę odpędzała nocnice powodujące bezsenność. Potarcie o deskę brodawką miało powodować jej uschnięcie. Pod deską zakopywano ścięte kołtuny i wszelkie inne przedmioty, które oddziaływały źle na zdrowie i życie domowników.

Współcześnie wiele wierzeń i zwyczajów zanikło, ale pamięć ludzka wciąż zachowała wspomnienie niektórych dawnych praktyk. Można o nich przeczytać w wielu pozycjach dotyczących wierzeń i obrzędów dawnej Polski czy też wybranego
rejony. To takiej lektury gorąco zachęcam!


 

Źródła:

  • L. Pełka, Polska demonologia ludowa, Warszawa, 1987
  • B. Ogrodowska, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce, Warszawa 2001
  • B. i A. Podgórscy, Wielka księga demonów polskich, Katowice 2005
  • W. Grąbczeski, L. Pełka, Opowieści o diabłach podlaskich…, Siedlce 1991
  • http://wiki.basnie.pl/
Magia Podlasia