Boże Ciało, święto o długiej tradycji

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

Ze wszystkich świąt religijnych w Polsce, uroczystość Ciała i Krwi Chrystusa, nazywane ludowo Bożym Ciałem jest jednym z najbardziej uroczyście obchodzonych dni w całym roku liturgicznym, poza tym niezwykle barwnym i widowiskowym. Obchody Bożego Ciała, poza sferą kościelną, mają głęboki, ludowy wymiar.

Uroczystość Bożego Ciała to święto ruchome, przypadające na jedenasty dzień po Zielonych Świątkach. Za panowania Piastów, tak pisała o nim Deotyma:

„Obchodzona pod kopułą samego nieba, obsypana deszczem kwiatów i to w najpiękniejszej porze roku, zawsze zachwyca swoją półnieziemską poezją – a w owych czasach zachwycała tym silniej, że była jeszcze nowością (…), budziła nie tylko nabożeństwo, ale i gorącą ciekawość (…). Bo jeśli i dziś jeszcze najzacniejsze domy dobijają się o zaszczyt stawiania ołtarzy, cóż to się musiało dziać wówczas”.

Bezpośrednią przyczyną ustanowienia tego święta w XIII w. było objawienie błogosławionej Juliany, zakonnicy z Cornillon, która podczas nabożeństwa ujrzała krople krwi na hostii i korporale. W związku z tym 11 sierpnia 1264 r. papież Urban IV ustanowił ten dzień jako święto, które miało przybliżyć wiernym różne aspekty obecności Chrystusa w Eucharystii. Święto zatwierdził ostatecznie w 1314 r. Klemens V, nadając mu nazwę.

W Polsce obchodzi się Boże Ciało od 1320 r. Pierwszy źródłowy opis procesji Bożego Ciała pochodzi z Płocka i dotyczy uroczystości obchodzonych w katedrze w XIV w.  Istotnym wydarzeniem podczas obchodów tego święta były barwne, rozbrzmiewające śpiewem procesje, które przetrwały do naszych czasów. Po dzień dzisiejszy w Boże Ciało i oktawę ze wszystkich kościołów w miastach i na wsi wychodzą procesje do czterech ołtarzy przybranych zielenią i kwiatami, urządzonych na zewnątrz świątyń, pod otwartym niebem. Przy każdym ołtarzu śpiewana jest ewangelia, przy każdym odbywa się uroczyste błogosławieństwo wiernych Przenajświętszym Sakramentem.

W dawnej Polsce, podczas procesji, odgrywano przy ołtarzach sceny, w których występowały postacie biblijne, wygłaszano wiersze, śpiewano pieśni adoracyjne. W procesjach brały udział wszystkie stany i bractwa, wojsko i cechy, a w stolicy sam król ze wszystkimi dostojnikami. W okresie rozbiorów procesje dawały okazje do ujawniania postaw patriotycznych.

Tak oto pisał Cyprian Kamil Norwid o Bożym Ciele w 1842 r. w Krakowie:

Zatrzymali się przed ołtarzem ustrojonym w zieloność, zewsząd cisza, a pięćdziesiąt chorągwi kościelnych i cechowych, na podobieństwo masztów, pochyla się ku ziemi i lud jak fala niżej, a całe miasto głuche. Z równąż powagą cała odbyła się procesja, przed każdym ołtarzem przyklęknięto i powtórzono cichość – po czym śpiewy, kotły i głośne nabożeństwo”.

Zwyczaje i wierzenia ludowe związane z Bożym Ciałem

Na polskiej wsi wszystkie święta religijne mają niezwykle barwną i bogatą oprawę. Dzieje się tak, ponieważ obok treści sakralnych ważną rolę odgrywa tam tradycja i ludowa obrzędowość. Nie inaczej jest podczas Święta Bożego Ciała. Ołtarze ustawione pod gołym niebem właśnie na wsi są zawsze najpiękniej ukwiecone. Procesja na wsi jest szczególna, ponieważ w wielu regionach Polski idą w niej osoby ubrane w stroje ludowe, co podkreśla przywiązanie do tradycji i ojczyzny.

Z uroczystościami Bożego Ciała wiążą się różne zwyczaje i wierzenia ludowe. Szczególne właściwości magiczne przypisywano zebranym z ołtarzy kwiatom, wiankom i gałązkom: „W tym samym czasie święcą wianki w kościele wraz z ewangeliami spisanymi na 4 oddzielnych kartkach zwiniętych w ruloniki, które gospodarze zakopują w 4 rogach gruntu, w przekonaniu, że przez rok cały grad pola nie nawiedzi”.

Do wicia wianków używa się do dziś wielu ziół i traw, bo jak mówi stare przysłowie: „Każde ziele mówi: święć mnie”.  Były używane zioła o znaczeniu leczniczym i gałązki drzew chroniących od piorunów. Wśród ziół najważniejsza była bylica boże drzewko – ziele o czarodziejskiej mocy. W święconych wiankach musiała znajdować się macierzanka, mięta, rozmaryn, lubczyk, podbiał, niezapominajka, rumianki, stokrotki i wiele innych ziół.

W ludowej polskiej tradycji to właśnie te wianki były obecne przy najważniejszych dla człowieka chwilach – przy narodzinach, ślubie i śmierci. Wykorzystywano też czarodziejską moc wianków: wianuszek macierzanki dekorował becik w czasie chrztu, leśny rozmaryn – symbol miłości, wierności i nieśmiertelności – wraz z dzikim rozchodnikiem i nieśmiertelnikiem zdobił wianuszki u ślubnej sukni. Wianuszki z wielu ziół były przede wszystkim symbolem miłości.

Małe wianuszki, po poświęceniu wisiały jeszcze przez całą oktawę w kościele, a po ośmiu dniach każdy zabierał swój do domu. Przypisywano im cudowne właściwości i wykorzystywano je we wszystkich dziedzinach życia gospodarczego, przechowując starannie przez cały rok.  Zioła, które wykorzystywano do wianków i bukietów stosowano jako lekarstwo przeciwko wszelkim dolegliwościom. Według wierzeń uzdrawiały one ludzi, ale chroniły też bydło od zarazy, a dym ze spalonych wianków odpędzał ponoć chmury gradowe. Poświęconej macierzanki używano do okadzania krów podczas cielenia, lubczyk leczył ból gardła, dzięki rozchodnikowi ustępowały wszystkie choroby, a gałązki leszczyny były niezawodnym środkiem od piorunów i grzmotów.

Poświęcone przez księdza bukiety i wianki z ziół zawieszano nad oknami, nad drzwiami u wrót stodół, stajen i obór; zakopywano w rogach wśród zagonów kapusty i konopi jako ochronę przed szkodnikami i krukami; wkładano pod fundamenty nowo budowanych domów. Gdy wyjeżdżano po raz pierwszy w pole, wianek wkładano pod pierwszą skibę, aby „Bóg błogosławił zasiewom”, kładziono je w stodole pod pierwszy przywieziony snop zboża, a palonymi okadzano dzieżę do wyrabiania chleba.

Duże znaczenie magiczne obok wianków miały również gałązki brzozy z ołtarzy. Wykorzystywane były one do wszelkiego rodzaju zabiegów leczniczych i gospodarskich. Wtykano je na granicach pola, aby chroniły zasiewy przed chorobami i szkodnikami; kładziono pod strzechy, aby chroniły dom i zabudowania gospodarskie przed pożarem. Dziś także wiele osób zabiera poświęcone brzozowe gałązki, które mają chronić dom przed wszelakimi katastrofami.

Boże Ciało, poza swoją religijną wymową, w ludowej tradycji było ważną datą w kalendarzu prac rolniczych, a także czasem przeróżnych praktyk magicznych. Podobnie jak 1 maja czy Zielone Świątki, tak i święto Bożego Ciała oraz jego oktawa uważane były za okres wzmożonej działalności czarodziejskiej. Kiedyś tych osiem dni wolnych było od prac polowych. Ale nie tylko ten zakaz obowiązywał. W tym okresie kobiety nie prały bielizny kijankami, aby nie ściągnąć do wsi grzmotów i piorunów; w „oktaby” nie należało też sadzić kapusty, bo nie wyrośnie dorodna i przestrzegano: W Boże Ciało z Boską chwałą, Słowo nam się Chlebem stało, nie tnij zboża ni kapusty, bo odnajdziesz w niej rdzeń pusty. Z okresem tym wiążą się też przysłowia dotyczące pogody.

Z Bożym Ciałem wiąże się także zwyczaj Pochodu z Lajkonikiem (nazywanym też konikiem włóczków). Wyruszał on w oktawę Bożego Ciała z podkrakowskiej wsi Zwierzyniec (obecnie dzielnica Krakowa), z klasztoru Panien Norbertanek, w których kościele znajdował się ołtarz cechu włóczków. Starano się tak obliczyć godzinę wyruszenia, aby do Krakowa wejść tuż po zakończeniu procesji. Po zakończeniu procesji ludność udawała się pod pałac biskupi, gdzie lajkonik rozpoczynał swe harce. Warto tu dodać, że mimo licznych zmian tradycja konika Zwierzynieckiego przetrwała do dziś.  W wierzeniach ludowych lajkonik symbolizował odwieczna walkę dobrego ze złym, ze zwycięstwem sił dobrych, słonecznych, nad mocami ciemności.

Procesje, stroje i pieśni

Polskie procesje – szczególnie na wsi – nie mają sobie równych w całej Europie, jeśli chodzi o powszechność ich występowania, o liczbę uczestniczących w nich wiernych, barwność i okazałość. Od wieków w Krakowie urządzano je z wielkim przepychem. Krakowskie procesje były znane w całym kraju, prowadziły od Wawelu do katedry mariackiej. Warszawa również ma swoją tradycję związaną z tym świętem. Procesja Bożego Ciała w stolicy prowadzi z katedry świętojańskiej na Plac Zamkowy i dalej traktem królewskim.

Obecnie na Mazowszu, w Łowiczu i wsiach podłowickich, na Kurpiach, w okolicach Rawy Mazowieckiej i Opoczna, na Podgórzu i Podhalu, oraz w Krakowie, podczas procesji noszone są jeszcze barwne stroje regionalne. W Łowiczu, Opocznie i na Podhalu w Boże Ciało stroje regionalne przywdziewają mężczyźni, najznaczniejsi i najstarsi gospodarze, zwyczajowo trzymający baldachim nad księdzem i podtrzymujący kapłana niosącego monstrancję.

Tylko w tym dniu można jeszcze zobaczyć tradycyjny i niezwykle oryginalny strój z Biskupizny, mało znanego regionu Polski, obejmującego zaledwie trzynaście miejscowości powiatu gostyńskiego ze stolicą w Krobi. Biskupianie od wieków podkreślali swoją odrębność. Ich tradycyjne stroje, które można podziwiać podczas uroczystości Bożego Ciała nie mają sobie równych. Na głowie biskupianki noszą tzw. kopkę ze skrzydłami (wstążkami zawiązanymi pod brodą). Przypomina ona niewielki, biały troczek uformowany z cienkiego haftowanego tiulu, ukrochmalonego na sztywno i ułożonego w misterną harmonijkę. Pas tiulu, po rozprostowaniu wszystkich fałd, ma aż 30 m długości! Piękny jest również strój męski. Kurtka bez kołnierza w kolorze biskupim, nazywana „czerwona jaka”, zapięta na tyle guzików, ile znajdowało się przy sutannie księdza, czyli 99.

Od momentu ustanowienia święta Bożego Ciała w 1264 r., dziś oficjalnie obchodzone jako uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, jego niezmiennym symbolem jest chleb. Chleb w kulturze ludowej był powszechnie szanowany jako pierwsze i najświętsze pożywienie, toteż powstało wiele tradycją uświęconych zwyczajów dotyczących obchodzenia się z tym darem Bożym. Nie wolno go było jeść z nakrytą głową, dotykać nieumytą ręką, nie wolno było chlebem się bawić, ani lepić z niego figurek. Dawniej nawet najmniejszych okruszków nie wyrzucano, tylko je spalano. Produkowano więc specjalne szufelki i szczoteczki do zmiatania okruchów ze stołu.

Podczas procesji od wieków śpiewa się te same pieśni, w których wierni wyznają swą wiarę i składają hołd Bogu. Kapłan, niesie pod baldachimem złocistą monstrancję, w powietrzu unosi się zapach kadzidła, dziewczynki w białych strojach sypią płatki kwiatów (suszonych lub świeżych płatków róż, peonii) ze specjalnych koszyczków przystrojonych białymi wstążkami i zawieszonych na szyi. Pod stąpającymi ściele się barwny kobierzec płatków kwiatów.

Bez wątpienia prawdziwym fenomenem polskich obchodów Bożego Ciała jest ich nieprzerwane trwanie w naszej tradycji i obyczaju, niezależnie od różnych kolei naszego losu i zawiłości naszej historii. Niezwykłe jest zwłaszcza liczne uczestnictwo w obrzędach i zwyczajach związanych z tym świętem.


Źródła:

 

Boże Ciało, święto o długiej tradycji

Planety i żywioły – ich znaczenie w dawnej tradycji i obrzędowości ludowej

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl – artykuł opublikowany oryginalnie w dwóch częściach: część 1, część 2.


W dawnej kulturze ludowej magia była jednym z podstawowych narzędzi opisywania i systematyzowania rzeczywistości. Wierzono, że istotny wpływ na los człowieka mają ciała niebieskie i żywioły, które decydują o naszym codziennym bycie, dlatego w ważnych obrzędowo momentach warto pozyskać ich przychylność.

Burza

Prawie we wszystkich kulturach burza była traktowana jako symbol walki dobra ze złem, a piorun stanowił broń życiodajnego bóstwa solarnego w walce z siłami podziemnymi, należącymi do strefy nocy. W mitologii słowiańskiej symbolizował boga Peruna, Perkuna – władcę nieba i błyskawic. Wierzono, że pierwsze uderzenie pioruna zapładnia ziemię. Był otoczony kultem, a wzniecony przez niego ogień uważano za święty. W mitologii greckiej za burzę odpowiedzialny był Zeus, władca błyskawic, w mitologii nordyckiej funkcję tę pełnił Thor, natomiast w mitologii rzymskiej bogiem burzy był Jowisz, najwyższy władca nieba i ziemi, ojciec bogów. Starożytni Egipcjanie za boga burzy uważali Seta, a Celtowie – Taranisa.

W kręgu tradycji chrześcijańskich burzę i piorun uznawano za przejaw gniewu Bożego. Niszczył on wszelkie ostoje zła i grzechu. Jego ofiarami byli ludzie nikczemni, którzy dopuścili się wyjątkowo odrażających postępków lub zbrodni. Ochronę przed zniszczeniami spowodowanymi przez burzę miała stanowić zapalona w oknach gromnica.

Według wierzeń ludowych wszystkimi zjawiskami atmosferycznymi, w tym także burzą, zawiadywał Pan Bóg. Towarzyszące jej grzmoty, to odgłosy przerzucania przez anioły w raju skał przygotowanych na Dzień Sądu. Według ówczesnych przekonań błyskawice sprawiały, że Niebo się otwierało, chociaż oślepiony jasnością człowiek nie był w stanie niczego w nim dostrzec.

Twierdzono, że za wywołanie burzy odpowiedzialni mogli być samobójcy lub zabita żmija. Świecące na żmiję słońce zwiastowało nadejście burzy w dniu następnym. Gdy burzowa pogoda trwała zbyt długo należało martwego węża przykryć kamieniami lub gałęziami, a zwłoki samobójcy odkopać i pogrzebać za dziewiątą miedzą licząc od granicy wsi lub spalić daleko poza jej granicami.

Nagłe deszcze w czasie żniw i sianokosów mogły wywołać grabie rzucone na ziemię zębami do góry, które rozdzierały niebo. Burzę sprowadzały również demony zwane płanetnikami czy chmurnikami.

Ochronę przed burzą i gradobiciem stanowiły dźwięki dzwonków loretańskich, którymi zawiadywali specjalni dzwonnicy. Funkcję tę pełnili wyłącznie wyjątkowo bogobojni mężczyźni, wybierani przez całą miejscową społeczność.

Aby ustrzec się przed burzą przestrzegano różnych zakazów magicznych: w Dni Krzyżowe nie wolno było prząść, a w czasie oktawy Bożego Ciała obowiązywał zakaz prania kijanką. Przed fatalnymi konsekwencjami tego zjawiska chroniły przedmioty, które miały jakikolwiek kontakt z sacrum, jak: poświęcone wianki, palmy wielkanocne i zioła. Zabezpieczenie stanowiły też święte obrazy i gromnica umieszczone w oknie, brona na podwórzu ustawiona do góry zębami i siekiera.

W celu ochrony upraw przez działaniem  burzy na polu ustawiano krzyże wykonane z witek poświęconej palmy oraz gałązek, którymi udekorowane były ołtarze na Boże Ciało, zakopywano w ziemi teksty Ewangelii i piętkę chleba z wieczerzy wigilijnej, a w Zielone Świątki chłopcy obiegali miedze pól z pochodniami zapalonymi od sobótkowego stosu.

Według powszechnego przekonania piorun nigdy nie uderzał w lipę, uważaną za drzewo Najświętszej Marii Panny i leszczynę, która dała schronienie Świętej Rodzinie podczas ucieczki do Egiptu.

Wiatr

W wielu kulturach wiatr był uważany za przejaw „kosmicznego życia”. Nazywano go  również „oddechem Ziemi”, a wszelkie związane z  nim anomalie  były traktowane jako zwiastuny chorób, klęsk i katastrof. Od niepamiętnych czasów wiatr był czczony jako bóstwo lub siła o boskim pochodzeniu. W starożytnym Egipcie wierzono w potęgę boga Szu, władcy czterech wiatrów, z czterech stron świata. Z kolei przyjazny ludziom wiatr północny był uważany za oddech boga Amona. W kulturze greckiej za poszczególne strony świata był odpowiedzialny innych bóg, natomiast Słowianie oddawali cześć Pochwistowi (Poświstowi).

W Starym Testamencie pojawianiu się Stwórcy towarzyszyły gwałtowne podmuchy wiatru, a kiedy na górze Horeb Bóg przeszedł obok Eliasza, uderzeniem wiatru ruszył górę i rozkruszył skały. W Nowym Testamencie  w wichrze nastąpiło zesłanie Ducha Świętego. Ten „oddech ziemi” wyrażał tu także potęgę i wielkość majestatu Bożego.

W tradycyjnej kulturze wiatr przybierał postać materialną, najczęściej mężczyzny z rozwianymi włosami, wydętymi policzkami, w potarganym odzieniu. Mieszkańcy okolic Krakowa wierzyli, że wiatry to żyjący w Niebie gospodarze, którzy mieszają powietrze. Na Łemkowszczyźnie żywioł ten był kojarzony z przebywającym na olbrzymim drzewie wielkoludem, który słał go na różne strony świata.

Pojawienie się silnego, porywistego wiatru łączono z powieszeniem się człowieka, wtedy bowiem diabeł porywał duszę i hulał z nią do piekła. Wierzono również, że gwałtowny podmuch zrywał się w chwili śmierci osoby o demonicznych właściwościach. Obawiając się, że szatan wkręci się wraz z wiatrem do przędzy, w niektórych regionach obowiązywał zakaz przędzenia w wietrzne dni. W wielu wsiach wiatr utożsamiano z duszami ludzi tragicznie zmarłych, nieochrzczonych, dzieci przyduszonych przez matkę w czasie snu, porońców i osób źle pochowanych. Ponadto w wietrze mogły ukrywać się strzygi, zmory oraz inne strachy, skłaniające ludzi do złego. Mógł też wywoływać choroby i epidemie wśród ludzi i zwierząt.

Wiatr był jednak nie tylko siłą niszczącą. Jego łagodne powiewy przyjemnie chłodziły podczas gorącego lata i umożliwiały żeglugę. Uważano go za siłę zapładniającą, bez której zamierało życie. Jego podmuchy miały korzystny wpływ na wegetację roślin i płodność zwierząt. W niektórych regionach wierzono, że może być także sprawcą brzemienności kobiet.

W celu obrony przed negatywnymi skutkami oddziaływania wiatru stosowano nakaz padania na ziemię, klękania lub ukrycia się. Podczas burzy, albo w chwilach pojawienia się wichru powietrznego nie wolno było wychodzić z domu bez poświęconych przedmiotów. Jeśli już nastąpiło zetknięcie z tym żywiołem, to należało trzykrotnie splunąć przez lewe ramie. Inną formą obrony było  skierowanie w jego stronę ostrego narzędzia, modlitwa, kropienie wodą święconą. W zależności od regionu na wiatr sypano mąkę, sól lub kaszę poświęcone w dniu świętej Agaty.

Wierzono, że wiatr jest dostarczycielem wiadomości z zaświatów. Były to informacje na temat pogody, przyszłych losów człowieka i świata, przyczyn chorób i możliwości ich leczenia. Twierdzono, że wiatr wschodni zwiastował brzydką pogodę, południowy – ciepło i słońce, zachodni – silne deszcze, a północny – chłody i niepogodę. Na Śląsku na podstawie kierunku wiatru przepowiadano przyszłość. Wiatr północny zapowiadał śmierć osoby starej, południowy – w średnim wieku, natomiast wschodni – śmierć dziecka.

Woda

W dawnych kulturach woda była postrzegana jako odwieczna materia, początek  istnienia, symbol życia i wieczności. Tej, wypływającej z głębi ziemi przypisywano moc oczyszczającą, a spadającej z nieba – moc zapładniającą. Wierzono, że woda bieżąca niesie życie i obmywa, zaś stojąca jest siedliskiem złych mocy i śmierci. W chrześcijaństwie za jej pośrednictwem w trakcie ceremonii Chrztu Świętego zmywany jest grzech pierworodny.

Woda jest darem Bożym, który powstał bez udziału człowieka i stanowi własność wszystkich istot żyjących na świecie, dlatego nie można jej odmówić nikomu, nawet największemu wrogowi. Zawsze otaczano ją szacunkiem, traktując jak żywą istotę. Przemawiano do niej, składano jej ofiary, chroniono przed zbezczeszczeniem i skalaniem. Wykorzystywano ją w celu przywrócenia sił witalnych, płodności i urodzaju. Była cennym lekarstwem dla ludzi i zwierząt.

Woda pełniła ważną rolę podczas różnego rodzaju zabiegów magicznych i obrzędowych. Szczególne znaczenie miało obmywanie i kropienie wodą, które nie tylko zabezpieczało ludzi oraz ich dobytek przed działaniem piekielnych mocy, usuwało wszelkie zło, ale także przynosiło zdrowie, dostatek i szczęście. W celu zapewnienia sobie powodzenia w życiu oraz dobrej kondycji fizycznej w wigilię Bożego Narodzenia domownicy obmywali twarz i ręce wodą, w której umieszczone były monety ze szlachetnego kruszcu. Dość powszechną praktyką były również  rytualne kąpiele w potokach i źródłach w noc z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, przed wschodem słońca.

Wyjątkową wartość miała pierwsza kąpiel noworodka, którą przygotowywano z wody nabieranej z prądem potoku, a potem wylewano w ustronne miejsce, by nie pozbawić dziecka szczęścia. Powszechna była też ceremonia obmywania ciała zmarłego. Starano się by do zużytej do tego celu wody nie miały dostępu ani zwierzęta gospodarskie, ani ludzie, ponieważ mogło to grozić utratą zdrowia.

Kropienie wodą święconą towarzyszyło niemal każdej ważniejszej pracy oraz wielu obrzędom dorocznym i rodzinnym. Zraszano więc bydło przy pierwszym wiosennym wypasie, pług przed pierwszą orką, progi i kąty nowo wybudowanej chaty i budynków inwentarskich, wóz, którym młodzi jechali do ślubu, kołyskę dla dziecka czy trumnę.

Nad zbiornikami wodnymi odprawiano wiele zabiegów magicznych i obrzędowych. Na Podtatrzu palono Śmiertkę, czyli kukłę obnoszoną po wsi przez dziewczęta w tzw. Białą Niedzielę, podczas Wielkiego Postu, do wody wrzucano Marzannę, nad potokiem w Wielki Czwartek palono Judasza – pradawne symbole zimy lub śmierci.

Wierzono również w lecznicze właściwości wody, szczególnie jeśli była ona zaczerpnięta w jakiś szczególny sposób i o określonej porze. W tradycyjnych pieśniach ludowych symbolizowała kobietę, dziewczyńską cnotę, a jej picie lub ofiarowanie było porównywane z aktem miłosnym. W niektórych kulturach funkcjonowało przekonanie, że woda zabiera panieńską urodę. Oznaczała też przemijanie.

Ogień

Ogień odgrywał bardzo ważną rolę w kulturze ludowej. Z jednej strony był kojarzony z  bezpieczeństwem i ciepłem domowego ogniska, a z drugiej z niszczycielską siłą, której składano przebłagalne ofiary. W tradycji starosłowiańskiej czczono przede wszystkim „ogień niebieski”, czyli słońce i piorun, a także „ogień ziemski” uważany za jego symbol.

Według tradycyjnej wizji świata władzę nad ogniem sprawował Pan Bóg. Ogień pochodzący ze sfery sacrum był otaczany powszechnym szacunkiem i traktowany jak żywa istota. Wierzono, że można go rozgniewać, obrazić, przeprosić czy zyskać jego przychylność i dlatego obchodzono się z nim bardzo ostrożnie. Obowiązywał powszechny zakaz plucia do ognia, stawania do niego tyłem, deptania, przeklinania i wrzucania do niego ostrych narzędzi.

Ognisko (lub zastępujący je piec) stanowiło centrum życia rodziny. Raz rozniecony płomień płonął w domu bez przerwy, umiejętnie podsycany i zabezpieczany przed wygaśnięciem.  Przy każdym rozniecaniu płomienia czyniono znak krzyża, a pojawiającą się iskrę witano słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, Witaj gościu pożądany, Jezusieńku nasz kochany! Witam pana mojego i światłość Jego. Wierzono, że jeśli podczas palenia w piecu słychać piski (mokrego drewna) jest to odgłos albo pokutującej duszy (i trzeba się za nią modlić) albo zwiastun śmierci jednego z domowników.

Ogień rozpalony w odpowiedni sposób i we właściwym czasie zapewniał szczęcie, dostatek i bezpieczeństwo, miał wymiar magiczny. Na przykład poświęcone w Niedzielę Palmową nadpalone gałązki wierzbowe wiązano w krzyżyki i zatykano na polu, co miało uchronić uprawy przed suszą i gradobiciem. Ogień płonący w domu należało przynajmniej raz w roku „odnowić”, najlepiej na przełomie starego i nowego roku. W obrzędowości słowiańskiej gaszenie i rozpalanie ognia było ważną czynnością podejmowaną w czasie Bożego Narodzenia. Gaszono go w Wigilię lub na Trzech Króli, a ponownie zapalano następnego dnia, na przykład od płomienia kościelnych świec. W wielu regionach „nowy ogień” rozpalano w Wielką Sobotę, przynosząc zarzewie z poświęconego przez kapłana ogniska, palonego przy kościele.

Obrzędowe niecenie ognia należało uczynić w sposób naturalny, czyli poprzez pocieranie o siebie dwóch kawałków drewna lub krzesiwa. Specjalnych zabiegów wymagało również jego gaszenie, dokonywane najczęściej przy pomocy wody święconej. Wykorzystanie do tego celu zwykłej wody, a co grosza nieczystości, jak również zadeptywanie czy zasypywanie żaru było uznawane za zniewagę dla tego żywiołu i mogło spowodować jego zemstę. W Beskidach Zachodnich ogień wygaszano w wigilię uroczystości św. Wawrzyńca, żeby zmęczony całoroczną służbą człowiekowi mógł odpocząć oraz w chacie, w której znajdowało się ciało zmarłego. Nagłe zgaśnięcie płomienia było odbierane jako zła wróżba, zwiastująca niepowodzenie lub chorobę. W ważnych okolicznościach ogień można było pożyczyć, chociaż odnoszono się do tego dość niechętnie. Przekazanie uzyskanego w ten sposób płomienia odbywało się tylko po zachodzie słońca.

Ogień miał także charakter magiczny. Jego blask odstraszał demony, chronił ludzi oraz ich dobytek.  W XIX wielu powszechny był zwyczaj obchodzenia przez kobiety swoich gospodarstw z ogniem rozpalonym przez księdza w Wielką Sobotę. Rytuał ten  miał uchronić domostwo przed pożarem, a rodzinę przed nieszczęściem. W wielu regionach Europy w Noc Sobótkową palono ogniska wokół których zbierała się młodzież. Odbywające się wówczas skoki przez płomienie miały znaczenie oczyszczające i chroniły przed różnymi dolegliwościami. Dziewczyny, które nie odważyły się na taki wyczyn lub były nieobecne podczas rozpalania ogniska podejrzewano o czarownictwo.

Ogień był wykorzystywany przy różnego rodzaju praktykach medycznych. Używano go do przypiekania chorych miejsc, zwłaszcza przy leczeniu ran, ukąszeń, krost i wysypek. Uzdrawiające właściwości miało przechodzenie przez ogień lub obnoszenie go wokół chorego. Sprawdzał się on również w działaniach przeciw dolegliwościom spowodowanym czarami: „Aby usunąć rzucone przez czarownicę na dziecko uroki, zalecano na przykład by owinąć dziewięć ziarenek jęczmienia skoszonego przed wschodem słońca i spalić je na żarzących się węglach posypanych święconym zielem. Dzięki takim zabiegom, chory miał odzyskać zdrowie, a czarownica stracić na dziewięć lat swą moc”. Na podstawie obserwacji płomienia i dymu przewidywano pogodę.

Słońce

Chrześcijaństwo widziało w słońcu symbol Chrystusa, nad którego śmiercią płakało wraz z księżycem i gwiazdami. Porównywano do niego Najświętszą Maryję Pannę. Biblijnemu mitowi o oddzieleniu światła od ciemności przypisuje się symboliczną separację dobra od zła. Wędrówka słońca po niebie odzwierciedla odwieczną walkę światła z mrokiem, życia ze śmiercią, ładu z chaosem, i nieustanne zwycięstwo słońca, które podlega permanentnej regeneracji, zarówno w cyklu dobowym, jak i rocznym.

Od niepamiętnych czasów słońce organizowało ziemski czas i przestrzeń, jego ruch po niebie wyznaczał pory dnia i roku. Pełniąc tak ważne funkcje, kreowało rytm wydarzeń obrzędowych. Większość ceremonii świeckich i świąt liturgicznych nawiązywało do cykli słonecznych i miało wyraźny charakter solarny. Boże Narodzenie, Wielkanoc uroczystość Zesłania Ducha Świętego, święto Jana Chrzciciela i Wszystkich Świętych  przypadały właśnie w okresach astronomicznych przesileń.

Słońce stanowiło najstarszy temat mitów solarnych. Modlono się do słońca i pod różnymi imionami czczono jako bóstwo. W starożytnym Egipcie bóg Re był bogiem słońca, w Babilonie – Szamasz, w Persji i na Bliskim Wschodzie Mitra, w starożytnej Grecji a także Rzymie – Helios, w tradycji prasłowiańskiej ze słońcem związany był Swaróg – bóg nieba i ognia. Z odległych czasów w tradycji ludowej zachowało się przekonanie, że słońca nie można pokazywać palcem, ponieważ w ten sposób znieważa się sacrum. Wierzono, że słońce pochodzi od Boga i stanowi światłość – dar Stwórcy dla ludzi, by lżej im było znosić ziemskie wygnanie. Uznawano je za dar boży, okno w niebie, uchyloną bramę niebieską, a nawet oko Pana Boga lub oko dnia. Wschodzące słońce witano obnażając głowę, a żegnano je czyniąc znak krzyża. W tradycji ludowej znane były specjalne modlitwy i zaklęcia wygłaszane na powitanie słońca. Pierwsi chrześcijanie modląc się zwracali się w jego kierunku, obyczaj ten został zachowany przez długie wieki na ziemiach słowiańskich.

W kosmologii ludowej słońce często było uznawane za żywą istotę, która wędrując po niebie jest w stanie zaobserwować wszystko i nic się przed nim nie ukryje. Obnażanie się w promieniach słońca uważane było za ciężki grzech, a każde przekroczenie boskich i ludzkich praw przy słońcu oceniano bardzo surowo. Zdarzało się, że niesłusznie posądzeni o popełnienie przestępstwa, zapewniając o swojej niewinności, powoływali słońce na świadka. Wierzono, że  słońce mieszka w pałacu, ma rodzinę i twarz człowieka. Wykazuje również ludzkie uczucia – śmieje się, płacze, tańczy, gdy jest mu wesoło, zażywa morskiej kąpieli. Kiedy jego blask jest zamglony – choruje, podczas przesilenia zimowego – umiera. Szczególny lęk wywoływało zaćmienie słońca, które interpretowano jako uwięzienie planety przez złe moce, czarta czy pożarcie przez złego potwora. Jego następstwem miały być wojny, zaraza, głód i inne nieszczęścia. Zagrożeniem dla słońca była też żmija, która mogła je pożreć.

Z cyklem dobowym słońca po orbicie było związanych wiele magicznych wierzeń i obrzędów. Wschód słońca był zawsze witany z radością, bowiem oznaczał początek nowego dnia. To właśnie wtedy należało rozpocząć codzienną aktywność, dokonać wszelkich czynności magicznych i uzdrowicielskich, zebrać zioła, które później można było wykorzystać w celach leczniczych. Południe, czyli okres największego nasycenia promieni słonecznych było odbierane jako czas świąteczny i na tę chwilę zawieszano wszelkie prace i odmawiano modlitwy w jego intencji. Według niektórych wierzeń była to pora pojawiania się demonów, dlatego w niektórych krajach obowiązywał zakaz spania w południe, aby ustrzec się przed ich działalnością lub zażywania kąpieli, ponieważ demony mogły wciągnąć i utopić człowieka. Z kolei w celu zapewnienia szczęścia i wszelkiej pomyślności pierwszą wodę po kąpieli noworodka należało wylać w samym środku dnia. Od zachodu słońca do świtu trwała pora sprzyjająca działaniu złych mocy i sił piekielnych. Do tego czasu wszelkie prace musiały być zakończone, a kłótnie rozstrzygnięte. Po zachodzie słońca nie można było zostawiać dziecięcych pieluszek na dworze, siać gryki, pożyczać sobie różnych przedmiotów oraz czerpać wody na kąpiel dla dziecka. Wieczorami mieszkańcy wsi schodzili się pod figurę i odmawiali modlitwy. Północ była uznawana za czas dominacji szatana i największą aktywność istot demonicznych. O dwunastej swoją działalność rozpoczynały wszelkiego rodzajuzmory, a z grobów wstawały strzygi. W Zaduszki wszystkie zmarłe dusze udawały się o tej porze do kościoła.

Księżyc

Od zarania dziejów srebrzyste światło księżyca budziło zachwyt, a jednocześnie niepokój ludzi. Wraz ze słońcem, księżyc był symbolem wszechświata, towarzyszył chrześcijańskim scenom Narodzenia i Ukrzyżowania oraz apokaliptycznym wizerunkom Matki Bożej. Często był traktowany jako żywa istota, z ludzką twarzą. Przypisywano mu umiejętności kierowania ludzkim życiem, wpływ na wiele ziemskich zjawisk oraz zdolności wróżebne.

W kręgu kultury słowiańskiej księżyc określano mianem miesiąca. W tradycji ludowej mówiono o nim również: błyszcz, kawalerskie słonko, łysy, rogacz czy miesiączek. Wierzono, że ma duży wpływ na zjawiska przyrodnicze, życie ludzi i zwierząt oraz świat istot nadprzyrodzonych. Szczególne związki z tą planetą przypisywano zwierzętom lunarnym, które pojawiały się i znikały tak jak księżyc, np. ślimak czy niedźwiedź. Wielowiekowa tradycja dotycząca prac ogrodniczych i polowych, ale również zbioru ziół, wykonywania przetworów, wędkowania, prac przy pszczołach, opierała się prawie wyłącznie na rytmie księżyca wyznaczonym nowiem, pełnią i kwadrami. Wiedzę w tym zakresie wykorzystywano już w starożytności o czym świadczą zapiski w wielu dziełach z tego okresu. Dla przykładu Kolumella zalecał by nawożenie gleby przeprowadzać między pełnią i nowiem, zaś Katon by nawóz wywozić kiedy nie ma Księżyca Według Pliniusza dla przycinania gałęzi żywopłotów najlepszy był okres po pełni, natomiast niektóre gatunki roślin należało siać przed pełnią. W oceniebadaczy kultury ludowej, znajomość wpływu rytmów Księżyca na przyrodę, ludzi, zwierzęta była najpowszechniejsza u Słowian, chociaż znano ją i stosowano również w wielu innych krajach Europy i Ameryki.

W kręgu kultury chrześcijańskiej księżyc był uważany za małą latarnię, która z Bożego rozkazu ma władać nocą i odmierzać czas. Wierzono, że jego światło jest niezbędne do życia ludzi, zwierząt i roślin, a niedobory, podobnie jak nadmiar mogą być przyczyną wielu chorób i dolegliwości.

Według powszechnego przekonania księżyc był bramą prowadzącą w zaświaty, miejscem przejściowym, zawieszonym pomiędzy niebem, ziemią i strefą podziemną. Tu właśnie tu zatrzymywały się osoby, które nie były ani dobre, ani złe, jak również wielcy pokutnicy – Adam i Ewa czy legendarny mistrz Twardowski. Na planecie tej przebywali grzesznicy, którzy chcieli odkupić swoje winy, zwłaszcza za złamanie podstawowych nakazów rządzących ludzkim życiem. Według podań ludowych światło księżyca budziło demony wodne. Podczas księżycowych nocy można było zobaczyć dusze snujące się w pobliżu cmentarzy i na rozstajnych drogach oraz czarownice zbierające zioła. Uaktywniały się równieżdiabłyi zmory domowe. W czasie pełni wzrastała aktywność wampirów, upiorówi wilkołaków.

Najbardziej tajemniczą cechą księżyca był cykl przemian, który dzielił się na kwadry, fazy, w czasie których następował wzrost lub zanik tej planety. Wierzono, że poszczególne fazy mają decydujący wpływ na wiele ludzkich poczynań. W okresie nowiu dobrze było wykonywać wszelkiego rodzaju prace gospodarskie, polowe, lecznicze i magiczne. W tym okresie zalecano aby odstawić dziecko od piersi, bo wtedy będzie ładne, urządzić wesele, liczyć pieniądze, potrząsać kiełbasą, by spowodować jej pomnożenie i budować studnie. Znane były też czynności zakazane, jak: siew zbóż, ścinanie siana, wyrzucanie obornika czy wykonywanie niektórych praktyk medycznych. Wierzono, że nów jest porą działalności czarownic, które na skutek spotęgowania swoich właściwości mogą sprowadzić na ludzi i zwierzęta choroby oraz inne nieszczęścia.

Okres pełni był kojarzony z wysypem grzybów. Warto też było zacząć prace polowe, siać zboża, groch, ziemniaki, rozpoczynać sianokosy, ścinać drzewa przeznaczone na budowę, wprowadzać się do nowego domu czy dokonywać zakupu inwentarza. Był to czas sprzyjający zawieraniu małżeństw i odstawianiu dziecka od piersi.Funkcjonowało też wiele negatywnych przejawów tego zjawiska. Księżyc w pełni był niebezpieczny zwłaszcza dla ciężarnych kobiet i małych dzieci, dlatego kołyski ustawiano w miejscu, gdzie nie docierały jego promienie. Powszechne było przekonanie, że w tym czasie uaktywniają się choroby psychiczne i nerwowe. Zbyt długie wpatrywanie się w księżyc mogło grozić utratą wzroku lub inną ciężką chorobą. Zakazane było sienie pszenicy i koniczyny, szczepienie drzewek owocowych i nasadzanie drobiu.

Szczególną uwagę zwracano na wpływ księżyca na organizm kobiety, przypisując mu ścisły związek z menstruacją i ciążą. Postrzegano go za ciało niebieskie związane z żeńskim elementem wszechświata. W kręgu kultury chrześcijańskiej uważano go za własność Matki Bożej. W apokryficznych podaniach Maryja ofiarowała świętemu Jerzemu księżyc jako nagrodę za obronę dziewiczej czci i walkę z szatanem.

Gwiazdy

Gwiazdy nazywano Bożym światłem i ozdobą nieba. Wykorzystywano je do przepowiadania przyszłości, zwiastowały niezwykłe wydarzenia, były otoczone nabożnym lękiem, podziwem i szacunkiem. W tradycji słowiańskiej uważano je za światło niebieskie – lampki lub pochodnie aniołów lub latarnie Pana Boga. Twierdzono też, że gwiazdy są otworami w niebie przez które mieszkańcy Ziemi mogą oglądać rajską światłość. Wierzono również, że są odpowiednikami dusz ludzi zbawionych, a także stanowią światło ludzkiego życia. Każdy człowiek miał swoją gwiazdę. W chwili narodzin anioł zapalał ją na niebie, a w momencie śmierci spadała z nieboskłonu. Najjaśniejszym światłem świeciły gwiazdy ludzi prawych, żyjących zgodnie z przykazaniami bożymi. Na widok spadającej gwiazdy w wielu regionach Polski wypowiadano trzykrotnie: Nie moja, by odwrócić od siebie zły los. Wierzono także, że gdy człowiek wyjątkowo bogobojny i szlachetny widząc spadające ciało niebieskie wypowie życzenie, ma dużą szansę na jego rychłe spełnienie. Spadające gwiazdy były zapowiedzią nieszczęść, kataklizmów, wojen i śmierci. Obserwując gwiazdy można było przepowiedzieć pogodę, przyszłe plony, ilość mleka, jaj i grzybów. Gwiazda jasno świecąca nad domem zwiastowała szczęście domownikom, a dla panny na wydaniu oznaczała rychłe zamążpójście.

Gwiazdom i zespołom gwiazd nadawano różnego rodzaju określenia, bardzo często zaczerpnięte z Ewangelii. Mleczna Droga była nazywana Drogą Matki Bożej, Drogą Świętych, Drogą Umarłych, Drogą do Betlejem czy Drogą do Jeruzalem. Wiele z nich symbolizowało Najświętszą Maryję Pannę. Szczególne miejsce w ludowych wyobrażeniach o gwiazdach zajmowała Gwiazda Betlejemska zapowiadająca narodziny Jezusa Chrystusa. Uważano, że powstała ona w chwili Zwiastowania, ale była niewidoczna dla mieszkańców Ziemi, aż do chwili narodzin Zbawiciela. Dzięki niej Trzej Królowie i pasterze znaleźli drogę do groty Narodzenia. Wyobrażano ją sobie jako dużą gwiazdę o pulsującym świetle i „ogonie” jak u komety. Wierzono, że będzie zwiastunką końca świata, a jej ponowne pojawienie się na nieboskłonie będzie znakiem wzywającym wszystkich na Sąd Boży. Gwiazda Betlejemska była postrzegana jako rodzaj drogowskazu, szczególnie w kolędach i pastorałkach. Do dnia dzisiejszego kojarzy sięze świętami Bożego Narodzenia, a w noc Wigilią zapowiada przybycie Świętego Mikołaja. Od niepamiętnych czasów wyklejana z papieru kolorowa gwiazda jest głównym rekwizytem odwiedzających nasze domy kolędników.


 

Żródła:

  1. Brzozowska-Krajka A.: ,Symbolika dobowego cyklu powszedniego w polskim folklorze tradycyjnym, Lublin: Wydaw. UMCS, 1994.
  2. Janicka-Krzywda U.: Zwyczaje, tradycje, obrzędy. Kraków: Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, 2013.
  3. Kowalski P.: Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie. Warszawa: Wydaw. Nauk. PWN, 2007.
  4. Kłosiewicz S..:  Przyroda w polskiej tradycji. Warszawa:   Sport i Turystyka – Muza SA,   2011.
  5. Wójtowicz M.: Etnografia Lubelszczyzny – ludowe wierzenia o wietrze. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://teatrnn.pl/
Planety i żywioły – ich znaczenie w dawnej tradycji i obrzędowości ludowej

Magiczna moc bursztynu

Autor: Joanna Radziewicz. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

W dawnych czasach bursztyn był uznawany za kamień niezwykle tajemniczy. Długo nie potrafiono wytłumaczyć jego pochodzenia oraz właściwości. Funkcjonowały liczne przekazy pisemne i ustne próbujące wytłumaczyć fenomen powstawania tego pięknego kamienia. Otaczająca go aura tajemniczości sprawiła, że z czasem zaczęto mu przypisywać cechy magiczne. […]

Bursztyn w kulturze ludowej

Największe pokłady bursztynu kopalnego na terenie Polski znajdowały się w dorzeczu Narwi, w Borach Tucholskich, na Pojezierzu Kaszubskim, a także na Mazurach. Ziemie zamieszkiwane przez Kurpiów były ubogie, a spośród skąpych, nadnarwiańskich bogactw najważniejszy był właśnie ten kamień. Okoliczna ludność tak silnie związała się z obróbką i eksploatacją tego surowca, że minerał na stałe wszedł do historii kultury materialnej i duchowej tego regionu. Wpłynął na powstanie jego etnograficznej odrębności i przez wiele lat warunkował jego rozwój gospodarczy. Stare tradycje sztuki bursztyniarskiej zachowały się w kulturze ludowej przede wszystkim na Kurpiach, gdzie sztuka ta przetrwała do lat 1905-1915. W dużo mniejszym stopniu zachowała się ona na Kaszubach, Warmii i Mazurach.

Bursztyny stały się też elementem kurpiowskiego i kaszubskiego stroju ludowego, chociaż biżuterię z tymi kamieniami noszono także w innych częściach kraju. Według szacunków Adama Chętnika w latach 1900-1910 na terenie Kurpiowszczyzny kobiety posiadały około 100 tysięcy sznurów korali. Bursztyny najczęściej zamawiano dla młodej dziewczyny, przed jej zamążpójściem, niekiedy były prezentem od męża. Zgodnie z miejscową tradycją niestosownym było, aby kawaler obdarował nimi pannę, chyba, że była to oficjalna deklaracja jego uczuć. Wówczas przyjęcie takiego podarunku świadczyło o wzajemności i było niejako zgodą na dalsze wspólne życie. W rodzinach kurpiowskich bursztynowa biżuteria była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Stanowiła również ważną część stroju ślubnego. Po śmierci zakładano ją tylko w dwóch przypadkach, kiedy kobieta nie miała spadkobierców lub, jeśli wcześniej wyraźnie wyraziła takie życzenie. Bardzo dbano, aby każda dziewczyna dostała bursztyny w posagu, musiały to być koniecznie wyroby miejscowych mistrzów, wykonane z lokalnego surowca. Jeśli jednak rodziców panny młodej nie było stać na taki podarunek, to często podczas wesela zachęcano gości do hojnych datków na ten cel, śpiewając:

A dajcież jej na burśtyny
Coby miała śtery syny,
Dajcie, dajcie, nie żałujcie,
Choć rubelka ochsiarujcie.

Przy kurpiowskim męskim stroju ludowym wyroby z bursztyny pełniły raczej funkcję marginalną. Wykonywano z nich między innymi sprzączki do kapeluszy i guziki do lejbzików.

W gwarze kurpiowskiej funkcjonowały różne nazwy na określenie tego kamienia. Bursztyn posagowy był przeznaczany na wiano dla córek; bursztyn walutowy, pozwalał na uregulowanie rachunków w lokalnych sklepikach, ewentualnie można go było wymienić na inny towar; bursztyn podatkowy zastępował pieniądze, szczególnie w czasach kryzysu lub wojny, gdy waluta była niestabilna; bursztyn kościelny składano na tacę jako ofiarę, zaś kadzidlański przeznaczano na zakup kadzideł. Mianem bursztynu pogrzebowego określano naszyjnik, który zgodnie z wolą zmarłej stanowił element stroju zakładanego do trumny. Bursztyn znachorski i leczniczy był wykorzystywany w rożnego rodzaju zabiegach medycznych i magicznych.

Bursztynowe naszyjniki stanowiły element odświętnego stroju ludowego na Kaszubach, Warmii, Mazurach, Kujawach oraz w wielu regionach centralnej Polski, a niekiedy także na obszarach Małopolski i Śląska. Na Kaszubach kobiety przystrajały się również wisiorkami, kolczykami czy broszkami, wykonanymi z tego kamienia. Mężczyźni używali bursztynowych spinek do mankietów, szpilek wpinanych w krawat, a ich koszule zdobiły bursztynowe guziki.

Lecznicze działanie bursztynu

W polskiej medycynie ludowej, zwłaszcza na terenie Kurpiów, bursztyn był bardzo popularnym środkiem leczniczym. Podawano go dzieciom dla złagodzenia przykrych dolegliwości podczas ząbkowania. Leczono nim reumatyzm, choroby oczu i gardła. Powszechne było przekonanie, że noszenie surowej baryłki bursztynu lub innych wyrobów wykonanych z tego kamienia chroni przed bezpłodnością, dlatego też był ważnym elementem wiana panny młodej. Głęboko wierzono, że już samo założenie bursztynowej biżuterii chroni noszącego przed wszelkimi urokami i pozytywnie wpływa na jego zdrowie fizyczne i psychiczne. Kawałek nieoszlifowanego bursztynu przyłożony w okolice splotu słonecznego miał stabilizować pracę serca, układu krążenia i śledziony.

W XIX wieku składy aptekarskie były zaopatrzone w różnego rodzaju jantarowe balsamy, maści i nalewki służące zarówno do celów leczniczych, jak i kosmetycznych. Bursztyn polecano wówczas jako skuteczny środek przeciwko negatywnym skutkom palenia tytoniu. Z tego powodu dużą popularnością cieszyły się fajki i cygarniczki z bursztynowymi ustnikami.

Dobroczynne właściwości bursztynu zostały poparte wynikami badań naukowych. Odkryto, że kwas bursztynowy działa jak biostymulator – pobudza system nerwowy, reguluje pracę nerek i jelit, jest środkiem przeciwzapalnym i antytoksycznym. Na bazie tego składnika zaczęto, więc produkować maści i kremy na dolegliwości reumatyczne, astmatyczne, owrzodzenia i podrażnienia skóry oraz środki stosowane w leczeniu schorzeń oskrzeli, gardła i tarczycy. Surowiec ten jest również wykorzystywany jako środek konserwujący żywność (E363).

W różnych częściach świata bursztyn jest używany do przeprowadzania masażu aktywnego oraz masażu punktowego. Powszechne są również lecznicze spacery po warstwie bursztynowego żwirku.

Kwas i olej pozyskane z tego surowca znajdują zastosowanie w przemyśle kosmetycznym, ponieważ niszczą wolne rodniki i bakterie, wykazują właściwości dezynfekujące oraz łagodzące skutki oparzeń i ukąszeń owadów. Preparaty zawierające bursztyn są przeznaczone do pielęgnacji cery zmęczonej. Poprawiają jej nawilżenie i natłuszczenie, zwiększają jędrność i elastyczność, zmniejszają szorstkość naskórka oraz wygładzają zmarszczki.

Badania wykazały, że kamień ten zawiera wiele cennych mikroelementów, takich jak: krzem, magnez, żelazo, wapń, potas, związki organiczne połączone z jodem, substancje lotne, kwasy żywiczne. W stanie surowym (nieoszlifowany) bursztyn wykazuje właściwości antybakteryjne, ułatwia gojenie ran, obniża ciśnienie tętnicze, wzmaga wydzielanie żółci, działa uspokajająco, pobudza organizm do walki z chorobami i przyspiesza jego regenerację.

W latach 90. ubiegłego wieku chemicy z Instytutu Biopolimerów i Włókien Chemicznych w Łodzi opracowali metodę produkcji modyfikowanego bursztynem teskturowego jedwabiu poliamidowego, przeznaczonego zwłaszcza na wyroby pończosznicze o właściwościach antyreumatycznych. Natomiast łotewscy naukowcy opracowali technologię pozwalającą na produkcję nici, które mogą mieć zastosowanie w chirurgii naczyniowej.


Źródła:

  1. Piskorz-Branekova E.: Biżuteria ludowa w Polsce. Warszawa: Sport i Turystyka – Muza, 2008.
  2. Arabas I., Popiołek J., Pienińska A.: Bursztyn – leczniczy i magiczny. Panacea  2012 nr 2(39), s.32-33.
  3. Rokicki P.: Cała prawda o bursztynie. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://www.doz.pl/czytelnia/a1096-Cala_prawda_o_bursztynie.
  4. Mierzwińska E.: Bursztyn w magii i lecznictwie. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://www.amber.com.pl/zasoby/bursztyn/item/728-bursztyn-w-magii-i-lecznictwie

 

 

Magiczna moc bursztynu

Czym była rzeka dla dawnych ludów

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

 

Jej bieg wyznaczał kierunek osadnictwa, był rodzajem drogi, który ułatwiał ekspansję i zarazem międzyludzką komunikację. Rzeka była źródłem wody, wykorzystywanej dla całego gospodarstwa. Stanowiła szlak dla podróżujących i spławianego drewna, była źródłem pokarmu: raki, ryby, ptactwo wodne. Z rzekami łączy się wiele obyczajów związanych z obrzędowością doroczną i rodzinną, a także liczne zabiegi magiczne, wróżbiarskie i lecznicze.

Podstawą wierzeń ludowych  o rzece są poglądy na temat wody. Słowianie nazywali wodę „siostrą Boga”, „najstarszą caryczką”, bądź „mateczką-wodą”. Wiązano ją z pierwiastkiem żeńskim, nazywając ją czasem imionami kobiet. Twierdzono, że jest siedzibą Diabła, zaś księżyc pełni rolę szafarza ziemskich wód. Zgodnie z ludowymi mitami woda istniała jako pierwszy z żywiołów i poprzedziła kreację świata. Nad wodami unosił się niebiański Bóg światła, a Diabeł przebywał w wodach – swej dziedzinie i naturalnym środowisku. W końcu obaj postanowili, by stworzyć świat, a Bóg zwrócił się do wody mówiąc, że na niej „ufunduje” ziemię. Odchodząc do najwyższego nieba po starciu z Diabłem i obrażeniu się na grzesznych ludzi, Bóg zabrał ze sobą część wód, by mógł padać deszcz. Po opadach, braki wody w górnej strefie wszechświata są uzupełniane dzięki tęczy, która ciągnie ją z jezior i rzek. Koncepcje mitologiczne Słowian splotły się z wyobrażeniami biblijnymi, gdzie woda pojawia się jako jeden z pierwszych żywiołów i z Boskiego nakazu rodzi istoty żyjące. Jest ona rozdzielana na wody „dolne” i „górne” kierowane przez Boga. Dzięki swemu objawieniu utrwalonemu w rytuale chrztu, Chrystus dał ludziom wodę żywota wiecznego oraz duchowe oczyszczenie i odrodzenie w prawdzie, po symbolicznym obmyciu grzechu i zmazy.

W VI-VII w.n.e. Słowianie prowadzili osiadły tryb życia, uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta. Dlatego woda pełniła tu znaczącą rolę, jako ta mająca istotny wpływ na rolnictwo. Słowianie wierzyli w mitologiczne znaczenie wody wg którego, woda jest podstawą wszelkiego stworzenia, tkwią w niej wszelkie zalążki życia, stanowi siłę dobroczynną (bezdzietne pary modliły się do rzeki z prośbą o potomstwo).Jednak wodę uważano też za siłą destrukcyjną, bowiem przez powodzie powodowała zniszczenia, groźbę utopienia i choroby. Dwuznaczna symbolika wody ujawnia się czasie potopu, który niszcząc dawne formy istnienia, jednocześnie regeneruje i oczyszcza świat ze zła.

W następstwie tego, że z wody wyłoniła się ziemia i wszelakie życie, że dzięki niej jest ono możliwe i podtrzymywane, woda stała się dla Słowian żywiołem świętym, najważniejszym, otoczonym kultem, symbolem samego życia. W wierzeniach ludowych woda jest żywa, zachowuje się jak istota myśląca, posiadająca świadomość i osobowość. Rzekę traktowano z należytym szacunkiem, bluźnierca dopuszczający się jej nieposzanowania był karany przez moce nadprzyrodzone chorobą, nieszczęściem, wreszcie utopieniem.

W kulturze ludowej Słowian każdy rodzaj wód posiadał własną symbolikę. Uważano, że cieki są żyłami Matki Ziemi. Rzeka kojarzyła się z przemijaniem, ruchem i czasem, stanowiła granicę oddzielającą swojski świat od obcego i niebezpiecznego terytorium. Wierzono, że za nią znajdują się zaświaty, a dusza musiała przeprawić się przez Rzekę Zapomnienia, za którą wyzbywała się wszelkich związków z poprzednim życiem.

Po śmierci bliskich przerzucano kładkę przez potok co stanowiło most dla duszy. Słowianie jeszcze w czasach przedchrześcijańskich lokowali cmentarze za ciekami, by uchronić się od powrotu upiorów. Rozpowszechnione były też przekonania, że Śmierć nie może przepłynąć bieżącej wody – granicy, a konieczność przebycia cieku stwarzała jej specjalną trudność. Następstwem tego, w okresie epidemii nikt nie przejeżdżał na drugą stronę rzeki. Rzeki miały płynąć również w zaświatach i rozdzielać piekło, czyściec i raj.

Wierzono, że rzeki płynące z daleka zdążają ku ludzkim siedzibom z zaświatów, gdzie nie ma chorób i śmierci. Dlatego mówiono o dobroczynnym działaniu rzeki, którą jako wodę bieżącą utożsamiano z „czystą”, „zdrową” i „cudowną” tzw. „Wodą Żywą”.  Używano jej do zbiegów uzdrowicielskich, oczyszczających, odmładzających i regenerujących. W celu pozyskiwania wody o zbawiennych właściwościach należało nabrać ją z rzeki zanim zrobił to ktoś inny, nim padło na nią światło wschodzącego słońca i „nie ośpiewały” jej ptaki.

W bliskości rzek odbywały się doroczne święta. Na wiosnę zza rzeki, czyli z zaświatów wnoszono do wsi Gaik – umajoną choinkę symbolizującą światło i odrodzenie życia. Podczas Sobótek nazywanych również Kupałą (od „kąpania się”), w rzekach odbywały się oczyszczające i zdrowotne rytualne obmycia. Kąpieli oznaczających ponowne narodziny zażywano także w okresie świąt Bożego Narodzenia, w Wielki Czwartek i Wielkanoc. Krążyło przekonanie o leczniczych korzyściach kąpieli nocnej dokonanej w czasie świąt.

Słowianie wierzyli w wiele rodzajów istot nadprzyrodzonych zamieszkujących wodę. Były to utopce, czarty, nawki, rusałki, smoki i boginki, pozostające pod rządami wodnika – władcy wód. Duchy wodne ukazywały się oczom ludzkim pod różnymi postaciami: jako dziewczęta, dzieci, ogniki, czy białe zjawy. Istniało przekonanie, że właściwe wodne demony przyrody powstały na początku świata. Dwaj stwórcy, Bóg i Diabeł stworzyli swych pomocników z połówek kamienia uderzanych laskami. Odpryski zamieniły się w anioły i czarty. Po skłóceniu się z Diabłem, Bóg strącił piorunem zastępy ciemności na ziemię. Siły nieczyste pospadały na pola, łąki, bagna, do lasów, na góry, a niektóre wpadły do rzek. Od tej pory stały się demonami wodnymi, które boją się gromów i ognia. Wabiły one ludzi urodą, a kusząc ich błyskotkamii kosztownościami, starały się wciągnąć w odmęt i utopić. Ofiara złapana w określone dni świąteczne, po burzy, gdy kwitnie żyto, stawała się topielnikiem. Nieszczęśnicy, którzy dali skusić się na błyskotki byli więzieni w postaci białych gołębi w podwodnej siedzibie ducha. Moc i zdolność wodnej siły nieczystej znacznie malała nie tylko, gdy mający się wykąpać nosił „medalik”, ale także, gdy przed wejściem do wody robił znak krzyża.Prócz demonów, nad rzeką pojawiały się także dobroczynne istoty jak Pan Bóg, Jezus, Święci czy Matka Boska, która co sobotę, podobnie jak boginki prała tam pieluszki.

Z uwagi na zaświatową naturę rzeki wrzucano do niej to, co niepożądane w granicach wsi czyli świecie śmiertelników. Topiono Marzannę, boginię zimy, śmierci i destrukcji, którą odsyłano do morza – miejsca wiązanego z Tamtym Światem i siedzibą istot niebezpiecznych i groźnych. Z prądem puszczano także przedmioty objęte kultem i uświęcone, jak stare i zniszczone święte obrazy, których nie godziło się wyrzucić do śmieci. Składano tam również ofiary mające dotrzeć do przodków. Poza tym rzeka była powierniczką ludzi osamotnionych i nieszczęśliwych, którzy nad jej brzegiem skarżyli się na marny los. Nadrzeczne utyskiwania mieli usłyszeć zmarli, mający odmienić nieudane życie.

W celu uchronienia się od napastowania i utopienia, ale także by zapobiec powodzi, zniszczeniu grobli i młynów oraz by wyjednać dobre połowy, chłopi składali demonom wodnym ofiary.  Były to zwierzęta gospodarskie, pieniądze i pożywienie. Czasem pławiono kukłę lub młodą dziewicę okrytą zielenią i kwiatami. Rytuał nazywano „karmieniem wody”.

Biorąc pod uwagę świętość i pozagrobowość Żywej Wody, odsyłano do niej wypędzone z człowieka choroby oraz leczono nią, często uważając za najlepszy lek na wszelkie dolegliwości. Na przykład, aby pozbyć się bólu nóg myto je w rzecznej wodzie w Sylwestra, podążając do obmycia boso. Ażeby odczynić urok rzucano na wodę rzeczną żarzące się węgle. W celu pozbycia się schorzeń skóry przemywano w rzece chore miejsce podczas dzwonienia na pogrzeb.

Wodę wykorzystywano również w celach wróżebnych. Podczas Zielonych Świątek, wigilii św. Andrzeja, a zwłaszcza w Sobótki powszechnie puszczano na rzece wianki odgadując nieznaną przyszłość. Podczas Kupały wieśniaczki wiły wianki z róży; w środku każdego, na krzyżujących się patyczkach, przytwierdzały świeczkę. W nocy dziewczęta szły w gromadzie nad wodę. Każda zapalała świeczkę na swoim wianku, wszystkie razem puszczały je z biegiem wody. Wianek, który pierwszy dopłynął do brzegu, wróżył swojej właścicielce, że pierwsza wyjdzie za mąż.By poznać zawód przyszłego męża, dziewczyna udawała się po pasterce nad rzekę, zanurzała w wodzie rękę i wyciągała to, na co natrafiła. Drewno oznaczało stolarza, żelazo – kowala, a skóra – szewca.

Postępowanie w czasie praktyk leczniczych, obrzędowych i wróżebnych związanych z rzeką podporządkowane było pewnym wzorcom, które decydowały o skuteczności zabiegów. Obowiązywał wówczas nakaz całkowitego milczenia, nad rzekę  należało wyprawiać się samotnie i w tajemnicy, a w czasie powrotu nie wolno było oglądać się za siebie, by nie ściągnąć nieszczęścia. Kontakt z groźnym żywiołem był jednocześnie spotkaniem z  zaświatami i wymagał szczególnej ostrożności oraz znajomości szerokiej wiedzy o tajnikach osobowości rzecznej wody i jej mieszkańców.


Żródła:

  • M. Stańczuk, Ludowe wierzenia dawnych Słowian, Eko i My nr 4/2011, s. 12-13, 34-35
  • A. Gieysztor,Mitologia Słowian, Warszawa 1986
  • Stefan i Olga Kłosiewicz, Przyroda w polskiej tradycji, Warszawa 2011

 

Czym była rzeka dla dawnych ludów

Jastrë czyli kaszubskie Święta Wielkanocne

Autor: Andrzej Busler. Znalezione na: http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=495


Podobnie jak w przypadku Świąt  Bożego Narodzenia, możemy w obrzędach Wielkanocnych, zauważyć łączenie starosłowiańskich wierzeń z chrześcijańską praktyką. Aby w pełni przekazać atmosferę i symbolikę opisywanych Świąt niezbędnym jest rozpocząć niniejszy opis od okresu poprzedzającego ich nadejście. Tak jak Boże Narodzenie poprzedza Adwent, tak w Jastrë (Wielkanoc) wprowadza nas Wiôldżi Pòst (Wielki Post).

Wiôldżi Pòst (Wielki Post)

Analogicznie jak w całej Polsce, na Kaszubach Wielki Post rozpoczyna Pòpielcowô Strzoda (Popielcowa Środa). Do dziś chrześcijanie wzbraniają się w tym dniu od spożywania potraw mięsnych. Należy jednak zauważyć, że dawniej wymieniony post był przestrzegany w sposób o wiele bardziej rygorystyczny. Wierzono, że w noc poprzedzającą Środę Popielcową diabeł zwany z kaszubska – purtkiem, pojawia się w karczmie i przegania batem tych, którzy jeszcze tańczą. W Popielec chowano na okres całego Wielkiego Postu wszystkie instrumenty muzyczne.

Na Kaszubach południowych we wtorkowy wieczór, poprzedzający Popielec, kobiety piekły pieczywo zwane pòpjelnikiem. Pieczywo było sporządzane z resztek ciasta po pączkach zapustnych.

Przez cały okres Wielkiego Postu, bardzo rygorystycznie przestrzegano niespożywania potraw mięsnych. Gospodynie dokładnie myły, szorowały wszystkie naczynia, w których niedawno pieczono, smażono mięso na zapusty. Wszystkie rondle, patelnie były chowane, aż do Świąt Wielkanocnych.

Główne pożywienie postne stanowiły suszone owoce, z których sporządzano zupy owocowe tzw. brzad, ponadto bardzo popularny żur, krupy jęczmienne, ziemniaki podawane najczęściej z zsiadłym mlekiem lub maślanką, ryby (głównie śledź, nazywany żartobliwie postnikiem), woda solona ze śledzi tzw. sledzówka, która była stosowana do omasty. Unikano spożywania jaj i masła.

Ważnym punktem Wielkiego Postu był dzień św. Grzegorza przypadający na 12 marca. W tym dniu młodzież topiła w rzekach, jeziorach słomianą kukłę, będącą symbolem zimy. Zauważamy tutaj podobieństwo do stosowanego do dziś zwyczaju topienia marzanny w pierwszy dzień wiosny w większości regionów Polski.

Dzień św. Grzegorza miał duże znaczenie dla kaszubskich rybaków z Nordy. W jego czasie następowała uroczysta inauguracja sezonu łososiowego. Przed pierwszymi połowami o wschodzie słońca dokonywano na brzegu poświęcenia niewodu. Odbywało się to bez udziału kobiet. Pierwsze zarzucenie sieci dokonywał szyper wraz ze swymi pomocnikami. Wierzono, że obfitość połowu, uzyska się dzięki zabraniu na morze niewielkiej ilości piasku zabarwionej krwią łososia.

Dla kaszubskich rolników ważnym terminem w Wielkim Poście był dzień św. Józefa – 19 marca, kiedy to gospodarze rozpoczynali orkę. Czyniono to symbolicznie nawet przy niesprzyjającej pogodzie.

W tym dniu kaszubscy pszczelarze zaglądali do uli, szczególnie starannie je oczyszczając. Panował pogląd, że to szczególny dzień do wypraszania przez kobiety zamążpójścia – na swiãtégò Jopa gdowë i dzéwczãta proszą ò dobrégò chłopa (Na świętego Józefa wdowy i dziewczęta proszą o dobrego mężczyznę).

Czas Wielkiego Postu to okres, w którym przyroda budzi się do życia. Według dawnej tradycji za przełomowy dla wiosennej wegetacji uznawano dzień św. Marii, przypadający 25 marca, zwany strumiannym lub roztwórnym. Zwyczajowo tego dnia kaszubscy rolnicy zapoczątkowywali siew. Czasami ze względu na złą pogodę miało to znaczenie wyłącznie symboliczne.

Wiôldżi tidzéń

Wielki tydzień to najważniejszy czas Wielkiego Postu. Rozpoczyna go Niedzela Palmowô (Niedziela Palmowa), będąca pamiątką po triumfalnym powitaniu Chrystusa w Jerozolimie. W ówczesnych czasach, z dala od kaszubskiej ziemi, witano Jezusa palmowymi liśćmi.

Na Kaszubach oraz w wielu innych miejscach w Polsce na pamiątkę tego zdarzenia do dziś, palmy zastępowane są gałązkami kwitnącej wierzbiny i gałązkami bukszpanu. Stąd inne nazwy określające Niedzielę Palmową tj. Niedzela Kwietnô (Niedziela Kwietna) lub Niedzela Wierzbnô (Niedziela Wierzbna).

Dawnym zwyczajem było niegdyś odwiedzanie tego dnia przez kaszubskich gospodarzy swych sąsiadów i lekkie uderzanie rózgą palmową wraz ze słowami:wierzba bije, jô nie bije. Za tidzéń wiôldżi dzéń, za nocë trzë i trzë są Jastrë (wierzba bije, ja nie biję. Za tydzień wielki dzień, za noce trzy i trzy jest Wielkanoc).

Poświęcone wiązki wierzbinowych witek zwane palmami przez długi czas zdobią wejścia do domostw, stajni. Zawieszane są nawet nad pszczelimi ulami. Służą one do wypędzania bydła na pierwszy wiosenny wypas. Według wierzeń młode pędy wierzbiny mają zapewnić zdrowie i żywotność. W pradawnych zwyczajach przypisuje się im moc magiczną, ochronną i leczniczą. Podczas burzy spalano ukwiecone witki, wierząc że jak daleko sięga ich dym, piorun nie ma tam dostępu. Posiekane lub sproszkowane bazie mieszano także z ziarnem siewnym w celu uzyskania dobrych plonów.

Wiôldżi Czwiôrtk

W religii chrześcijańskiej Wielki Czwartek to początek Triduum Paschalnego, obejmującego czwartek, piątek i sobotę Wielkiego Tygodnia.

Wierzono, że Wielki Tydzień to najlepszy czas dla wczesnych siewów, sadzenia kwiatów oraz młodych drzewek. Szczególnie dobrym dniem do tego typu czynności jest Wiôldżi Czwiôrtk (Wielki Czwartek). W tym dniu rozpoczynano barwienie wielkanocnych jajek. Używano do tego procesu barwników roślinnych – cykorii, łupin cebuli, kory dębowej, olchowej, brzozowej. Dawniej  nie znano pisanek, jajka barwiono na jednolity kolor.

Wiôldzi Piątk – Płaczëbóg (Wielki Piątek – Płaczebóg)

Dzień ukrzyżowania Jezusa, określany jest na Kaszubach bardzo często terminem Płaczëbóg.

Tego dnia kaszubskie gospodynie wczesnym rankiem smagają domowników gałązkami agrestu lub jałowca. Zwyczaj ten zwany jest Bòżé Ranë (Boże Rany). W niektórych częściach Kaszub rozpoczynany jest już w Wielki Czwartek.

W Wielki Piątek przestrzega się ścisłego postu, dawniej tego dnia spożywano jedynie chleb i wodę  oraz nieomaszczone ziemniaki. Kończono świąteczne porządki, przed wschodem słońca zamiatano izby wyrzucając śmieci na podwórze, grunt lub granicę sąsiada. Miało to uwolnić od pcheł i robactwa. Zwyczaj ten znany był dawniej na całym Pomorzu oraz w wielu innych regionach Polski.

Wieczorem obmywano się w jeziorze, rzekach wierząc że takowa kąpiel uwolni od chorób oczu i skóry. Taka rytualna czynność miała znaczenie oczyszczające.

Do dzisiaj we wszystkich polskich kościołach w Wielki Piątek milkną dzwony kościelne, które zabiją dopiero w Wielkanoc dając znak, że Chrystus zmartwychwstał. W dawnych czasach na Kaszubach, wieczorem w Wielki Piątek grupy chłopców rozpoczynały dawny zwyczaj, polegający na chodzeniu po całej miejscowości i hałasowaniu klekotkami, terkotkami itp. Czyniono tak również w Wielką Sobotę. Wspomniany hałas miał przypominać o żałobie po śmierci Jezusa.

Kaszubscy gospodarze bacznie obserwowali tego dnia pogodę. Deszcz wróżył mokre lato, natomiast słońce zapowiadało upalne miesiące letnie.

Tak jak w całej Polsce, na Kaszubach tego dnia odbywają się szczególnie licznie odwiedzane przez wiernych Drogi Krzyżowe. Bardzo znanym miejscem jest Kalwaria Wejherowska, po której stacjach w Wielki Piątek, pielgrzymują tysiące osób. Ze względu na piękną, zabytkową Kalwarię Wejherowską, miasto to jest często zwane kaszubską Jerozolimą. W Gdyni przez cały okres Wielkiego Postu kaszubskie Drogi Krzyżowe są od wielu lat odprawiane w parafii Św. Wawrzyńca na Wielkim Kacku.

Wiôlgô Sobòta (Wielka Sobota)

W Wielką Sobotę ważnym punktem dnia było święcenie ognia. Żarzące węgielki były zanoszone do domostw i tam rozpalano z nich wygaszony wcześniej ogień. Był to prastary obrzęd magicznego oczyszczenia ogniska. Wymienione węgielki służyły także do kreślenia krzyży na drzwiach domostw i stajni. Zwyczaj ten miał uchronić przed złymi demonami. W podobnym celu przybijano do drzwi kolące ciernie.

Na południowych Kaszubach rankiem palono tego dnia ognisko na cmentarzach. Popiół rozrzucano po polach wierząc, że uchroni przyszłe plony przed gradobiciem.

Na północy Pomorza, Słowińcy palili ogniska w porze wieczornej.

Tak jak wspomniano wcześniej, w postnym menu bardzo popularną potrawą był żur. Przyglądając się dawnym zwyczajom Kaszubów, można podejrzewać, że była to potrawa spożywana wyjątkowo często w czasie Wielkiego Postu. W niektórych częściach Kaszub funkcjonował zwyczaj tzw. tracenia żuru. Istniało powiedzenie –wnet bãdą Jastrë, wëlejemë żur (wnet będzie Wielkanoc, wylejemy żur). Gromady chłopców chodziły po wsi od chaty do chaty recytując układankę o kończącym się panowaniu żuru. Na koniec obrzędu, rozbijano garnek z żurem.

Jastrë (Wielkanoc)

Skąd wzięło się określenie Jastrë? Naukowcy upatrują pochodzenia tej nazwy w różnych źródłach. Niektórzy z nich cofają się do czasów pogańskich wywodząc wymienioną nazwę od bożka czczonego w dawnych czasach przez Słowian, zwanego Jastrzebóg, Jutroboh lub Jutrzejbog. W tym samym czasie Anglosaksoni, na początku wiosny czcili boginię światła zwaną Eostra (Ostara) i zwali wiosenny miesiąc kwiecień – Ostarmenoth (Ostermonat). Stąd pochodzi niemiecka nazwa Ostern na określenie chrześcijańskiej Wielkanocy. Znany językoznawca prof. Jerzy Treder wspomina w swych pracach naukowych, że nazwa jaster pierwotne oznaczała tyle co świetlisty, jasny. Według prof. Tredera właśnie od podstawy jaster pochodzi nazwa wiosennego święta. Wiosna to przecież czas, kiedy dzień staje się coraz dłuższy, a więc noc ustępuję miejsca jasności dnia. Patrząc z punktu religii chrześcijańskiej Jastrë to także czas, kiedy poprzez zmartwychwstanie Jezusa następuję zwycięstwo światła nad mrokiem.

Wierzono, że w jastrową noc, o północy szczególnych właściwości nabiera woda, która ma taką moc do wschodu słońca. O północy lub wczesnym rankiem przynoszono wodę do domostw. Zdarzało się, że w jastrową noc wodę podawano koniom, bydłu, wierząc w jej ochronne działanie. Niektórzy gospodarze pędzili także w tym czasie bydło nad strumienie, aby zwierzęta spożywając wodę zyskały odporność na różnego typu choroby na cały rok.

Przed wschodem słońca, przed rezurekcyjną mszą często zażywano oczyszczającej kąpieli rzekach i strumieniach wierząc w cudowne działanie jastrowej wody.

W jastrową noc w niektórych kaszubskich miejscowościach charakterystycznym zwyczajem było tzw. bãmblowanié (bemblowanie – bębnienie). Po wsi chodził bębniarz, który bijąc w bęben budził mieszkańców, by spieszyli na jutrznię czyli nabożeństwo nocne. Dziś zwyczaj ten kojarzony jest głównie z północnymi Kaszubami, a w szczególności z Jastarnią. W ostatnich latach zwyczaj ten był kultywowany właśnie w tym mieście. Poranne bicie w bęben obwieszcza mieszkańcom Jastarni zmartwychwstanie Pana, jest także swoistym zaproszeniem na mszę rezurekcyjną. Korzenie tego zwyczaju znajdziemy w historii dawnych klasztorów franciszkańskich, które wymieniony zwyczaj przyniosły z Ziemi Świętej.

Rankiem składano życzenia nie tylko w rodzinach, ale także sąsiadom, obdarowując się barwionymi jajkami.

Post był przestrzegany do południa. Podczas wielkanocnego śniadania spożywano prażnicę (jajecznicę na słoninie), ryby, śliwki z kluskami. Świąteczne, bardzo obfite śniadanie było dawniej przeciągane na Pomorzu do popołudnia. Obiadu tego dnia zazwyczaj nie przygotowywano.

Zwyczaj święcenia pożywienia był praktykowany przez bogatych gburów i szlachtę. Pojawił się on  na ziemiach polskich w XV wieku. Na Pomorzu powszechnie znany stał się po I wojnie światowej. Wcześniej w wielu kaszubskich rodzinach funkcjonował zwyczaj święcenia pokarmu przed rozpoczęciem wielkanocnego śniadania przez najstarszego mężczyznę. W bogatszych domach pomorskich, pokarmy były święcone na miejscu w Wielką Sobotę przez odwiedzającego kapłana.  Dziś w wielkanocnych święconkach znajdziemy ogromną różnorodność różnego typu pokarmów. Dawniej święconki były o wiele bardziej proste. W ogólnopolskiej tradycji istniała tradycja siedmiu błogosławionych darów. Każdy ze święconych pokarmów miał inną symbolikę związaną z ludową i chrześcijańską tradycją:

  • chleb: podstawowy pokarm człowieka, symbol dobrobytu i pomyślności. W tradycji chrześcijańskiej symbol Ciała Chrystusa
  • jajko: symbol odradzającego się życia
  • sól: życiodajny minerał, posiadający moc odstraszania zła. Symbol oczyszczenia oraz prawdy.
  • wędlina: ma zapewnić zdrowie i płodność oraz dostatek
  • ser: symbol więzi między człowiekiem a siłami przyrody, symbol dobrego rozwoju stada zwierząt domowych
  • chrzan: ludowy symbol siły i fizycznej krzepy
  • ciasto: symbol umiejętności i doskonałości

W niedzielny wieczór dość często na Kaszubach odbywały się tzw. zmówinë zwane inaczej zrãkowinë. Było to spotkanie rodziców przyszłej młodej pary, dotyczące posagu panny młodej. W Jastrową Niedzielę bardzo często wyprawiało się huczne wesela.

Wśród Kaszubów panuje przekonanie, wypływające ze zwyczajów chrześcijańskiej wiary w świętych obcowanie oraz prasłowiańskich wierzeń, że w takim czasie jak Wielkanoc następuję zbliżenie dwóch światów – naszego świata doczesnego, realnego i świata pozaziemskiego.

Jastrowi Poniedzôłk – Dëgus (Wielkanocny Poniedziałek)

Powszechnie znany zwyczaj ogólnopolski to polewanie wodą dziewczyn i kobiet. Na Kaszubach był on praktykowany jedynie w niektórych miejscach na północy oraz w południowo-wschodniej części. Bardziej znany w całym regionie stał się dopiero po I wojnie światowej. Symbolika tego obrzędu polega na pobudzeniu sił twórczych i płodności.

Zdecydowanie częściej kultywowany był zupełnie inny obrzęd. Pradawny zwyczaj polega na tym, iż chłopcy i mężczyźni chłoszczą lekko rózgami zazielenionej brzeziny lub jałowca dziewczęta oraz kobiety po nogach, rękach. Stosowano różne podstępy, aby zaskoczyć śpiące kobiety. Wbrew pozorom płeć żeńska, nie unikała zbytnio spotkania z dëgownikami. Funkcjonuje pogląd, iż bardziej chłostana niewiasta będzie cieszyła się w najbliższym roku większym powodzeniem u mężczyzn. Korzenie tego obrzędu tkwią w tajemnicy wiecznego odradzania się sił przyrody. Smaganie gałązkami to także przekazanie ludziom siły żywotnej zawartej w młodych roślinach.

Dëgownice składają często życzenia domownikom otrzymując barwione jajka, placki czasem także niewielkie datki pieniężne wręczane przez kobiety i dziewczęta. Wymienione zwyczaje znane są także w niektórych częściach Wielkopolski i Mazowsza.

Jastrë czyli kaszubskie Święta Wielkanocne

Ludowe wierzenia: Magiczna moc drzew

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

Dom, to nie tylko cztery ściany i dach nad głową. To historia naszego życia, bliscy ludzie, kultywowane tradycje, ale też otaczający nas krajobraz i wszystko, co w nim żyje. Drobne rośliny, wielkie drzewa, ptaki, dzikie i udomowione zwierzęta – wszystkie one mają swoje opowieści, tworzą i dopowiadają naszą historię. Ich dzieje wyjaśniają związane z nimi symbole, odkrywane wykopaliska, ślady, ludowa mądrość zawarta w legendach, przysłowiach i podaniach. Niegdyś ludzkie życie zależało od nich…

Drzewa. Potężne, mocno zakorzenione w ziemi i zdawać by się mogło wiecznotrwałe, nawet dziś, są obrazem siły budzącej mistyczne skojarzenia. Ich ogrom z całą pewnością porażał, zaś jadalne owoce były świadectwem łaskawości. Drzewo stało się jednym z pierwszych wyobrażeń struktury świata. Coroczne zakwitanie, wydawanie owoców i obumieranie stanowiło dla naszych przodków symbol cyklicznie odnawiającej się przyrody i następowania pór roku. Drzewo wyobraża oś świata – korzeniami przebija ziemię i sięga wód, na jakich ziemia się unosi, pień jest filarem naszego świata, a niebo opiera się na jego rozłożystych gałęziach. Słowianie wyobrażali sobie miejsce wiecznej szczęśliwości, – jako drzewo o tysiącu pni z nieprzeliczoną ilością gałęzi, z olbrzymimi liśćmi, przepięknie pachnącymi kwiatami, między którymi znajdowały schronienie dusze sprawiedliwych. Wiecznie zielone drzewo oznaczało nieśmiertelność, zaś gubiące liście na zimę – śmierć i zmartwychwstanie.

Drzewa kojarzono niegdyś także z żywiołem wody, ponieważ pień przewodzi wodę i soki od korzeni ku liściom…

Bywały czczone też jako siedziby bogów, przy czym istniała współzależność między zasięgiem mocy boga i strefą występowania gatunku poświęconej mu rośliny.

Wyznawcy wielu religii znają drzewo życia oraz drzewo wiadomości dobrego i złego. Drzewo życia jest z reguły pilnowane przez smoka, a na jego szczycie gnieździ się orzeł lub gołąb. Drzewo wiadomości dobrego i złego zapewniało każdemu, kto skosztował jego owoców, mądrość, choć szczęście niekoniecznie, o czym w przykry sposób przekonał się biblijny Adam. Uznanie drzewa za symbol wiedzy pociągnęło za sobą dalsze konsekwencje: drzewo stało się na kilka tysiącleci schematem nauki.

Niezwykła plenność niektórych drzew skłoniła ludzi do różnorakich rytuałów, mających za pomocą magii zapewnić płodność ludziom, zwierzętom gospodarskim i wszystkiemu, co żyje w obejściu. Stąd polski obyczaj chodzenia z Gaikiem, czyli obchodzenie wsi z zielonym drzewkiem wczesną wiosną. Bywały ponoć okoliczności, gdy człowiek zamieniał się w drzewo, ale relacje z tych zdarzeń nie są w pełni wiarygodne.

Ze względu na swój ogrom i długowieczność drzewa były naturalnymi pomnikami – sadzono je dla upamiętnienia ważnych wydarzeń, jak np. zwycięstwa w bitwach. Zasadzenie drzewa było też słowiańskim sposobem na uczczenie narodzin dziecka – zwyczaj ten ma także znaczenie magiczne, gdyż drzewo takie staje się duchowym bratem noworodka.

Spośród tysięcy gatunków drzew warto zaprezentować niektóre, z którymi związane są symbole, legendy, czy ciekawe interpretacje. Na pewno na uwagę zasługują: brzoza, cis, dąb, jabłoń, jodła, kalina, klon, leszczyna, lipa, olcha, sosna, świerk, topola, wierzba…

Kojąca dotykiem brzoza to bez wątpienia najżyczliwsze ludziom drzewo na świecie. Uważana za matkę lasu, podobno leczy nie tylko ciało, ale i duszę. Jednym z najdawniej stosowanych sposobów jest używanie witek brzozowych do straszenia i odpędzania złych duchów. Brzozową rózgą wymierzano dzieciom kary cielesne, kierując się zasadą, iż:„Rózeczką dziateczki Duch Święty bić radzi, rózeczka dziateczkom nigdy nie zawadzi”. O samotnie rosnących brzozach mówiono, że wśród ich korzeni spoczywa człowiek, grzesznik, skoro pochowany został w ziemi niepoświęconej i skutkiem tego w drzewie zamiast życiodajnych soków krąży krew. Zabobon odnosi się zresztą nie tylko do brzóz, ale też do dębów, jaworów i innych, które rosną samotnie. Wierzono, że brzozowe zagajniki to miejsce, gdzie w księżycowe nowe, gdy skrzą się oblodzone gałązki, tańcują wiły – dziewczęce postacie duchów drzew i wód. Mężczyzna, który miałby pecha trafić na owe pląsy, zostanie porwany w szalony wir i „zatańcowany na śmierć”.

Dąb w wierzeniach wielu ludów indoeuropejskich był świętym drzewem bóstw piorunów, grzmotów i burzy. Niektóre podania głoszą, że w koronie świętego dębu gniazdował ognisty ptak, będący posłańcem bogów i pośrednikiem między światem boskim i ludzkim. Dąb był też atrybutem boga Trzygłowa – ojca pozostałych bogów, czczonego szczególnie na Pomorzu. Słowianie wierzyli, że gdy jeszcze nic nie istniało, tylko sine morze, na jego środku stały 2 dęby, a siedzące na nich gołębie radziły, jak stworzyć świat. Stary dąb uwieńczony jemiołą był symbolem nieśmiertelności.

Pamięć dawnej wiary przerodziła się w szacunek dla dębów, szczególnie tych odznaczających się sędziwym wiekiem. Dęby mogą żyć do 2000 lat. Wykorzystywano je w celach leczniczych, np. na Wołyniu służyły do tego głuche dęby, czyli późno rozkwitające. Aby pomóc sobie w przypadku kurzej ślepoty, należało oprócz spaceru wokół pnia dębu, odmówić pacierze i wypowiedzieć specjalne zaklęcie. Magiczna formuła przepadła jednak w mroku dziejów…

Jabłońrajskie drzewo, które sprowadziło ludzi na ziemię… Znane na terenach dzisiejszej Polski od czasów prasłowiańskich. Teologia chrześcijańska podkreśla wyraźnie, że były 2 drzewa: drzewo życia wyobrażane, jako palma na wschodzie lub skrzyp na zachodzie, i drzewo poznania – tradycyjnie utożsamiane z jabłonią. Pierwsze z nich wiedzie ku życiu, drugie ku śmierci duchowej i cielesnej. Z czasem zaczęło pojawiać się również jako symbol życia i, jak wszystko związane z tematem życia po śmierci, zachowuje tę dwoistość znaczeń. Oba znaczenia znalazły żywy oddźwięk w naszej kulturze.

Jodła – wigilijny odganiacz złych mocy stanowiła przedmiot kultu wielu ludów europejskich. W Polsce uświęcenie jodły rozpoczęło się w XIX w., kiedy to przywędrował do nas z Niemiec zwyczaj ustawiania przystrojonego bogato drzewka bożonarodzeniowego. Jej trójkątny kształt miał symbolizować Trójcę Świętą. Powtarzano, że w najdłuższe noce w roku, czyli między 21 i 25 grudnia, jodła stanowiła ochronę przed wszelkimi duchami, które za dnia kryją się przed blaskiem słońca.

Wierzba – tradycje i wierzenia związane z tym drzewem na polskich terenach są mieszaniną wpływów starogreckich, judeochrześcijańskich i pogańskich. Najbardziej rozpowszechniony jest obyczaj święcenia palm wielkanocnych – wierzbowych. Zwyczaj formowania ceremonialnych palm z gałązek wierzbowych wywodzi się (?) z żydowskiego święta szałasów – Sukkot. Wierzbowa witka była niegdyś narzędziem ludowych praktyk magicznych służącym do zamawiania piorunów, odwracania wód powodzi, okadzania położnic i zwierząt domowych oraz ściągania deszczu. Warto wspomnieć skąd wzięła się wielowiekowa kariera wierzby w świętych ceremoniach. Otóż gałęzie palmowe, jak wszystkie gatunki wiecznie zielonych gałęzi są symbolem nieustannie odradzającego się życia i pokonywania śmierci, wierzba jest jedną z pierwszych roślin budzących się z zimowego snu i zakwitających. To właśnie jej kwiatostany nazywane baziami zwiastują nadejście wiosny.

Najstarsi Słowianie twierdzili, że Wierszba to święte drzewo drzew; że ziemskim odbiciem drzewa drzew jest wierzba. Wierzono, że wierzba to matka słodyczy i muzyki; kojarzyła się głównie z muzyką magiczną. Ze świeżej kory wierzbowej na wiosnę pasterze wykręcali fujarki, które miały przenikliwy, ostry ton, który łagodniał przy wilgotnym powietrzu. Niezwykłe właściwości wierzbowej fujarki pojawiały się w licznych wersjach baśni o „Balladynie”.

Klony – od kołyski do grobowej deski – wyznaczały człowiekowi punkty zwrotne życia: rozpocznie w jaworowej kołysce (narodziny), a skończy na klonowej grobowej desce (śmierć). Między tymi kluczowymi wydarzeniami spotykamy się z ukochaną osobą „pod ulubionym jaworem”. A po takim spotkaniu może być potrzebna nowa jaworowa kołyska, a po niej klonowa deska. Grobowa deska to przedmiot całkowicie zapomniany, obecny tylko w powiedzeniu: Będę Cię kochać do grobowej deski. Na grobową deskę kładziono umierającego, który miał odejść w zaświaty. Deska musiała być oczywiście klonowa – gładzona i niemalowana. Co jakiś czas w deskę stukano, by odegnać czyhającego na duszę szatana. Zwyczaj ten dał początek żywemu do dziś przesądowi pukania w niemalowane drzewo w celu odpędzenia złego.

Trucicielski i czarujący cis ściśle wiąże się z długowiecznością, rośnie bardzo powoli. Posiada właściwości trujące, dlatego od zawsze był uważany za roślinę złowróżbną. Przetrwał prawdopodobnie dzięki temu, że bardzo wcześnie poświęcono go zmarłym i zaczęto sadzić na cmentarzach. Z cisa wyrabiano śmiercionośne łuki, a sporządzoną z tej rośliny trucizną zatruwano w średniowieczu groty strzał. Podobno od takiej strzały zginął Mieszko I.

Kalina niezwykle lecznicze drzewo, z którego korzystali ludowi znachorzy i mistrzowie sztuki lekarskiej. W Polsce, jak na całej Słowiańszczyźnie, kalina była symbolem młodości i piękna. Romantyczni poeci rozszerzyli znaczenie symbolu o niewinność, dziewictwo, cierpienia i smutek. Z epoki romantyzmu wywodzi się też zwyczaj sadzenia kaliny na grobach młodych ludzi. Miała ona informować przechodniów o czystości duszy zmarłego.

Leszczyna – symbol siły witalnej i pomyślności. Przypisywano jej właściwości odpędzania złych mocy, zdolność sprawiedliwego osądu i zdrowego rozsądku. Leszczynowe laski miały zdolność wykrywania przestępców, poza tym leszczyna potrafi znajdować wodę, ukryte skarby, wskazywać gdzie budować dom, czy ustawić łóżko.

Lipa – miodem płynąca – stanowiła niezwykle cenny produkt do wyrobów przedmiotów użytku domowego. Prawdziwym skarbem ludności wiejskiej było lipowe łyko. Lipa dostarczała również surowca do wypalania węgla drzewnego, a także kwiatów, nasion i kory na leki, a pszczołom nektaru na miód i wosk. Jej cnoty prawdziwe i niekoniecznie prawdziwe chwalili nasi najprzedniejsi poeci z Janem z Czarnolasu na czele.

Modrzew symbolizował młodość, urodę i odnowę życia. Już Słowianie otaczali te drzewa czcią i miłością. Modrzew wzmacnia siły witalne, poprawia humor, przywraca wiarę i umacnia cierpliwość.

Olcha w kulturze materialnej Polaków miała niezwykle wysoki status: dawała dobre drewno i umożliwiała uzyskiwanie barwników. Uważano, że rozsypane liście olchy odstraszą myszy. Panowało też przekonanie, iż wzmaga ona siły parapsychiczne i zdolność jasnowidzenia.

Sosna stanowiła natchnienie młodopolskich artystów,symbolizowała siłę, seksualność i płodność wiosny. Sosnowe drzewko, bogato ustrojone obnoszono na wiosnę, jako Maik względnie Gaik. Niestety głębszy sens tego rytuału zatarł się z czasem. Stosy pogrzebowe na terenach Polski najczęściej układano z drewna sosnowego, a do dziś po wielkopolskich wsiach mawia się, że w trumnie z sosny najłatwiej o sen wieczysty.

Świerk wiele ludów uważało za święte drzewo. Górale tatrzańscy nie stanowili wyjątku. Jeszcze w XVIII w. przedmiotem kultu religijnego był święty świerk (smrek). Okoliczna ludność wznosiła ku niemu modły i patrzyła, w jakim kierunku wiatr wygina gałęzie, ponieważ z tej strony miało przybyć do nich szczęście. Świerkowe gałązki stanowiły też antidotum na wszelkiego typu złe czary i uroki.

Topola – niezawodny środek przeciw wampirom – od niepamiętnych czasów pomaga ludziom bronić się przed upiorami, zmorami i innymi poczwarami. Pod koniec XVIII w. Francja uczyniła z topoli symbol wolności, równości, braterstwa oraz rozumu i innych szczytnych wartości.

Podsumowując, należy stwierdzić, że drzewa od dawien dawna były przedmiotem kultu i magii. Niektóre praktyki przetrwały do dzisiaj, a po innych zatarł się ślad. Praktykami nawiązującymi do dawnego kultu pogań­skiego są te charakteryzujące się takimi elementami, jak: ofiara, modlitwa, postawa szacunku. Do kultu zdaje się też nawiązywać szereg zakazów magicznych. Należy przy tym pamiętać, że powiązanie danej praktyki z kultem nie musi koniecz­nie świadczyć o istnieniu tegoż kultu na naszych ziemiach. Mogły, bowiem dotrzeć do nas już same tylko praktyki magiczne.

W przypadku drzew i ich zastosowania w magii można mówić o pewnej antynomii pomiędzy kultem a magią, ponieważ kult zakładał nietykalność czczonych drzew, zaś praktyki magiczne były często połączone z niszczeniem danego gatunku. Wiemy jednak, że w praktyce obchodzono często nakaz nietykalności. Gra­nica pomiędzy kultem a magią jest bardzo płynna, jak zresztą wszystkie granice przebiegające w ludzkiej świadomości, i waha się ona w zależności od tego, czy w stosunku do czczonego obiektu zwycięży postawa czci zakładającej dystans, chronienie go, czy też chęć wykorzystania połączona z niszczeniem.


Źródła:

  • Attenborough D., Prywatne życie roślin, Warszawa 1996
  • Czikov P., Rośliny lecznicze i bogate w witaminy, Warszawa 1988
  • Dunin-Karwicka T., Drzewo na miedzy, Toruń 2012
  • Kłosiewicz S. i O., Przyroda w polskiej tradycji, Warszawa 2011
  • Kopaliński W., Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 1987
  • Szczepanowicz B., Atlas roślin biblijnych: pochodzenie, miejsce w Biblii i symbolika, Kraków 2003

 

Ludowe wierzenia: Magiczna moc drzew

O symbolice chleba w tradycji ludowej

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


O zlepku żytni! Okruszyno marna! Jakże twe dzieje ciekawe dla człeka!
Z twoimi losy jak ścisłe się splata i jasny pałac, i chruściana chata!

Ludwik Kondratowicz

Chleb, którego postaci jest tak wiele, spożywamy kilka razy dziennie. Podświadomie starając się, aby się nie zmarnował, aby nie upadł na ziemię, aby nie został wyrzucony na śmietnik, aby nie wbijać w niego noża przed nakreśleniem na nim znaku krzyża …. Szacunek dla chleba jest częścią naszego dziedzictwa kulturowego, oparty na symbolice, zwyczajach i obrzędach. Mogłoby się zdawać, że nieistotny szczegół – chleb – odbija cały światopogląd ludowy. Światopogląd ten nigdy nie został sformułowany; wyrażało go samo życie. Przejawiał się w odziedziczonym po przodkach systemie wartości, obrzędach, wierzeniach, magii; przejawiał się niejako na co dzień – w pieśniach, legendach i opowieściach, w sposobie postrzegania zjawisk naturalnych, wykonywania zwykłych zajęć, w odpoczynku…

W polskiej i słowiańskiej tradycji kulturowej chleb był symbolem pożywienia, a także dostatku i pomyślności. Nie zawsze bowiem i nie dla wszystkich był pożywieniem podstawowym i codziennym. W biedniejszych częściach kraju, jeszcze w I połowie XX w. pojawiał się w domu jedynie w większe święta.

Chleb miał duże znaczenie w całym roku obrzędowym. We wszystkich uroczystościach związanych ze świętami chleb odgrywał istotną rolę. Na przykład podczas świąt Bożego Narodzenia na wigilijnym stole chleb zawsze zajmował miejsce najważniejsze.  Pieczono parę rodzajów chleba: chleby zwykłe i trochę lepsze, podobne do dzisiejszych ciast, strucle a także drobne bułeczki pieczone dla kolędników i dzieci. Pieczenie odbywało się w Wigilię Bożego Narodzenia lub poprzedniego dnia. Z wigilijnym pieczeniem chleba związany jest jeden ciekawy zwyczaj. Gospodyni, wsadziwszy strucle do pieca, robiła ze słomy wiecheć i wkładała go do buta. Z wiechciem tym chodziła do Trzech Króli, kiedy to paliła go i okadzała dymem domowników. Miało to nie tylko przynosić szczęście, ale także chronić od bólu gardła.

Przypuszcza się, że dzielenie się opłatkiem przy Wigilii jest u nas zmodyfikowanym starym zwyczajem dzielenia się pieczywem obrzędowym. Dzielenie się chlebem ze zwierzętami pozostało żywe po dziś dzień. Wigilijne dzielenie się chlebem z rodziną, sąsiadami i ze zwierzętami podkreślało jedność świata: ludzie odrzucali na bok urazy i waśnie i życzyli sobie szczęścia. Symbolizowało wszystkie najważniejsze wartości egzystencjalne: dostatek, dobre plony, płodność kobiet i zwierząt, życie spokojne i bezpieczne.

Chleb towarzyszył również rozpoczynaniu najważniejszych prac gospodarskich. Ich początek miał charakter obrzędowy. Na przykład górale beskidzcy przygotowując się do pierwszej w roku orki wynosili pług poza obejście, wracali do zagrody i założywszy na woły jarzmo dawali im chleb i miód, aby były silne. Chleba nie mogło także zabraknąć przy rozpoczynaniu zbiorów. Czynność ta, zwana popularnie zażynkami, była obwarowana licznymi zakazami i nakazami magicznymi. Żniwo rozpoczynała kobieta, a więc osoba, która piecze chleb. Żniwiarka przynosiła na pole chleb, który pozostawał na polu jako ofiara.

Chleb w obrzędach rodzinnych. Chleb pojawia się w zwyczaju związanym z narodzeniem się dziecka. W okresie międzywojennym po narodzinach dziecka położnica i potka (matka chrzestna) obdarzają się nawzajem pieczywem. Odbywało się to w ten sposób, że położnica przesyłała przez męża potce kolędę składającą się z kołacza, chleba lub babki. W zamian potka przychodząc na uroczyste odwiedziny położnicy przynosi kołacz i wódkę. Przyjęcie chleba przez potkę było symboliczną akceptacją propozycji zostania matką chrzestną, z wszelkimi konsekwencjami tego faktu.

W niektórych regionach Polski, po spowiciu dziecka matka „aby złe oczy mu nie szkodziły” zatykała dziecięciu za pasek kawałeczek chleba, który miał chronić przed ewentualnymi czarami.

Odnośnie związku pieczywa z obrzędami narodzinowymi, można wskazać, że chronił położnicę i dziecko przed wpływem złych mocy, zabezpieczał osoby postronne przed nieczystością kobiety w połogu. Darowanie pieczywa położnicy, akuszerce i dziecku stanowiło akt obrzędowego powitania w świecie ludzi.

Bardzo istotna była rola chleba (pieczywa) w obrzędach weselnych. Tzw. kołacz weselny stanowił podstawowy element tych uroczystości, symbolizując mądrość, gościnność i płodność

Chleb eksponowano także podczas obrzędów pogrzebowych.W zwyczajach pogrzebowych Słowian i ludów ościennych występował w każdym niemal momencie tych obrzędów. Częstotliwość występowania pieczywa we wszystkich obrzędach związanych ze śmiercią dowodziłaby, że również po zakończeniu życia doczesnego chleb w różnych jego postaciach odgrywał znaczącą rolę w przygotowaniu duszy do ostatecznej podróży „na drugą stronę”. W dawnej guberni woronieskiej lud w dzień pogrzebu stawiał na mogile drabinki zrobione z ciasta, żeby duszy nieboszczyka lżej było wstępować do nieba.

O śmierci lub pomyślności gospodarzy można było wnioskować także z wyglądu świeżo upieczonego chleba. Gdy chleb rozpękł się w piecu lub w inny sposób się nie udał, wróżył rychłą śmierć jednego z gospodarzy. Sama symbolika pieca pozwala lokalizować to miejsce jako siedzibę dusz przodków, a w każdym razie jako miejsce, które kontakt taki umożliwiało. Należy też pamiętać, że zaniedbanie którejś z czynności wypieku rzutowało na pośmiertną pomyślność przodków, a tym samym również na jakość życia doczesnego gospodarzy.

Pieczywo było pożywieniem dla duszy zmarłego i dusz przodków, środekiem ochrony przed niepożądaną interwencją ze strony świata zmarłych, mogło stanowić także zapłatę przy przeprawie przez rzekę oddzielającą świat żywych od świata zmarłych, było też darem dla dusz przodków.

Jak mówią ludowe mity chleb był tym rodzajem pramaterii, z której Bóg stworzył człowieka. W legendach białoruskich i ukraińskich przewija się motyw o tym, że zamieszkująca ziemie szlachta polska uformowana została z chleba, podczas gdy miejscowa ludność chłopska ulepiona została z gliny.

Motyw chleba jest ściśle związany z legendami i przypowieściami biblijnymi, szczególnie z ewangeliczną historią o pomnożeniu chleba przez Pana Jezusa. Dwukrotny cud Jezusa dokonany podczas jego publicznej działalności w Galilei w okolicach Kafarnaum, opisany został w pismach Nowego Testamentu. Pierwsze rozmnożenie, w czasie którego nakarmiono 5 tys. mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci, zostało nazwane „cudem pięciu chlebów i dwóch ryb”. Drugie rozmnożenie, podczas którego nakarmiono 4 tys. osób, określane było, jako „cud siedmiu chlebów i ryb”. Żaden z innych cudów nie pozostawił tak wiele śladów w Ewangeliach.

Przykład ten pozwala stwierdzić, iż chleb jako dar boski lub też jedna z postaci Boga traktowany był jako żywa istota o właściwościach sakralnych. Chleb będący najbardziej podstawowym i powszechnym rodzajem pożywienia był każdego dnia rodzajem komunii. Nie wolno było go spożywać nie będąc „właściwie przygotowanym”, za grzech uważano dotknięcie chleba nie umytą ręką, a tym bardziej jedzenia go bez umycia się. Obowiązywał również zakaz spożywania wszelkich darów bożych w czapce na głowie. Uważano też, że wzajemne obdarowywanie się pieczywem jest warunkiem istnienia świata, a proces składający się na wyprodukowanie bochenka chleba porównywalny jest jedynie z męczeństwem Chrystusa. Męczeństwo chleba zawiera więc pewien „ciężar sakralny”. Owa sakralna siła chleba jest tak wielka, że ugiąć się przed nią musi każdy demon.

Dla wierzeń ludowych powszechny był zakaz stąpania po okruszynach chleba. Nie wolno było chleba upuścić na ziemię, gdyż takie zachowanie taktowano, jako wielkie przestępstwo moralne. Nie wolno było bawić się chlebem, bębnić po bochenku palcami lub nożem, gdyż traktowano to jako znęcanie się nad chlebem.

Kiedyś wierzono, iż bochenka chleba nie wolno kłaść na stole stroną wypukłą, ale płaską. Istnienie tego wierzenia wynika z właściwego, dla niemal całej półkuli północnej, wartościowania kierunku ruchu i stron. Mówiąc w skrócie pozytywna jest strona prawa, negatywna – lewa, dodatnim jest ruch do siebie, w górę, ze słońcem, ujemnym zaś ruch od siebie, w dół, pod słońce. Opozycje te mogą być przeniesione na wiele dziedzin życia; dotyczyć mogą przedmiotów i ich cech. Mogą one również odnosić się do stron czy części przedmiotów. To, co dodatnie umożliwia życie, podtrzymuje je, zbliża do Boga; natomiast to, co ujemne skraca życie, powoduje śmierć, zbliża do Diabła i świata demonów. Płaska strona chleba będąca rewersem bochenka powinna być zatem wartościowana negatywnie.

Co do samego wypieku chleba, to podczas wykonywania tej pracy obowiązywał zakaz przebywania w izbie kogokolwiek poza kobietą. Niedobrze jest również, gdy w tym czasie zjawi się w domu ktoś obcy. Lecz jedno z wierzeń mówi, że gdy przy mieszaniu chleba ktoś obcy przyjdzie, wypiek wtedy udać się musi. Obydwa wierzenia różnią się klasyfikacją przybysza. W pierwszych traktowano go jako przedstawiciela złej strony „obcego świata”, a w drugich jest on reprezentantem pozytywnych aspektów „obcego świata” boskiego. Wierzenie to stanowi dodatkowy dowód ukazujący chleb, jako symboliczny pośrednik czasoprzestrzenny.

Wierzono, że ciasto chlebowe posłużyło Bogu jako surowiec do stworzenia kobiety, wierzenie to znakomicie podkreśla związek między kobietą a chlebem.

Chleb był kreatorem przestrzeni świętej, jaką stanowi dom wiejski. Przed postawieniem chałupy, w jej węgłach układano kawałki chleba; pierwszą wnoszoną do izby rzeczą podczas przeprowadzki był bochen chleba. Również na co dzień w izbie wiejskiej chleb zajmował miejsce poczesne. Cały dzień leżał na stole przykryty białym lnianym obrusem, będąc w gotowości służenia domownikom i podróżnym.

Wierzono też, że w czasie pieczenia chleba istnieje pierwiastek konkurencji pomiędzy Aniołem i Diabłem, element ten jest warunkowany faktem wypieku podpłomyków i palenia w piecu po wyjęciu zeń gotowego chleba. Porównywane jest to do kreacji Świata (Ziemi), podczas której odbywa się walka pomiędzy Bogiem i Szatanem. Można tu poczynić analogię między chlebem i ziemią. Chleb jest istotą zrodzoną przez ziemię. Podobnie jak ona i on nazywany jest świętym i analogicznie też traktowany: „Jak chleb, tak i ziemia jest święta, i głupiec, który dla igraszki bije prętem ziemię, otrzymuje upomnienie lub chłostę, skoro go starsi zobaczą”.

Te i inne przykłady znaczenia chleb w tradycji i wierzeniach ludowych, pozwalają stwierdzić jak wszechstronnie był traktowany. Już sam proces przygotowywania pieczywa był procesem niezwykłym, obwarowanym licznymi przepisami, zaklęciami i zwyczajami. Również z narzędziami do wypieku i przechowywania chleba wiązały się swoiste wierzenia i obrzędy. Chleb odgrywał znaczącą rolę w całym roku obrzędowym i licznych obrzędach rodzinnych. Poza tym wierzono w ścisły związek chleba z religią i wiarą. Traktowano go, jako materię pośredniczącą w kontaktach ludzi ze światem boskim i diabelskim, ściśle związaną z magią, wróżbami i lecznictwem. Stąd szacunek dla chleba celebrowany od zarania dziejów, aż po dziś dzień.


 

Źródła:

  • Chleb pełnoziarnisty: polska tradycja: wszystko zaczyna się od pola, Warszawa 2010
  • Fiedoruk A., Domowy wypiek chleba, Warszawa 2005
  • Gloger Z., Encyklopedia staropolska ilustrowana, T. 1-4, Warszawa 1978
  • Kubiak I., Kubiak K., Chleb w tradycji ludowej, Warszawa 1981
  • Siuta A., Chleb jako podstawowy składnik pokarmowy diety cz. 1. Zarys historyczny i symbolika chleba, [w:] Przegląd Zbożowo-Młynarski 2012 nr 5, s. 8-9
O symbolice chleba w tradycji ludowej