Magiczna moc bursztynu

Autor: Joanna Radziewicz. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

W dawnych czasach bursztyn był uznawany za kamień niezwykle tajemniczy. Długo nie potrafiono wytłumaczyć jego pochodzenia oraz właściwości. Funkcjonowały liczne przekazy pisemne i ustne próbujące wytłumaczyć fenomen powstawania tego pięknego kamienia. Otaczająca go aura tajemniczości sprawiła, że z czasem zaczęto mu przypisywać cechy magiczne. […]

Bursztyn w kulturze ludowej

Największe pokłady bursztynu kopalnego na terenie Polski znajdowały się w dorzeczu Narwi, w Borach Tucholskich, na Pojezierzu Kaszubskim, a także na Mazurach. Ziemie zamieszkiwane przez Kurpiów były ubogie, a spośród skąpych, nadnarwiańskich bogactw najważniejszy był właśnie ten kamień. Okoliczna ludność tak silnie związała się z obróbką i eksploatacją tego surowca, że minerał na stałe wszedł do historii kultury materialnej i duchowej tego regionu. Wpłynął na powstanie jego etnograficznej odrębności i przez wiele lat warunkował jego rozwój gospodarczy. Stare tradycje sztuki bursztyniarskiej zachowały się w kulturze ludowej przede wszystkim na Kurpiach, gdzie sztuka ta przetrwała do lat 1905-1915. W dużo mniejszym stopniu zachowała się ona na Kaszubach, Warmii i Mazurach.

Bursztyny stały się też elementem kurpiowskiego i kaszubskiego stroju ludowego, chociaż biżuterię z tymi kamieniami noszono także w innych częściach kraju. Według szacunków Adama Chętnika w latach 1900-1910 na terenie Kurpiowszczyzny kobiety posiadały około 100 tysięcy sznurów korali. Bursztyny najczęściej zamawiano dla młodej dziewczyny, przed jej zamążpójściem, niekiedy były prezentem od męża. Zgodnie z miejscową tradycją niestosownym było, aby kawaler obdarował nimi pannę, chyba, że była to oficjalna deklaracja jego uczuć. Wówczas przyjęcie takiego podarunku świadczyło o wzajemności i było niejako zgodą na dalsze wspólne życie. W rodzinach kurpiowskich bursztynowa biżuteria była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Stanowiła również ważną część stroju ślubnego. Po śmierci zakładano ją tylko w dwóch przypadkach, kiedy kobieta nie miała spadkobierców lub, jeśli wcześniej wyraźnie wyraziła takie życzenie. Bardzo dbano, aby każda dziewczyna dostała bursztyny w posagu, musiały to być koniecznie wyroby miejscowych mistrzów, wykonane z lokalnego surowca. Jeśli jednak rodziców panny młodej nie było stać na taki podarunek, to często podczas wesela zachęcano gości do hojnych datków na ten cel, śpiewając:

A dajcież jej na burśtyny
Coby miała śtery syny,
Dajcie, dajcie, nie żałujcie,
Choć rubelka ochsiarujcie.

Przy kurpiowskim męskim stroju ludowym wyroby z bursztyny pełniły raczej funkcję marginalną. Wykonywano z nich między innymi sprzączki do kapeluszy i guziki do lejbzików.

W gwarze kurpiowskiej funkcjonowały różne nazwy na określenie tego kamienia. Bursztyn posagowy był przeznaczany na wiano dla córek; bursztyn walutowy, pozwalał na uregulowanie rachunków w lokalnych sklepikach, ewentualnie można go było wymienić na inny towar; bursztyn podatkowy zastępował pieniądze, szczególnie w czasach kryzysu lub wojny, gdy waluta była niestabilna; bursztyn kościelny składano na tacę jako ofiarę, zaś kadzidlański przeznaczano na zakup kadzideł. Mianem bursztynu pogrzebowego określano naszyjnik, który zgodnie z wolą zmarłej stanowił element stroju zakładanego do trumny. Bursztyn znachorski i leczniczy był wykorzystywany w rożnego rodzaju zabiegach medycznych i magicznych.

Bursztynowe naszyjniki stanowiły element odświętnego stroju ludowego na Kaszubach, Warmii, Mazurach, Kujawach oraz w wielu regionach centralnej Polski, a niekiedy także na obszarach Małopolski i Śląska. Na Kaszubach kobiety przystrajały się również wisiorkami, kolczykami czy broszkami, wykonanymi z tego kamienia. Mężczyźni używali bursztynowych spinek do mankietów, szpilek wpinanych w krawat, a ich koszule zdobiły bursztynowe guziki.

Lecznicze działanie bursztynu

W polskiej medycynie ludowej, zwłaszcza na terenie Kurpiów, bursztyn był bardzo popularnym środkiem leczniczym. Podawano go dzieciom dla złagodzenia przykrych dolegliwości podczas ząbkowania. Leczono nim reumatyzm, choroby oczu i gardła. Powszechne było przekonanie, że noszenie surowej baryłki bursztynu lub innych wyrobów wykonanych z tego kamienia chroni przed bezpłodnością, dlatego też był ważnym elementem wiana panny młodej. Głęboko wierzono, że już samo założenie bursztynowej biżuterii chroni noszącego przed wszelkimi urokami i pozytywnie wpływa na jego zdrowie fizyczne i psychiczne. Kawałek nieoszlifowanego bursztynu przyłożony w okolice splotu słonecznego miał stabilizować pracę serca, układu krążenia i śledziony.

W XIX wieku składy aptekarskie były zaopatrzone w różnego rodzaju jantarowe balsamy, maści i nalewki służące zarówno do celów leczniczych, jak i kosmetycznych. Bursztyn polecano wówczas jako skuteczny środek przeciwko negatywnym skutkom palenia tytoniu. Z tego powodu dużą popularnością cieszyły się fajki i cygarniczki z bursztynowymi ustnikami.

Dobroczynne właściwości bursztynu zostały poparte wynikami badań naukowych. Odkryto, że kwas bursztynowy działa jak biostymulator – pobudza system nerwowy, reguluje pracę nerek i jelit, jest środkiem przeciwzapalnym i antytoksycznym. Na bazie tego składnika zaczęto, więc produkować maści i kremy na dolegliwości reumatyczne, astmatyczne, owrzodzenia i podrażnienia skóry oraz środki stosowane w leczeniu schorzeń oskrzeli, gardła i tarczycy. Surowiec ten jest również wykorzystywany jako środek konserwujący żywność (E363).

W różnych częściach świata bursztyn jest używany do przeprowadzania masażu aktywnego oraz masażu punktowego. Powszechne są również lecznicze spacery po warstwie bursztynowego żwirku.

Kwas i olej pozyskane z tego surowca znajdują zastosowanie w przemyśle kosmetycznym, ponieważ niszczą wolne rodniki i bakterie, wykazują właściwości dezynfekujące oraz łagodzące skutki oparzeń i ukąszeń owadów. Preparaty zawierające bursztyn są przeznaczone do pielęgnacji cery zmęczonej. Poprawiają jej nawilżenie i natłuszczenie, zwiększają jędrność i elastyczność, zmniejszają szorstkość naskórka oraz wygładzają zmarszczki.

Badania wykazały, że kamień ten zawiera wiele cennych mikroelementów, takich jak: krzem, magnez, żelazo, wapń, potas, związki organiczne połączone z jodem, substancje lotne, kwasy żywiczne. W stanie surowym (nieoszlifowany) bursztyn wykazuje właściwości antybakteryjne, ułatwia gojenie ran, obniża ciśnienie tętnicze, wzmaga wydzielanie żółci, działa uspokajająco, pobudza organizm do walki z chorobami i przyspiesza jego regenerację.

W latach 90. ubiegłego wieku chemicy z Instytutu Biopolimerów i Włókien Chemicznych w Łodzi opracowali metodę produkcji modyfikowanego bursztynem teskturowego jedwabiu poliamidowego, przeznaczonego zwłaszcza na wyroby pończosznicze o właściwościach antyreumatycznych. Natomiast łotewscy naukowcy opracowali technologię pozwalającą na produkcję nici, które mogą mieć zastosowanie w chirurgii naczyniowej.


Źródła:

  1. Piskorz-Branekova E.: Biżuteria ludowa w Polsce. Warszawa: Sport i Turystyka – Muza, 2008.
  2. Arabas I., Popiołek J., Pienińska A.: Bursztyn – leczniczy i magiczny. Panacea  2012 nr 2(39), s.32-33.
  3. Rokicki P.: Cała prawda o bursztynie. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://www.doz.pl/czytelnia/a1096-Cala_prawda_o_bursztynie.
  4. Mierzwińska E.: Bursztyn w magii i lecznictwie. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://www.amber.com.pl/zasoby/bursztyn/item/728-bursztyn-w-magii-i-lecznictwie

 

 

Magiczna moc bursztynu

Grzyby w kulturze ludowej

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


Na dawnej wsi polskiej grzyby odgrywały niezwykle znaczącą rolę. Były dobrze rozpoznawane i powszechnie spożywane. Wykorzystywano je w gospodarstwie i w lecznictwie ludowym. Wierzono, że mają związek z siłą nieczystą, z zaświatami i magią. Samo grzybobranie było osobliwym obrzędem, połączonym z wieloma z reguły irracjonalnymi nakazami i zakazami. Współcześnie stanowi często rodzaj hobby lub zajęcia rekreacyjnego.

Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice, Tyle w pieśniach litewskich sławione lisice,
Co są godłem panieństwa, bo czerw ich nie zjada, I dziwna, żaden owad na nich nie usiada.
Panienki za wysmukłym gonią borowikiem, Którego pieśń nazywa grzybów pułkownikiem.
Wszyscy dybią na rydza; ten wzrostem skromniejszy
I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,
Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory, Czy zimą. Ale Wojski zbierał muchomory

Pan Tadeusz, Adam Mickiewicz

Skąd się wzięły grzyby?

Dawne mity o powstaniu grzybów uległy schrystianizowaniu, a bogowie ustąpili w nich miejsca nowym czczonym postaciom. Opowieści o stworzeniu grzybów są częścią dużej grupy przekazów na temat wędrówek Chrystusa ze swymi apostołami. Wędrowcy są ukazani jako chłopi, często dziadkowie ubrani w chłopskie odzienie. Wędrowanie tych postaci służy oglądowi świata stworzonego przez Boga, oceny ludzkiej wiary i moralności, a także uzupełnieniu rzeczywistości o nowe elementy.

Istnieje kilka wariantów tej opowieści. W jednej z nich:

św. Piotr i Chrystus w czasie wędrówki, jako biedni dziadkowie, dostali od pewnej gospodyni podpłomyk. W czasie wędrówki lasem, św. Piotr idąc, jako drugi, ukradkiem ułamał kawałek placka i zaczął żuć, myśląc, że Chrystus tego nie widzi. Jednak Chrystus chciał przekonać współtowarzysza, że jest wszystkowiedzący i nie oglądając się zawołał:

– Piotrze!

Aby natychmiast odpowiedzieć i nie zdradzić się, św. Piotr wypluł placek i odpowiedział.  Za trzecim razem, Chrystus odwrócił się i rzekł:

– Zgrzeszyłeś Piotrze, bo myślałeś, że ja nie wiem wszystkiego.

Św. Piotr upadł do nóg Panu i błagał o przebaczenie. Jezus mu grzech odpuścił, ażeby zaś wypluty chleb nie zmarnował się bez pożytku, zamienił go w grzyby.

Opowieść ta przypomina o tradycyjnym sposobie przygotowywania ciasta chlebowego, które rosło dzięki zakwasowi zrobionemu z mąki żytniej i wody. W przypadku grzybów czynnikiem fermentacyjnym stała się ślina. W folklorze jest ona związana z wodami ziemskimi i deszczem. Z jednej strony posiada moc oczyszczania i właściwości lecznicze, z drugiej jest kojarzona z obrazą, poniżeniem i pogardą. Powiązanie chleba z grzybami wskazuje na kwestię pełnowartościowego pożywienia, jakim jest chleb oraz grzybów często spożywanych przez biedotę, jedzenie ratujące od głodu w okresach kryzysowych. Nie przez przypadek chłopi uznawali grzyby, jako namiastka mięsa nazywając je „leśnym mięsem”. Kultura ludowa tłumaczy także powstawanie grzybów trujących kłamstwem i przeklinaniem św. Piotra oraz gorzkimi łzami matki Boskiej padającymi na ziemię. Z tym wiąże się żartobliwe powiedzenie: „Wszystkie grzyby są jadalne, tylko niektóre jeden raz”.

Natomiast według germańskich legend grzyby wyrosły ze spienionej śliny Odynowego wierzchowca, którą ten toczył podczas ucieczki przed wilkami. Zgodnie z koriackimi wierzeniami z Syberii muchomory czerwone powstały z plwociny Vahiyinina, bóstwa, którego imię oznacza Istnienie. Wyrastały tam, gdzie on splunął. Białe plamki na czerwonych kapeluszach są właśnie pamiątką boskiej śliny.

Istnieją jednak całkiem nieźle uzasadnione hipotezy, że było zupełnie odwrotnie – to halucynogenne grzyby tworzyły bogów. Według nich metafizyczne przeżycia ludzi pierwotnych miały miejsce po nieświadomym zatruciu grzybami.

Związki grzybów z zaświatami i magią

Wierzono niegdyś, że grzyby rosną w lesie, czyli w przestrzeni obcej i groźnej. Należą, więc do sfery nieczystej i demonicznej, a duch lasu może stać się grzybem, który jest jego ciałem. Związek z siłą nieczystą jest zawarty w wierzeniach o tzw. grzybowych lub „wiedźmowych kręgach”, czyli grzybów tworzących koła. Wiązano je z zakopanymi skarbami pilnowanymi przez czarty lub z tańcem rusałek. Stąd wywodzą się, takie nazwy grzybów jak: szatan, grzyb czortowy, czy kozie rożki.

Grzyby rosną w nocy, przyporządkowano je, więc do sfery śmierci i porządku podziemnego. Zgodnie z tymi wierzeniami grzyby stanowiły potrawę zaduszną w czasie Wigilii Bożego Narodzenia oraz w Wielki Czwartek. Spożywanie grzybów z kapustą, lub ziemniakami oznaczało, że w tym czasie ziemię i domostwa odwiedzają zmarli przodkowie.

Związki grzybów z zaświatami i chaosem uwidaczniało się w skojarzeniu grzybów z wróżeniem, odgadywaniem przyszłości, która jest znana na Tamtym Świecie. Niektóre gatunki grzybów uznawano za znak rozpoczęcia siewów, niestety duży wysyp wróżył zarazę, wojnę lub śmierć.

Grzyby w gospodarstwie i wierzeniach

Na dawnej wsi grzyby powszechnie wykorzystywano w gospodarstwie. Maślakami smarowano osie wozów. Dobrze wysuszona huba była używana, jako podpałka. Z większych okazów sporządzano czapki, wycinając miąższ i modelując palcami. Takie okrycia chroniły od ugryzień owadów i wchłaniały pot. Aby pozbyć się z chat owadów kurzono podłogi hubą. Tlącą się hubę zabierano do lasu, jako ochrona przez owadami. Miksturą z muchomora, miodu, mleka i spirytusu chłopi truli napastliwe insekty. Grzyby stosowano też, jako środek do wyrobu atramentu, oraz jako dodatek do tabaki. Szeroka wiedza o grzybach powodowała, że nienawistne żony potrafiły otruć jadowitymi grzybami swych mężów.

Mniemano powszechnie, że grzyby dodają sił, nie tylko w walce zbrojnej, ale i w zmaganiach miłosnych. Do dziś można w spisach afrodyzjaków spotkać trufle i smardze, choć jeszcze niedawno lista ta była dłuższa. Przykładowo panny z okolic Hajnówki, aby zagwarantować sobie wieczną miłość wybranka, częstowały go dwoma zrośniętymi grzybami. Taki rodzaj oczarowania można nazwać magią sympatyczną. Jako swego rodzaju magiczny zabieg można zakwalifikować również zwyczaj podawania potraw z grzybów podczas rytualnych uczt związanych z misteriami narodzin i śmierci.

Trudno uwierzyć, że istnieją kraje, chociażby Anglia, czy państwa skandynawskie, gdzie grzyby są postrzegane wyłącznie jako pokarm zmarłych, a kojarzone z rozkładem, zgnilizną i mające ścisły związek z zaświatami.

Zastosowanie grzybów w lecznictwie

Przebojem czasów współczesnych są bez wątpienia antybiotyki, a przecież pierwszy z nich powstał właśnie z grzybów, konkretnie z pleśni Penicillium chrysogen, czyli penicylina. Inny cudowny lek, który znalazł jedynie częściowe uznanie to huba brzozowa – podobno bardzo przydatna w leczeniu nowotworów. Jedynie dwa gatunki grzybów – włókno uszek ukośny i porek brzozowy – które po wysuszeniu przybierają postać huby, mają cudowne właściwości: podnoszą odporność organizmu, działają, jako środki przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. Długo można dyskutować nad zastosowaniem huby w medycynie, ale jedno jest pewne, bywają one znakomitymi lekarzami drzew.

Grzyby wykorzystywano w ludowym lecznictwie, np. okład z borowików zalewany w mleku pomagał na rany, czyraki i wrzody; ciepłe kapelusze prawdziwków przykładane do wrzodów powodowały ich pękanie; muchomory zalane spirytusem stosowano na reumatyzm; napój alkoholowy na muchomorach pito w celu pozbycia się biegunki, kołtuna i czerwonki; rosół ugotowany na grzybach pomagał na palpitacje serca.

Grzyby znalazły też zastosowanie w weterynarii. Gdy u krowy wystąpiły duszności podawano jej do zjedzenia purchawki; zaś suszone grzyby podawane z chlebem tamowały biegunkę u zwierząt domowych.

Grzybobranie

W przeszłości istniały liczne zwyczaje związane z grupowym zbieraniem grzybów, których literacki obraz znajduje się wPanu Tadeuszu Adama Mickiewicza. Zwyczaj nakazywał, aby zacząć grzybobranie po 29 czerwca, czyli po święcie Piotra i Pawła. Łamanie tego nakazu, podyktowane przednówkowym głodem często kończyło się zatruciami, gdyż zbierano wówczas nawet gatunki nieznane. Za najkorzystniejszy dla zbiorów dzień uważano czwartek – dzień poświęcony bogu burzy, panowało, bowiem przekonanie, że grzyby rosną najlepiej po uderzeniu pioruna. Zalecano też by zbierać grzyby podczas przybierania księżyca i pełni oraz o świcie.

Istniał cały rytualny obrzęd zbierania grzybów: idąc dla lasu, należało włożyć znoszone ubranie (w innych kulturach do kniei wchodzono w czystym, białym ubraniu), kozik do ścinania grzybów trzymać w ukryciu, by grzyby się nie wystraszyły, ścinać wszystkie zauważone grzyby, nawet najmniejsze, bo gdy już padł na nie ludzki wzrok, to i tak nie urosną. Należało zachowywać się dyskretnie, ponieważ las jest krainą nie zawsze przyjaznych mocy. Zakazane było niszczenie grzybów trujących, bo z zemsty wsączą swój jad w dobre grzyby. Mówiono, że kobiety nie powinny zbierać grzybów podczas miesiączki, ponieważ robaczeją. Z kolei kobiety ciężarne nie mogły zbierać mleczaja smacznego, bo ich dzieci będą miały kołtun. Każdy zaś, jeśli nadepnie purchawkę, a pyłek z nich padnie na ciało, ryzykuje obsypaniem skóry brodawkami, a jeżeli zarodniki dostaną się do oczu, to i ślepotę. Podczas grzybobrania należało zachowywać ciszę, bowiem grzyby jadalne chowały się na dźwięk głosu. Szanse dobrego zbioru grzybów zwiększało pójście w pojedynkę, a gdy chadzano z kimś chciwym mawiano „on ci szczęście zabiera”.

Wyprawa na grzyby stawała się, więc w różnych kulturach rytuałem odtwarzającym mityczny schemat podróży w zaświaty. Niezależnie jednak od wymienionych rozwiązań najlepiej było wkraczać tam nieuczęszczanymi ścieżkami, boso, na czczo, w milczeniu i w tajemnicy, powstrzymując się od śmiechu i ziewania, nie oglądając się za siebie, po odmówieniu modlitwy i zrobieniu znaku krzyża. Dobrym znakiem było napotkanie na drodze wozu drabiniastego, myśliwego, białego konia, wiewiórki, natomiast złym omenem widok starej kobiety z pustym wiadrem lub koszem, czy księdza. Co ciekawe, pierwsze trzy grzyby trzeba było pozostawić w lesie na ofiarę dla duchów lasu, czasem wkładano je do dziupli drzewa i odmawiano: „Ojcze nasz”. POTEM W DOMU GRZYBY CZCZONO I PRZETWARZANO


Źródła:

  • D. Attenborough, Prywatne życie roślin, Warszawa 1996
  • A. Grzywacz, Grzyby leśne, Warszawa 1990
  • S. i O. Kłosiewicz, Przyroda w polskiej tradycji, Warszawa 2011
  • M. Stańczuk, Przyroda Polska 2013 nr 9, dod. „Natura i Zdrowie”

 

Grzyby w kulturze ludowej

Czym była rzeka dla dawnych ludów

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

 

Jej bieg wyznaczał kierunek osadnictwa, był rodzajem drogi, który ułatwiał ekspansję i zarazem międzyludzką komunikację. Rzeka była źródłem wody, wykorzystywanej dla całego gospodarstwa. Stanowiła szlak dla podróżujących i spławianego drewna, była źródłem pokarmu: raki, ryby, ptactwo wodne. Z rzekami łączy się wiele obyczajów związanych z obrzędowością doroczną i rodzinną, a także liczne zabiegi magiczne, wróżbiarskie i lecznicze.

Podstawą wierzeń ludowych  o rzece są poglądy na temat wody. Słowianie nazywali wodę „siostrą Boga”, „najstarszą caryczką”, bądź „mateczką-wodą”. Wiązano ją z pierwiastkiem żeńskim, nazywając ją czasem imionami kobiet. Twierdzono, że jest siedzibą Diabła, zaś księżyc pełni rolę szafarza ziemskich wód. Zgodnie z ludowymi mitami woda istniała jako pierwszy z żywiołów i poprzedziła kreację świata. Nad wodami unosił się niebiański Bóg światła, a Diabeł przebywał w wodach – swej dziedzinie i naturalnym środowisku. W końcu obaj postanowili, by stworzyć świat, a Bóg zwrócił się do wody mówiąc, że na niej „ufunduje” ziemię. Odchodząc do najwyższego nieba po starciu z Diabłem i obrażeniu się na grzesznych ludzi, Bóg zabrał ze sobą część wód, by mógł padać deszcz. Po opadach, braki wody w górnej strefie wszechświata są uzupełniane dzięki tęczy, która ciągnie ją z jezior i rzek. Koncepcje mitologiczne Słowian splotły się z wyobrażeniami biblijnymi, gdzie woda pojawia się jako jeden z pierwszych żywiołów i z Boskiego nakazu rodzi istoty żyjące. Jest ona rozdzielana na wody „dolne” i „górne” kierowane przez Boga. Dzięki swemu objawieniu utrwalonemu w rytuale chrztu, Chrystus dał ludziom wodę żywota wiecznego oraz duchowe oczyszczenie i odrodzenie w prawdzie, po symbolicznym obmyciu grzechu i zmazy.

W VI-VII w.n.e. Słowianie prowadzili osiadły tryb życia, uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta. Dlatego woda pełniła tu znaczącą rolę, jako ta mająca istotny wpływ na rolnictwo. Słowianie wierzyli w mitologiczne znaczenie wody wg którego, woda jest podstawą wszelkiego stworzenia, tkwią w niej wszelkie zalążki życia, stanowi siłę dobroczynną (bezdzietne pary modliły się do rzeki z prośbą o potomstwo).Jednak wodę uważano też za siłą destrukcyjną, bowiem przez powodzie powodowała zniszczenia, groźbę utopienia i choroby. Dwuznaczna symbolika wody ujawnia się czasie potopu, który niszcząc dawne formy istnienia, jednocześnie regeneruje i oczyszcza świat ze zła.

W następstwie tego, że z wody wyłoniła się ziemia i wszelakie życie, że dzięki niej jest ono możliwe i podtrzymywane, woda stała się dla Słowian żywiołem świętym, najważniejszym, otoczonym kultem, symbolem samego życia. W wierzeniach ludowych woda jest żywa, zachowuje się jak istota myśląca, posiadająca świadomość i osobowość. Rzekę traktowano z należytym szacunkiem, bluźnierca dopuszczający się jej nieposzanowania był karany przez moce nadprzyrodzone chorobą, nieszczęściem, wreszcie utopieniem.

W kulturze ludowej Słowian każdy rodzaj wód posiadał własną symbolikę. Uważano, że cieki są żyłami Matki Ziemi. Rzeka kojarzyła się z przemijaniem, ruchem i czasem, stanowiła granicę oddzielającą swojski świat od obcego i niebezpiecznego terytorium. Wierzono, że za nią znajdują się zaświaty, a dusza musiała przeprawić się przez Rzekę Zapomnienia, za którą wyzbywała się wszelkich związków z poprzednim życiem.

Po śmierci bliskich przerzucano kładkę przez potok co stanowiło most dla duszy. Słowianie jeszcze w czasach przedchrześcijańskich lokowali cmentarze za ciekami, by uchronić się od powrotu upiorów. Rozpowszechnione były też przekonania, że Śmierć nie może przepłynąć bieżącej wody – granicy, a konieczność przebycia cieku stwarzała jej specjalną trudność. Następstwem tego, w okresie epidemii nikt nie przejeżdżał na drugą stronę rzeki. Rzeki miały płynąć również w zaświatach i rozdzielać piekło, czyściec i raj.

Wierzono, że rzeki płynące z daleka zdążają ku ludzkim siedzibom z zaświatów, gdzie nie ma chorób i śmierci. Dlatego mówiono o dobroczynnym działaniu rzeki, którą jako wodę bieżącą utożsamiano z „czystą”, „zdrową” i „cudowną” tzw. „Wodą Żywą”.  Używano jej do zbiegów uzdrowicielskich, oczyszczających, odmładzających i regenerujących. W celu pozyskiwania wody o zbawiennych właściwościach należało nabrać ją z rzeki zanim zrobił to ktoś inny, nim padło na nią światło wschodzącego słońca i „nie ośpiewały” jej ptaki.

W bliskości rzek odbywały się doroczne święta. Na wiosnę zza rzeki, czyli z zaświatów wnoszono do wsi Gaik – umajoną choinkę symbolizującą światło i odrodzenie życia. Podczas Sobótek nazywanych również Kupałą (od „kąpania się”), w rzekach odbywały się oczyszczające i zdrowotne rytualne obmycia. Kąpieli oznaczających ponowne narodziny zażywano także w okresie świąt Bożego Narodzenia, w Wielki Czwartek i Wielkanoc. Krążyło przekonanie o leczniczych korzyściach kąpieli nocnej dokonanej w czasie świąt.

Słowianie wierzyli w wiele rodzajów istot nadprzyrodzonych zamieszkujących wodę. Były to utopce, czarty, nawki, rusałki, smoki i boginki, pozostające pod rządami wodnika – władcy wód. Duchy wodne ukazywały się oczom ludzkim pod różnymi postaciami: jako dziewczęta, dzieci, ogniki, czy białe zjawy. Istniało przekonanie, że właściwe wodne demony przyrody powstały na początku świata. Dwaj stwórcy, Bóg i Diabeł stworzyli swych pomocników z połówek kamienia uderzanych laskami. Odpryski zamieniły się w anioły i czarty. Po skłóceniu się z Diabłem, Bóg strącił piorunem zastępy ciemności na ziemię. Siły nieczyste pospadały na pola, łąki, bagna, do lasów, na góry, a niektóre wpadły do rzek. Od tej pory stały się demonami wodnymi, które boją się gromów i ognia. Wabiły one ludzi urodą, a kusząc ich błyskotkamii kosztownościami, starały się wciągnąć w odmęt i utopić. Ofiara złapana w określone dni świąteczne, po burzy, gdy kwitnie żyto, stawała się topielnikiem. Nieszczęśnicy, którzy dali skusić się na błyskotki byli więzieni w postaci białych gołębi w podwodnej siedzibie ducha. Moc i zdolność wodnej siły nieczystej znacznie malała nie tylko, gdy mający się wykąpać nosił „medalik”, ale także, gdy przed wejściem do wody robił znak krzyża.Prócz demonów, nad rzeką pojawiały się także dobroczynne istoty jak Pan Bóg, Jezus, Święci czy Matka Boska, która co sobotę, podobnie jak boginki prała tam pieluszki.

Z uwagi na zaświatową naturę rzeki wrzucano do niej to, co niepożądane w granicach wsi czyli świecie śmiertelników. Topiono Marzannę, boginię zimy, śmierci i destrukcji, którą odsyłano do morza – miejsca wiązanego z Tamtym Światem i siedzibą istot niebezpiecznych i groźnych. Z prądem puszczano także przedmioty objęte kultem i uświęcone, jak stare i zniszczone święte obrazy, których nie godziło się wyrzucić do śmieci. Składano tam również ofiary mające dotrzeć do przodków. Poza tym rzeka była powierniczką ludzi osamotnionych i nieszczęśliwych, którzy nad jej brzegiem skarżyli się na marny los. Nadrzeczne utyskiwania mieli usłyszeć zmarli, mający odmienić nieudane życie.

W celu uchronienia się od napastowania i utopienia, ale także by zapobiec powodzi, zniszczeniu grobli i młynów oraz by wyjednać dobre połowy, chłopi składali demonom wodnym ofiary.  Były to zwierzęta gospodarskie, pieniądze i pożywienie. Czasem pławiono kukłę lub młodą dziewicę okrytą zielenią i kwiatami. Rytuał nazywano „karmieniem wody”.

Biorąc pod uwagę świętość i pozagrobowość Żywej Wody, odsyłano do niej wypędzone z człowieka choroby oraz leczono nią, często uważając za najlepszy lek na wszelkie dolegliwości. Na przykład, aby pozbyć się bólu nóg myto je w rzecznej wodzie w Sylwestra, podążając do obmycia boso. Ażeby odczynić urok rzucano na wodę rzeczną żarzące się węgle. W celu pozbycia się schorzeń skóry przemywano w rzece chore miejsce podczas dzwonienia na pogrzeb.

Wodę wykorzystywano również w celach wróżebnych. Podczas Zielonych Świątek, wigilii św. Andrzeja, a zwłaszcza w Sobótki powszechnie puszczano na rzece wianki odgadując nieznaną przyszłość. Podczas Kupały wieśniaczki wiły wianki z róży; w środku każdego, na krzyżujących się patyczkach, przytwierdzały świeczkę. W nocy dziewczęta szły w gromadzie nad wodę. Każda zapalała świeczkę na swoim wianku, wszystkie razem puszczały je z biegiem wody. Wianek, który pierwszy dopłynął do brzegu, wróżył swojej właścicielce, że pierwsza wyjdzie za mąż.By poznać zawód przyszłego męża, dziewczyna udawała się po pasterce nad rzekę, zanurzała w wodzie rękę i wyciągała to, na co natrafiła. Drewno oznaczało stolarza, żelazo – kowala, a skóra – szewca.

Postępowanie w czasie praktyk leczniczych, obrzędowych i wróżebnych związanych z rzeką podporządkowane było pewnym wzorcom, które decydowały o skuteczności zabiegów. Obowiązywał wówczas nakaz całkowitego milczenia, nad rzekę  należało wyprawiać się samotnie i w tajemnicy, a w czasie powrotu nie wolno było oglądać się za siebie, by nie ściągnąć nieszczęścia. Kontakt z groźnym żywiołem był jednocześnie spotkaniem z  zaświatami i wymagał szczególnej ostrożności oraz znajomości szerokiej wiedzy o tajnikach osobowości rzecznej wody i jej mieszkańców.


Żródła:

  • M. Stańczuk, Ludowe wierzenia dawnych Słowian, Eko i My nr 4/2011, s. 12-13, 34-35
  • A. Gieysztor,Mitologia Słowian, Warszawa 1986
  • Stefan i Olga Kłosiewicz, Przyroda w polskiej tradycji, Warszawa 2011

 

Czym była rzeka dla dawnych ludów

Ludowe wierzenia: Magiczna moc drzew

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

Dom, to nie tylko cztery ściany i dach nad głową. To historia naszego życia, bliscy ludzie, kultywowane tradycje, ale też otaczający nas krajobraz i wszystko, co w nim żyje. Drobne rośliny, wielkie drzewa, ptaki, dzikie i udomowione zwierzęta – wszystkie one mają swoje opowieści, tworzą i dopowiadają naszą historię. Ich dzieje wyjaśniają związane z nimi symbole, odkrywane wykopaliska, ślady, ludowa mądrość zawarta w legendach, przysłowiach i podaniach. Niegdyś ludzkie życie zależało od nich…

Drzewa. Potężne, mocno zakorzenione w ziemi i zdawać by się mogło wiecznotrwałe, nawet dziś, są obrazem siły budzącej mistyczne skojarzenia. Ich ogrom z całą pewnością porażał, zaś jadalne owoce były świadectwem łaskawości. Drzewo stało się jednym z pierwszych wyobrażeń struktury świata. Coroczne zakwitanie, wydawanie owoców i obumieranie stanowiło dla naszych przodków symbol cyklicznie odnawiającej się przyrody i następowania pór roku. Drzewo wyobraża oś świata – korzeniami przebija ziemię i sięga wód, na jakich ziemia się unosi, pień jest filarem naszego świata, a niebo opiera się na jego rozłożystych gałęziach. Słowianie wyobrażali sobie miejsce wiecznej szczęśliwości, – jako drzewo o tysiącu pni z nieprzeliczoną ilością gałęzi, z olbrzymimi liśćmi, przepięknie pachnącymi kwiatami, między którymi znajdowały schronienie dusze sprawiedliwych. Wiecznie zielone drzewo oznaczało nieśmiertelność, zaś gubiące liście na zimę – śmierć i zmartwychwstanie.

Drzewa kojarzono niegdyś także z żywiołem wody, ponieważ pień przewodzi wodę i soki od korzeni ku liściom…

Bywały czczone też jako siedziby bogów, przy czym istniała współzależność między zasięgiem mocy boga i strefą występowania gatunku poświęconej mu rośliny.

Wyznawcy wielu religii znają drzewo życia oraz drzewo wiadomości dobrego i złego. Drzewo życia jest z reguły pilnowane przez smoka, a na jego szczycie gnieździ się orzeł lub gołąb. Drzewo wiadomości dobrego i złego zapewniało każdemu, kto skosztował jego owoców, mądrość, choć szczęście niekoniecznie, o czym w przykry sposób przekonał się biblijny Adam. Uznanie drzewa za symbol wiedzy pociągnęło za sobą dalsze konsekwencje: drzewo stało się na kilka tysiącleci schematem nauki.

Niezwykła plenność niektórych drzew skłoniła ludzi do różnorakich rytuałów, mających za pomocą magii zapewnić płodność ludziom, zwierzętom gospodarskim i wszystkiemu, co żyje w obejściu. Stąd polski obyczaj chodzenia z Gaikiem, czyli obchodzenie wsi z zielonym drzewkiem wczesną wiosną. Bywały ponoć okoliczności, gdy człowiek zamieniał się w drzewo, ale relacje z tych zdarzeń nie są w pełni wiarygodne.

Ze względu na swój ogrom i długowieczność drzewa były naturalnymi pomnikami – sadzono je dla upamiętnienia ważnych wydarzeń, jak np. zwycięstwa w bitwach. Zasadzenie drzewa było też słowiańskim sposobem na uczczenie narodzin dziecka – zwyczaj ten ma także znaczenie magiczne, gdyż drzewo takie staje się duchowym bratem noworodka.

Spośród tysięcy gatunków drzew warto zaprezentować niektóre, z którymi związane są symbole, legendy, czy ciekawe interpretacje. Na pewno na uwagę zasługują: brzoza, cis, dąb, jabłoń, jodła, kalina, klon, leszczyna, lipa, olcha, sosna, świerk, topola, wierzba…

Kojąca dotykiem brzoza to bez wątpienia najżyczliwsze ludziom drzewo na świecie. Uważana za matkę lasu, podobno leczy nie tylko ciało, ale i duszę. Jednym z najdawniej stosowanych sposobów jest używanie witek brzozowych do straszenia i odpędzania złych duchów. Brzozową rózgą wymierzano dzieciom kary cielesne, kierując się zasadą, iż:„Rózeczką dziateczki Duch Święty bić radzi, rózeczka dziateczkom nigdy nie zawadzi”. O samotnie rosnących brzozach mówiono, że wśród ich korzeni spoczywa człowiek, grzesznik, skoro pochowany został w ziemi niepoświęconej i skutkiem tego w drzewie zamiast życiodajnych soków krąży krew. Zabobon odnosi się zresztą nie tylko do brzóz, ale też do dębów, jaworów i innych, które rosną samotnie. Wierzono, że brzozowe zagajniki to miejsce, gdzie w księżycowe nowe, gdy skrzą się oblodzone gałązki, tańcują wiły – dziewczęce postacie duchów drzew i wód. Mężczyzna, który miałby pecha trafić na owe pląsy, zostanie porwany w szalony wir i „zatańcowany na śmierć”.

Dąb w wierzeniach wielu ludów indoeuropejskich był świętym drzewem bóstw piorunów, grzmotów i burzy. Niektóre podania głoszą, że w koronie świętego dębu gniazdował ognisty ptak, będący posłańcem bogów i pośrednikiem między światem boskim i ludzkim. Dąb był też atrybutem boga Trzygłowa – ojca pozostałych bogów, czczonego szczególnie na Pomorzu. Słowianie wierzyli, że gdy jeszcze nic nie istniało, tylko sine morze, na jego środku stały 2 dęby, a siedzące na nich gołębie radziły, jak stworzyć świat. Stary dąb uwieńczony jemiołą był symbolem nieśmiertelności.

Pamięć dawnej wiary przerodziła się w szacunek dla dębów, szczególnie tych odznaczających się sędziwym wiekiem. Dęby mogą żyć do 2000 lat. Wykorzystywano je w celach leczniczych, np. na Wołyniu służyły do tego głuche dęby, czyli późno rozkwitające. Aby pomóc sobie w przypadku kurzej ślepoty, należało oprócz spaceru wokół pnia dębu, odmówić pacierze i wypowiedzieć specjalne zaklęcie. Magiczna formuła przepadła jednak w mroku dziejów…

Jabłońrajskie drzewo, które sprowadziło ludzi na ziemię… Znane na terenach dzisiejszej Polski od czasów prasłowiańskich. Teologia chrześcijańska podkreśla wyraźnie, że były 2 drzewa: drzewo życia wyobrażane, jako palma na wschodzie lub skrzyp na zachodzie, i drzewo poznania – tradycyjnie utożsamiane z jabłonią. Pierwsze z nich wiedzie ku życiu, drugie ku śmierci duchowej i cielesnej. Z czasem zaczęło pojawiać się również jako symbol życia i, jak wszystko związane z tematem życia po śmierci, zachowuje tę dwoistość znaczeń. Oba znaczenia znalazły żywy oddźwięk w naszej kulturze.

Jodła – wigilijny odganiacz złych mocy stanowiła przedmiot kultu wielu ludów europejskich. W Polsce uświęcenie jodły rozpoczęło się w XIX w., kiedy to przywędrował do nas z Niemiec zwyczaj ustawiania przystrojonego bogato drzewka bożonarodzeniowego. Jej trójkątny kształt miał symbolizować Trójcę Świętą. Powtarzano, że w najdłuższe noce w roku, czyli między 21 i 25 grudnia, jodła stanowiła ochronę przed wszelkimi duchami, które za dnia kryją się przed blaskiem słońca.

Wierzba – tradycje i wierzenia związane z tym drzewem na polskich terenach są mieszaniną wpływów starogreckich, judeochrześcijańskich i pogańskich. Najbardziej rozpowszechniony jest obyczaj święcenia palm wielkanocnych – wierzbowych. Zwyczaj formowania ceremonialnych palm z gałązek wierzbowych wywodzi się (?) z żydowskiego święta szałasów – Sukkot. Wierzbowa witka była niegdyś narzędziem ludowych praktyk magicznych służącym do zamawiania piorunów, odwracania wód powodzi, okadzania położnic i zwierząt domowych oraz ściągania deszczu. Warto wspomnieć skąd wzięła się wielowiekowa kariera wierzby w świętych ceremoniach. Otóż gałęzie palmowe, jak wszystkie gatunki wiecznie zielonych gałęzi są symbolem nieustannie odradzającego się życia i pokonywania śmierci, wierzba jest jedną z pierwszych roślin budzących się z zimowego snu i zakwitających. To właśnie jej kwiatostany nazywane baziami zwiastują nadejście wiosny.

Najstarsi Słowianie twierdzili, że Wierszba to święte drzewo drzew; że ziemskim odbiciem drzewa drzew jest wierzba. Wierzono, że wierzba to matka słodyczy i muzyki; kojarzyła się głównie z muzyką magiczną. Ze świeżej kory wierzbowej na wiosnę pasterze wykręcali fujarki, które miały przenikliwy, ostry ton, który łagodniał przy wilgotnym powietrzu. Niezwykłe właściwości wierzbowej fujarki pojawiały się w licznych wersjach baśni o „Balladynie”.

Klony – od kołyski do grobowej deski – wyznaczały człowiekowi punkty zwrotne życia: rozpocznie w jaworowej kołysce (narodziny), a skończy na klonowej grobowej desce (śmierć). Między tymi kluczowymi wydarzeniami spotykamy się z ukochaną osobą „pod ulubionym jaworem”. A po takim spotkaniu może być potrzebna nowa jaworowa kołyska, a po niej klonowa deska. Grobowa deska to przedmiot całkowicie zapomniany, obecny tylko w powiedzeniu: Będę Cię kochać do grobowej deski. Na grobową deskę kładziono umierającego, który miał odejść w zaświaty. Deska musiała być oczywiście klonowa – gładzona i niemalowana. Co jakiś czas w deskę stukano, by odegnać czyhającego na duszę szatana. Zwyczaj ten dał początek żywemu do dziś przesądowi pukania w niemalowane drzewo w celu odpędzenia złego.

Trucicielski i czarujący cis ściśle wiąże się z długowiecznością, rośnie bardzo powoli. Posiada właściwości trujące, dlatego od zawsze był uważany za roślinę złowróżbną. Przetrwał prawdopodobnie dzięki temu, że bardzo wcześnie poświęcono go zmarłym i zaczęto sadzić na cmentarzach. Z cisa wyrabiano śmiercionośne łuki, a sporządzoną z tej rośliny trucizną zatruwano w średniowieczu groty strzał. Podobno od takiej strzały zginął Mieszko I.

Kalina niezwykle lecznicze drzewo, z którego korzystali ludowi znachorzy i mistrzowie sztuki lekarskiej. W Polsce, jak na całej Słowiańszczyźnie, kalina była symbolem młodości i piękna. Romantyczni poeci rozszerzyli znaczenie symbolu o niewinność, dziewictwo, cierpienia i smutek. Z epoki romantyzmu wywodzi się też zwyczaj sadzenia kaliny na grobach młodych ludzi. Miała ona informować przechodniów o czystości duszy zmarłego.

Leszczyna – symbol siły witalnej i pomyślności. Przypisywano jej właściwości odpędzania złych mocy, zdolność sprawiedliwego osądu i zdrowego rozsądku. Leszczynowe laski miały zdolność wykrywania przestępców, poza tym leszczyna potrafi znajdować wodę, ukryte skarby, wskazywać gdzie budować dom, czy ustawić łóżko.

Lipa – miodem płynąca – stanowiła niezwykle cenny produkt do wyrobów przedmiotów użytku domowego. Prawdziwym skarbem ludności wiejskiej było lipowe łyko. Lipa dostarczała również surowca do wypalania węgla drzewnego, a także kwiatów, nasion i kory na leki, a pszczołom nektaru na miód i wosk. Jej cnoty prawdziwe i niekoniecznie prawdziwe chwalili nasi najprzedniejsi poeci z Janem z Czarnolasu na czele.

Modrzew symbolizował młodość, urodę i odnowę życia. Już Słowianie otaczali te drzewa czcią i miłością. Modrzew wzmacnia siły witalne, poprawia humor, przywraca wiarę i umacnia cierpliwość.

Olcha w kulturze materialnej Polaków miała niezwykle wysoki status: dawała dobre drewno i umożliwiała uzyskiwanie barwników. Uważano, że rozsypane liście olchy odstraszą myszy. Panowało też przekonanie, iż wzmaga ona siły parapsychiczne i zdolność jasnowidzenia.

Sosna stanowiła natchnienie młodopolskich artystów,symbolizowała siłę, seksualność i płodność wiosny. Sosnowe drzewko, bogato ustrojone obnoszono na wiosnę, jako Maik względnie Gaik. Niestety głębszy sens tego rytuału zatarł się z czasem. Stosy pogrzebowe na terenach Polski najczęściej układano z drewna sosnowego, a do dziś po wielkopolskich wsiach mawia się, że w trumnie z sosny najłatwiej o sen wieczysty.

Świerk wiele ludów uważało za święte drzewo. Górale tatrzańscy nie stanowili wyjątku. Jeszcze w XVIII w. przedmiotem kultu religijnego był święty świerk (smrek). Okoliczna ludność wznosiła ku niemu modły i patrzyła, w jakim kierunku wiatr wygina gałęzie, ponieważ z tej strony miało przybyć do nich szczęście. Świerkowe gałązki stanowiły też antidotum na wszelkiego typu złe czary i uroki.

Topola – niezawodny środek przeciw wampirom – od niepamiętnych czasów pomaga ludziom bronić się przed upiorami, zmorami i innymi poczwarami. Pod koniec XVIII w. Francja uczyniła z topoli symbol wolności, równości, braterstwa oraz rozumu i innych szczytnych wartości.

Podsumowując, należy stwierdzić, że drzewa od dawien dawna były przedmiotem kultu i magii. Niektóre praktyki przetrwały do dzisiaj, a po innych zatarł się ślad. Praktykami nawiązującymi do dawnego kultu pogań­skiego są te charakteryzujące się takimi elementami, jak: ofiara, modlitwa, postawa szacunku. Do kultu zdaje się też nawiązywać szereg zakazów magicznych. Należy przy tym pamiętać, że powiązanie danej praktyki z kultem nie musi koniecz­nie świadczyć o istnieniu tegoż kultu na naszych ziemiach. Mogły, bowiem dotrzeć do nas już same tylko praktyki magiczne.

W przypadku drzew i ich zastosowania w magii można mówić o pewnej antynomii pomiędzy kultem a magią, ponieważ kult zakładał nietykalność czczonych drzew, zaś praktyki magiczne były często połączone z niszczeniem danego gatunku. Wiemy jednak, że w praktyce obchodzono często nakaz nietykalności. Gra­nica pomiędzy kultem a magią jest bardzo płynna, jak zresztą wszystkie granice przebiegające w ludzkiej świadomości, i waha się ona w zależności od tego, czy w stosunku do czczonego obiektu zwycięży postawa czci zakładającej dystans, chronienie go, czy też chęć wykorzystania połączona z niszczeniem.


Źródła:

  • Attenborough D., Prywatne życie roślin, Warszawa 1996
  • Czikov P., Rośliny lecznicze i bogate w witaminy, Warszawa 1988
  • Dunin-Karwicka T., Drzewo na miedzy, Toruń 2012
  • Kłosiewicz S. i O., Przyroda w polskiej tradycji, Warszawa 2011
  • Kopaliński W., Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 1987
  • Szczepanowicz B., Atlas roślin biblijnych: pochodzenie, miejsce w Biblii i symbolika, Kraków 2003

 

Ludowe wierzenia: Magiczna moc drzew