Od Świąt Bożego Narodzenia do Trzech Króli – kaszubskie zwyczaje

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=573


Okres od Świąt Bożego Narodzenia do Święta Trzech Króli na Kaszubach nosi nazwę – Godów. Dawniej na Kaszubach w tym czasie kolędowały grupy chłopców zwane – trzej królowje (trzej królowie). Odziani byli w długie kolorowe stroje, na głowach nosili wysokie korony. Jeden z kolędników trzymał umocowaną na kiju dużą gwiazdę, drugi kolorową skarbonkę, trzeci posiadał spory kij służący do odpędzania psów. Gdy ten zespół kolędników pojawiał się w kaszubskich domostwach śpiewano kolędy – Mędrcy świata monarchowie lub Trzej królowie. Kolędnicy recytowali także wiersz o Bożym Narodzeniu w języku polskim i kaszubskim. Po otrzymaniu datków, nisko się kłaniali dziękując, natomiast gospodarze zadawali wtedy zwyczajowe pytanie: a skąd wa jesta królowie? (a skąd wy jesteście, królowie?). Ze strony kolędników padała odpowiedź – od wschodu słuńca i szukóma kuńca (od wschodu słońca i szukamy końca). Według dawnej tradycji w okresie Godów, obowiązywał powszechny zakaz prania. Niektóre gospodynie twierdziły, że brud z bielizny w ogóle nie schodzi w tym czasie. Inne podania wspominają, że w domu, w którym ten zakaz zostanie złamany, będzie w najbliższym roku mnóstwo prania, a jego domowników czeka także dużo łez. Równocześnie uważano, że przestrzeganie tego zakazu zapewni zdrowie i dobry przyrost bydła.

Sylwester i Nowy Rok

Zabawa sylwestrowa nie była dawniej tak huczna jak w dzisiejszych czasach. Spędzano ją najczęściej w gronie rodzinnym lub dość bliskich znajomych. Sylwestrowy wieczór rozpoczynały różnego typu wróżby, związane ze sprawami miłosnymi, pogodą i plonami. Na początku, dziewczęta przynosiły drewna do pieca. Parzysta ilość, przyniesiona przez pannę, miała skutkować zamążpójściem w najbliższym roku. Podobnie jak dziś w wigilię Andrzejek, podczas wieczoru sylwestrowego lano wosk i ołów. Z kształtu odlanych figur próbowano domyślić się losu jaki spotka daną pannę w następnym roku. Dość popularną wróżbą było puszczanie na wodę skorupek orzecha, w których znajdowały się rozżarzone węgielki, świeczki lub kuleczki wełny nasączone naftą. Jeśli skorupki zbliżyły się do siebie oznaczało to, że panna znajdzie męża w nowym roku. Kolejną popularną wróżbą było rzucanie butem przez ramię. Panny siedziały tyłem do drzwi. Jeśli but spadł przodem do wejścia oznaczało to, że niewiasta w najbliższych miesiącach opuści swój dom rodzinny, wiążąc się węzłem małżeńskim ze swym wybrankiem. Aby tak się stało, but musiał upaść wierzchem. Jeśli upadł spodem do góry wróżyło to, że panna opuści dom, ale z innych przyczyn niż zamążpójście. Inna wróżba polegała na tym, że panny wychodziły nocną porą przed dom i wykonywały okrzyk. Strona, z której doleciało echo oznaczała kierunek, gdzie przebywał jej wymarzony wybranek – przyszły mąż. Cisza miała wróżyć następny rok w panieństwie. Echo usłyszane od strony cmentarza zapowiadało śmierć w najbliższym otoczeniu. Zgon człowieka w ostatnim dniu roku zwiastował piętnaście wypadków śmierci we wsi w nadchodzącym roku. Wróżono również wykorzystując do tego, specjalnie upieczone ciastka w kształcie krzyża, pierścionka i dziecka. Tak przygotowane wypieki chowano pod odwróconymi talerzami. Wylosowany kształt ciastka zwiastował los jaki miał spotkać daną osobę w następnym roku – stan duchowny, ślub lub przedślubne dziecko.

W momencie zbliżania się północy przed domostwami narastał hałas dzwonków, klekotek itp. Chłopcy trzaskali z batów, uderzali w blachy i puszki. Wszystkie te zabiegi miały za zadanie wypędzić ostatki starego roku. Wszędzie było słychać różnego typu życzenia wypowiadane przez młodych i starszych – jãdrzné jabłka, jãdrzné krëszki, jãdrzné slëwë, jãdrzné żëtkò, na ten nowi rok (urodzajne jabłka, urodzajne gruszki, urodzajne śliwy, urodzajne żytko, na ten nowy rok). Wszystkie te wypowiadane formuły miały zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Na Kociewiu w okolicach Starogardu Gdańskiego palono smolne beczki. O północy podobnie jak dziś następowały wystrzały witające Nowy Rok.

Noc sylwestrowa to także czas różnego typu psot. Przodowała w tym młodzież męska. Zdarzały się przypadki wynoszenia bram poza obaszar wsi, wprowadzania bydła do sąsiednich zagród. Najwięksi swawolnicy potrafili ustawić na dachu domu wóz zatknięty dyszlem do komina!

Praktykowano także zwyczaj, który miał zapewnić urodzaj w sadach. Polegał on na obwiązywaniu drzew owocowych słomą. Wykonując ten zabieg gospodarz budził drzewa słowami: spisz, a nie rodzysz, nie spij, a rodzë (śpisz, a nie rodzisz, nie śpij, a ródź).

Nowy Rok

W tym dniu przywiązywano dużą wagę do pogody. Pochmurna aura, szron w sadzie miały wróżyć urodzaj plonów w najbliższych miesiącach. Słoneczna pogoda zwiastowała nieurodzaj. Ślad tych wierzeń znajdujemy w przysłowiach ludowych:

czej w Nowi Rok jasno słuńce swiécy, młodô chòwa pòwëzdëchô (kiedy w Nowy Rok jasno słońce świeci, młode bydło powyzdycha); czej w Nowi Rok jasno słuńce swiécy, stodołë bãdą pùsté (kiedy w Nowy Rok słońce jasno świeci, stodoły będą puste); czej w Nowi Rok w sadze je wiele żłądzë, tej dobrze òbrodzy brzôd (kiedy w Nowy Rok w sadzie jest wiele szronu, wtedy dobrze obrodzi owoc).

Wczesne wstanie z łóżka w tym dniu, miało uchronić człowieka przed ospałością i lenistwem przez cały rok. Istniało powiedzenie – co chto robi w Nowi Rok, to mdze robił òb całi rok (co kto robi w Nowy Rok, to będzie robił przez cały rok). Z tego powodu starano się wystrzegać kłótni, gniewu, smutku i płaczu. Zwracano uwagę, aby pierwszą osobą odwiedzającą dom był mężczyzna, najlepiej młody, dysponujący zasobnym portfelem. Miało to wróżyć dostatek dla domowników na cały rok.

Kolęda

Zwyczaj odwiedzania parafian przez duszpasterzy sięga XVII wieku. Ustanowił go synod piotrkowski w 1628 roku. Tradycja ta przetrwała do dziś. Kiedyś miała jednak głębszy wymiar. Do wizyty kapłana przygotowywano się z niezwykłą starannością, porządkując nie tylko dom, ale także pomieszczenia gdzie znajdowały się zwierzęta hodowlane. Czysto musiało być wszędzie. Zdarzało się, że pleban zaglądał nawet do obory. Podążał za nim kościelny, który kreślił nad drzwiami K+M+B (Christus mansionem benedicatNiech Chrystus błogosławi temu domowi).

Złośliwi twierdzą, że dla niektórych była to jedyna sposobność do dorocznego wysprzątania. Porzekadło ludowe mówi:

Dobrze będzie przy kolędzie,
po kolędzie znów brud będzie

Słowa te odnosiły także do sumienia niektórych osób, które wygłaszały obietnice poprawy w czasie świątecznych życzeń.

Niektórzy gospodarze po wyjściu księdza wykorzystywali wodę święconą, do poświęcenia całego obejścia, zwierząt, budynków. Byli nawet tacy, którzy uważali, że wskazane jest wypić łyk wody święconej, która ma uchronić przed chorobami.

Do dziś znany jest przesąd związany z krzesłem, na którym siedział duszpasterz podczas kolędy. Temu z domowników, który pierwszy na nim usiądzie po wyjściu kapłana, czeka dostatek w portfelu. Jeśli ta sztuka uda się pannie, w najbliższym czasie czeka ją zamążpójście.

Noworoczne specjały

Charakterystycznym specjałem kuchni w noworocznym okresie były dawniej ciastka, wypiekanie kilku rodzajów pieczywa obrzędowego. Przed Sylwestrem przygotowywano tzw. nowe latka. Zwyczaj ten importowano na obszar Pomorza z Kurpiów i Kujaw. Nowe latka to ciastka pszenne formowane w kształt różnych zwierząt, lepionych ręcznie. Tak przygotowanymi ciastkami częstowano kolędników.

Gwiżdże, Królowie i Szczodraki

Opisywany okres obfituje w różnego typu grupy kolędnicze. Pierwszą z nich są tzw. Gwiżdże, znane na Kaszubach od dawnych czasów. Jest to świecki zwyczaj związany z postacią stróża zwanego popularnie gwiżdżem. Występował on kiedyś w wielu miejscowościach Kaszub. Jego funkcja polegała na wzywaniu ludności gwizdkiem do ciszy nocnej, gaszenia pożaru lub obrony. W sylwestrowy wieczór zwyczajem było, że gwiżdż odwiedzał gospodarzy, składając życzenia. Z biegiem czasu do jednego gwiżdża doszła cała grupa kolędników, tworząc barwne widowisko z muzyką, śpiewem i tańcami. Obrzęd ten nie jest praktykowany tak licznie jak dawniej, jednak przetrwał do dziś w trochę zmienionej formie. Obecnie w zespole kolędników nie ma już stróża-gwiżdża. Postać ta zastąpiona została policjantem. Jego funkcja polega na strofowaniu zbyt hucznych kolędników. Gdy zaczynają za bardzo dokazywać porządek wprowadza właśnie policjant. W skład zespołu Gwiżdży wchodzą następujące postacie: niedźwiedź prowadzony na łańcuchu przez niedźwiednika, garbaty Żyd oferujący zajęczą skórkę, która ma rzekomo pomagać na wszystkie dolegliwości, ułan na koniu, diabeł, akordeonista i Stary-Nowy Rok.

Inną grupą kolędniczą byli tzw. Królowie, którzy odwiedzali domostwa w wieczór poprzedzający Święto Trzech Króli. Wieczór ten zwany był szczodrym. Skąd taka nazwa? Jej korzenie sięgają dawnych czasów kiedy to owczarze i pasterze odwiedzali domy swych gospodarzy, składając życzenia. Gospodarze odwzajemniali się podarunkami w postaci żywności. Najczęściej były to specjalnie pieczone tego dnia rogale zwane szczodrakami.

Do wypieku szczodraków używano najlepszej mąki. Rogale nadziewano w różny sposób – serem, kiełbasą, grzybami, kapustą, farszem mięsnym itp. Zwyczaj ten był praktykowany w wielu częściach Polski. Wielkość i nadzienie szczodraków odzwierciedlały zeszłoroczne plony. Jeżeli były one bogate, rogale były większe i z bogatszym nadzieniem. Jeśli w ubiegłym roku zdarzył się nieurodzaj to szczodraki były niewielkie, czasem nadziewane zaledwie burakami.

Kolędnicy chodząc po wsi śpiewali:

Już pochwalmy, już pochwalmy Króla tego,
Dziś w Betlejem zrodzonego
I z Maryją, i z Maryją matką Jego,
Panią Dworu Niebieskiego.

Jemu służy, Jemu służy słońce, księżyc,
We dnie, w nocy nieprzestając;
I my także, I my także chwalmy Jego,
Tego Króla Niebieskiego

Po wejściu do domu gospodarza, najstarszy z kolędników wypowiadał następujące słowa:

Dobry wieczór, szczodry wieczór!
Nóm pòwiôdają, że tu rogôle pieczą;
A jeżlë nié rogôla, to téj chléba gléń;
Wasza dësza mdze szczodroblëwy miała dzéń!
A jeżelë nié chléba  gléń, to kòrszczôk masła,
Wasza dësza mdze sã dobrze w niebie pasła;
A nié kòrszczôk masła, to swiniégò cała,
Wasza dësza mdze sã dobrze w niebie miała!

(Dobry wieczór, szczodry wieczór!
Nam powiadają, że tu rogale pieką;
A jeśli nie rogale, to kromki chleba,
Wasza dusza będzie szczodrobliwy miała dzień!
A jeżeli nie kawałek chleba, to łyżkę masła,
Wasza dusza będzie się dobrze w niebie pasła;
A jeżeli nie łyżkę masła, to kawał słoniny,
Wasza dusza będzie się dobrze w niebie miała!)

Każdy z odwiedzających kolędników brał według praktykowanego zwyczaju jednego rogala w każdym domu. Zdarzało się, że kolędnicy otrzymywali czasem kiełbasę, mięso, owoce, a nawet pieniądze. Po obejściu wielu domostw kolędnicy udawali się do karczmy i tam spożywali przy piwie otrzymane szczodraki i inne dary, częstując innych. Czasem zdarzało się, że otrzymane podarunki sprzedawano. Za otrzymane pieniądze kupowano w karczmie piwo, gorzałkę i zamawiano muzykę. Na huczną biesiadę schodziło się wielu mieszkańców wsi.

Gospodarza, który źle potraktowałby kolędników czekała kara w postaci różnego typu psot tj. zabicie deskami okien, poroznoszenie po wsi sprzętów rolniczych gospodarza. Wszystko to odbywało się w majestacie prawa, z wielkim wstydem dla skąpych gospodarzy.

W szczodry wieczór w kościołach święcono wodę. Istniało przekonanie, że woda poświęcona tego dnia ma szczególne właściwości. Zjawisko takie miało miejsce jedynie gdy woda pochodziła z trzech kościołów. Wiele osób wędrowało tego dnia od świątyni do świątyni, aby uzyskać cudowną wodę, którą przechowywano do wiosny. Wierzono, że odpędza wszelkie niepowodzenia. Naczynia z cudowną wodą stawiano na polach gdzie wschodziło zboże lub w sadach owocowych.

Święto Trzech Króli było szczególnie uroczyście obchodzone w północnej części Kaszub przez brać rybacką. Tego dnia odbywała się niezwykle ważna dla maszoperii (związków rybackich) uroczystość – zszywinë niewodu (zszywanie niewodu), będące symbolem rozpoczęcia nowego roku połowów. W tym dniu uzgadniano niezwykle ważne dla rybaków kwestie związane z losowaniem łowisk. Uroczystość była kończona huczną zabawą.

Reklamy
Od Świąt Bożego Narodzenia do Trzech Króli – kaszubskie zwyczaje

Od Adwentu do Świąt Bożego Narodzenia – kaszubskie zwyczaje

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=572


Odnosząc się do kaszubskich obrzędów i wierzeń związanych z okresem Adwentu i Bożego Narodzenia możemy zauważyć, że część z nich jest kultywowana do dzisiaj, natomiast pewna grupa odchodzi w zapomnienie. Niektóre z nich są podobne lub zbliżone w swej formie do występujących w wielu innych regionach Polski. Istnieją również takie, które są typowe tylko dla Kaszub. Kolejną charakterystyczną cechą jest to, że nawet na tak stosunkowo małym obszarze jakim są Kaszuby, wspomniane zwyczaje są bardzo różnorodne dla rozmaitych części tego regionu, czasem nawet dla poszczególnych jego miejscowości.

Adwent

Adwent to słowo pochodzące z łaciny, oznaczające nadejście. Jest to czas modlitwy i oczekiwania na przyjście Syna Bożego. Obserwując w tym czasie przyrodę można odnieść wrażenie, że nie tylko człowiek przygotowuje się na Boże Narodzenie. Późna jesień i początek zimy to czas kiedy przyroda wydaje się odpoczywać. Dlatego też w tym okresie kaszubscy rolnicy nie pracują na roli. Istnieje powiedzenie odnoszące się do wymienionego zakazu ‒ w Adwence zemia je chorô i gbúr nie darwò ji rëszac ani w ni robic (w Adwencie ziemia jest chora i nie wolno jej ruszać, ani na niej pracować). Złamanie tego zakazu może skutkować tym, że ziemia będzie chorować w następnych latach i nie dawać obfitego plonu. Istnieje powiedzenie ‒ w Adwencie zemia spi (w Adwencie ziemia śpi). Dawniej nie wykonywano także innych prac typu: przędzenie lnu czy też darcie pierza. Adwentowy czas oczekiwania to również unikanie rozrywek tj. taniec, muzykowanie itp. ‒ w adwence skrzëpki są zamkłé. Dawniej w okresie Adwentu nie zawierano małżeństw. W starszym pokoleniu można spotkać zwyczaj zachowywania postu w adwentowe środy, piątki i soboty. Wynika to z faktu, że dawniej ten okres był poza oczekiwaniem, jednocześnie czasem pokuty. Dziś w liturgii podkreśla się już bardziej radość na oczekiwanie i przyjście Jezusa. Obecne tempo życia w znacznym stopniu okaleczyły ten okres pełny wewnętrznego wyciszenia. Starsi Kaszubi z nostalgią wspominają spotkania w długie adwentowe wieczory, kiedy to całe rodziny, sąsiedzi i znajomi schodzili się, aby posłuchać rozmaitych opowieści oraz wspólnie pośpiewać pieśni kościelne.

Charakterystycznym zwyczajem kaszubskim jest tzw. gwiôzdka (gwiazdka). Są to grupy kolędników (od 5-15 osób) odwiedzające wieczorami domostwa od początku Adwentu do Bożego Narodzenia. Ich przybycie anonsuje dzwonek, po którym następuję zwyczajowe zapytanie zadawane przez jednego z kolędników tzw. gwiżdża:

  • chceta wa panią gwiôzdkę widzec? (chcecie zobaczyć panią gwiazdkę?)

Dobry obyczaj nakazuje, aby zadać następujące pytanie:

  • a skądkaż òna je? (a skąd ona jest?)

W tym momencie zazwyczaj pada odpowiedź wskazująca daną miejscowość.

Wśród gwiazdkowych przebierańców występuję wiele postaci mających różne znaczenie: gwiôzdor zwany także gwiżdżem (gwiazdor), śmierć, koza (uosobienie szkodnictwa), koń (przez Kaszubów traktowany jako zwierzę mające wyjątkowe połączenie ze światem zmarłych), niedźwiedź (symbol powagi), bocian (zwiastun urodzajów), kominiarz (symbol szczęścia) milicjant (symbol porządku, jego rola w grupie kolędników polega na zapanowaniu nad często nazbyt swawolnymi maszkarami), diabeł (symbol zła). Kolędnikom towarzyszą także muzykanci. Do Bożego Narodzenia zabawa polega na pantomimie, natomiast w wigilijny wieczór do wspomnianego zespołu dołącza dziad i baba. Od tego momentu pojawiają się także dialogi w których dziad skarży się na babę i na odwrót. Zdarza się, że przybycie gwiôzdczi poprzedzone jest wizytą tzw. gwiżdża (jednego z przebierańców), który zbiera informację czy domownicy życzą sobie wizyty kolędników. Często wspomniana postać otrzymuje od rodziców podarki, które kolędnicy wręczają później dzieciom. Domownicy przekazują także informacje, które z dzieci należy pochwalić, a które wystraszyć za złe zachowanie. Podczas całego występu gwiôzdczi panuje zazwyczaj wielki zgiełk i gonitwa. Wraz z zakończeniem występu jednej postaci zaczynają dokazywać następne. Występ kończą życzenia dla domowników. W wieczór wigilijny gwiôzdka kolęduje tylko do północy. Gdy na zegarach wybija ta godzina rozpoczyna się święty czas ciszy i spokoju. Obrzędowe wodzenie maszkar zwierzęcych miało pierwotnie na celu sprowadzenie pomyślności, urodzaju i płodności. Z biegiem lat dołączono inne postacie tworząc całe przedstawienia. Znaczenie gwiôzdczi to także pozostałość po starym widowisku ludowym, w którym zło walczy z dobrem, a rozwaga z huczną zabawą. Jeśli zdarzyło się, że w danej miejscowości spotkały się dwie grupy kolędników najczęściej dochodziło do bójki. Gwiôzdka to niejedyna grupa kolędników odwiedzająca kaszubskie domostwa w czasie Adwentu. Na Kaszubach podobnie jak w innych częściach Polski, w tym okresie kolęduje się z szopką zwaną inaczej betlejemką.

W pewne dni Adwentu, Kaszubi kierują swe myśli i modlitwy szczególnie do niektórych świętych. 4 grudnia w dniu św. Barbary (patronka rybaków), rybacy oraz ich rodziny modlą się o pomoc w razie niebezpieczeństw na morzu oraz proszą o dobre połowy. Istnieje powiedzenie – Barbara swiãtô ò rëbôkach pamiãtô (Barbara święta o rybakach pamięta).

6 grudnia w dniu św. Mikołaja (patron rybaków, żeglarzy oraz pasterzy bydła) wierni szczególnie kierują swe modlitwy do wymienionego świętego. W Gdyni Chyloni w dawnych czasach pielgrzymowano wspomnianego dnia na Świętą Górę, gdzie znajdowała się figura św. Mikołaja.

Wigilia Bożego Narodzenia

Okres od Świąt Bożego Narodzenia do Święta Trzech Króli, Kaszubi określają nazwą Gòdë. Wymieniony termin to pozostałość po czasach pogańskich. Od tego określenia pochodzi w języku kaszubskim nazwa miesiąca grudnia – gòdnik. Pierwotnie kaszubskie Gòdë miały głównie charakter agrarny, a częściowo także zaduszny. W czasach pogańskich mianem gody, określano uroczystości mające charakter bogatej uczty. Stąd nazwy: gody weselne, gody plonów, gody dobrych urodzajów. We wspomnianych czasach w okresie przypadającym na dzisiejsze grudniowe święta, obchodzono gody ku czci boga gwiazd i zimy. W czasach chrześcijańskich Kościół przenosząc obchody Świąt Bożego Narodzenia ze stycznia na czas grudniowy, chciał prawdopodobnie zniwelować wpływy pogańskie. Pozostałość po dawnych pogańskich świętach odzwierciedla się dziś nie tylko w ich kaszubskiej nazwie. Ślady dawnych godów znajdziemy w wielu obrzędach związanych z dniem wigilijnym.

Z tym dniem związanych jest w obrzędowości kaszubskiej wiele charakterystycznych symboli i zwyczajów. Szczególną opieką otacza się zwierzęta, które otrzymują w wigilię lepsze niż zwykle pożywienie. W południowej części Kaszub funkcjonował zwyczaj podawania bydłu okruszyn wigilijnego chleba. Ich pomieszczenia gospodarze kaszubscy czyszczą tego dnia szczególnie starannie. Istnieje powiedzenie ‒ wszëtkò chòwa mùszi dostac swòją Gwiôzdkã (wszystkie zwierzęta domowe muszą dostać swoją Gwiazdkę). Skąd taki zwyczaj? Troska o zwierzęta bierze się z tradycji chrześcijańskiej, według której właśnie te stworzenia były uczestnikami narodzin Zbawiciela i jako pierwsze Go czciły. Podobnie jak w tradycji ogólnopolskiej znane są opowieści o zwierzętach mówiących ludzkim głosem. Znane są również podania o tym, że człowiek, który usłyszy głos takich zwierząt w niedługim czasie umrze. Istnieje krótka przypowiastka na ten temat:

Jeden gbùr, chtëren wiedzôł ò tim, że chòwa w nen dzéń gôdô, szedł krajemkò w szopã i légł sã w kum. Te jeden wôł rzekł do dredżiégò: Wiész te, ten nasz kùczer nie béł dlô nas lëchi, ale më go wnetka bãdzemë na smãtorz cignãlë. Chłop sã tak ùrzas, że òn pò prôwdze wnet ùmarł. Òd tégò czasu wszëtcë mają strach w Wigiliã jidz do chòwë.

(Jeden gospodarz, który wiedział o tym, że bydło w ten dzień mówi, szedł po cichu do szopy i położył się w żłobie-korycie. Jeden wół rzekł do drugiego: wiesz Ty, ten nasz woźnica nie był dla nas zły, ale my go niebawem będziemy na cmentarz ciągnąć. Chłop się tak przestraszył, że naprawdę wnet umarł. Od tego czasu wszyscy mają strach iść do bydła w Wigilię).

Przez cały dzień starano wstrzymywać się od spożywania potraw. Wieczerza wigilijna po zachodzie słońca była także postna i dość skromna. Sygnałem do jej rozpoczęcia jest pojawienie się pierwszej gwiazdy na niebie. Na początku karmiono zwierzęta domowe. Następnie sprawdzano i owijano słomianym powrozem drzewa owocowe w sadach. Gospodarz sprawdzał czy dobrze napalono w piecu, bo przecież w nocy ma narodzić się Boże Dziecię, więc należy zadbać, aby nie marzło.

Po zakończeniu wszystkich tych czynności zasiadano przy wigilijnym stole. Zwyczaj dzielenia się opłatkiem pojawił się na Kaszubach dopiero po I wojnie światowej. W skład wieczerzy wchodziły najróżniejsze płody rolne: groch, fasola, mak, ziemniaki, kapusta, suszone grzyby i owoce. Spożywano kluski z tartym makiem i suszem owocowym zwanym brzadem oraz kapustę z grzybami. Na całym obszarze Kaszub tego dnia, jedną z potraw wigilijnych były śledzie, natomiast w części nadmorskiej lub w okolicach jezior wiele innych gatunków ryb przyrządzanych na różne sposoby. Na Nordzie (północna część Kaszub), wigilijnym specjałem był gotowany węgorz z kluskami i śliwkami lub węgorz solony z ziemniakami w mundurkach. Kaszubskie gospodynie przygotowywały wigilijną wieczerzę składającą się z siedmiu, dziewięciu lub dwunastu potraw. Podczas wymienionego wieczoru śpiewano kolędy, a także czytano fragmenty Pisma Świętego.

Starym zwyczajem, niezwykle znanym w całej Polsce jest pozostawianie wolnego nakrycia przy stole przeznaczonego dla zbłąkanego wędrowca oraz dla bliskich zmarłych.

Podobnie jak w innych częściach Polski pod obrus kładziono odrobinę słomy lub siana. Zwyczaj ten przywędrował na Kaszuby dość późno. Bardziej znane i praktykowane było stawianie w kącie izby snopka żyta. Był to symbol dobrych plonów w nadchodzącym roku.

Po wieczerzy wigilijnej powrózkami ze wspomnianego snopka obwiązywano w sadach drzewa owocowe. Dla wymuszenia dobrych plonów, gospodarze stukali w każde drzewo obuchem siekiery, grożąc tym mniej urodzajnym ścięciem. Stukano także w ule, zadając pytanie – czy pszczoły żyją?

Zwyczaj stawiania choinki w domostwach, pojawił się na Kaszubach dość późno, dopiero na początku XX wieku. Zwyczaj ten przywędrował z Niemiec. Początkowo pojawił się w miastach, a następnie w bogatszych domach na wsi. Ludzie biedni nie mogący sobie pozwolić na zakup świątecznego drzewka, stawiali na stole mirtę w doniczce i przyozdabiali ją podobnie jak choinkę. Z biegiem lat zmieniły się ozdoby choinkowe. Dawniej były to najczęściej słodkości, owoce lub ręcznie wykonane ozdoby z papieru, słomy lub innych materiałów. Pod choinką stawiano żłóbek z Dzieciątkiem lub szopkę. Dziś najczęściej spotykane są fabrycznie wykonane bombki. W niektórych kaszubskich domach można spotkać ręcznie malowane bombki nawiązujące zdobnictwem do kaszubskich haftów itp.

Na południowych Kaszubach istniał obrzęd związany z kultem zmarłych. W noc wigilijną pozostawiano na stole trochę potraw dla odwiedzających dusz orazwolne miejsce przy piecu, aby przybysze z zaświatów mieli się gdzie ogrzać. Dla duszy nieżyjącego gospodarza, przygotowywano w chlewie stołek, aby mogła sobie odpocząć i porozmawiać ze swymi zwierzętami.

Noc wigilijna to według wierzeń kaszubskich czas pełen cudów – drzewa puszczają rzekomo latorośle, drzewa owocowe kwitną i owocują. Woda w źródłach i strumieniach zamienia się na chwilę w wino. Wspomniane cuda ustają po północy. Kto spożyje takie owoce lub napije się wymienionego wina nieświadomie tego czeka wiele szczęścia w przyszłym roku, natomiast kto zrobi to celowo może spodziewać się w nadchodzącym roku wiele nieszczęścia, a nawet śmierci. Noc wigilijna to także czas wróżb dla młodych panien, które pragną wyjść za mąż. Do tego celu wykorzystywano wymieniony wcześniej snop wigilijny, z którego panny wyciągały źdźbła. Odwiedzający tego dnia kolędnicy (gwiôzdczi), byli często zapraszani do wigilijnego stołu i obdarowywani owocami i słodkościami.

Dawniej, w dniu wigilijnym istniał niepisany zwyczaj niepożyczania czegokolwiek sąsiadom. Wierzono, że ma to zapobiegać kłótniom oraz chorobom zwierząt w najbliższym roku. Dlatego też przed wspomnianym dniem starano się oddawać wszystkie pożyczone przedmioty.

Przed pójściem na pasterkę gospodarze budzili zwierzęta domowe słowami: më terô jidzemë na pasterkã, pójta z nami (my teraz idziemy na pasterkę, pójdźcie z nami). Podobnie budzono drzewa w sadach. W domach, które były umiejscowione przy drogach wiodących do kościoła zapalano łuczywo lub świece, aby podążający na pasterkę nie zbłądzili w ciemnościach. Na wzgórzach rozpalano w podobnym celu duże ogniska.

Święta Bożego Narodzenia

Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia spędzano w gronie rodzinnym. Natomiast w drugi dzień wymienionych Świąt odwiedzano sąsiadów, aby złożyć życzenia. W nadmorskich stronach Kaszub, rybacy skupieni w maszoperiach schodzili się u swojego szypra, omawiając ważne dla tych związków sprawy. Obecne były także kobiety i młodzież. Na stołach pojawiało się piwo, czasem nawet grywano w karty, ale spotkania miały charakter poważny i nie odbywały się tańce.

Od Adwentu do Świąt Bożego Narodzenia – kaszubskie zwyczaje

Kaszubskie Zaduszki i związane z nimi dawne tradycje

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=562


Co roku w pierwszych dniach listopada, odwiedzamy groby naszych bliskich, przyjaciół i znajomych, którzy odeszli z ziemskiego świata. Każdego roku, pierwsze listopadowe dni są dla wielu z nas chwilami zadumy i wspomnieniem zmarłych. Uroczystość Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny, dziś wygląda już zupełnie inaczej niż kilkadziesiąt lat temu. Także w ten obszar wkracza wszechobecna komercja i seryjna tandeta. Stare obrzędy, kultywowane przez dziesiątki, czasem setki lat są wypierane przez nowe zwyczaje. Wielka szkoda, że część dawnej tradycji, choćby w formie ustnej, nie jest przekazywana w następne pokolenia. W zdecydowanej większości wiedza naszych pradziadów, w której zapisany był pewien rodzaj mądrości ludowej odchodzi w zapomnienie. Jak wyglądało to dawniej na Kaszubach?

Zwyczaje związane z Dniem Zadusznym i Świętem Wszystkich Świętych

Oprócz tradycyjnych zwyczajów, kontynuowanych do dzisiaj, związanych z odświętnym przygotowaniem grobów, kultywowano wiele innych zwyczajów, których próżno dziś szukać.

Dawniej, ludność kaszubska powszechnie wierzyła, że w Dzień Zaduszny, dusze zmarłych przychodzą na swoje groby. Aby sprawić im przyjemność, podobnie jak dzisiaj przystrajano mogiły gałązkami świerku oraz kwiatami. Gospodynie plotły specjalny wieniec ze świerku, zwany lebensbaum. Przed uroczystościami Wszystkich Świętych kobiety wypiekały niewielkie bochenki chleba, które dzieci rozdawały w przeddzień święta ubogim, by modlili się za dusze czyśćcowe.

Podobnie jak dziś, na początku listopada, cmentarze rozświetlał blask tysięcy świec, zwany przez Kaszubów wiecznym widem (wiecznym światłem).

Według wierzeń w dzień Wszystkich Świętych, przy mogiłach gromadziły się dusze czyśćcowe, mające w tym czasie przywilej od Boga, związany z opuszczeniem po południu bram czyśćca. Dusze czyśćcowe będące tego dnia przy swoim grobie, mogły za sprawą modlitwy swych bliskich dostąpić wybawienia. Najbardziej skuteczną metodą było w tym wypadku odmawianie różańca.

W Dzień Zaduszny funkcjonował dawniej zwyczaj, dzisiaj już zupełnie nieznany – na cmentarzach można było spotkać grupy chłopców poprzebieranych za diabły i inne maszkary. Grupy takie były wyposażone w specjalne instrumenty – diabelskie skrzypce, grzechotki, klekotki, sznërë, knarë i burczybas (tradycyjne instrumenty kaszubskie). Tak przebrane i wyposażone zespoły miały za zadanie odpędzić złe duchy, które przeszkadzały wejść na cmentarz potępionym duszom.

Złe duchy i czarownice zatrzymywały wspomniane dusze poza cmentarzem, zwabiając je na orgie, przeszkadzając w wybawieniu.

Pierwsze listopadowe dni przesycone były ciszą i skupieniem. W domach, w których były piece, rozpalano ogień. Przy piecach, zostawiano miejsce na ławie dla przychodzących dusz, aby mogły usiąść i ogrzać się. Psy nie były wypuszczane na wolność. Wierzono, że mają one zdolność widzenia duchów i mogłyby przeszkadzać im w wędrówkach. Jeśli ktoś wybierał się w wieczorną podróż powinien trzymać się środka drogi. Masowe wędrówki dusz w tym czasie mogły sprawić, że idący drogą człowiek, mógłby przeszkadzać. Wynika to z faktu, iż dusze lubią chodzić bokiem drogi. Wolą też wąskie i mniej uczęszczane ścieżki, niż szerokie trakty.

Dawniej na Kaszubach w ciągu całego roku, starano się nie wylewać pomyj lub jakiejkolwiek wody między godziną 23 a 1 w nocy, aby nie zrobić krzywdy wędrującym w tych godzinach duszom pokutnym. Wymieniony zakaz był jeszcze bardziej surowy w dniu Wszystkich Świętych, kiedy to wzbraniano się przed tą czynnością przez całą dobę. Jeśli ktoś to czynił, zalecano wylewanie wody nisko przy ziemi. Zdarzało się, że taka osoba wymawiała ostrzeżenie skierowane do wędrujących dusz – në terô sã pòsënita, jeżlë wa tu jesta (no, teraz się posuńcie, jeśli tu jesteście).

W noc Wszystkich Świętych nie można było zostawiać na stole widelców oraz noży. Czyniono tak z obawy, iż wędrujące dusze mogą się pokaleczyć. Pozostawiano za to pożywienie, aby przychodzący z zaświatów byli przekonani o życzliwości i pamięci domowników. Wierzono, że dusze idą za kapłanem wracającym z procesji do kościoła, aby uczestniczyć w liturgii duchów. Msza święta rozpoczynała się o północy. Nikt z żywych w tym czasie nie mógł wchodzić do świątyni. Panowało przekonanie, że pokutujące dusze rozszarpałyby takiego człowieka żywcem.

W Dniu Zadusznym wzbraniano się przed pracą w polu, oraz wykonywaniem większych zajęć. Podobnie jak dziś, ludność odwiedzała tego dnia groby swych bliskich. Funkcjonował pogląd, że zapalenie świeczki na grobie przynosi duszy wielką ulgę i jest dla niej wielkim darem. Wykonanie tej czynnosci mogło przyczynić się nawet do rychłego zbawienia duszy. Zwyczaj palenia świec na grobach związany jest z prastarą symboliką ognia, który broni przed złem.

Modły za zmarłych trwały przez cały listopad zarówno w kościołach jak i domach gdzie ludność odmawiała wspólnie modlitwę różańcową. Wierni składali u kapłanów karteczki z imionami i nazwiskami zmarłych wraz z datkami. W ich intencji modlono się w czasie mszy świętej.

Starsi ludzie opowiadali często o spotkaniach z duszami bliskich lub sąsiadów. Temat ten powracał szczególnie w listopadowe dni. Sądzono, że zmarli ukazują się w konkretnym celu. Najczęściej była to prośba o modlitwę, czasem chodziło o bardziej przyziemne sprawy, związane np. z uregulowaniem długu czy wynagrodzeniem krzywdy, wyrządzonej za życia. Specjalnym rodzajem wizyt mieszkańców z zaświatów, bywali wyróżnieni nieliczni Kaszubi. Duch zagadnięty przez takiego człowieka, zobowiązywał się do tzw. chodzenia na pokutę. Zgodnie z tym zobowiązaniem, wspomniana dusza pokutująca oczekiwała każdego dnia, o ustalonej porze na swego wybawcę. Następnie wspólnie odmawiali modlitwę. Miejscem takich spotkań były najczęściej spokojne, mało uczęszczane okolice przy Bożych Mękach (przydrożnych kapliczkach). Żywy wymawiał pierwszą część modlitwy, natomiast dusza ją kończyła. Zdarzały się także przypadki nocnego odprawiania pokuty na Kalwarii Wejherowskiej i pielgrzymowania po jej stacjach.

Idąc wieczorem i napotykając nieznajomego, który mógł okazać się duchem, trzeba było najpierw wypowiedzieć słowa – wszelczi duch Póna Bòga chwôli(wszelki duch Pana Boga chwali). Jeśli po tym nieznajomy nie odzywał się, zalecano zadać następne pytanie – czegò të òde mie żądôsz? (czego ty ode mnie żądasz?). Duch nigdy nie rozpoczynał rozmowy jako pierwszy. Zdarzało się, że proszony przez niego o pomoc człowiek, nie chciał wypełnić pokuty. Wtedy wspomniana dusza przychodziła do takiej osoby wielokrotnie i hałasując dopominała się o to ponownie. Dusze pokutujące miały postać szarą i ciemną. Po wypełnieniu całej pokuty, przybysz z zaświatów dziękował swojemu wybawcy i przybierał jasny, świetlisty wygląd, jaśniejąc niebiańskim blaskiem, po czym znikał. Przed odejściem dusza pytała nieraz wybawiciela o jego życzenie. Panowało przekonanie, że osoba odprawiająca pokutę w niedługim czasie umrze. Reguła ta nie zawsze się sprawdzała. Zdarzało się, że taka osoba poznawała datę swej śmierci od wybawionej duszy.

Dusze czyśćcowe były dla modlących się za nie prawdziwymi sprzymierzeńcami w wielu ziemskich problemach, począwszy od tak prozaicznych spraw jak poranne budzenie, a skończywszy na pomocy w poważnych prośbach.

Śmierć i pogrzeb

Ciekawy jest fakt, iż śmierć nie budziła wśród Kaszubów wielkiego lęku. Uważano ją za normalne zjawisko – kòżdi ùmrze, czej jegò czas wińdze (każdy umrze, kiedy jego czas nadejdzie). Ważne było, czy człowiek który odchodził z ziemskiego świata należycie przygotował się do tego. Czy pozamykał i uregulował wszystkie swoje ważne sprawy. Dlatego też funkcjonowało pojęcie dobrej i złej śmierci. Dobra to ta, która przychodziła gdy człowiek był do tego należycie przygotowany, pojednał się z bliskimi i z Bogiem. Zła to najczęściej śmierć nagła, przerywająca wiele rozpoczętych spraw itd. W starych kaszubskich modlitewnikach możemy znaleźć modlitwy w intencji dobrej śmierci.

Kaszubi wyobrażali sobie śmierć jako chudą, bladą kobietę, okrytą białą płachtą. Stąd jej określenie – biôłô (biała). Jej zwiastunami były często sny, w których pojawiało się wypadanie włosów, piasek, mięso, wypiekanie chleba, wesele i bielizna. Wierzono, że szybka śmierć może spotkać człowieka zbyt często oglądającego swoje ręce lub zdejmującego często pierścionek z palca. Nadejście śmierci zwiastowały różne inne znaki w postaci dziwnych odgłosów i hałasów w domu, zatrzymanie zegara – jak chtos ùmrze, zégar sóm staje (jak ktoś umrze, zegar sam staje), chwytanie za klamkę i uderzanie w okno. Takie zwiastuny mógł dawać sam umarły swym bliskim, mówiąc o swojej śmierci i zbliżającym się pogrzebie. Śmierć zwiastowało zachowanie, niektórych zwierząt – wycie psa i hucząca sowa. Niechybnym jej zwiastunem mogła być także ukazująca się zjawa – sobowtór przyszłego nieboszczyka. Wierzono, że śmierć wchodzi do domu przez okno. Istniało ogólne przekonanie, że nie jest dobrze umrzeć o północy, gdyż zło ma wtedy więcej przystępu do ludzi, a dusza musi błąkać się w ciemnościach. Sam moment odchodzenia, agonii Kaszubi zwą ostatnią walką. Według wierzeń, przy łożu zmarłego gromadzą się zastępy dobrych i złych duchów, walczące o duszę umierającego. Dlatego tak ważna jest w tym momencie modlitwa bliskich oraz wieczny wid w postaci  palącej się gromnicy.

Po śmierci bliskiego, domownicy zatrzymywali zegary, aby nie przeszkadzały duszy przebywającej w pobliżu zwłok.

Pogrzeb poprzedzała tzw. pusta noc. W jej obrzędach uczestniczyli bliscy i znajomi zmarłego. Była to ostatnia noc przed dniem pogrzebu. Wyprawiano ją wyłącznie ludziom dorosłym, nigdy zmarłym dzieciom. W wielu miejscowościach kaszubskich mieszkali tzw. śpiewacy pogrzebowi, będący zazwyczaj mężczyznami. Osoby te przewodziły obrzędom pustej nocy, śpiewając charakterystyczne pieśni związane tylko z tym dniem. Przez całą noc trwały modlitwy za zmarłego. Sam zmarły leżał w otwartej trumnie przystrojonej kwiatami. Na stole stawiano krzyż, czasem tabakierę, która krążyła wśród żałobników. Okna izby były zasłonięte białym płótnem. O 23 oraz 3 w nocy podawano słodką kawę i chleb z masłem. Pustą noc kończono pieśnią:

Ju jidã do grobù smùtnégò, cemnégò,
Już mie nie òbaczisz, jaż dnia sądnégò

(Już idę do grobu smutnego, ciemnego,
Już mnie nie zobaczysz, aż do dnia sądnego)

Obrzędy pustej nocy kończyła wizyta księdza, który odprawiał pogrzebowe modlitwy za zmarłego oraz mieszkańców jego domu. Kapłan święcił również wóz, którym miała być transportowana trumna oraz początek drogi, którą kondukt żałobny miał udać się na cmentarz. Zwyczaj święcenia, powtarzała po księdzu często gospodyni domu.

Dziwne zjawiska można było zaobserwować u gospodarzy, którzy hodowali pszczoły. Na chwilę przed wyprowadzeniem trumny z domu, pszczoły przylatywały i siadały na oknie izby, w której leżał zmarły. Według wierzeń kaszubskich pszczoły przylatywały pożegnać się i podziękować swemu właścicielowi. Równocześnie witały jego następcę, który będzie się nimi zajmował. Zwyczajem było, że podczas wynoszenia zmarłego z domu, przepłaszano wszystkie należące do niego zwierzęta, aby to co w nich złe, poszło na cmentarz razem z ciałem ich właściciela. Najlepiej było, aby wymienioną czynność dokonał następca zmarłego. Jeśli czyniła to inna osoba to zwyczaj nakazywał, aby jej za to zapłacić. W innym przypadku zło mogło wrócić z powrotem. Często po wyprowadzeniu trumny przewracano wszystkie krzesła w pokoju gdzie leżał zmarły. Miało to na celu zatrzymanie szczęścia panującego w domu. Żałobnicy odprowadzając trumnę na cmentarz szli w pewnej odległości za nią. Wierzono, że za trumną idzie dusza zmarłego. Orszak żałobny najpierw udawał się do krzyża na terenie miejscowości, a następnie do kościoła. Od krzyża, wszyscy żałobnicy skupiali uwagę, kto będzie pierwszą postacią nadchodzącą z naprzeciwka. Jeżeli był to mężczyzna to następną zmarłą osobą we wsi był także przedstawiciel tej płci, jeśli niewiasta to pierwsza w wiosce umierała kobieta. Jeżeli z wieńców żałobnych opadały kwiaty był to znak, że w niedługim czasie wieś czeka kolejny pogrzeb. Po pogrzebie wszyscy jego uczestnicy udawali się na stypę. Była to ostatnia cześć oddana zmarłemu. Uważano, że jest to ostatni jego posiłek, który zmarły spożywa razem z żyjącymi. Na stole pozostawiano jedno puste nakrycie przeznaczone właśnie dla niego. Wieczorem, najbliżsi członkowie rodziny byli zapraszani na kolację. Spożywano ją w izbie, w której przed kilkoma godzinami leżał zmarły. Panował pogląd, że podczas stypy i kolacji grzechem byłoby nie jeść, ponieważ wszystkie posiłki są stawiane przez zmarłego. Bardzo charakterystyczne były dawniej pogrzeby na Półwyspie Helskim, gdzie orszak pogrzebowy przeprawiał się z trumną na cmentarz łodziami drogą morską. Podobne orszaki spotkać można było na niektórych, większych jeziorach kaszubskich. Często zmarłemu wsadzano do trumny monetę na taką wodną przeprawę. Nie sposób nie zauważyć w tym obrzędzie podobieństwa do przeprawy mitologicznym Styksem. Mężczyznom wsadzano zazwyczaj, nieodłączny atrybut mieszkańców tej ziemi tabakierę.

Kaszubskie upiory – wieszczi (wieszczy) i òpi (łopi)

Tak jak wspomniano wcześniej, Kaszubi nie obawiali się śmierci, natomiast bali się wielokrotnie zmarłego człowieka. Dlatego też bacznie obserwowano nieboszczyka, szczególnie podczas tzw. pustej nocy, kiedy modlono się za zmarłego.

Jeśli policzki nieboszczyka w czasie obrzędów pustonocnych zaczynały się rumienić, a ręce na piersiach opadały same w dół, był to znak, że zmarły w niedługim czasie stanie się tzw. wieszczym czyli upiorem. Występowały zarówno formy męskie wspomnianej istoty tzw. wieszczy oraz żeńskie tzw. wieszcza. Taki człowiek złożony do grobu zachowywał charakterystyczny rumieniec i po jakimś czasie zaczynał gryźć swoje ciało. Dopóki to czynił jego żyjący krewni zapadali na różne choroby, czasem umierając. Gdy upiór nie miał już czego gryźć, wychodził nocami ze swego grobu i wysysał krew swoich bliskich. Kaszubi bronili się przed wieszczym na wiele różnych sposobów. Zmarłemu dawano do trumny wyrwaną kartkę z modlitwą, gdzie brakowało słowa „amen”. Chodziło o to, aby była to niekończąca się modlitwa. Innym sposobem było włożenie do trumny starego swetra. Gdy nieboszczyk budził się jako upiór musiał tę wełnę spruć i zwinąć w kłębek, co zajmowało wiele czasu, bo wełna się rwała. Korzystano także z pomocy księży, którzy odmawiali egzorcyzmy. W skrajnych wypadkach odkopywano trumnę nieboszczyka i odcinano mu głowę, odwracając do ziemi wsadzano ją w nogach zmarłego. Było to całkowite unieszkodliwienie upiora. Wierzono, że niemowlę, które rodzi się w tzw. czepku może w przyszłości, po śmierci zostać wieszczym.

Skrajną odmianą wieszczego był tzw. łopi, będący najbardziej niebezpiecznym z upiorów. Łopi nie zabijał pojedynczo. Ten groźny upiór uśmiercał zbiorowo całe wioski. Wierzono, że taka istota chodzi nocami po wsiach i odwiedza swoich bliskich i znajomych. Łopi pukał w okna i zadawał pytanie – spita wa? (śpicie?)Jeśli domownicy odpowiadali, że śpią, łopi odpowiadał spita, na wieczi wieków amen (śpijcie, na wieki wieków amen). W tym momencie domownicy umierali. Obroną przed takim pytaniem był brak odpowiedzi Jeszcze bardziej groźne dla całej wsi było gdy łopi próbował dostać się do kościelnej dzwonnicy i zabić w dzwony. Każdy kto usłyszał takie bicie umierał – chto te zwònë czëje, mùszi ùmrzéc (kto te dzwony słyszy, musi umrzeć). Często działo się tak, że łopi ścigał się z kościelnym do dzwonnicy.

Zwyczaje dotyczące kaszubskich upiorów od wielu lat już nie funkcjonują. Dziś, opowieściami o nich można postraszyć w listopadowe dni tych bardziej strachliwych.

Kaszubskie Zaduszki i związane z nimi dawne tradycje

Czas żniw i dożynek na Kaszubach

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=537


Lato dla większości z nas to czas urlopów i odpoczynku. Dla rolników to jednak czas najbardziej intensywnej pracy. Na przetrzeni ostatnich kilkudzięsiu lat obraz pracy rolnika bardzo się zmienił. Dawne zwyczaje związane z czesem żniw i dożynkami przedstawiamy w niewielkim zarysie, licząc że dla czytelników będzie to ciekawa wędrówka po dawnych czasach.

Siedmiu Braci Męczenników, pólnica i òprzepôłnica

Większość ludności zajmowała się dawniej rolnictwem, dlatego też do zwyczajów związanych z pomyślnością zbiorów, przywiązywano dużą wagę. Do dziś ich warunkiem jest w największym stopniu pogoda. Ważnym dniem przepowiadającym aurę był 10 lipca – Dzień Siedmiu Braci Męczeników. Odzwierciedlenie tego znajdujemy w powiedzeniu Czej na Sétmë Bracy Śpiącëch padô, bãdze padało sétmë nedzél. Bóstwem opiekuńczym upraw polnych była według wierzeń – pólnica – młoda, piękna, naga dziewczyna z wieńcem kwiatów na głowie. Gdy księżyc był w nowiu pólnica obchodziła lub objeżdżała na koniu okoliczne pola co gwarantowało  dobre plony. Nie było dobrze ujrzeć to piękne bóstwo. Groziło to nieszczęśliwą miłością. Inną istotą związaną z czasem żniw był przyjazny demon żeński – òprzepôłnica. Wyobrażano ją sobie jako młodą dziewczynę w bieli z wieńcem dojrzałych, złocistych kłosów na głowie. Ukazywała się żniwiarzom w południe, najczęściej budząc z drzemki i zapraszając do dalszej pracy na polu.

Żniwa

Żniwa zaczynano po 16 lipca czyli święcie Matki Boskiej Szkaplerznej. Na Kaszubach najchętniej w środę lub sobotę – we dni, którym patronuje Matka Boża. Wzbraniano się przed rozpoczynaniem tych prac w piątek. Początek żniw miał często rangę symbolu np. w środę koszono i związywano symbolicznie jeden snopek. Najważniejsze było, aby rozpocząć pracę właśnie w tym dniu. Przed początkiem żniwnej pracy kosiarze brali kąpiel, przywdziewali czystą bieliznę i spotykali się na mszy świętej w intencji dobrych zbiorów. Po nabożeństwie cała grupa śpiewając pieśn „Kto się w opiekę odda Panu swemu” wędrowała na pola. Tam czyniąc znak krzyża, wypowiadano wspólnie słowa – Daj Bòże, żëbë sã dobrze rznãło! Żniwa rozpoczynał gbùr (gospodarz) lub w wyjątkowym przypadku jego nieobecności żonaty mężczyzna posiadający potomstwo. Piewsze skoszone kłosy układano w krzyż i rzucano na środek pola jako ofiarę dla demona zbożowego zwanego żëtną babą. Również pierwszymi kłosami owijano pobliskie krzyże przydrożne – Boże Męki. Po tych zabiegach żniwa można było rozpocząć pełną parą.

Uroczysty charakter miało także ścinanie ostatnich kłosów zboża, z których pleciono tzw. krutkę (rodzaj bukietu z kłosów). Zatwierdzano ją na kosie przédnika(pierwszego kosiarza) i niesiono gospodarzowi do domu. Tam częstowano żniwiarzy piwem. Krutkę wieszano najczęściej na drzwiami domu gbura, natomiast ziarna z niej dodawano do następnego siewu.

Òżniwinë

W dniu wiązania ostatniego snopa zboża w większych gospodarstwach urządzano przyjęcia połączone z tańcami. Zwano je różnie w zależności od części Kaszub. Na północy – bãksowinë, w jego środkowej części – òżniwinë, w południowej –dożniwk. Żniwiarki plotły żniwny wieniec zwany wińcem lub koruną. Przystrajano go jarzębiną, kwiatami polnymi, kolorowymi wstążkami. Wieniec niesiono na początku orszaku żniwiarzy, który podążał przed dom gospodarza. Tam wręczano go gburowi. W tym czasie parobcy polewali żniwiarzy wodą. Wierzono, że im więcej wody zostanie wylane tym lepsze będą plony podczas następnych żniw. Wieniec dożynkowy wieszano w sieni, gdzie wisiał do następnych żniw.

Inaczej wyglądały òżniwinë na dworach. Tam żniwny wieniec niosły dziedzicowi dziewczęta i parobcy. Następnie udawano się po starégò – kukłę zbożową, którą niesiono na czele orszaku dożynkowego, obchodząc okoliczne zagrody gburskie. Na sam koniec podążano do folwarku na poczęstunek.

 

Czas żniw i dożynek na Kaszubach

Noc świętojańska i ścinanie kani na Kaszubach

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=529


Od wieków czas przesilenia letniego jest postrzegany jako okres wyjątkowy, czasem wręcz magiczny. Do dziś obfituje on w różnego typu obrzędy i zwyczaje. Tak było i jest  na Kaszubach. Znajdziemy tutaj całe bogactwo wspomnianych zwyczajów.

Podobnie jak w przypadku innych charakterystycznych dat w kalendarzu, aby w pełni zrozumieć istotę obrzędów świętojańskich, warto cofnąć się czasów przedchrześcijańskich. Sięgając do dawnych korzeni tego święta możemy zauważyć, że od wieków łączyło się ono z kultem słońca, ognia i wody. To także dzień wyjątkowo hucznej zabawy i rozpusty. U naszych słowiańskich przodków istniał pogląd, że podczas nocy świętojańskiej każdy ma wręcz obowiązek upicia się do nieprzytomności, aby doznać tchnienia boskiego. Noc sobótkowa w zamierzchłych czasach nie była z pewnością lekcją dobrych obyczajów. Porównując współczesne zwyczaje kultywowane tego dnia możemy zauważyć, że mają one zdecydowanie łagodniejszy przebieg niż w dawnych czasach. Część pogańskich obrzędów nocy świętojańskiej przetrwała do dziś, jednak sporo z biegiem lat uległo schrystianizowaniu. Kościół katolicki związał ten dzień ze św. Janem, który jako chrzciciel Chrystusa jest niejako mocno związany z kultem wody.

Czarownice i demony

Według wierzeń kaszubskich noc świętojańska to czas niezwykły. W tym okresie szczególną władzę mają demony i czarownice, które spotykają się na najważniejszym w roku sabacie. Panował pogląd, że w tym dniu czarownice mają prawo wejścia po zachodzie słońca do domostw. Gdy tak się stało, na domowników mogły spaść nieszczęścia w postaci chorób, śmierci itp. Dlatego też istniał zwyczaj mający ochronić ludzi i zwierzęta przed następstwami działań sił ciemności. Polegał on na wieszaniu gałązek klonu nad wejściem do domów, w ich oknach, na rybackich łodziach, a także w celu ochrony pszczół ‒ na ulach. Owoce klonu zagrzebywano również przed progami drzwi. Skąd taki zwyczaj? Wierzono, że wymieniona roślina posiada siłę odstraszającą złe moce. Istniało powiedzenie – klón òdgóniô złé duchë (klon odgania złe duchy).

Podczas nocy sobótkowej na szczególnie groźne działanie demonów było narażone bydło. Według wierzeń, czarownice i demony usiłują w tym czasie odebrać zwierzętom mleko. Aby ochronić zwierzęta stosowano różne zabiegi. Jednym z nich było kreślenie krzyży na drzwiach obór. Podobne znaki pasterze kreślili święconą kredą pomiędzy rogami bydła. Także święconą kredą znaczono magiczne koła na łbach zwierząt. Obrysowano nią również wymiona, na których stawiano znak krzyża. Wszystkie te zabiegi miały chronić bydło przed demonami, a także przyczynić się do zdrowia i mleczności krów. Innym sposobem było podawanie w pożywieniu niewielkiej ilości dziegciu mającego dać zwierzętom ochronę przed czarami.

Dobro i zło

Śledząc obrzędy nocy świętojańskiej możemy zauważyć, że według Kaszubów ten czas od dawna postrzegany był, jako szczególny termin walki dobra i zła. Ślad tego znajdziemy w literaturze kaszubskiej.

W utworze Pawła Szefki – Sobótka, pochodzącym z 1958 roku czytamy takie słowa:

to je noc, gdze dzéń z nocą sã mòcëją, gdze złó z dobrym, łża z prôwdą i łaska z grzéchem wiélgą òdbywają bitwã (to jest noc, gdzie dzień z nocą się mocują, gdzie zło z dobrym, gdzie kłamstwo z prawdą i łaska z grzechem wielką odbywają bitwę).

Jak w naszym życiu ‒ dobro nie zawsze triumfuje nad złem. O walce dobra i zła podczas nocy świętojańskiej możemy przeczytać również w arcydziele literatury kaszubskiej Życie i przygody Remusa, autorstwa Aleksandra Majkowskiego. Jego główny bohater ‒ Remus toczy w tym czasie decydującą bitwę ze złem, którą z powodu braku wiary przegrywa.

Doskonale znanym zwyczajem, praktykowanym w wielu regionach Polski, jest zbieranie tego dnia przez kobiety ziół leczniczych. Według wierzeń zioła mają tego dnia najsilniejsze działanie.

Częstą czynnością wykonywaną tradycyjnie w popołudnie poprzedzające noc świętojańską było czyszczenie studni, a także sianokosy – na Jana zabierz sã do sana (na Jana zabierz się do siana).

Kwiat paproci i inne zjawiska

Nieodłącznym i bardzo znanym symbolem, związanym z nocą świętojańską jest kwiat paproci, który według wierzeń ludowych kwitnie o północy. Wiele niewiast stara się go znaleźć. Może to jednak uczynić, kobieta rozebrana do naga. Sprawę kwiatu paproci rozstrzygnął w swym wielotomowym Słowniku Gwar Kaszubskichna tle kultury ludowej – ks. dr Bernard Sychta, który pisał, że za gołymi kobietami zawsze gonią parobcy i być może, dlatego jeszcze nikomu nie udało się znaleźć i zerwać kwiatu paproci.

Tego dnia dziwne przypadki mogą nas spotkać na rozstajnych drogach. Według starych podań możemy dowiedzieć się, że rozstawiano tam brony powiązane nicią konopną, ustawione kolcami do góry. Spieszące na sabat czarownice, jadące okrakiem na miotłach musiały przesunąć się po wspomnianych gwoździach.

Sobótczi – Swiãti odziń (Sobótki – Święty ogień)

Doskonale znanym zwyczajem kultywowanym w wielu miejscach Polski jest palenie sobótkowych ognisk (sobótczi). Sobótkowe ogniska zwano świętym ogniem lub świętym światłem. Według wierzeń, święty ogień ma moc niszczenia niewidzialnych sił ciemności. Dlatego oprócz samej zabawy, dawne ogniska sobótkowe miały na celu odstraszenie demonów od obsianych pól. Dziś pali się je w różnych miejscach, dawniej czyniono to na najwyższych pagórkach w każdej miejscowości. Obecnie sobótkowe ogniska w większym stopniu skupiają młodzież, w czasach naszych przodków, ludność całych wsi. Dawniej sygnałem do zapalenia świętego ognia był hejnał bazun. Sam moment zapalania ognia miał uroczysty charakter, czynił to zazwyczaj senior danej społeczności wykorzystując zeszłoroczną sobótkową głownię. Sobótka była czasem pojednania, publicznie wyznawano swoje winy, oczekując przebaczenia od skrzywdzonych. Czasem jednak zdarzało się, iż podczas nocy świętojańskiej publicznie wykluczano winowajcę ze społeczności. Takie praktyki, stosowano w stosunku do tych, którzy nie chcieli stanąć przed sobótkowym sądem. Po wspomnianej, uroczystej części następowała zabawa wokół sobótkowego ognia trwająca wiele godzin. Na koniec, gdy ogień wygasał, młode pary trzykrotnie przeskakiwały nad ogniskiem w celu oczyszczenia z wszelkiego zła. Jeśli taka sztuka nie udawała się, był to znak, że w domu takiej osoby jest obecna czarownica. Wierzono, że sobótkowy ogień ma działanie oczyszczające. Dlatego też resztki spalonego drewna zabierano do domów, gdzie następnego dnia palono nimi w kominku.

W południowej części Kaszub na wody jezior puszczano kawałki żarzącego się drewna. Święty ogień umieszczano także na drucianych siatkach, które zawieszano wysoko na łodziach. Do ognia wkładano wianek ziołowy poświęcony w oktawę Bożego Ciała. Czyniono tak z myślą o dobrych połowach. W miejscowościach gdzie były jeziora, świętojański ogień puszczano tylko na wodę. Nie zapalano go na wzgórzach. Rozniecał go najstarszy rybak w asyście swych młodszych kolegów.

Na północnych Kaszubach istniał wśród rybaków zwyczaj palenia ognia na płyciznach w okolicy brzegu. W zależności kierunku wiatru czyniono to na Wiôldzim Mòrzu (Morzu Bałtyckim) lub Môłim Mòrzu (Zatoce Puckiej). Każda maszoperia mocowała na długich drągach beczki wypełnione smołą, naftą i drewnem. Aby wystraszyć czarownice strzelano do wspomnianych palących się beczek. Na brzegu w tym czasie królowały śpiewy i tańce, które trwały do momentu zgaśnięcia ognia. Zabawę przenoszono następnie do sali, gdzie trwała zazwyczaj do rana.

W Helu i Karwi na morze puszczano wianki. Jeśli pozwalała na to pogoda na wodę wypływano łodziami z muzyką i lampionami. Dobry obyczaj nakazywał, aby każda rybacka dziewczyna udała się w tym czasie na zabawę. Tego wieczora młodzi łączyli się często w pary.

Pisząc o sobótkowych ogniskach należy wspomnieć o jeszcze jednym zwyczaju praktykowanym głównie na południu Kaszub tzw. paleniu czarownic, mającym charakter widowiska. Kulminacyjnym punktem tego spektaklu jest oczywiście spalenie kukły czarownicy na lądzie lub na wodzie.

Noc świętojańska to także czas wróżb głównie dla młodych panien. Popularnym zwyczajem jest puszczanie wianków na wodę tzw. wianki. Jeśli wianek przepłynie i złapie go kawaler jest to wróżba szybkiego zamążpójścia.

Scynanie kani (Ścinanie kani)

Kania to dość rzadko występujący ptak drapieżny z rodziny sokołów. W przysłowiach kaszubskich zapowiadał często pojawienie się suszy – pragnie jak kania deszczu; wzdicha jak kania za deszczã (pragnie jak kania deszczu; wzdycha jak kania za deszczem). Nie jest to charakterystyczne wyłącznie dla Kaszub. Podobne wierzenia funkcjonowały na Ukrainie. Prawdopodobnie wzięło się od charakterystycznego głosu wydawanego przez kanię w locie. Kaszubom nasuwało to skojarzenie – pjic, pjic (pić, pić). Być może w tym stwierdzeniu tkwią korzenie charakterystycznego obrzędu kultywowanego do dziś na Kaszubach ‒ obrzędu scynania kani (ścinania kani). Ksiądz dr Bernard Sychta podaje jeszcze inną wersję dotyczącą korzeni tego zwyczaju w postaci legendy. Według tego podania w dawnych czasach, kaszubską ziemię dotknęła szczególnie silna susza, powodując wyparowanie jezior i rzek. Wówczas Stwórca litując nad umierającym z pragnienia ptactwem zalecił kopać studnie. Kiedy wszystkie ptaki zabrały się do pracy, jedna tylko kania w obawie o zabrudzenie nóg odmówiła pracy. Spotkała ją za ten czyn zasłużona kara. Od tego czasu kania ma prawo pić krople wody wyłącznie ze szczelin kamieni. Na północnych Kaszubach twierdzono, że ukarany ptak do dziś może pić wodę tylko z morza. Z tych stron pochodzi także opowiadanie łączące kanię z postacią kobiety. Według wspomnianego podania, gdy Chrystus wędrował ze św. Piotrem po ziemi, wstąpił do jednego z domostw, aby napić się wody. Chciwa kobieta pożałowała spragnionemu Jezusowi szklanki wody, za co została przemieniona w kanię. Do dziś można usłyszeć wołanie tego ptaka – pić, pić! Inne podania ludowe mówią o tym, że kania żyła kiedyś pod postacią czarownicy.

Mit znajduje odzwierciedlenie w używanych do dziś porzekadłach – pije wòdã jak kania (pije wodę jak kania). Obrzęd ścinania kani odprawiany w wigilię nocy świętojańskiej zwany jest również ‒ traceniem kani. Jest on odprawiany w postaci widowiska. Jego treścią jest oskarżenie, osądzenie i ukaranie kukły kani, która według wierzeń kaszubskich jest winny wszelkiemu złu. W tekście oskarżenia możemy usłyszeć wiele zarzutów. Oczywiście wszystkiemu zawsze winna jest kania. Stałymi postaciami tego widowiska są szôłtës (sołtys), przësãżni (przysięgli), kat, lesny (leśniczy), rakôrz i pachołek. Spektakl skupiał dawniej mieszkańców całych wsi. Odbywał się na dużym placu. W jego centralnej części na długim palu osadzano sądzoną kanię. Następnie odczytywano długą listę win kani. Przestrzegano także, że złych ludzi czeka w przyszłości podobna sprawiedliwość, po czym kat ścinał znienawidzonemu stworzeniu głowę. Następnie zakopywano kukłę w przygotowanym wcześniej dole. W dawnych czasach zamiast kukły kani ścinano żywego ptaka, a w późniejszym czasie nieżywą kurę.

We Władysławowie we wspomnianym widowisku udział brał jedynie kat, ścinając symboliczny czerwony kwiat, zatknięty na słupie, wznosząc okrzyk – Jak ta szabla sã swiécy, tak té kanje głowa zlecy! (Jak ta szabla się świeci, tak tej kani głowa zleci!)

Do dziś nie wyjaśniono ostatecznie istoty widowiska. Być może to swoista obrona i zrzucenie swych win na sądzoną kukłę. Istnieje przysłowie – wëbrojił, a terô sã bòji jak kania na swiãtégò Jana (broił, a teraz się boi jak kania na świętego Jana).Profesor Tadeusz Linkner podaje dwie hipotezy odnoszące się niniejszego zagadnienia. Według pierwszej, obrzęd miał pełnić funkcję dydaktyczno-moralizatorską. Według drugiej, być może został zainicjowany przez duchownych krzewiących nową wiarę lub stworzony przez lud pogański porzucający swe dawne tradycje.

Obrzęd ścinania kani znalazł swe stałe miejsce w literaturze kaszubsko-pomorskiej. Pisali o nim Florian Ceynowa, Jan Karnowski, Bolesław Fac, Jan Piepka, Marta Bystroń, Jan Rompski, Paweł Szefka i Jan Patock.

Poniżej wiersz Bolesława Faca nawiązujący do ścinania kani.

Stary sposób na kanię 

Kania – milvus ptak z sokoła
Ptak drapieżny z dziobem zgiętym
Na bezchmurnym niebie woła
Tocząc swe pragnienia pieśni

A jej susza
skrzydła rusza
A jej śpiew ‒
w lesie śmierć

Siada kania w swym strapieniu
Szuka wody na kamieniu
Na kamieniu suchym siada ‒
Mocna sieć na skrzydła spada

Bo jej pazur
ptaki raził
Święty Janie!
Zetną kanię

Pasterz – królem, pasterz – sędzią
Pasterz katem wnet tu będzie
kania żywa
kania z gliny-
Cieszą się na sąd dziewczyny

Tak więc z króla nakazu
Pasterz ją sądzi z odrazą
Kat już ścina mak czerwony
Lub piwonię z gwoździa brony
O, jak krwawo świeci szabla
kiedy głowa kani spadła!
A przy drzewie świeżo ściętym
kwitnie paproć w noc dziewczętom.

Obrzęd ścinania kani nie jest tak powszechnie kultywowany jak dawniej, ale możemy go spotkać w różnych częściach Kaszub. Widowisko jest od wielu lat przypominane w noc świętojańską przez Klub Studencki „Pomorania” w checzy w Łączyńskiej Hucie. W Gdyni w 2008 roku po wielu latach powróciło do tej tradycji Koło Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Wielkim Kacku.

Udając się na tegoroczne sobótki warto pomyśleć przez chwilę o dawnej tradycji naszych przodków. Porównajmy również obrzędy świętojańskie funkcjonujące w innych regionach Polski, a także poza jej granicami. Regionalne tradycje są ogromnym bogactwem kulturowym, które obecnie w świecie popkultury mogą być swoistym mechanizmem obronnym społeczeństwa. Być może nie będzie odkrywcze, ale z pewnością prawdziwe stwierdzenie, że świat będzie ciekawy jeśli będzie różnorodny.

Noc świętojańska i ścinanie kani na Kaszubach

Jastrë czyli kaszubskie Święta Wielkanocne

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=495


Podobnie jak w przypadku Świąt  Bożego Narodzenia, możemy w obrzędach Wielkanocnych, zauważyć łączenie starosłowiańskich wierzeń z chrześcijańską praktyką. Aby w pełni przekazać atmosferę i symbolikę opisywanych Świąt niezbędnym jest rozpocząć niniejszy opis od okresu poprzedzającego ich nadejście. Tak jak Boże Narodzenie poprzedza Adwent, tak w Jastrë (Wielkanoc) wprowadza nas Wiôldżi Pòst (Wielki Post).

Wiôldżi Pòst (Wielki Post)

Analogicznie jak w całej Polsce, na Kaszubach Wielki Post rozpoczyna Pòpielcowô Strzoda (Popielcowa Środa). Do dziś chrześcijanie wzbraniają się w tym dniu od spożywania potraw mięsnych. Należy jednak zauważyć, że dawniej wymieniony post był przestrzegany w sposób o wiele bardziej rygorystyczny. Wierzono, że w noc poprzedzającą Środę Popielcową diabeł zwany z kaszubska – purtkiem, pojawia się w karczmie i przegania batem tych, którzy jeszcze tańczą. W Popielec chowano na okres całego Wielkiego Postu wszystkie instrumenty muzyczne.

Na Kaszubach południowych we wtorkowy wieczór, poprzedzający Popielec, kobiety piekły pieczywo zwane pòpjelnikiem. Pieczywo było sporządzane z resztek ciasta po pączkach zapustnych.

Przez cały okres Wielkiego Postu, bardzo rygorystycznie przestrzegano niespożywania potraw mięsnych. Gospodynie dokładnie myły, szorowały wszystkie naczynia, w których niedawno pieczono, smażono mięso na zapusty. Wszystkie rondle, patelnie były chowane, aż do Świąt Wielkanocnych.

Główne pożywienie postne stanowiły suszone owoce, z których sporządzano zupy owocowe tzw. brzad, ponadto bardzo popularny żur, krupy jęczmienne, ziemniaki podawane najczęściej z zsiadłym mlekiem lub maślanką, ryby (głównie śledź, nazywany żartobliwie postnikiem), woda solona ze śledzi tzw. sledzówka, która była stosowana do omasty. Unikano spożywania jaj i masła.

Ważnym punktem Wielkiego Postu był dzień św. Grzegorza przypadający na 12 marca. W tym dniu młodzież topiła w rzekach, jeziorach słomianą kukłę, będącą symbolem zimy. Zauważamy tutaj podobieństwo do stosowanego do dziś zwyczaju topienia marzanny w pierwszy dzień wiosny w większości regionów Polski.

Dzień św. Grzegorza miał duże znaczenie dla kaszubskich rybaków z Nordy. W jego czasie następowała uroczysta inauguracja sezonu łososiowego. Przed pierwszymi połowami o wschodzie słońca dokonywano na brzegu poświęcenia niewodu. Odbywało się to bez udziału kobiet. Pierwsze zarzucenie sieci dokonywał szyper wraz ze swymi pomocnikami. Wierzono, że obfitość połowu, uzyska się dzięki zabraniu na morze niewielkiej ilości piasku zabarwionej krwią łososia.

Dla kaszubskich rolników ważnym terminem w Wielkim Poście był dzień św. Józefa – 19 marca, kiedy to gospodarze rozpoczynali orkę. Czyniono to symbolicznie nawet przy niesprzyjającej pogodzie.

W tym dniu kaszubscy pszczelarze zaglądali do uli, szczególnie starannie je oczyszczając. Panował pogląd, że to szczególny dzień do wypraszania przez kobiety zamążpójścia – na swiãtégò Jopa gdowë i dzéwczãta proszą ò dobrégò chłopa (Na świętego Józefa wdowy i dziewczęta proszą o dobrego mężczyznę).

Czas Wielkiego Postu to okres, w którym przyroda budzi się do życia. Według dawnej tradycji za przełomowy dla wiosennej wegetacji uznawano dzień św. Marii, przypadający 25 marca, zwany strumiannym lub roztwórnym. Zwyczajowo tego dnia kaszubscy rolnicy zapoczątkowywali siew. Czasami ze względu na złą pogodę miało to znaczenie wyłącznie symboliczne.

Wiôldżi tidzéń

Wielki tydzień to najważniejszy czas Wielkiego Postu. Rozpoczyna go Niedzela Palmowô (Niedziela Palmowa), będąca pamiątką po triumfalnym powitaniu Chrystusa w Jerozolimie. W ówczesnych czasach, z dala od kaszubskiej ziemi, witano Jezusa palmowymi liśćmi.

Na Kaszubach oraz w wielu innych miejscach w Polsce na pamiątkę tego zdarzenia do dziś, palmy zastępowane są gałązkami kwitnącej wierzbiny i gałązkami bukszpanu. Stąd inne nazwy określające Niedzielę Palmową tj. Niedzela Kwietnô (Niedziela Kwietna) lub Niedzela Wierzbnô (Niedziela Wierzbna).

Dawnym zwyczajem było niegdyś odwiedzanie tego dnia przez kaszubskich gospodarzy swych sąsiadów i lekkie uderzanie rózgą palmową wraz ze słowami:wierzba bije, jô nie bije. Za tidzéń wiôldżi dzéń, za nocë trzë i trzë są Jastrë (wierzba bije, ja nie biję. Za tydzień wielki dzień, za noce trzy i trzy jest Wielkanoc).

Poświęcone wiązki wierzbinowych witek zwane palmami przez długi czas zdobią wejścia do domostw, stajni. Zawieszane są nawet nad pszczelimi ulami. Służą one do wypędzania bydła na pierwszy wiosenny wypas. Według wierzeń młode pędy wierzbiny mają zapewnić zdrowie i żywotność. W pradawnych zwyczajach przypisuje się im moc magiczną, ochronną i leczniczą. Podczas burzy spalano ukwiecone witki, wierząc że jak daleko sięga ich dym, piorun nie ma tam dostępu. Posiekane lub sproszkowane bazie mieszano także z ziarnem siewnym w celu uzyskania dobrych plonów.

Wiôldżi Czwiôrtk

W religii chrześcijańskiej Wielki Czwartek to początek Triduum Paschalnego, obejmującego czwartek, piątek i sobotę Wielkiego Tygodnia.

Wierzono, że Wielki Tydzień to najlepszy czas dla wczesnych siewów, sadzenia kwiatów oraz młodych drzewek. Szczególnie dobrym dniem do tego typu czynności jest Wiôldżi Czwiôrtk (Wielki Czwartek). W tym dniu rozpoczynano barwienie wielkanocnych jajek. Używano do tego procesu barwników roślinnych – cykorii, łupin cebuli, kory dębowej, olchowej, brzozowej. Dawniej  nie znano pisanek, jajka barwiono na jednolity kolor.

Wiôldzi Piątk – Płaczëbóg (Wielki Piątek – Płaczebóg)

Dzień ukrzyżowania Jezusa, określany jest na Kaszubach bardzo często terminem Płaczëbóg.

Tego dnia kaszubskie gospodynie wczesnym rankiem smagają domowników gałązkami agrestu lub jałowca. Zwyczaj ten zwany jest Bòżé Ranë (Boże Rany). W niektórych częściach Kaszub rozpoczynany jest już w Wielki Czwartek.

W Wielki Piątek przestrzega się ścisłego postu, dawniej tego dnia spożywano jedynie chleb i wodę  oraz nieomaszczone ziemniaki. Kończono świąteczne porządki, przed wschodem słońca zamiatano izby wyrzucając śmieci na podwórze, grunt lub granicę sąsiada. Miało to uwolnić od pcheł i robactwa. Zwyczaj ten znany był dawniej na całym Pomorzu oraz w wielu innych regionach Polski.

Wieczorem obmywano się w jeziorze, rzekach wierząc że takowa kąpiel uwolni od chorób oczu i skóry. Taka rytualna czynność miała znaczenie oczyszczające.

Do dzisiaj we wszystkich polskich kościołach w Wielki Piątek milkną dzwony kościelne, które zabiją dopiero w Wielkanoc dając znak, że Chrystus zmartwychwstał. W dawnych czasach na Kaszubach, wieczorem w Wielki Piątek grupy chłopców rozpoczynały dawny zwyczaj, polegający na chodzeniu po całej miejscowości i hałasowaniu klekotkami, terkotkami itp. Czyniono tak również w Wielką Sobotę. Wspomniany hałas miał przypominać o żałobie po śmierci Jezusa.

Kaszubscy gospodarze bacznie obserwowali tego dnia pogodę. Deszcz wróżył mokre lato, natomiast słońce zapowiadało upalne miesiące letnie.

Tak jak w całej Polsce, na Kaszubach tego dnia odbywają się szczególnie licznie odwiedzane przez wiernych Drogi Krzyżowe. Bardzo znanym miejscem jest Kalwaria Wejherowska, po której stacjach w Wielki Piątek, pielgrzymują tysiące osób. Ze względu na piękną, zabytkową Kalwarię Wejherowską, miasto to jest często zwane kaszubską Jerozolimą. W Gdyni przez cały okres Wielkiego Postu kaszubskie Drogi Krzyżowe są od wielu lat odprawiane w parafii Św. Wawrzyńca na Wielkim Kacku.

Wiôlgô Sobòta (Wielka Sobota)

W Wielką Sobotę ważnym punktem dnia było święcenie ognia. Żarzące węgielki były zanoszone do domostw i tam rozpalano z nich wygaszony wcześniej ogień. Był to prastary obrzęd magicznego oczyszczenia ogniska. Wymienione węgielki służyły także do kreślenia krzyży na drzwiach domostw i stajni. Zwyczaj ten miał uchronić przed złymi demonami. W podobnym celu przybijano do drzwi kolące ciernie.

Na południowych Kaszubach rankiem palono tego dnia ognisko na cmentarzach. Popiół rozrzucano po polach wierząc, że uchroni przyszłe plony przed gradobiciem.

Na północy Pomorza, Słowińcy palili ogniska w porze wieczornej.

Tak jak wspomniano wcześniej, w postnym menu bardzo popularną potrawą był żur. Przyglądając się dawnym zwyczajom Kaszubów, można podejrzewać, że była to potrawa spożywana wyjątkowo często w czasie Wielkiego Postu. W niektórych częściach Kaszub funkcjonował zwyczaj tzw. tracenia żuru. Istniało powiedzenie –wnet bãdą Jastrë, wëlejemë żur (wnet będzie Wielkanoc, wylejemy żur). Gromady chłopców chodziły po wsi od chaty do chaty recytując układankę o kończącym się panowaniu żuru. Na koniec obrzędu, rozbijano garnek z żurem.

Jastrë (Wielkanoc)

Skąd wzięło się określenie Jastrë? Naukowcy upatrują pochodzenia tej nazwy w różnych źródłach. Niektórzy z nich cofają się do czasów pogańskich wywodząc wymienioną nazwę od bożka czczonego w dawnych czasach przez Słowian, zwanego Jastrzebóg, Jutroboh lub Jutrzejbog. W tym samym czasie Anglosaksoni, na początku wiosny czcili boginię światła zwaną Eostra (Ostara) i zwali wiosenny miesiąc kwiecień – Ostarmenoth (Ostermonat). Stąd pochodzi niemiecka nazwa Ostern na określenie chrześcijańskiej Wielkanocy. Znany językoznawca prof. Jerzy Treder wspomina w swych pracach naukowych, że nazwa jaster pierwotne oznaczała tyle co świetlisty, jasny. Według prof. Tredera właśnie od podstawy jaster pochodzi nazwa wiosennego święta. Wiosna to przecież czas, kiedy dzień staje się coraz dłuższy, a więc noc ustępuję miejsca jasności dnia. Patrząc z punktu religii chrześcijańskiej Jastrë to także czas, kiedy poprzez zmartwychwstanie Jezusa następuję zwycięstwo światła nad mrokiem.

Wierzono, że w jastrową noc, o północy szczególnych właściwości nabiera woda, która ma taką moc do wschodu słońca. O północy lub wczesnym rankiem przynoszono wodę do domostw. Zdarzało się, że w jastrową noc wodę podawano koniom, bydłu, wierząc w jej ochronne działanie. Niektórzy gospodarze pędzili także w tym czasie bydło nad strumienie, aby zwierzęta spożywając wodę zyskały odporność na różnego typu choroby na cały rok.

Przed wschodem słońca, przed rezurekcyjną mszą często zażywano oczyszczającej kąpieli rzekach i strumieniach wierząc w cudowne działanie jastrowej wody.

W jastrową noc w niektórych kaszubskich miejscowościach charakterystycznym zwyczajem było tzw. bãmblowanié (bemblowanie – bębnienie). Po wsi chodził bębniarz, który bijąc w bęben budził mieszkańców, by spieszyli na jutrznię czyli nabożeństwo nocne. Dziś zwyczaj ten kojarzony jest głównie z północnymi Kaszubami, a w szczególności z Jastarnią. W ostatnich latach zwyczaj ten był kultywowany właśnie w tym mieście. Poranne bicie w bęben obwieszcza mieszkańcom Jastarni zmartwychwstanie Pana, jest także swoistym zaproszeniem na mszę rezurekcyjną. Korzenie tego zwyczaju znajdziemy w historii dawnych klasztorów franciszkańskich, które wymieniony zwyczaj przyniosły z Ziemi Świętej.

Rankiem składano życzenia nie tylko w rodzinach, ale także sąsiadom, obdarowując się barwionymi jajkami.

Post był przestrzegany do południa. Podczas wielkanocnego śniadania spożywano prażnicę (jajecznicę na słoninie), ryby, śliwki z kluskami. Świąteczne, bardzo obfite śniadanie było dawniej przeciągane na Pomorzu do popołudnia. Obiadu tego dnia zazwyczaj nie przygotowywano.

Zwyczaj święcenia pożywienia był praktykowany przez bogatych gburów i szlachtę. Pojawił się on  na ziemiach polskich w XV wieku. Na Pomorzu powszechnie znany stał się po I wojnie światowej. Wcześniej w wielu kaszubskich rodzinach funkcjonował zwyczaj święcenia pokarmu przed rozpoczęciem wielkanocnego śniadania przez najstarszego mężczyznę. W bogatszych domach pomorskich, pokarmy były święcone na miejscu w Wielką Sobotę przez odwiedzającego kapłana.  Dziś w wielkanocnych święconkach znajdziemy ogromną różnorodność różnego typu pokarmów. Dawniej święconki były o wiele bardziej proste. W ogólnopolskiej tradycji istniała tradycja siedmiu błogosławionych darów. Każdy ze święconych pokarmów miał inną symbolikę związaną z ludową i chrześcijańską tradycją:

  • chleb: podstawowy pokarm człowieka, symbol dobrobytu i pomyślności. W tradycji chrześcijańskiej symbol Ciała Chrystusa
  • jajko: symbol odradzającego się życia
  • sól: życiodajny minerał, posiadający moc odstraszania zła. Symbol oczyszczenia oraz prawdy.
  • wędlina: ma zapewnić zdrowie i płodność oraz dostatek
  • ser: symbol więzi między człowiekiem a siłami przyrody, symbol dobrego rozwoju stada zwierząt domowych
  • chrzan: ludowy symbol siły i fizycznej krzepy
  • ciasto: symbol umiejętności i doskonałości

W niedzielny wieczór dość często na Kaszubach odbywały się tzw. zmówinë zwane inaczej zrãkowinë. Było to spotkanie rodziców przyszłej młodej pary, dotyczące posagu panny młodej. W Jastrową Niedzielę bardzo często wyprawiało się huczne wesela.

Wśród Kaszubów panuje przekonanie, wypływające ze zwyczajów chrześcijańskiej wiary w świętych obcowanie oraz prasłowiańskich wierzeń, że w takim czasie jak Wielkanoc następuję zbliżenie dwóch światów – naszego świata doczesnego, realnego i świata pozaziemskiego.

Jastrowi Poniedzôłk – Dëgus (Wielkanocny Poniedziałek)

Powszechnie znany zwyczaj ogólnopolski to polewanie wodą dziewczyn i kobiet. Na Kaszubach był on praktykowany jedynie w niektórych miejscach na północy oraz w południowo-wschodniej części. Bardziej znany w całym regionie stał się dopiero po I wojnie światowej. Symbolika tego obrzędu polega na pobudzeniu sił twórczych i płodności.

Zdecydowanie częściej kultywowany był zupełnie inny obrzęd. Pradawny zwyczaj polega na tym, iż chłopcy i mężczyźni chłoszczą lekko rózgami zazielenionej brzeziny lub jałowca dziewczęta oraz kobiety po nogach, rękach. Stosowano różne podstępy, aby zaskoczyć śpiące kobiety. Wbrew pozorom płeć żeńska, nie unikała zbytnio spotkania z dëgownikami. Funkcjonuje pogląd, iż bardziej chłostana niewiasta będzie cieszyła się w najbliższym roku większym powodzeniem u mężczyzn. Korzenie tego obrzędu tkwią w tajemnicy wiecznego odradzania się sił przyrody. Smaganie gałązkami to także przekazanie ludziom siły żywotnej zawartej w młodych roślinach.

Dëgownice składają często życzenia domownikom otrzymując barwione jajka, placki czasem także niewielkie datki pieniężne wręczane przez kobiety i dziewczęta. Wymienione zwyczaje znane są także w niektórych częściach Wielkopolski i Mazowsza.

Jastrë czyli kaszubskie Święta Wielkanocne

Wierzenia, obrzędy i zwyczaje pomorskie / kult zmarłych

Autor: Bożena Ronowska. Znalezione na: http://polskie-rekodzielo.pl/wierzenia-obrzedy-i-zwyczaje-pomorskie-kult-zmarlych/


Przed  Bożeną Stelmachowską niewielu badaczy zajmowało się zagadnieniami związanymi z obrzędowością pomorską. Badacze polscy, niemieccy i rosyjscy skupiali się wcześniej na podaniach ludowych, baśniach, przysłowiach i legendach, obchodząc bokiem obrzędowość doroczną i rodzinną. Rosjan zajmowały kwestie związane z językiem Kaszubów. Niemiecka bibliografia jest najstarsza, ale niestety traktuje te tereny jak własne, pomijając zupełnie kwestie lokalne i szczepowe, wprowadzając tym zamieszanie trudne do ogarnięcia później. Wszak zamieszkujący wówczas te tereny ludzie pochodzili z różnych grup kulturowych, polskich i niemieckich. Tematyka ta stanowi wciąż niejasny element kultury ludowej Pomorza, choć niewątpliwie badania przeprowadzone przez Stelmachowską stały się krokiem milowym w kierunku ich poznania. Obrzędowość bowiem jest jednym z niewielu wyróżników  kultury ludowej, która wiąże się z rokiem obrzędowym i stanowi spójną całość, jedną dla całej Polski. Pomimo tego można się w niej doszukać cech przynależnych wyłącznie Pomorzu.

Kult zmarłych
Ludowe wyobrażenie śmierci oraz samo spojrzenie ludu pomorskiego na życie pozagrobowe jest niewątpliwie kluczem do tego, by zrozumieć  istotę obrzędów odprawianych ku czci zmarłych. Jest ono podobne do wierzeń z tym związanych innych grup etnicznych w Polsce. Życie bowiem w ujęciu ludu, to splot naturalnych stanów, czynności i odczuć, następujących po sobie w jakimś uporządkowanym cyklu, przewidywalnym dla wielu  i nienaruszalnym. Śmierć natomiast ze swoją nienaturalnością jawiła się czymś nadnaturalnym i nieuporządkowanym, kończącym nieoczekiwanie wszystkie ziemskie sprawy. Wierzono bowiem, że człowiek  porzuca ziemską powłokę, by trwać dalej w odmienionej, duchowej formie, przy czym forma ta w wyobrażeniu ludu miała materialne kształty, funkcjonujące w przestrzeni, posiadające pewne przywileje i ograniczenia. Wierzono więc, że moment śmierci jest wyczuwalny przez otoczenie zmarłego, a symbolizowany niewielkim podmuchem, wirem powietrza, powodującym na przykład wirowanie płomienia świecy płonącej przy zmarłym. Zwłaszcza na Pomorzu i Wielkopolsce uważano ten podmuch za niewytłumaczalny powiew zimnego powietrza. Moment ten wykorzystywano więc na otwarcie okna czy drzwi po to, by dusza zmarłej osoby bez trudu mogła wydostać się z pomieszczenia. Zmarły wydając ostatnie tchnienie, jako dziwna materia, zmierza ku zmaterializowaniu. I nie ma tu mowy o reinkarnacji, a raczej o formie materialnej, przybierającej tymczasowy kształt widma, trudnego do uchwycenia przez ludzkie zmysły. W wierzeniach ludu duch ów przybierał więc przeróżne kształty przypominające zwierzęta i ludzi. Nierzadko było to trudne do wyjaśnienia światło tlące się nierównym płomieniem gdzieś głęboko w lesie czy na bagnie. Kojarzono je jednoznacznie, z owym ostatnim oddechem wydanym przez zmarłych. Podobnie tłumaczono cienie i odbicia w lustrze. Te w chwili śmierci zasłaniano, bowiem uważano, że wszystko, co w tym czasie będzie odbijało się w tafli zwierciadła, będzie duszą zmarłego.  Nie bez wpływu na te wierzenia były dogmaty wiary chrześcijańskiej, głoszące zmartwychwstanie ciał. Skoro więc ciało po śmierci ulega  zniszczeniu, trudno by mu było ożyć. Stąd przeróżne wyobrażenia ludu w tym względzie. Wiele wnosi tu sama tradycja, przekazywana przez pokolenia, nieustannie ubogacana i udoskonalana przez wyobraźnię, która przecież nie zna granic. Stąd rzadkie nawiązania do nieba i piekła, a raczej skupianie się na tym, co jest tu, na ziemi. Dlatego nieustannie łączono w wyobrażeniach duszę zmarłego z jego zniszczonym już przecież ciałem. Mógł więc pojawić się pośród żywych w postaci, w jakiej funkcjonował przed śmiercią. Oczywiście posiadać musiał pewne cechy, odróżniające go od żywych. Było ich bardzo wiele, wszystkie sprowadzają się do dziwnego paraliżu zmysłów, niepozwalającego zjawie na wykonywanie ruchów głową, czy kończynami itp. Towarzyszyć temu mogły przedziwne reakcje fizyczne, takie jak nagły powiew zimnego wiatru, nieprzyjemny swąd, szumy, szmery itp. Czasem ciało, którym może posłużyć się dusza może nie być kompletne, stąd między innymi opowieści o ludziach bez głowy. Oczywiście wyobrażenia te bywają w jednych grupach etnicznych obowiązujące, w innych stają się nie do przyjęcia, bowiem wszystko to, to wyłącznie skojarzenia. Duch bowiem niby wolny i niczym nieskrepowany, posiada jednak pewne ograniczenia.
Czasem duch pojawiał się w towarzystwie zwierząt, tak, jak na przykład jeździec na koniu znany w całej Polsce. Koń bywa zwiastunem rychłej śmierci, a przepowiada ją, grzebiąc kopytem w ziemi. Czasem duszy towarzyszy pies, ma to związek z tym, że psy potrafią wyczuć śmierć i na krótko przed jej nadejściem wyją żałośnie. Co ciekawe, wierzono, że zarówno koń, jak i pies posiadają zdolność widzenia duchów. Co niezwykle interesujące, koń i pies białej maści symbolizował duchy dobre, natomiast czarnej maści – duchy złe.
Innym zwierzęciem symbolizującym śmierć jest kret, który całe swoje życie spędza pod ziemią. Nagłe rycie kreta u  progu chaty, lub w obejściu, symbolizowało nieuchronne nadejście śmierci.
Śmierć więc dla ludu była zagadką, podobnie, jak sen, oba te zjawiska pozornie podobne do siebie trudne były do wyjaśnienia, a fakt, że ciało i dusza zachowuje się w obu przypadkach podobnie, utwierdzał ich w przekonaniu o analogi tych zjawisk. Jedno i drugie niosło w sobie możliwość odłączenia się duszy od ciała. Wierzono, że dusza po śmierci zachowuje się podobnie do tego, jak zachowywała się podczas snu, stąd wierzenie, że zarówno we śnie, jak i po śmierci człek może płakać, śmiać się i spożywać pokarmy. Dlatego są rejony w Polsce, zwłaszcza wschodniej, gdzie karmiono zmarłych.
Na Pomorzu w Zaduszki nie wylewano wody, by przypadkiem nie oblać jakiej zziębniętej duszy. Pozostawiano też puste krzesła, by dusza, która nawiedzi chałupę, mogła sobie na nich odpocząć przed dalszą drogą. Samo święto zmarłych tłumaczono w ten sposób, że przecież dusze muszą kiedyś odwiedzać swój dom i bliskich. Ci dzielą dusze na potępione i bliskie zbawienia, tych drugich nie trzeba było się obawiać. Wedle ludu były dusze pokutujące, dla których pokutą jest błąkanie się po ziemi. Najczęstszymi miejscami ich pokuty były w wierzeniach ludu stare budynki, gruzy i zwaliska. Wierzono, że można pomóc takiemu duchowi, czyniąc za niego to, czego on przez zaniedbanie za życia swego nie uczynił.

Napisane na podstawie:
  1. B. Stelmachowska,  Rok obrzędowy na Pomorzu, Toruń 1933.
  2. B. Stelmachowska. Rękopis z Archiwum PAN,  sygnatura:  P.III-23. Magia, wiedza, religia, zwyczaje. Notatki, przypisy i wersja brulionowa pracy, t 127.
  3. B. Ronowska, Kultura ludowa wybranych grup etnicznych Pomorza Gdańskiego w świetle badań etnograficznych prof. Bożena Stelmachowskiej, Architektura-wierzenia-strój. Praca dyplomowa 2012.
Wierzenia, obrzędy i zwyczaje pomorskie / kult zmarłych