Palenie Judasza

Autor: Łukasz Smyrski. Źródło: http://archiwum.wiz.pl/2000/00044000.asp

Artykuł pochodzi z „Wiedzy i Życia” nr 4/2000


Dla chrześcijan wszystkich obrządków święta Wielkanocy są okresem, gdy wciąż na nowo przeżywana jest śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Zanim jednak kapłani odprawią mszę rezurekcyjną, wierni uczestniczą w trzydniowym misterium. W Wielki Czwartek rozważają sceny ostatniej wieczerzy i Judaszowej zdrady, w Wielki Piątek towarzyszą Jezusowi w ostatniej wędrówce na Golgotę, by w sobotę wziąć udział w obrzędach święcenia ognia i wody, a w końcu zaśpiewać uroczyste alleluja.

Niedziela wielkanocna przypada w pierwszą niedzielę po pełni księżyca, po tym jak dzień równoważy się z nocą. Jest to zatem okres przesilenia wiosenno-zimowego, kiedy przyroda powraca do życia po zimowej przerwie. Czas przełomu tradycja ludowa uważa za szczególnie niebezpieczny. Wtedy uzewnętrzniają się w naturze siły, najogólniej mówiąc, nie sprzyjające człowiekowi. Dlatego zwłaszcza w tym okresie ludzie powinni się starać o pomyślność na następne tygodnie i miesiące. Stąd w kulturze ludowej, która z jednej strony jest wierna kalendarzowi naturalnemu, a z drugiej tradycji religijnej, w okresie wielkanocnym jest tak dużo obrzędów, zwyczajów i ceremonii służących nie tylko rozpamiętywaniu wydarzeń Męki Pańskiej.

Wiele obrzędów już zanika. Jednym z nich jest wieszanie, palenie i topienie kukły wyobrażającej biblijnego Judasza. Niegdyś zwyczaj bardzo rozpowszechniony, zwłaszcza w Małopolsce, dziś zachował się przede wszystkim w pamięci ludzi i nielicznych już, ostatnich żywych tradycjach w okolicach Przemyśla.

We wsi Pruchnik (województwo podkarpackie) tradycja palenia Judasza jest wciąż nieodłącznym elementem obrzędowości Wielkiego Tygodnia. Bierze w niej udział większość mieszkańców tej dużej wsi, ale w przygotowaniach do obrzędu uczestniczy tylko nieliczna grupa mężczyzn. Po wielkoczwartkowej liturgii, kiedy wszyscy udają się do swoich domów, oni zmierzają do gospodarstwa, w którym znajduje się przygotowana wielkich rozmiarów słomiana kukła.

Kiedy zapada noc, a wszelki ruch ustaje, rozpoczyna się pierwsza część obrzędu. Mężczyźni wynoszą kukłę Judasza z gospodarstwa i w skupieniu niosą ją przez uśpioną wieś. Orszak dochodzi do centralnego miejsca we wsi. Między kościołem a rynkiem na jednym z drzew w ciemności i bez zbędnych słów Judasz symbolicznie dokonuje żywota. Uczestnicząc w tej ceremonii, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z uzupełnieniem biblijnej sceny, a zarazem zasadą ludowej sprawiedliwości, która wbrew chrześcijańskiej etyce często nie pozwala pozostać winnemu bez zasłużonej kary.

Następnego dnia, w Wielki Piątek, wokół powieszonego Judasza od rana gromadzą się ludzie. Prysł już jednak nastrój powagi sprzed kilku godzin. Całe wydarzenie zaczyna nabierać cech widowiska. Wisząca kukła przede wszystkim śmieszy i bawi. I nic dziwnego – jej prostota, wyeksponowanie niektórych elementów ciała, charakteryzacja twarzy mają najwyraźniej rozbawić. Bawi więc wielkość samej kukły, jej twarz nawiązująca do semickiego wyglądu – Judasz przecież był Żydem – przede wszystkim nieproporcjonalny do reszty głowy nos, przypominający kształtem i kolorem fallusa. Judasz trzyma w ręku worek wypełniony drobno tłuczonym szkłem, którego pobrzękiwania przypominają ciągle o srebrnikowej zdradzie. Dzieci, które gromadzą się szczególnie licznie, nie szczędzą razów i kamieni wisielcowi, a także strzałów z broni napełnionej wodą.

Mimo tak widowiskowego i ludowego charakteru możemy doszukiwać się w całym wydarzeniu pewnych ewangelicznych analogii. Jak Poncjusz Piłat kazał umieścić tabliczkę na krzyżu z napisem Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski, tak na kukle wielkimi literami także wypisany jest rodzaj winy: Judasz zdrajca. Jak żołnierze szydzili z wiszącego na krzyżu Jezusa, tak społeczność Pruchnika drwi z powieszonego na drzewie Iskarioty.

Przed południem w pobliżu powieszonego Judasza gromadzi się coraz więcej ludzi oczekujących na osądzenie zdrajcy. Pomiędzy dziećmi przeciska się człowiek, który będzie pełnił rolę sędziego. Jest to postać z wioskowej społeczności, ale – jak mówią sami uczestnicy obrzędu – trochę inna niż wszyscy. Owa „inność” ma podkreślić niezwykłość całego wydarzenia. Podekscytowanie staje się coraz większe; pętla zostaje przecięta, a Judasz z wysoka spada na ziemię. Rozpoczyna się sąd. Sędzia wygłasza formułę: Judaszu, jak ty wydałeś za 30 srebrników, tak ja ci wymierzam 30 razów. I wśród głośnego liczenia zebranych trzydzieści razy uderza drewnianą pałą leżącą kukłę. Po tym porywają ją dzieci i ciągną po całej wsi, krzycząc i uderzając w nią kijami. Scena sądu powtarza się trzy razy: w miejscu, gdzie Judasz zawisł na drzewie, przed kościołem parafialnym i w rynku.

Teraz zaczyna się ostatni etap całego wydarzenia. Dzieci porywają Judasza i ciągną go poza wieś. Wszyscy zatrzymują się na moście. Sędzia podpala kukłę, a kiedy ogień ją trawi, zostaje zrzucona do rzeki. Zebrani tak szybko, jak pojawili się w tym miejscu, powracają do wsi obrzęd i widowisko zakończyło się. Wieczorem znów wszyscy spotkają się na wielkopiątkowym nabożeństwie.

Czym jest opisana tradycja – formą widowiskową, przejawem religijności czy przedchrześcijańskim reliktem? Wydaje się, że każda odpowiedź jest dobra. W swojej zewnętrznej postaci to niewątpliwie niezwykle widowiskowy element religijności ludowej. Znajdują się w nim jednak archaiczne pierwiastki, świadczące o dużo wcześniejszej genezie tego obrzędu. Zwróćmy uwagę na kilka z nich.

Początek wiosny jest okresem szczególnie nasilających się zabiegów magicznych, mających na celu obłaskawienie natury i zapewnienie letniego urodzaju. Podczas wieszania, palenia i topienia Judasza wiele czynności wskazuje na taką właśnie magiczną praktykę. Już sam fakt wypełnienia kukły słomą przypomina o jej „rolniczym” charakterze. Falliczny kształt nosa Judasza także nawiązuje do symboliki płodności. Wykorzystanie motywów fallicznych w tradycji ludowej jednoznacznie kojarzy się z pobudzaniem, wzrostem i wegetacją.

Etnografowie wskazują także na jeszcze jeden aspekt całego wydarzenia – ofiarę dla przyrody. Zasadniczą treścią całego obrzędu jest przecież symboliczne zabicie człowieka, dzieje się tak nawet dwukrotnie: najpierw przez powieszenie, bez żadnego dodatkowego rytuału jest to tylko wykonanie sprawiedliwego wyroku. Następnego dnia Judasz umiera po raz drugi, już na oczach całej wiejskiej społeczności. Kukła jest wynoszona poza granice wsi i dopiero tam palona i wrzucana do rzeki. Pojawia się zatem jeszcze jeden wątek interpretacyjny: ogień i woda. Te dwa żywioły w swojej symbolicznej postaci zawsze mają moc oczyszczającą i kojarzą się z możliwością kontaktu czy porozumienia z siłami z innego świata.

Wieszanie Judasza jest echem bardzo starej tradycji. Współcześnie niewątpliwie stało się obrzędem i zwyczajem o charakterze religijnym ma przecież przypominać sceny poprzedzające Mękę Chrystusa. Jednak sam nastrój uczestników obrzędu, powszechna wesołość towarzysząca paleniu i topieniu kukły Judasza ma jeszcze inny wymiar, przez uczestników obrzędu chyba już nie uświadamiany. Pod powłoką chrześcijańskiego zwyczaju skryły się starsze treści walki z naturą i prób jej przebłagania dzięki magii i składanym jej ofiarom. Wiadomo przecież, że wiele współczesnych obrzędów i zwyczajów ludowych jest schrystianizowaną formą dawnych rytuałów. Tak stało się też z opisaną, a zanikającą już Judaszową tradycją.


Mgr ŁUKASZ SMYRSKI jest doktorantem w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej Wydziału Historycznego UW.

Palenie Judasza

Ludowe obyczaje wielkanocne Powiatu Krasnostawskiego

Żródło: http://www.krasnostawska.pl/?p=2405


Święta wielkanocne obejmują liczne dawne tradycje. Niektóre z praktykowanych zwyczajów wywodzą się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich, niosąc w sobie echa niezwykle ważnych niegdyś obrzędów roku rolniczego praktykowanych w ramach obchodzonych przez plemiona słowiańskie Jarych Godów. Związane były one z zakończeniem zimy i powitaniem wiosny, z czasem zostały w różnym stopniu schrystianizowane i włączone do elementów kultury chrześcijańskiej.

Współcześnie spotykane praktyki wielkanocne z jakimi mamy do czynienia na terenie powiatu Krasnostawskiego – w rezultacie wielowiekowej unifikacji, a także mieszania się różnorodnych lokalnych zwyczajów – zasadniczo są zbliżone do tych spotykanych współcześnie w innych regionach Polski.

Wielki tydzień – kulminacyjny czas obchodów męki i zmartwychwstania – rozpoczyna się od Niedzieli Palmowej (zwanej niegdyś również Kwietną Niedzielą), kiedy to wierni święcą zdobne palmy. Tu należy się wyjaśnienie, odnośnie nazwy „palma” która w rzeczywistości wywodzi się ze stosowanego niegdyś określania dla wiechy; kwiatu trzciny pospolitej, stanowiącej jeden z podstawowych elementów tradycyjnej wielkanocnej palmy. Podstawą konstrukcji tradycyjnych palm były gałązki wierzbowe z baziami, do ozdobienia służyły – poza wspominanym kwiatem trzciny – rośliny wiecznie zielone: bukszpan, barwinek, borówka, widłak, sosna, cis, tuja. Ponadto czasem stosowano świeże lub bibułkowe kwiaty i wstążki. Współcześnie rynek zdominowały palmy w stylu wileńskim, wykonane z zasuszonych, często barwionych, kwiatów, mchów i traw.

Niegdyś, w niedzielę palmową, po powrocie z kościoła, symbolicznie uderzano palmą domowników, wypowiadając przy tym słowa: „Palma bije, nie zabije, ale zdrowie da”. Palmy wielkanocne wyraźnie odgrywają istotną rolę, wykraczającą poza ramy świąt wielkanocnych. Palmy zwyczajowo przechowywano, umieszczając je np. za świętymi obrazami – co miało chronić domostwo od ognia i piorunów. Innym niezwykle ciekawym zwyczajem, wciąż jeszcze spotykanym na terenie powiatu Krasnostawskiego (min. w okolicach Dworzysk czy Orłowa murowanego) jest umieszczanie palm – po niedzielnym wielkanocnym śniadaniu – za gospodarstwem w polu, w zasiewach pszenicy, co ma przynieść “urodzaj i dobry chleb”.

Wielki poniedziałek i wtorek to zwyczajowy czas porządków w domostwach. W wielką środę niegdyś palono ogniska – aby mogły się przy nich ogrzać dusze zmarłych. Następnego dnia pozostawiano dla zmarłych misy z jedzeniem. W Wielką Sobota następuje święcenie pokarmów (tzw. święconka), które spożywane są dopiero podczas niedzielnego uroczystego wielkanocnego śniadania. Samo śniadanie było jak i jest posiłkiem w miarę możliwości obfitym, mającym wręcz charakter obżarstwa. Istotną rolę odgrywały jajka, którymi się przy stole symbolicznie stukano lub się nim dzielono.

Jajka – jako symbol początku; życia – a także zwyczaj ich malowania to nieodłączny element świąt wielkanocnych. Sama tradycja zdobienia jaj kurzych, rzadziej gęsich czy kaczych, sięga w Polsce co najmniej wczesnego średniowiecza będąc wspólnym wszystkim Słowianom zwyczajem wiosennym. Malowaniem jajek zajmowały się tylko kobiety, które wypędzały z izb każdego przybysza płci męskiej. Obecnie na terenie powiatu Krasnostawskiego wykonuje się głównie kraszanki (pisanki barwione jednolicie), pisanki drapane (drapanki), rzadziej zaś właściwe pisanki wykonywane metodą batikową – poprzez pisanie (rysowanie) wzorów gorącym woskiem a następnie zanurzaniu jaja w barwniku.

Lokalnym folklorem jest również zwyczaj zwany „Meus” w ramach którego po śniadaniu wielkanocnym, mieszkańcy kilku okolicznych wiosek: Olesin, Kolonii Wielobycz, Kolonia Bobrowe, Majdan Krzywski, Jaślików i Niemienice, zbierali się w lesie pomiędzy swymi wioskami, gdzie po obmyciu się w źródle, we wspólnym gronie spożywano przyniesione jadło. Poza żywnością i trunkami zabierano ze sobą również instrumenty muzyczne. „Meus” stanowi nawiązanie do Emaus – biblijnej miejscowości do której wędrowali apostołowie po zmartwychwstaniu Jezusa, i gdzie wraz z nim spożywali posiłek. Zwyczaj ten posiada również pewne nawiązania do krakowskiej tradycji Emaus która była w XIXw. wielkim, uroczystym spacerem mieszczan krakowskich po całym dniu siedzenia za stołem, przeprowadzanym na pamiątkę wyżej wspomnianej historii biblijnej. Krakowski Emaus przerodził się z czasem w ludową zabawę i rodzaj odpustu.

Lany poniedziałek, Śmigus-dyngus, zwany dawniej również dniem św. Lejka, to w rzeczywistości relikt dwóch odrębnych zwyczajów. Śmigus oznaczał chłostanie rózgą, wierzbową gałązką lub palmą. Dyngus zaś oblewanie – szczególnie panien – wodą. Aby nie zostać nadto oblanym, stosowano wykupywanie się za pomocą pisanek, a także innych datków ze świątecznego stołu. Z kolei w środowiskach dworskich zwyczaj oblewania się wodą zmodyfikowano zastępując wiadra z wodą kilkoma kroplami perfum. W ten sposób realizowano tradycję bez uszczerbku dla zdrowia, wyglądu i sukienek śmigusowych ofiar.

Przytoczone powyżej przykłady tradycyjnych obyczajów wielkanocnych oddają tylko w pewnym stopniu bogactwo kulturowe regionu. Niestety, zwyczaje wielkanocne ulęgają postępującemu zapomnieniu i spłyceniu, ograniczając się do elementów najbardziej typowych i często bezrefleksyjnych jak święcenie palm i pokarmu, a także oblewanie się wodą, bez wchodzenia w sferę magiczną i obrzędową dawnego ludowego obyczaju.


TCh / Artykuł opublikowany pierwotnie w nr4 / 2014r. wydawnictwa Panorama Lubelska – Ludzie Biznes Gospodarka

Ludowe obyczaje wielkanocne Powiatu Krasnostawskiego

Zwyczaje i obrzędy wiosenne w regionie (Jankowice)

Źródło: http://jankowice.info/index.php?option=com_content&view=article&id=149%3Azwyczaje-i-obrzdy-wiosenne-w-regionie&Itemid=1


 

Zainteresowanie folklorem i tradycją ludową wydaje się być coraz bardziej powszechne w naszej świadomości. Chlubimy się odmiennością obyczajów od innych regionów kraju, a nawet wiele zespołów i stowarzyszeń wykorzystując często środki unijne, podporządkowuje swój program i działalność w celu zachowania piękna kultury ludowej. Coraz częściej zwracamy uwagę na odmienność i oryginalność danej społeczności, starając się nawet wypromować cały region dzięki tzw. lokalnym produktom.

Wiosna – przez niektórych uważana za najpiękniejszą porę roku- w różnych częściach kraju obfituje w ciekawe obrzędy, szczególnie związane z wsią i pracą na roli. Są one niejednokrotnie podobne, różnią się szczegółami rozpoznawalnymi przez dociekliwych czy specjalistów. Niektóre jednak są charakterystyczne tylko dla danego regionu. Warto o nich pamiętać, a na pewno warto je kultywować ze względu na ich niecodzienny koloryt i mądrość życiową przekazywaną następnym pokoleniom. Dorota Simonides tak charakteryzuje zwyczaje wiosenne: „Jest w nich najwięcej zjawisk reliktowych, które odzwierciedlają ludzkie potrzeby zasadniczej odnowy, odrzucenia grzechu, zła, choroby,  nieszczęścia.”

Obrzędy Środy Popielcowej

Środa Popielcowa była zapowiedzią nowego, rozpoczynającego się cyklu wiosennego, który będzie trwał aż do Zielonych Świątek. Każda z siedmiu niedziel Wielkiego Postu była na Śląsku inaczej nazywana. Były więc niedziele: sucho (chudo), głucho (tłusto), czorno, bioło (środopostno), marzanno (marzanio) i palmiano (kwietno). We wszystkich kościołach okres ten rozpoczynał się od posypywania głów wiernych popiołem z ubiegłorocznych palm wielkanocnych. Kapłani w ten sposób przypominali wiernym przede wszystkim o przemijaniu i nietrwałości rzeczy materialnych. Rytuał ten wprowadzony został do liturgii Kościoła powszechnego około IV wieku. Na początku obowiązywał on tylko osoby, które publicznie odprawiały pokutę, później posypywanie głowy popiołem stało się obrzędem stosowanym wobec wszystkich wiernych. Jeszcze na początku XX wieku posypywano głowę najważniejszemu członkowi rodziny, który zabierał trochę popiołu do modlitewnika i w domu uroczyście obdzielał nim swoich bliskich.

Obrzędy środy popielcowej były niechybnym znakiem końca wszelkich zabaw karnawałowych, czy zapustnych. Dzień ten był symbolicznym przejściem ze zgiełku do ciszy i skupienia wielkopostnego.  Śląskie gospodynie wyparzały wszelkie garnki i tygle, aby usunąć pozostałości tłuszczu i smak mięsa. W niektórych domach wyrzucano nawet ostentacyjnie patelnie przez okno do sadu lub wynoszono je na strych.

Topienie marzanny

Najbardziej znanym obrzędem wiosennym było topienie marzanny, nazywanej również Moreną, czy Marzoniokiem. Słomiana kukła kobiety była wyobrażeniem oraz symbolem odchodzącej zimy oraz  wszelkiego zła. Sam zwyczaj przywoływania w ten sposób wiosny przywędrował najprawdopodobniej za pośrednictwem Czech z Frankonii i Norymbergii. Nie zawsze palono marzannę w pierwszym dniu wiosny. Niektóre przekazy podają, iż na ziemi pszczyńskiej już ten obrzęd następował 12 marca – „Na świyntego Grzegorza, zima idzie do morza”- godali ludzie we wsi. W pochodzie uczestniczyli także różni przebierańcy: król, anioł, diabeł, święty itd. Najpóźniej jednak palono marzannę w Niedzielę Palmową, aby w Wielkim Tygodniu nie zakłócać już zupełnie innego obrządku. Kukłę na wysokiej żerdzi wynosiła poza wieś młodzież. Można było spotkać nawet odmianę męską – tzw. marzanioka. Dziewczęta topiąc taką postać chciały również wybawić swoją społeczność od najbardziej uciążliwej choroby męskiej, jaką był alkoholizm. Do takiej kukły, ubranej w strój męski, wkładano do ręki butelkę wody oraz szklankę, którą umieszczano w kieszeni.

Każdy mieszkaniec starał się, aby procesja z marzanną przechodziła obok jego zagrody i zabrała ze sobą choroby, zimę i zło z gospodarstwa. W niektórych wsiach trasa pochodu z marzanną była z góry ustalona i rozpoczynała się od plebanii, poprzez dom sołtysa, nauczyciela i znaczniejszego gospodarza. Starano się wynagradzać uczestników pochodu kołaczem lub jajkami, przekupując w ten sposób niosących, by marzanna nie zajrzała do okien domów, co mogło sprowadzić śmierć lub nieszczęście na domowników. W trakcie obrzędu bito kukłę kijami, obrzucano błotem czy kamieniami. Po wyjściu poza granice wsi następowało albo topienie kukły w najbliższych rzekach, albo marzannę palono.

Po pożegnaniu zimy wracająca młodzież zrywała drzewko – gaik zielony, który przynosiła do wsi jako symbol wiosny, młodości, zdrowia oraz nadchodzącego wraz z nową porą roku – szczęścia. Gaik był najczęściej dużą sosnową gałązką przyodzianą we wstążki, wydmuszki oraz inne ozdoby i tak jak wcześniej marzanna, musiał on również zawitać do każdej zagrody, a gospodynie obdarowywały niosących gościńcem (jajka, kawałki ciasta, drobne pieniądze). Gałązki gaika wtykano w różne miejsca domu, do drzwi pomieszczeń gospodarskich, co miało chronić zabudowania przed gradem, piorunem, czy innymi nieszczęściami. W niektórych częściach Śląska obrzęd gaika był wykonywany dopiero na drugi dzień po utopieniu marzanny, dziś łączy się te dwa zwyczaje w jeden, kultywowany przez młodzież szkolną w pierwszym dniu wiosny – 21 marca. Warto jednak pamiętać, iż były to dwa osobne obrzędy, mające swoje źródło w słowiańskiej tradycji, kiedy wierzono jeszcze w pogańskie bóstwa.

„Palenie żuru”

Obrzędy Wielkiego Tygodnia rozpoczyna tzw. Żurowa Strzoda (środa). W tym dniu starano się palić wszystkie stare i niepotrzebne już szmaty, gałęzie i śmieci. Chłopcy brali stare miotły (skrobaczki) nasączane żywicą lub smołą i z podpalonymi jak pochodnia biegano po polach i okolicznych wzgórzach, aby ziemia dobrze rodziła oraz ziarno szybko dojrzewało. Wołano przy tym „żur palę, buchty chwalę, co krok to snop”. Niedopalone miotły znoszono w jedno miejsce i urządzano wspólne ognisko. Mieszkańcy wsi również przynosili pograbione resztki trawy, słomy i inne „rupiecie”, by się „zło nikogo nie imało”.

Ciekawym przesądem w Wielką Środę jest dojenie krów po ciemku. Starano się nawet zakrywać oczy zwierzętom chroniąc je przed wszelkim światłem, gdyż mogłyby podczas dojenia zmądrzeć i nie dawać więcej mleka.

Obrzęd Wielkiego Czwartku

W Wielki Czwartek cichły dzwony kościelne, a ich dźwięk zastępowany był przez różnego rodzaju kołatki, klekotki czy klapaczki. Wierzono, iż w dniu wydania Chrystusa, zło ma bardzo dużą moc, dlatego ludzie smarowali rano nogi tłuszczem, lub pocierali je popiołem, aby uchronić się przed wszelkimi chorobami ciała. W domach zasłaniano lustra oraz zatrzymywano zegary. Starano się nawet zakładać czarną odzież na znak żałoby. Nie można było również wykonywać żadnych ciężkich prac polowych, a w szczególności wywozić obornika, aż do Wielkiej Soboty. Gospodarze również w tym dniu odstraszali krety chodząc po polu i uderzając drewnianym kołkiem wymawiając zaklęcie.  Palono również spróchniałe drewno, a popiół rozrzucano po polu, by zapewnić sobie urodzaj.

O świcie w Wielki Piątek…

…kto tylko mógł, spieszył na tzw. Cedron, czyli mycie w pobliskim potoku, rzece czy jeziorze. Ważne było, aby obmyć się przed wschodem słońca w milczeniu, natomiast wody na ciele nie można było wycierać – musiała sama wyschnąć co miało to uratować skórę przed wszelkiego rodzaju owrzodzeniami oraz ujędrnić i wygładzić cerę. Po powrocie do domu należało wypić kieliszek tatarczówki, kto tego nie uczynił mógł zostać pijakiem przez cały następny rok. Wczesnym rankiem kreślono kredą trzy krzyżyki na drzwiach, co miało uchronić mieszkających od zmory i złych ludzi. Rozmawiano ze sobą cicho, na lustra nakładano kir oraz poszczono przez cały dzień. Nie wynoszono i nie sprzedawano niczego z chałupy, aby majątek nie przepadł. Ważne w tym dniu było nawiedzenie grobu Chrystusa i ucałowanie krzyża.

Obrzędy Wielkiej Soboty

nierozerwalnie związane są z poświęceniem ognia, wody oraz pokarmów. Świece pobłogosławione w tym dniu odpędzały (zapalone w oknie) pioruny, a umierającemu wkładano je w dłonie, by łatwiej mu było przejść na drugi świat. Natomiast święcona woda służyła domownikom przez cały kolejny rok.

Ważnym i najbardziej praktykowanym elementem w tym dniu jest święcenie potraw. W skład święconego wchodziły podstawowe produkty jak: chleb, jaja, sól, wędliny, ciasto, ser i masło – chodzono z tymi produktami do kościoła, aby ich nie zabrakło w ciągu roku. Poświęcenie jajka miało charakter magiczny. Wiązało się z budzeniem życia oraz kultem zmarłych.

Wielkanoc

W pierwszym dniu świątecznym popularna była msza rezurekcyjna, odprawiana o świcie. Po niej można było zakończyć cały ten czas pokutny i zasiąść do sutego śniadania z domownikami. Koniecznym było zjeść przynajmniej odrobinę jajka, natomiast popularną formą było spożywanie przez gospodarzy sporej ilości chrzanu, na pamiątkę pojenia Chrystusa octem i żółcią. Ważne było, ażeby podczas śniadania nie uronić ani okruszki, natomiast skorupki z jajek zakopywane były w ogrodzie, lub podawane kurom, żeby lepiej niosły. Gospodarze objeżdżali swoje pola i na każdym rogu wtykali w ziemię krzyżyki zrobione z palmy. Kropili również ziemię wodą święconą. Ciekawą i zapomniana już zabawą w tym dniu było kulanie jajec. Polegała ona na toczeniu do specjalnego wgłębienia  w ziemi (ducki) jajek. Wygrywał ten, kto ich wkulał  najwięcej, a nagrodą były wszystkie jajka, które potoczyły się w inne strony.

Lany Poniedziałek

Najciekawszym i najbardziej chyba przez młodzież oczekiwanym dniem był śmigus-dyngus. Poniedziałek, obok poważnej niedzieli był czasem zabaw i wzajemnych odwiedzin. Praktykowanym obrzędem w tym dniu było polewanie wodą oraz smaganie gałązkami swojej sympatii. Dlatego pod względem społecznym był to ważny moment, ponieważ w tym dniu młodzi ludzie rozpoczynali oficjalnie zaloty. Dziewczyna oblana przez swojego adoratora, obdarowywała go kroszonką z wypisanymi sentencjami mówiącymi o jej zamiarach czy nadziejach   wobec chłopaka. Polanie wodą, nawet przesadne, było przejawem sympatii, a najbardziej mokra panna mogła uważać się za najbardziej podobającą kawalerom.

Na ziemi pszczyńskiej wiele z tych zwyczajów i obrzędów zostało zapomnianych, niektóre istnieją w formie szczątkowej. Warto jednak pamiętać o tej formie ludowości i kultywować tradycję, która często w formie zabawy przekazuje głęboki sens związany z dorocznym cyklem wegetacyjnym. Uczy szacunku do przyrody i jednoczy rodzinę oraz społeczność lokalną.

Michał Pudełko

Bibliografia:

1. Jerzy Pośpiech, Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku, Opole 1987.

2. Barbara Ogrodowska, Ocalić od zapomnienia. Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2007.

3. Krystyna Sajdok, Podróż do źródeł śląskiej tradycji, Mysłowice 1995.

4. Dorota Simonides, Najpiękniejsze zwyczaje i obrzędy górnośląskie, Katowice 1995.

Artykuł ukazał się w Gazecie Pszczyńskiej nr 6, z 30 marca 2010 r.

Zwyczaje i obrzędy wiosenne w regionie (Jankowice)

Boże Ciało, święto o długiej tradycji

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

Ze wszystkich świąt religijnych w Polsce, uroczystość Ciała i Krwi Chrystusa, nazywane ludowo Bożym Ciałem jest jednym z najbardziej uroczyście obchodzonych dni w całym roku liturgicznym, poza tym niezwykle barwnym i widowiskowym. Obchody Bożego Ciała, poza sferą kościelną, mają głęboki, ludowy wymiar.

Uroczystość Bożego Ciała to święto ruchome, przypadające na jedenasty dzień po Zielonych Świątkach. Za panowania Piastów, tak pisała o nim Deotyma:

„Obchodzona pod kopułą samego nieba, obsypana deszczem kwiatów i to w najpiękniejszej porze roku, zawsze zachwyca swoją półnieziemską poezją – a w owych czasach zachwycała tym silniej, że była jeszcze nowością (…), budziła nie tylko nabożeństwo, ale i gorącą ciekawość (…). Bo jeśli i dziś jeszcze najzacniejsze domy dobijają się o zaszczyt stawiania ołtarzy, cóż to się musiało dziać wówczas”.

Bezpośrednią przyczyną ustanowienia tego święta w XIII w. było objawienie błogosławionej Juliany, zakonnicy z Cornillon, która podczas nabożeństwa ujrzała krople krwi na hostii i korporale. W związku z tym 11 sierpnia 1264 r. papież Urban IV ustanowił ten dzień jako święto, które miało przybliżyć wiernym różne aspekty obecności Chrystusa w Eucharystii. Święto zatwierdził ostatecznie w 1314 r. Klemens V, nadając mu nazwę.

W Polsce obchodzi się Boże Ciało od 1320 r. Pierwszy źródłowy opis procesji Bożego Ciała pochodzi z Płocka i dotyczy uroczystości obchodzonych w katedrze w XIV w.  Istotnym wydarzeniem podczas obchodów tego święta były barwne, rozbrzmiewające śpiewem procesje, które przetrwały do naszych czasów. Po dzień dzisiejszy w Boże Ciało i oktawę ze wszystkich kościołów w miastach i na wsi wychodzą procesje do czterech ołtarzy przybranych zielenią i kwiatami, urządzonych na zewnątrz świątyń, pod otwartym niebem. Przy każdym ołtarzu śpiewana jest ewangelia, przy każdym odbywa się uroczyste błogosławieństwo wiernych Przenajświętszym Sakramentem.

W dawnej Polsce, podczas procesji, odgrywano przy ołtarzach sceny, w których występowały postacie biblijne, wygłaszano wiersze, śpiewano pieśni adoracyjne. W procesjach brały udział wszystkie stany i bractwa, wojsko i cechy, a w stolicy sam król ze wszystkimi dostojnikami. W okresie rozbiorów procesje dawały okazje do ujawniania postaw patriotycznych.

Tak oto pisał Cyprian Kamil Norwid o Bożym Ciele w 1842 r. w Krakowie:

Zatrzymali się przed ołtarzem ustrojonym w zieloność, zewsząd cisza, a pięćdziesiąt chorągwi kościelnych i cechowych, na podobieństwo masztów, pochyla się ku ziemi i lud jak fala niżej, a całe miasto głuche. Z równąż powagą cała odbyła się procesja, przed każdym ołtarzem przyklęknięto i powtórzono cichość – po czym śpiewy, kotły i głośne nabożeństwo”.

Zwyczaje i wierzenia ludowe związane z Bożym Ciałem

Na polskiej wsi wszystkie święta religijne mają niezwykle barwną i bogatą oprawę. Dzieje się tak, ponieważ obok treści sakralnych ważną rolę odgrywa tam tradycja i ludowa obrzędowość. Nie inaczej jest podczas Święta Bożego Ciała. Ołtarze ustawione pod gołym niebem właśnie na wsi są zawsze najpiękniej ukwiecone. Procesja na wsi jest szczególna, ponieważ w wielu regionach Polski idą w niej osoby ubrane w stroje ludowe, co podkreśla przywiązanie do tradycji i ojczyzny.

Z uroczystościami Bożego Ciała wiążą się różne zwyczaje i wierzenia ludowe. Szczególne właściwości magiczne przypisywano zebranym z ołtarzy kwiatom, wiankom i gałązkom: „W tym samym czasie święcą wianki w kościele wraz z ewangeliami spisanymi na 4 oddzielnych kartkach zwiniętych w ruloniki, które gospodarze zakopują w 4 rogach gruntu, w przekonaniu, że przez rok cały grad pola nie nawiedzi”.

Do wicia wianków używa się do dziś wielu ziół i traw, bo jak mówi stare przysłowie: „Każde ziele mówi: święć mnie”.  Były używane zioła o znaczeniu leczniczym i gałązki drzew chroniących od piorunów. Wśród ziół najważniejsza była bylica boże drzewko – ziele o czarodziejskiej mocy. W święconych wiankach musiała znajdować się macierzanka, mięta, rozmaryn, lubczyk, podbiał, niezapominajka, rumianki, stokrotki i wiele innych ziół.

W ludowej polskiej tradycji to właśnie te wianki były obecne przy najważniejszych dla człowieka chwilach – przy narodzinach, ślubie i śmierci. Wykorzystywano też czarodziejską moc wianków: wianuszek macierzanki dekorował becik w czasie chrztu, leśny rozmaryn – symbol miłości, wierności i nieśmiertelności – wraz z dzikim rozchodnikiem i nieśmiertelnikiem zdobił wianuszki u ślubnej sukni. Wianuszki z wielu ziół były przede wszystkim symbolem miłości.

Małe wianuszki, po poświęceniu wisiały jeszcze przez całą oktawę w kościele, a po ośmiu dniach każdy zabierał swój do domu. Przypisywano im cudowne właściwości i wykorzystywano je we wszystkich dziedzinach życia gospodarczego, przechowując starannie przez cały rok.  Zioła, które wykorzystywano do wianków i bukietów stosowano jako lekarstwo przeciwko wszelkim dolegliwościom. Według wierzeń uzdrawiały one ludzi, ale chroniły też bydło od zarazy, a dym ze spalonych wianków odpędzał ponoć chmury gradowe. Poświęconej macierzanki używano do okadzania krów podczas cielenia, lubczyk leczył ból gardła, dzięki rozchodnikowi ustępowały wszystkie choroby, a gałązki leszczyny były niezawodnym środkiem od piorunów i grzmotów.

Poświęcone przez księdza bukiety i wianki z ziół zawieszano nad oknami, nad drzwiami u wrót stodół, stajen i obór; zakopywano w rogach wśród zagonów kapusty i konopi jako ochronę przed szkodnikami i krukami; wkładano pod fundamenty nowo budowanych domów. Gdy wyjeżdżano po raz pierwszy w pole, wianek wkładano pod pierwszą skibę, aby „Bóg błogosławił zasiewom”, kładziono je w stodole pod pierwszy przywieziony snop zboża, a palonymi okadzano dzieżę do wyrabiania chleba.

Duże znaczenie magiczne obok wianków miały również gałązki brzozy z ołtarzy. Wykorzystywane były one do wszelkiego rodzaju zabiegów leczniczych i gospodarskich. Wtykano je na granicach pola, aby chroniły zasiewy przed chorobami i szkodnikami; kładziono pod strzechy, aby chroniły dom i zabudowania gospodarskie przed pożarem. Dziś także wiele osób zabiera poświęcone brzozowe gałązki, które mają chronić dom przed wszelakimi katastrofami.

Boże Ciało, poza swoją religijną wymową, w ludowej tradycji było ważną datą w kalendarzu prac rolniczych, a także czasem przeróżnych praktyk magicznych. Podobnie jak 1 maja czy Zielone Świątki, tak i święto Bożego Ciała oraz jego oktawa uważane były za okres wzmożonej działalności czarodziejskiej. Kiedyś tych osiem dni wolnych było od prac polowych. Ale nie tylko ten zakaz obowiązywał. W tym okresie kobiety nie prały bielizny kijankami, aby nie ściągnąć do wsi grzmotów i piorunów; w „oktaby” nie należało też sadzić kapusty, bo nie wyrośnie dorodna i przestrzegano: W Boże Ciało z Boską chwałą, Słowo nam się Chlebem stało, nie tnij zboża ni kapusty, bo odnajdziesz w niej rdzeń pusty. Z okresem tym wiążą się też przysłowia dotyczące pogody.

Z Bożym Ciałem wiąże się także zwyczaj Pochodu z Lajkonikiem (nazywanym też konikiem włóczków). Wyruszał on w oktawę Bożego Ciała z podkrakowskiej wsi Zwierzyniec (obecnie dzielnica Krakowa), z klasztoru Panien Norbertanek, w których kościele znajdował się ołtarz cechu włóczków. Starano się tak obliczyć godzinę wyruszenia, aby do Krakowa wejść tuż po zakończeniu procesji. Po zakończeniu procesji ludność udawała się pod pałac biskupi, gdzie lajkonik rozpoczynał swe harce. Warto tu dodać, że mimo licznych zmian tradycja konika Zwierzynieckiego przetrwała do dziś.  W wierzeniach ludowych lajkonik symbolizował odwieczna walkę dobrego ze złym, ze zwycięstwem sił dobrych, słonecznych, nad mocami ciemności.

Procesje, stroje i pieśni

Polskie procesje – szczególnie na wsi – nie mają sobie równych w całej Europie, jeśli chodzi o powszechność ich występowania, o liczbę uczestniczących w nich wiernych, barwność i okazałość. Od wieków w Krakowie urządzano je z wielkim przepychem. Krakowskie procesje były znane w całym kraju, prowadziły od Wawelu do katedry mariackiej. Warszawa również ma swoją tradycję związaną z tym świętem. Procesja Bożego Ciała w stolicy prowadzi z katedry świętojańskiej na Plac Zamkowy i dalej traktem królewskim.

Obecnie na Mazowszu, w Łowiczu i wsiach podłowickich, na Kurpiach, w okolicach Rawy Mazowieckiej i Opoczna, na Podgórzu i Podhalu, oraz w Krakowie, podczas procesji noszone są jeszcze barwne stroje regionalne. W Łowiczu, Opocznie i na Podhalu w Boże Ciało stroje regionalne przywdziewają mężczyźni, najznaczniejsi i najstarsi gospodarze, zwyczajowo trzymający baldachim nad księdzem i podtrzymujący kapłana niosącego monstrancję.

Tylko w tym dniu można jeszcze zobaczyć tradycyjny i niezwykle oryginalny strój z Biskupizny, mało znanego regionu Polski, obejmującego zaledwie trzynaście miejscowości powiatu gostyńskiego ze stolicą w Krobi. Biskupianie od wieków podkreślali swoją odrębność. Ich tradycyjne stroje, które można podziwiać podczas uroczystości Bożego Ciała nie mają sobie równych. Na głowie biskupianki noszą tzw. kopkę ze skrzydłami (wstążkami zawiązanymi pod brodą). Przypomina ona niewielki, biały troczek uformowany z cienkiego haftowanego tiulu, ukrochmalonego na sztywno i ułożonego w misterną harmonijkę. Pas tiulu, po rozprostowaniu wszystkich fałd, ma aż 30 m długości! Piękny jest również strój męski. Kurtka bez kołnierza w kolorze biskupim, nazywana „czerwona jaka”, zapięta na tyle guzików, ile znajdowało się przy sutannie księdza, czyli 99.

Od momentu ustanowienia święta Bożego Ciała w 1264 r., dziś oficjalnie obchodzone jako uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, jego niezmiennym symbolem jest chleb. Chleb w kulturze ludowej był powszechnie szanowany jako pierwsze i najświętsze pożywienie, toteż powstało wiele tradycją uświęconych zwyczajów dotyczących obchodzenia się z tym darem Bożym. Nie wolno go było jeść z nakrytą głową, dotykać nieumytą ręką, nie wolno było chlebem się bawić, ani lepić z niego figurek. Dawniej nawet najmniejszych okruszków nie wyrzucano, tylko je spalano. Produkowano więc specjalne szufelki i szczoteczki do zmiatania okruchów ze stołu.

Podczas procesji od wieków śpiewa się te same pieśni, w których wierni wyznają swą wiarę i składają hołd Bogu. Kapłan, niesie pod baldachimem złocistą monstrancję, w powietrzu unosi się zapach kadzidła, dziewczynki w białych strojach sypią płatki kwiatów (suszonych lub świeżych płatków róż, peonii) ze specjalnych koszyczków przystrojonych białymi wstążkami i zawieszonych na szyi. Pod stąpającymi ściele się barwny kobierzec płatków kwiatów.

Bez wątpienia prawdziwym fenomenem polskich obchodów Bożego Ciała jest ich nieprzerwane trwanie w naszej tradycji i obyczaju, niezależnie od różnych kolei naszego losu i zawiłości naszej historii. Niezwykłe jest zwłaszcza liczne uczestnictwo w obrzędach i zwyczajach związanych z tym świętem.


Źródła:

 

Boże Ciało, święto o długiej tradycji

Planety i żywioły – ich znaczenie w dawnej tradycji i obrzędowości ludowej

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl – artykuł opublikowany oryginalnie w dwóch częściach: część 1, część 2.


W dawnej kulturze ludowej magia była jednym z podstawowych narzędzi opisywania i systematyzowania rzeczywistości. Wierzono, że istotny wpływ na los człowieka mają ciała niebieskie i żywioły, które decydują o naszym codziennym bycie, dlatego w ważnych obrzędowo momentach warto pozyskać ich przychylność.

Burza

Prawie we wszystkich kulturach burza była traktowana jako symbol walki dobra ze złem, a piorun stanowił broń życiodajnego bóstwa solarnego w walce z siłami podziemnymi, należącymi do strefy nocy. W mitologii słowiańskiej symbolizował boga Peruna, Perkuna – władcę nieba i błyskawic. Wierzono, że pierwsze uderzenie pioruna zapładnia ziemię. Był otoczony kultem, a wzniecony przez niego ogień uważano za święty. W mitologii greckiej za burzę odpowiedzialny był Zeus, władca błyskawic, w mitologii nordyckiej funkcję tę pełnił Thor, natomiast w mitologii rzymskiej bogiem burzy był Jowisz, najwyższy władca nieba i ziemi, ojciec bogów. Starożytni Egipcjanie za boga burzy uważali Seta, a Celtowie – Taranisa.

W kręgu tradycji chrześcijańskich burzę i piorun uznawano za przejaw gniewu Bożego. Niszczył on wszelkie ostoje zła i grzechu. Jego ofiarami byli ludzie nikczemni, którzy dopuścili się wyjątkowo odrażających postępków lub zbrodni. Ochronę przed zniszczeniami spowodowanymi przez burzę miała stanowić zapalona w oknach gromnica.

Według wierzeń ludowych wszystkimi zjawiskami atmosferycznymi, w tym także burzą, zawiadywał Pan Bóg. Towarzyszące jej grzmoty, to odgłosy przerzucania przez anioły w raju skał przygotowanych na Dzień Sądu. Według ówczesnych przekonań błyskawice sprawiały, że Niebo się otwierało, chociaż oślepiony jasnością człowiek nie był w stanie niczego w nim dostrzec.

Twierdzono, że za wywołanie burzy odpowiedzialni mogli być samobójcy lub zabita żmija. Świecące na żmiję słońce zwiastowało nadejście burzy w dniu następnym. Gdy burzowa pogoda trwała zbyt długo należało martwego węża przykryć kamieniami lub gałęziami, a zwłoki samobójcy odkopać i pogrzebać za dziewiątą miedzą licząc od granicy wsi lub spalić daleko poza jej granicami.

Nagłe deszcze w czasie żniw i sianokosów mogły wywołać grabie rzucone na ziemię zębami do góry, które rozdzierały niebo. Burzę sprowadzały również demony zwane płanetnikami czy chmurnikami.

Ochronę przed burzą i gradobiciem stanowiły dźwięki dzwonków loretańskich, którymi zawiadywali specjalni dzwonnicy. Funkcję tę pełnili wyłącznie wyjątkowo bogobojni mężczyźni, wybierani przez całą miejscową społeczność.

Aby ustrzec się przed burzą przestrzegano różnych zakazów magicznych: w Dni Krzyżowe nie wolno było prząść, a w czasie oktawy Bożego Ciała obowiązywał zakaz prania kijanką. Przed fatalnymi konsekwencjami tego zjawiska chroniły przedmioty, które miały jakikolwiek kontakt z sacrum, jak: poświęcone wianki, palmy wielkanocne i zioła. Zabezpieczenie stanowiły też święte obrazy i gromnica umieszczone w oknie, brona na podwórzu ustawiona do góry zębami i siekiera.

W celu ochrony upraw przez działaniem  burzy na polu ustawiano krzyże wykonane z witek poświęconej palmy oraz gałązek, którymi udekorowane były ołtarze na Boże Ciało, zakopywano w ziemi teksty Ewangelii i piętkę chleba z wieczerzy wigilijnej, a w Zielone Świątki chłopcy obiegali miedze pól z pochodniami zapalonymi od sobótkowego stosu.

Według powszechnego przekonania piorun nigdy nie uderzał w lipę, uważaną za drzewo Najświętszej Marii Panny i leszczynę, która dała schronienie Świętej Rodzinie podczas ucieczki do Egiptu.

Wiatr

W wielu kulturach wiatr był uważany za przejaw „kosmicznego życia”. Nazywano go  również „oddechem Ziemi”, a wszelkie związane z  nim anomalie  były traktowane jako zwiastuny chorób, klęsk i katastrof. Od niepamiętnych czasów wiatr był czczony jako bóstwo lub siła o boskim pochodzeniu. W starożytnym Egipcie wierzono w potęgę boga Szu, władcy czterech wiatrów, z czterech stron świata. Z kolei przyjazny ludziom wiatr północny był uważany za oddech boga Amona. W kulturze greckiej za poszczególne strony świata był odpowiedzialny innych bóg, natomiast Słowianie oddawali cześć Pochwistowi (Poświstowi).

W Starym Testamencie pojawianiu się Stwórcy towarzyszyły gwałtowne podmuchy wiatru, a kiedy na górze Horeb Bóg przeszedł obok Eliasza, uderzeniem wiatru ruszył górę i rozkruszył skały. W Nowym Testamencie  w wichrze nastąpiło zesłanie Ducha Świętego. Ten „oddech ziemi” wyrażał tu także potęgę i wielkość majestatu Bożego.

W tradycyjnej kulturze wiatr przybierał postać materialną, najczęściej mężczyzny z rozwianymi włosami, wydętymi policzkami, w potarganym odzieniu. Mieszkańcy okolic Krakowa wierzyli, że wiatry to żyjący w Niebie gospodarze, którzy mieszają powietrze. Na Łemkowszczyźnie żywioł ten był kojarzony z przebywającym na olbrzymim drzewie wielkoludem, który słał go na różne strony świata.

Pojawienie się silnego, porywistego wiatru łączono z powieszeniem się człowieka, wtedy bowiem diabeł porywał duszę i hulał z nią do piekła. Wierzono również, że gwałtowny podmuch zrywał się w chwili śmierci osoby o demonicznych właściwościach. Obawiając się, że szatan wkręci się wraz z wiatrem do przędzy, w niektórych regionach obowiązywał zakaz przędzenia w wietrzne dni. W wielu wsiach wiatr utożsamiano z duszami ludzi tragicznie zmarłych, nieochrzczonych, dzieci przyduszonych przez matkę w czasie snu, porońców i osób źle pochowanych. Ponadto w wietrze mogły ukrywać się strzygi, zmory oraz inne strachy, skłaniające ludzi do złego. Mógł też wywoływać choroby i epidemie wśród ludzi i zwierząt.

Wiatr był jednak nie tylko siłą niszczącą. Jego łagodne powiewy przyjemnie chłodziły podczas gorącego lata i umożliwiały żeglugę. Uważano go za siłę zapładniającą, bez której zamierało życie. Jego podmuchy miały korzystny wpływ na wegetację roślin i płodność zwierząt. W niektórych regionach wierzono, że może być także sprawcą brzemienności kobiet.

W celu obrony przed negatywnymi skutkami oddziaływania wiatru stosowano nakaz padania na ziemię, klękania lub ukrycia się. Podczas burzy, albo w chwilach pojawienia się wichru powietrznego nie wolno było wychodzić z domu bez poświęconych przedmiotów. Jeśli już nastąpiło zetknięcie z tym żywiołem, to należało trzykrotnie splunąć przez lewe ramie. Inną formą obrony było  skierowanie w jego stronę ostrego narzędzia, modlitwa, kropienie wodą święconą. W zależności od regionu na wiatr sypano mąkę, sól lub kaszę poświęcone w dniu świętej Agaty.

Wierzono, że wiatr jest dostarczycielem wiadomości z zaświatów. Były to informacje na temat pogody, przyszłych losów człowieka i świata, przyczyn chorób i możliwości ich leczenia. Twierdzono, że wiatr wschodni zwiastował brzydką pogodę, południowy – ciepło i słońce, zachodni – silne deszcze, a północny – chłody i niepogodę. Na Śląsku na podstawie kierunku wiatru przepowiadano przyszłość. Wiatr północny zapowiadał śmierć osoby starej, południowy – w średnim wieku, natomiast wschodni – śmierć dziecka.

Woda

W dawnych kulturach woda była postrzegana jako odwieczna materia, początek  istnienia, symbol życia i wieczności. Tej, wypływającej z głębi ziemi przypisywano moc oczyszczającą, a spadającej z nieba – moc zapładniającą. Wierzono, że woda bieżąca niesie życie i obmywa, zaś stojąca jest siedliskiem złych mocy i śmierci. W chrześcijaństwie za jej pośrednictwem w trakcie ceremonii Chrztu Świętego zmywany jest grzech pierworodny.

Woda jest darem Bożym, który powstał bez udziału człowieka i stanowi własność wszystkich istot żyjących na świecie, dlatego nie można jej odmówić nikomu, nawet największemu wrogowi. Zawsze otaczano ją szacunkiem, traktując jak żywą istotę. Przemawiano do niej, składano jej ofiary, chroniono przed zbezczeszczeniem i skalaniem. Wykorzystywano ją w celu przywrócenia sił witalnych, płodności i urodzaju. Była cennym lekarstwem dla ludzi i zwierząt.

Woda pełniła ważną rolę podczas różnego rodzaju zabiegów magicznych i obrzędowych. Szczególne znaczenie miało obmywanie i kropienie wodą, które nie tylko zabezpieczało ludzi oraz ich dobytek przed działaniem piekielnych mocy, usuwało wszelkie zło, ale także przynosiło zdrowie, dostatek i szczęście. W celu zapewnienia sobie powodzenia w życiu oraz dobrej kondycji fizycznej w wigilię Bożego Narodzenia domownicy obmywali twarz i ręce wodą, w której umieszczone były monety ze szlachetnego kruszcu. Dość powszechną praktyką były również  rytualne kąpiele w potokach i źródłach w noc z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, przed wschodem słońca.

Wyjątkową wartość miała pierwsza kąpiel noworodka, którą przygotowywano z wody nabieranej z prądem potoku, a potem wylewano w ustronne miejsce, by nie pozbawić dziecka szczęścia. Powszechna była też ceremonia obmywania ciała zmarłego. Starano się by do zużytej do tego celu wody nie miały dostępu ani zwierzęta gospodarskie, ani ludzie, ponieważ mogło to grozić utratą zdrowia.

Kropienie wodą święconą towarzyszyło niemal każdej ważniejszej pracy oraz wielu obrzędom dorocznym i rodzinnym. Zraszano więc bydło przy pierwszym wiosennym wypasie, pług przed pierwszą orką, progi i kąty nowo wybudowanej chaty i budynków inwentarskich, wóz, którym młodzi jechali do ślubu, kołyskę dla dziecka czy trumnę.

Nad zbiornikami wodnymi odprawiano wiele zabiegów magicznych i obrzędowych. Na Podtatrzu palono Śmiertkę, czyli kukłę obnoszoną po wsi przez dziewczęta w tzw. Białą Niedzielę, podczas Wielkiego Postu, do wody wrzucano Marzannę, nad potokiem w Wielki Czwartek palono Judasza – pradawne symbole zimy lub śmierci.

Wierzono również w lecznicze właściwości wody, szczególnie jeśli była ona zaczerpnięta w jakiś szczególny sposób i o określonej porze. W tradycyjnych pieśniach ludowych symbolizowała kobietę, dziewczyńską cnotę, a jej picie lub ofiarowanie było porównywane z aktem miłosnym. W niektórych kulturach funkcjonowało przekonanie, że woda zabiera panieńską urodę. Oznaczała też przemijanie.

Ogień

Ogień odgrywał bardzo ważną rolę w kulturze ludowej. Z jednej strony był kojarzony z  bezpieczeństwem i ciepłem domowego ogniska, a z drugiej z niszczycielską siłą, której składano przebłagalne ofiary. W tradycji starosłowiańskiej czczono przede wszystkim „ogień niebieski”, czyli słońce i piorun, a także „ogień ziemski” uważany za jego symbol.

Według tradycyjnej wizji świata władzę nad ogniem sprawował Pan Bóg. Ogień pochodzący ze sfery sacrum był otaczany powszechnym szacunkiem i traktowany jak żywa istota. Wierzono, że można go rozgniewać, obrazić, przeprosić czy zyskać jego przychylność i dlatego obchodzono się z nim bardzo ostrożnie. Obowiązywał powszechny zakaz plucia do ognia, stawania do niego tyłem, deptania, przeklinania i wrzucania do niego ostrych narzędzi.

Ognisko (lub zastępujący je piec) stanowiło centrum życia rodziny. Raz rozniecony płomień płonął w domu bez przerwy, umiejętnie podsycany i zabezpieczany przed wygaśnięciem.  Przy każdym rozniecaniu płomienia czyniono znak krzyża, a pojawiającą się iskrę witano słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, Witaj gościu pożądany, Jezusieńku nasz kochany! Witam pana mojego i światłość Jego. Wierzono, że jeśli podczas palenia w piecu słychać piski (mokrego drewna) jest to odgłos albo pokutującej duszy (i trzeba się za nią modlić) albo zwiastun śmierci jednego z domowników.

Ogień rozpalony w odpowiedni sposób i we właściwym czasie zapewniał szczęcie, dostatek i bezpieczeństwo, miał wymiar magiczny. Na przykład poświęcone w Niedzielę Palmową nadpalone gałązki wierzbowe wiązano w krzyżyki i zatykano na polu, co miało uchronić uprawy przed suszą i gradobiciem. Ogień płonący w domu należało przynajmniej raz w roku „odnowić”, najlepiej na przełomie starego i nowego roku. W obrzędowości słowiańskiej gaszenie i rozpalanie ognia było ważną czynnością podejmowaną w czasie Bożego Narodzenia. Gaszono go w Wigilię lub na Trzech Króli, a ponownie zapalano następnego dnia, na przykład od płomienia kościelnych świec. W wielu regionach „nowy ogień” rozpalano w Wielką Sobotę, przynosząc zarzewie z poświęconego przez kapłana ogniska, palonego przy kościele.

Obrzędowe niecenie ognia należało uczynić w sposób naturalny, czyli poprzez pocieranie o siebie dwóch kawałków drewna lub krzesiwa. Specjalnych zabiegów wymagało również jego gaszenie, dokonywane najczęściej przy pomocy wody święconej. Wykorzystanie do tego celu zwykłej wody, a co grosza nieczystości, jak również zadeptywanie czy zasypywanie żaru było uznawane za zniewagę dla tego żywiołu i mogło spowodować jego zemstę. W Beskidach Zachodnich ogień wygaszano w wigilię uroczystości św. Wawrzyńca, żeby zmęczony całoroczną służbą człowiekowi mógł odpocząć oraz w chacie, w której znajdowało się ciało zmarłego. Nagłe zgaśnięcie płomienia było odbierane jako zła wróżba, zwiastująca niepowodzenie lub chorobę. W ważnych okolicznościach ogień można było pożyczyć, chociaż odnoszono się do tego dość niechętnie. Przekazanie uzyskanego w ten sposób płomienia odbywało się tylko po zachodzie słońca.

Ogień miał także charakter magiczny. Jego blask odstraszał demony, chronił ludzi oraz ich dobytek.  W XIX wielu powszechny był zwyczaj obchodzenia przez kobiety swoich gospodarstw z ogniem rozpalonym przez księdza w Wielką Sobotę. Rytuał ten  miał uchronić domostwo przed pożarem, a rodzinę przed nieszczęściem. W wielu regionach Europy w Noc Sobótkową palono ogniska wokół których zbierała się młodzież. Odbywające się wówczas skoki przez płomienie miały znaczenie oczyszczające i chroniły przed różnymi dolegliwościami. Dziewczyny, które nie odważyły się na taki wyczyn lub były nieobecne podczas rozpalania ogniska podejrzewano o czarownictwo.

Ogień był wykorzystywany przy różnego rodzaju praktykach medycznych. Używano go do przypiekania chorych miejsc, zwłaszcza przy leczeniu ran, ukąszeń, krost i wysypek. Uzdrawiające właściwości miało przechodzenie przez ogień lub obnoszenie go wokół chorego. Sprawdzał się on również w działaniach przeciw dolegliwościom spowodowanym czarami: „Aby usunąć rzucone przez czarownicę na dziecko uroki, zalecano na przykład by owinąć dziewięć ziarenek jęczmienia skoszonego przed wschodem słońca i spalić je na żarzących się węglach posypanych święconym zielem. Dzięki takim zabiegom, chory miał odzyskać zdrowie, a czarownica stracić na dziewięć lat swą moc”. Na podstawie obserwacji płomienia i dymu przewidywano pogodę.

Słońce

Chrześcijaństwo widziało w słońcu symbol Chrystusa, nad którego śmiercią płakało wraz z księżycem i gwiazdami. Porównywano do niego Najświętszą Maryję Pannę. Biblijnemu mitowi o oddzieleniu światła od ciemności przypisuje się symboliczną separację dobra od zła. Wędrówka słońca po niebie odzwierciedla odwieczną walkę światła z mrokiem, życia ze śmiercią, ładu z chaosem, i nieustanne zwycięstwo słońca, które podlega permanentnej regeneracji, zarówno w cyklu dobowym, jak i rocznym.

Od niepamiętnych czasów słońce organizowało ziemski czas i przestrzeń, jego ruch po niebie wyznaczał pory dnia i roku. Pełniąc tak ważne funkcje, kreowało rytm wydarzeń obrzędowych. Większość ceremonii świeckich i świąt liturgicznych nawiązywało do cykli słonecznych i miało wyraźny charakter solarny. Boże Narodzenie, Wielkanoc uroczystość Zesłania Ducha Świętego, święto Jana Chrzciciela i Wszystkich Świętych  przypadały właśnie w okresach astronomicznych przesileń.

Słońce stanowiło najstarszy temat mitów solarnych. Modlono się do słońca i pod różnymi imionami czczono jako bóstwo. W starożytnym Egipcie bóg Re był bogiem słońca, w Babilonie – Szamasz, w Persji i na Bliskim Wschodzie Mitra, w starożytnej Grecji a także Rzymie – Helios, w tradycji prasłowiańskiej ze słońcem związany był Swaróg – bóg nieba i ognia. Z odległych czasów w tradycji ludowej zachowało się przekonanie, że słońca nie można pokazywać palcem, ponieważ w ten sposób znieważa się sacrum. Wierzono, że słońce pochodzi od Boga i stanowi światłość – dar Stwórcy dla ludzi, by lżej im było znosić ziemskie wygnanie. Uznawano je za dar boży, okno w niebie, uchyloną bramę niebieską, a nawet oko Pana Boga lub oko dnia. Wschodzące słońce witano obnażając głowę, a żegnano je czyniąc znak krzyża. W tradycji ludowej znane były specjalne modlitwy i zaklęcia wygłaszane na powitanie słońca. Pierwsi chrześcijanie modląc się zwracali się w jego kierunku, obyczaj ten został zachowany przez długie wieki na ziemiach słowiańskich.

W kosmologii ludowej słońce często było uznawane za żywą istotę, która wędrując po niebie jest w stanie zaobserwować wszystko i nic się przed nim nie ukryje. Obnażanie się w promieniach słońca uważane było za ciężki grzech, a każde przekroczenie boskich i ludzkich praw przy słońcu oceniano bardzo surowo. Zdarzało się, że niesłusznie posądzeni o popełnienie przestępstwa, zapewniając o swojej niewinności, powoływali słońce na świadka. Wierzono, że  słońce mieszka w pałacu, ma rodzinę i twarz człowieka. Wykazuje również ludzkie uczucia – śmieje się, płacze, tańczy, gdy jest mu wesoło, zażywa morskiej kąpieli. Kiedy jego blask jest zamglony – choruje, podczas przesilenia zimowego – umiera. Szczególny lęk wywoływało zaćmienie słońca, które interpretowano jako uwięzienie planety przez złe moce, czarta czy pożarcie przez złego potwora. Jego następstwem miały być wojny, zaraza, głód i inne nieszczęścia. Zagrożeniem dla słońca była też żmija, która mogła je pożreć.

Z cyklem dobowym słońca po orbicie było związanych wiele magicznych wierzeń i obrzędów. Wschód słońca był zawsze witany z radością, bowiem oznaczał początek nowego dnia. To właśnie wtedy należało rozpocząć codzienną aktywność, dokonać wszelkich czynności magicznych i uzdrowicielskich, zebrać zioła, które później można było wykorzystać w celach leczniczych. Południe, czyli okres największego nasycenia promieni słonecznych było odbierane jako czas świąteczny i na tę chwilę zawieszano wszelkie prace i odmawiano modlitwy w jego intencji. Według niektórych wierzeń była to pora pojawiania się demonów, dlatego w niektórych krajach obowiązywał zakaz spania w południe, aby ustrzec się przed ich działalnością lub zażywania kąpieli, ponieważ demony mogły wciągnąć i utopić człowieka. Z kolei w celu zapewnienia szczęścia i wszelkiej pomyślności pierwszą wodę po kąpieli noworodka należało wylać w samym środku dnia. Od zachodu słońca do świtu trwała pora sprzyjająca działaniu złych mocy i sił piekielnych. Do tego czasu wszelkie prace musiały być zakończone, a kłótnie rozstrzygnięte. Po zachodzie słońca nie można było zostawiać dziecięcych pieluszek na dworze, siać gryki, pożyczać sobie różnych przedmiotów oraz czerpać wody na kąpiel dla dziecka. Wieczorami mieszkańcy wsi schodzili się pod figurę i odmawiali modlitwy. Północ była uznawana za czas dominacji szatana i największą aktywność istot demonicznych. O dwunastej swoją działalność rozpoczynały wszelkiego rodzajuzmory, a z grobów wstawały strzygi. W Zaduszki wszystkie zmarłe dusze udawały się o tej porze do kościoła.

Księżyc

Od zarania dziejów srebrzyste światło księżyca budziło zachwyt, a jednocześnie niepokój ludzi. Wraz ze słońcem, księżyc był symbolem wszechświata, towarzyszył chrześcijańskim scenom Narodzenia i Ukrzyżowania oraz apokaliptycznym wizerunkom Matki Bożej. Często był traktowany jako żywa istota, z ludzką twarzą. Przypisywano mu umiejętności kierowania ludzkim życiem, wpływ na wiele ziemskich zjawisk oraz zdolności wróżebne.

W kręgu kultury słowiańskiej księżyc określano mianem miesiąca. W tradycji ludowej mówiono o nim również: błyszcz, kawalerskie słonko, łysy, rogacz czy miesiączek. Wierzono, że ma duży wpływ na zjawiska przyrodnicze, życie ludzi i zwierząt oraz świat istot nadprzyrodzonych. Szczególne związki z tą planetą przypisywano zwierzętom lunarnym, które pojawiały się i znikały tak jak księżyc, np. ślimak czy niedźwiedź. Wielowiekowa tradycja dotycząca prac ogrodniczych i polowych, ale również zbioru ziół, wykonywania przetworów, wędkowania, prac przy pszczołach, opierała się prawie wyłącznie na rytmie księżyca wyznaczonym nowiem, pełnią i kwadrami. Wiedzę w tym zakresie wykorzystywano już w starożytności o czym świadczą zapiski w wielu dziełach z tego okresu. Dla przykładu Kolumella zalecał by nawożenie gleby przeprowadzać między pełnią i nowiem, zaś Katon by nawóz wywozić kiedy nie ma Księżyca Według Pliniusza dla przycinania gałęzi żywopłotów najlepszy był okres po pełni, natomiast niektóre gatunki roślin należało siać przed pełnią. W oceniebadaczy kultury ludowej, znajomość wpływu rytmów Księżyca na przyrodę, ludzi, zwierzęta była najpowszechniejsza u Słowian, chociaż znano ją i stosowano również w wielu innych krajach Europy i Ameryki.

W kręgu kultury chrześcijańskiej księżyc był uważany za małą latarnię, która z Bożego rozkazu ma władać nocą i odmierzać czas. Wierzono, że jego światło jest niezbędne do życia ludzi, zwierząt i roślin, a niedobory, podobnie jak nadmiar mogą być przyczyną wielu chorób i dolegliwości.

Według powszechnego przekonania księżyc był bramą prowadzącą w zaświaty, miejscem przejściowym, zawieszonym pomiędzy niebem, ziemią i strefą podziemną. Tu właśnie tu zatrzymywały się osoby, które nie były ani dobre, ani złe, jak również wielcy pokutnicy – Adam i Ewa czy legendarny mistrz Twardowski. Na planecie tej przebywali grzesznicy, którzy chcieli odkupić swoje winy, zwłaszcza za złamanie podstawowych nakazów rządzących ludzkim życiem. Według podań ludowych światło księżyca budziło demony wodne. Podczas księżycowych nocy można było zobaczyć dusze snujące się w pobliżu cmentarzy i na rozstajnych drogach oraz czarownice zbierające zioła. Uaktywniały się równieżdiabłyi zmory domowe. W czasie pełni wzrastała aktywność wampirów, upiorówi wilkołaków.

Najbardziej tajemniczą cechą księżyca był cykl przemian, który dzielił się na kwadry, fazy, w czasie których następował wzrost lub zanik tej planety. Wierzono, że poszczególne fazy mają decydujący wpływ na wiele ludzkich poczynań. W okresie nowiu dobrze było wykonywać wszelkiego rodzaju prace gospodarskie, polowe, lecznicze i magiczne. W tym okresie zalecano aby odstawić dziecko od piersi, bo wtedy będzie ładne, urządzić wesele, liczyć pieniądze, potrząsać kiełbasą, by spowodować jej pomnożenie i budować studnie. Znane były też czynności zakazane, jak: siew zbóż, ścinanie siana, wyrzucanie obornika czy wykonywanie niektórych praktyk medycznych. Wierzono, że nów jest porą działalności czarownic, które na skutek spotęgowania swoich właściwości mogą sprowadzić na ludzi i zwierzęta choroby oraz inne nieszczęścia.

Okres pełni był kojarzony z wysypem grzybów. Warto też było zacząć prace polowe, siać zboża, groch, ziemniaki, rozpoczynać sianokosy, ścinać drzewa przeznaczone na budowę, wprowadzać się do nowego domu czy dokonywać zakupu inwentarza. Był to czas sprzyjający zawieraniu małżeństw i odstawianiu dziecka od piersi.Funkcjonowało też wiele negatywnych przejawów tego zjawiska. Księżyc w pełni był niebezpieczny zwłaszcza dla ciężarnych kobiet i małych dzieci, dlatego kołyski ustawiano w miejscu, gdzie nie docierały jego promienie. Powszechne było przekonanie, że w tym czasie uaktywniają się choroby psychiczne i nerwowe. Zbyt długie wpatrywanie się w księżyc mogło grozić utratą wzroku lub inną ciężką chorobą. Zakazane było sienie pszenicy i koniczyny, szczepienie drzewek owocowych i nasadzanie drobiu.

Szczególną uwagę zwracano na wpływ księżyca na organizm kobiety, przypisując mu ścisły związek z menstruacją i ciążą. Postrzegano go za ciało niebieskie związane z żeńskim elementem wszechświata. W kręgu kultury chrześcijańskiej uważano go za własność Matki Bożej. W apokryficznych podaniach Maryja ofiarowała świętemu Jerzemu księżyc jako nagrodę za obronę dziewiczej czci i walkę z szatanem.

Gwiazdy

Gwiazdy nazywano Bożym światłem i ozdobą nieba. Wykorzystywano je do przepowiadania przyszłości, zwiastowały niezwykłe wydarzenia, były otoczone nabożnym lękiem, podziwem i szacunkiem. W tradycji słowiańskiej uważano je za światło niebieskie – lampki lub pochodnie aniołów lub latarnie Pana Boga. Twierdzono też, że gwiazdy są otworami w niebie przez które mieszkańcy Ziemi mogą oglądać rajską światłość. Wierzono również, że są odpowiednikami dusz ludzi zbawionych, a także stanowią światło ludzkiego życia. Każdy człowiek miał swoją gwiazdę. W chwili narodzin anioł zapalał ją na niebie, a w momencie śmierci spadała z nieboskłonu. Najjaśniejszym światłem świeciły gwiazdy ludzi prawych, żyjących zgodnie z przykazaniami bożymi. Na widok spadającej gwiazdy w wielu regionach Polski wypowiadano trzykrotnie: Nie moja, by odwrócić od siebie zły los. Wierzono także, że gdy człowiek wyjątkowo bogobojny i szlachetny widząc spadające ciało niebieskie wypowie życzenie, ma dużą szansę na jego rychłe spełnienie. Spadające gwiazdy były zapowiedzią nieszczęść, kataklizmów, wojen i śmierci. Obserwując gwiazdy można było przepowiedzieć pogodę, przyszłe plony, ilość mleka, jaj i grzybów. Gwiazda jasno świecąca nad domem zwiastowała szczęście domownikom, a dla panny na wydaniu oznaczała rychłe zamążpójście.

Gwiazdom i zespołom gwiazd nadawano różnego rodzaju określenia, bardzo często zaczerpnięte z Ewangelii. Mleczna Droga była nazywana Drogą Matki Bożej, Drogą Świętych, Drogą Umarłych, Drogą do Betlejem czy Drogą do Jeruzalem. Wiele z nich symbolizowało Najświętszą Maryję Pannę. Szczególne miejsce w ludowych wyobrażeniach o gwiazdach zajmowała Gwiazda Betlejemska zapowiadająca narodziny Jezusa Chrystusa. Uważano, że powstała ona w chwili Zwiastowania, ale była niewidoczna dla mieszkańców Ziemi, aż do chwili narodzin Zbawiciela. Dzięki niej Trzej Królowie i pasterze znaleźli drogę do groty Narodzenia. Wyobrażano ją sobie jako dużą gwiazdę o pulsującym świetle i „ogonie” jak u komety. Wierzono, że będzie zwiastunką końca świata, a jej ponowne pojawienie się na nieboskłonie będzie znakiem wzywającym wszystkich na Sąd Boży. Gwiazda Betlejemska była postrzegana jako rodzaj drogowskazu, szczególnie w kolędach i pastorałkach. Do dnia dzisiejszego kojarzy sięze świętami Bożego Narodzenia, a w noc Wigilią zapowiada przybycie Świętego Mikołaja. Od niepamiętnych czasów wyklejana z papieru kolorowa gwiazda jest głównym rekwizytem odwiedzających nasze domy kolędników.


 

Żródła:

  1. Brzozowska-Krajka A.: ,Symbolika dobowego cyklu powszedniego w polskim folklorze tradycyjnym, Lublin: Wydaw. UMCS, 1994.
  2. Janicka-Krzywda U.: Zwyczaje, tradycje, obrzędy. Kraków: Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, 2013.
  3. Kowalski P.: Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie. Warszawa: Wydaw. Nauk. PWN, 2007.
  4. Kłosiewicz S..:  Przyroda w polskiej tradycji. Warszawa:   Sport i Turystyka – Muza SA,   2011.
  5. Wójtowicz M.: Etnografia Lubelszczyzny – ludowe wierzenia o wietrze. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://teatrnn.pl/
Planety i żywioły – ich znaczenie w dawnej tradycji i obrzędowości ludowej

Magiczna moc bursztynu

Autor: Joanna Radziewicz. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

W dawnych czasach bursztyn był uznawany za kamień niezwykle tajemniczy. Długo nie potrafiono wytłumaczyć jego pochodzenia oraz właściwości. Funkcjonowały liczne przekazy pisemne i ustne próbujące wytłumaczyć fenomen powstawania tego pięknego kamienia. Otaczająca go aura tajemniczości sprawiła, że z czasem zaczęto mu przypisywać cechy magiczne. […]

Bursztyn w kulturze ludowej

Największe pokłady bursztynu kopalnego na terenie Polski znajdowały się w dorzeczu Narwi, w Borach Tucholskich, na Pojezierzu Kaszubskim, a także na Mazurach. Ziemie zamieszkiwane przez Kurpiów były ubogie, a spośród skąpych, nadnarwiańskich bogactw najważniejszy był właśnie ten kamień. Okoliczna ludność tak silnie związała się z obróbką i eksploatacją tego surowca, że minerał na stałe wszedł do historii kultury materialnej i duchowej tego regionu. Wpłynął na powstanie jego etnograficznej odrębności i przez wiele lat warunkował jego rozwój gospodarczy. Stare tradycje sztuki bursztyniarskiej zachowały się w kulturze ludowej przede wszystkim na Kurpiach, gdzie sztuka ta przetrwała do lat 1905-1915. W dużo mniejszym stopniu zachowała się ona na Kaszubach, Warmii i Mazurach.

Bursztyny stały się też elementem kurpiowskiego i kaszubskiego stroju ludowego, chociaż biżuterię z tymi kamieniami noszono także w innych częściach kraju. Według szacunków Adama Chętnika w latach 1900-1910 na terenie Kurpiowszczyzny kobiety posiadały około 100 tysięcy sznurów korali. Bursztyny najczęściej zamawiano dla młodej dziewczyny, przed jej zamążpójściem, niekiedy były prezentem od męża. Zgodnie z miejscową tradycją niestosownym było, aby kawaler obdarował nimi pannę, chyba, że była to oficjalna deklaracja jego uczuć. Wówczas przyjęcie takiego podarunku świadczyło o wzajemności i było niejako zgodą na dalsze wspólne życie. W rodzinach kurpiowskich bursztynowa biżuteria była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Stanowiła również ważną część stroju ślubnego. Po śmierci zakładano ją tylko w dwóch przypadkach, kiedy kobieta nie miała spadkobierców lub, jeśli wcześniej wyraźnie wyraziła takie życzenie. Bardzo dbano, aby każda dziewczyna dostała bursztyny w posagu, musiały to być koniecznie wyroby miejscowych mistrzów, wykonane z lokalnego surowca. Jeśli jednak rodziców panny młodej nie było stać na taki podarunek, to często podczas wesela zachęcano gości do hojnych datków na ten cel, śpiewając:

A dajcież jej na burśtyny
Coby miała śtery syny,
Dajcie, dajcie, nie żałujcie,
Choć rubelka ochsiarujcie.

Przy kurpiowskim męskim stroju ludowym wyroby z bursztyny pełniły raczej funkcję marginalną. Wykonywano z nich między innymi sprzączki do kapeluszy i guziki do lejbzików.

W gwarze kurpiowskiej funkcjonowały różne nazwy na określenie tego kamienia. Bursztyn posagowy był przeznaczany na wiano dla córek; bursztyn walutowy, pozwalał na uregulowanie rachunków w lokalnych sklepikach, ewentualnie można go było wymienić na inny towar; bursztyn podatkowy zastępował pieniądze, szczególnie w czasach kryzysu lub wojny, gdy waluta była niestabilna; bursztyn kościelny składano na tacę jako ofiarę, zaś kadzidlański przeznaczano na zakup kadzideł. Mianem bursztynu pogrzebowego określano naszyjnik, który zgodnie z wolą zmarłej stanowił element stroju zakładanego do trumny. Bursztyn znachorski i leczniczy był wykorzystywany w rożnego rodzaju zabiegach medycznych i magicznych.

Bursztynowe naszyjniki stanowiły element odświętnego stroju ludowego na Kaszubach, Warmii, Mazurach, Kujawach oraz w wielu regionach centralnej Polski, a niekiedy także na obszarach Małopolski i Śląska. Na Kaszubach kobiety przystrajały się również wisiorkami, kolczykami czy broszkami, wykonanymi z tego kamienia. Mężczyźni używali bursztynowych spinek do mankietów, szpilek wpinanych w krawat, a ich koszule zdobiły bursztynowe guziki.

Lecznicze działanie bursztynu

W polskiej medycynie ludowej, zwłaszcza na terenie Kurpiów, bursztyn był bardzo popularnym środkiem leczniczym. Podawano go dzieciom dla złagodzenia przykrych dolegliwości podczas ząbkowania. Leczono nim reumatyzm, choroby oczu i gardła. Powszechne było przekonanie, że noszenie surowej baryłki bursztynu lub innych wyrobów wykonanych z tego kamienia chroni przed bezpłodnością, dlatego też był ważnym elementem wiana panny młodej. Głęboko wierzono, że już samo założenie bursztynowej biżuterii chroni noszącego przed wszelkimi urokami i pozytywnie wpływa na jego zdrowie fizyczne i psychiczne. Kawałek nieoszlifowanego bursztynu przyłożony w okolice splotu słonecznego miał stabilizować pracę serca, układu krążenia i śledziony.

W XIX wieku składy aptekarskie były zaopatrzone w różnego rodzaju jantarowe balsamy, maści i nalewki służące zarówno do celów leczniczych, jak i kosmetycznych. Bursztyn polecano wówczas jako skuteczny środek przeciwko negatywnym skutkom palenia tytoniu. Z tego powodu dużą popularnością cieszyły się fajki i cygarniczki z bursztynowymi ustnikami.

Dobroczynne właściwości bursztynu zostały poparte wynikami badań naukowych. Odkryto, że kwas bursztynowy działa jak biostymulator – pobudza system nerwowy, reguluje pracę nerek i jelit, jest środkiem przeciwzapalnym i antytoksycznym. Na bazie tego składnika zaczęto, więc produkować maści i kremy na dolegliwości reumatyczne, astmatyczne, owrzodzenia i podrażnienia skóry oraz środki stosowane w leczeniu schorzeń oskrzeli, gardła i tarczycy. Surowiec ten jest również wykorzystywany jako środek konserwujący żywność (E363).

W różnych częściach świata bursztyn jest używany do przeprowadzania masażu aktywnego oraz masażu punktowego. Powszechne są również lecznicze spacery po warstwie bursztynowego żwirku.

Kwas i olej pozyskane z tego surowca znajdują zastosowanie w przemyśle kosmetycznym, ponieważ niszczą wolne rodniki i bakterie, wykazują właściwości dezynfekujące oraz łagodzące skutki oparzeń i ukąszeń owadów. Preparaty zawierające bursztyn są przeznaczone do pielęgnacji cery zmęczonej. Poprawiają jej nawilżenie i natłuszczenie, zwiększają jędrność i elastyczność, zmniejszają szorstkość naskórka oraz wygładzają zmarszczki.

Badania wykazały, że kamień ten zawiera wiele cennych mikroelementów, takich jak: krzem, magnez, żelazo, wapń, potas, związki organiczne połączone z jodem, substancje lotne, kwasy żywiczne. W stanie surowym (nieoszlifowany) bursztyn wykazuje właściwości antybakteryjne, ułatwia gojenie ran, obniża ciśnienie tętnicze, wzmaga wydzielanie żółci, działa uspokajająco, pobudza organizm do walki z chorobami i przyspiesza jego regenerację.

W latach 90. ubiegłego wieku chemicy z Instytutu Biopolimerów i Włókien Chemicznych w Łodzi opracowali metodę produkcji modyfikowanego bursztynem teskturowego jedwabiu poliamidowego, przeznaczonego zwłaszcza na wyroby pończosznicze o właściwościach antyreumatycznych. Natomiast łotewscy naukowcy opracowali technologię pozwalającą na produkcję nici, które mogą mieć zastosowanie w chirurgii naczyniowej.


Źródła:

  1. Piskorz-Branekova E.: Biżuteria ludowa w Polsce. Warszawa: Sport i Turystyka – Muza, 2008.
  2. Arabas I., Popiołek J., Pienińska A.: Bursztyn – leczniczy i magiczny. Panacea  2012 nr 2(39), s.32-33.
  3. Rokicki P.: Cała prawda o bursztynie. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://www.doz.pl/czytelnia/a1096-Cala_prawda_o_bursztynie.
  4. Mierzwińska E.: Bursztyn w magii i lecznictwie. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://www.amber.com.pl/zasoby/bursztyn/item/728-bursztyn-w-magii-i-lecznictwie

 

 

Magiczna moc bursztynu

Krótko o Dożynkach

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


(…) dożynki – Święto ludowe, mające swój rodowód jeszcze w czasach średniowiecznych, jest podziękowaniem za tegoroczne zbiory i jednocześnie prośbą o pomyślność przyszłych. To niezwykle ważne wydarzenie wieńczące ogromny trud włożony przez rolników podczas ostatnich żniw, przypadające w okresie równonocy jesiennej – 23 września, o którym warto wspomnieć.

Największe w roku święto rolników – DOŻYNKI – jest ukoronowaniem ich całorocznej pracy. W staropolszczyźnie nazywano je również wieńcowym (od największego symbolu tego święta – wieńca dożynkowego), lub okrężnym (okrążanie jesienią pól po zebraniu zbiorów), lub zażynkami i wyżynkami.

Uroczystość ta, odbywająca się w całej Polsce, miała mnóstwo lokalnych odmian. Zawsze jednak i wszędzie można w niej było wyodrębnić trzy etapy: obrzędowe ścięcie ostatnich kłosów, wicie wieńca i pochód z wieńcem do chaty lub dworu, ucztę i zabawę z tańcami.

Na potwierdzenie pochodzenia tego święta istnieją różne hipotezy. XVIII i XIX-wieczni uczeni skłonni byli uważać, że jest to odwieczne, pogańskie święto płodności i plonów, pozostałość dawnych uczt obrzędowych i ofiar składanych bóstwom urodzaju. Nie ma jednak wystarczających danych źródłowych, potwierdzających tę hipotezę. Należy więc przypuszczać, że jest to święto o wiele późniejszego pochodzenia, związane z dworem i gospodarką folwarczną, a więc obchodzone nie wcześniej niż w XVI w. i związane z kulturą chrześcijańską.

Tradycyjnie dożynki obchodzone były w pierwszy dzień jesieni. Świętu towarzyszyły różne praktyki i do niedawna zachowane zwyczaje takie jak np. :

  1. Wieniec – obchody dożynek rozpoczynały się wiciem wieńca z pozostawionych na polu zbóż, z owoców, kwiatów, kiści jarzębin i kolorowych wstążek. Wieńce dożynkowe miewały na ogół kształt wielkiej korony lub koła. Dawniej umieszczano w nich także żywe kaczęta lub koguty, co miało zapewniać zdrowy przychówek gospodarski. Wieniec niosła najlepsza żniwiarka, czasami z innymi. Za nią podążał orszak odświętnie ubranych żniwiarzy, którzy nieśli na ramionach przybrane kwiatami, sierpy i kosy. Pochody z wieńcem dożynkowym – zgodnie z wielowiekową tradycją – najpierw udawały się do kościoła, aby podczas mszy poświęcić wieniec, a stamtąd do gospodarza dożynek. Po drodze śpiewano pieśni dożynkowe z powtarzającym się zwykle refrenem o plonie:

Plon niesiemy plon, w gospodarza dom!
Żeby dobrze plonowało, Po sto korcy ziarna dało.
Plon niesiemy plon!

Wieniec dożynkowy przechowywany był w stodole do kolejnego roku, do nowego siewu. Wykruszone z niego ziarna wsypywano do worków z ziarnem siewnym. Zwyczaj ten praktykowany jest po dzień dzisiejszy, zwłaszcza przez starszych rolników.

2. Pas niezżętego zboża, który po żniwach przez jakiś czas pozostawiano na pustym już polu dla ciągłości urodzaju. Pozostawione na polu kłosy zwano przepiórką, perepełką lub wiązką. Ścinane były uroczyście przez najlepszego kośnika, po czym wręczane były najlepszym żniwiarkom do uplecenia wieńca.

3. Podczas dożynek organizowano biesiady z poczęstunkiem i tańcami, dawniej poprzedzane rytualnymi obrzędami i modlitwami.


 

Pod koniec XIX w., wzorem dożynek dworskich, zaczęto urządzać dożynki chłopskie, gospodarskie. Bogatsi gospodarze wyprawiali je dla swej rodziny, parobków i najemników. W 20-leciu międzywojennym zaczęto organizować dożynki gminne, powiatowe i parafialne. Organizowały je lokalne samorządy i partie chłopskie, koła Stronnictwa Ludowego, Kółka Rolnicze, Kościół. Ówczesne dożynki były manifestacją odrębności chłopskiej i dumy z przynależności do rolniczego stanu. Towarzyszyły im występy ludowych zespołów artystycznych, wystawy rolnicze i festyny.

Po 1945 r. gospodarzami dożynek byli z reguły przedstawiciele władz administracyjnych i miały one bardziej charakter polityczny. A mimo to zachowywano w nich elementy tradycyjne tj. uroczyste pochody z wieńcami, pieśni, festyny ludowe. Gospodarzem dożynek ogólnopolskich najczęściej był I sekretarz PZPR. Dożynki w czasach PRL były ważnym przedsięwzięciem propagandowym, mającym na celu podkreślenie siły „sojuszu robotniczo-chłopskiego”, ważnego elementu ówczesnej władzy.

Po 1990 r. dożynki, po raz kolejny, zmieniły częściowo swój charakter. Stały się nie tylko świętem rolników, ale i uroczystością religijną, będącą podziękowaniem składanym Bogu i Matce Boskiej za szczęśliwie zakończone żniwa i zebrane plony. Rozwinął się, kultywowany w międzywojniu, obyczaj urządzania dożynek parafialnych oraz tłumnych pielgrzymek chłopskich do miejsc kultu religijnego. Obecnie, najuroczyściej obchodzone polskie dożynki odbywają się na Jasnej Górze w Częstochowie  i w Spale (dożynki prezydenckie).

Obecnym ceremoniom dożynkowym przewodniczą Starosta i Starościna dożynkowi. Najpierw wnoszone są wieńce dożynkowe wykonane z kłosów zbóż, owoców, warzyw, polnych kwiatów. Potem Starosta i Starościna wręczają bochen chleba upieczonego z mąki pochodzącej z ostatnich zbiorów Gospodarzowi dożynek. Następnie składane są symboliczne dary z najnowszych plonów. Dożynki kończy najczęściej festyn ludowy.


Źródła:

  • J. Kamocki i J. Kubiena, Polski rok obrzędowy, Kraków 2008
  • T. Kokocińska, Polski rok: tradycje i obyczaje, Warszawa 2009
  • B. Ogrodowska, Święta polskie: tradycja i obyczaj, Warszawa 2000

 

Krótko o Dożynkach