Święto MB Siewnej

Cytat 1, źródło: opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAL/mb_siewna.html:

„W polskiej tradycji ludowej Matka Boża, której pamiątkę narodzenia obchodzimy 8 września, jest postrzegana jako patronka jesiennych siewów i dlatego nazwano Ją Siewną. (…) 

Zgodnie z tradycją w dniu 8 września błogosławi się ziarno przeznaczone na siew. W modlitwie błogosławieństwa prosimy: „ Boże, Ty sprawiasz, że wszystkie nasiona wpadłszy w ziemię obumierają, aby wydać plony, które dają radość siewcy i chleb głodnemu. Prosimy Cię, pobłogosław te ziarna i inne nasiona, zachowaj je przed gradem, powodzią, suszą i wszelką szkodą, a ziemię użyźniaj rosą z nieba, aby rośliny z nich wyrosłe wydały obfite plony. Spraw też, abyśmy za przykładem Najświętszej Maryi Panny, która słuchała słowa Twojego i strzegła owocnie w sercu, przynosili plon stokrotny przez naszą wytrwałość w pełnieniu Twojej woli. Udziel nam tego przez zasługi Najświętszej Dziewicy, której narodziny dziś obchodzimy”. Dawniej polscy rolnicy do pobłogosławionego w dniu 8 września ziarna dodawali ziarna wyłuskane z wieńców poświęconych w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, aby uprosić sobie dobry urodzaj. W niektórych stronach Polski rolnicy przed siewem kropili swoje dłonie woda święconą. Pierwszą garść poświęconego zboża rzucali w rolę w formie znaku krzyża, dodając: „W imię Boskie” (O. Kolberg).”


Cytat 2, źródło: niedziela.pl/artykul/72019/nd/Matki-Bozej-Siewnej:

„W naszej Ojczyźnie święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w szczególny sposób upodobał sobie wiejski lud, nazywając je świętem Matki Boskiej Siewnej. Był bowiem taki dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i po przygotowaniu pól zaczynano jesienny siew:

Gdy o Matce Bożej zasiano,
To ani za późno, ani za rano.

To święto kościelne staje się również tematem dla poetów. Poświęca mu jeden ze swoich wierszy Józef Skóra. W wierszu: Matka Boża Siewna pisze:

Idzie Matka Boska Siewna
po jesiennej roli,
wsiewa ziarno w ziemię czarną
w złotej aureoli.
Rzuca swe płomienne blaski
na pola i sioła,
Miłosierna, pełna łaski
patrzy dookoła…

W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew. Kapłan, poświęcając je, wypowiada następującą modlitwę: „Boże, Ty sprawiasz, że wszelkie nasiona wpadłszy w ziemię obumierają, aby wydać plon (…). Prosimy Cię, pobłogosław te ziarna zbóż i inne nasiona. Zachowaj je przed gradem, powodzią, suszą i wszelką szkodą, a ziemię użyźnij rosą z nieba, aby rośliny z nich wyrosłe wydały obfite plony. Spraw też, abyśmy za przykładem Najświętszej Maryi Panny (…) przynosili plon stokrotny przez naszą wytrwałość w pełnieniu Twojej woli”.

I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru – ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno; ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią. Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem. Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.”


Cytat 3, źródło: polskokatolicki.pl/RODZINA/2012_09/08_wrzesnia_MB_Siewnej.htm:

„W Polsce święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ma także nazwę Matki Bożej Siewnej, Był bowiem dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i uprzątnięciu pól, brano się do orki i siewu. Lud chciał najpierw, aby rzucone w ziemię ziarno pobłogosławiła Boża Rodzicielka. Do ziarna siewnego mieszano ziarno wyłuskane z kłosów, które były wraz z kwiatami i ziołami poświęcane w uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej, by uprosić sobie dobry urodzaj. Na Podhalu święto 8 września nazywano Zitosiewną, gdyż tam sieje się wtedy żyto. W święto Matki Bożej Siewnej urządzano także dożynki.

Gdy o Matce Bożej zasiano, To ani za późno, ani za rano.”


Cytat 4, źródło: muzeum-radom.pl/gazeta-kufer/wokol-tradycji/swieto-matki-boskiej-siewnej/475

„8 września to w kalendarzu liturgicznym dzień Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, natomiast w tradycji ludowej obchodzony jest jako święto Matki Boskiej Siewnej. Jest ona patronką zasiewów, ozimin i jesiennych prac polowych. Wierzono dawniej, że właśnie wtedy Matka Boska przechodzi przez zasiane pola i błogosławi je, dzięki czemu będą obfite plony.
Pierwszej orce oraz pierwszemu zasiewowi oraz sadzeniu towarzyszyły różne obrzędy agrarne. Były one przejawem troski o plony, miały zapewnić przyszłoroczny urodzaj.
Do siewnego ziarna dosypywano ziarno wyłuskane z kłosów święconych w bukietach w święto Matki Boskiej Zielnej. W niektórych okolicach słomę po wykruszonych ziarnach zakopuje się przed siewem na początku zagonu – zarówno przy siewie zboża ozimego, jak jarego. Dodawano też ziele poświęcone w oktawę Bożego Ciała, bazie z palm wielkanocnych lub ziarno z wykruszonego wieńca dożynkowego. Miało to zapewnić urodzaj, zabezpieczyć zboża przed myszami, robactwem,  wszelkimi nieszczęściami. Całe ziarno przeznaczone do siewu kropiono święconą wodą, a rozpoczynając siew gospodarz rzucał pierwsze jego garście  na krzyż i ręką kreślił w powietrzu znak krzyża. Zapewniał sobie w ten sposób – jak wierzono – błogosławieństwa Boże, a tym samym obfite plony, ochronę przed gradobiciem, suszą i nadmiarem deszczu.
Na Matkę Boską Siewną zła to gospodyni, która lnu z wody nie wyczyni.
Panna się rodzi – jaskółka odchodzi;
Gdy na Siewną jest błękitnie, wtedy pięknie wrzos zakwitnie.
Prace polowe kończyły się późną jesienią – należało uporać się z nimi przed nastaniem Adwentu. „
Święto MB Siewnej

Palenie Judasza

Autor: Łukasz Smyrski. Źródło: http://archiwum.wiz.pl/2000/00044000.asp

Artykuł pochodzi z „Wiedzy i Życia” nr 4/2000


Dla chrześcijan wszystkich obrządków święta Wielkanocy są okresem, gdy wciąż na nowo przeżywana jest śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Zanim jednak kapłani odprawią mszę rezurekcyjną, wierni uczestniczą w trzydniowym misterium. W Wielki Czwartek rozważają sceny ostatniej wieczerzy i Judaszowej zdrady, w Wielki Piątek towarzyszą Jezusowi w ostatniej wędrówce na Golgotę, by w sobotę wziąć udział w obrzędach święcenia ognia i wody, a w końcu zaśpiewać uroczyste alleluja.

Niedziela wielkanocna przypada w pierwszą niedzielę po pełni księżyca, po tym jak dzień równoważy się z nocą. Jest to zatem okres przesilenia wiosenno-zimowego, kiedy przyroda powraca do życia po zimowej przerwie. Czas przełomu tradycja ludowa uważa za szczególnie niebezpieczny. Wtedy uzewnętrzniają się w naturze siły, najogólniej mówiąc, nie sprzyjające człowiekowi. Dlatego zwłaszcza w tym okresie ludzie powinni się starać o pomyślność na następne tygodnie i miesiące. Stąd w kulturze ludowej, która z jednej strony jest wierna kalendarzowi naturalnemu, a z drugiej tradycji religijnej, w okresie wielkanocnym jest tak dużo obrzędów, zwyczajów i ceremonii służących nie tylko rozpamiętywaniu wydarzeń Męki Pańskiej.

Wiele obrzędów już zanika. Jednym z nich jest wieszanie, palenie i topienie kukły wyobrażającej biblijnego Judasza. Niegdyś zwyczaj bardzo rozpowszechniony, zwłaszcza w Małopolsce, dziś zachował się przede wszystkim w pamięci ludzi i nielicznych już, ostatnich żywych tradycjach w okolicach Przemyśla.

We wsi Pruchnik (województwo podkarpackie) tradycja palenia Judasza jest wciąż nieodłącznym elementem obrzędowości Wielkiego Tygodnia. Bierze w niej udział większość mieszkańców tej dużej wsi, ale w przygotowaniach do obrzędu uczestniczy tylko nieliczna grupa mężczyzn. Po wielkoczwartkowej liturgii, kiedy wszyscy udają się do swoich domów, oni zmierzają do gospodarstwa, w którym znajduje się przygotowana wielkich rozmiarów słomiana kukła.

Kiedy zapada noc, a wszelki ruch ustaje, rozpoczyna się pierwsza część obrzędu. Mężczyźni wynoszą kukłę Judasza z gospodarstwa i w skupieniu niosą ją przez uśpioną wieś. Orszak dochodzi do centralnego miejsca we wsi. Między kościołem a rynkiem na jednym z drzew w ciemności i bez zbędnych słów Judasz symbolicznie dokonuje żywota. Uczestnicząc w tej ceremonii, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z uzupełnieniem biblijnej sceny, a zarazem zasadą ludowej sprawiedliwości, która wbrew chrześcijańskiej etyce często nie pozwala pozostać winnemu bez zasłużonej kary.

Następnego dnia, w Wielki Piątek, wokół powieszonego Judasza od rana gromadzą się ludzie. Prysł już jednak nastrój powagi sprzed kilku godzin. Całe wydarzenie zaczyna nabierać cech widowiska. Wisząca kukła przede wszystkim śmieszy i bawi. I nic dziwnego – jej prostota, wyeksponowanie niektórych elementów ciała, charakteryzacja twarzy mają najwyraźniej rozbawić. Bawi więc wielkość samej kukły, jej twarz nawiązująca do semickiego wyglądu – Judasz przecież był Żydem – przede wszystkim nieproporcjonalny do reszty głowy nos, przypominający kształtem i kolorem fallusa. Judasz trzyma w ręku worek wypełniony drobno tłuczonym szkłem, którego pobrzękiwania przypominają ciągle o srebrnikowej zdradzie. Dzieci, które gromadzą się szczególnie licznie, nie szczędzą razów i kamieni wisielcowi, a także strzałów z broni napełnionej wodą.

Mimo tak widowiskowego i ludowego charakteru możemy doszukiwać się w całym wydarzeniu pewnych ewangelicznych analogii. Jak Poncjusz Piłat kazał umieścić tabliczkę na krzyżu z napisem Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski, tak na kukle wielkimi literami także wypisany jest rodzaj winy: Judasz zdrajca. Jak żołnierze szydzili z wiszącego na krzyżu Jezusa, tak społeczność Pruchnika drwi z powieszonego na drzewie Iskarioty.

Przed południem w pobliżu powieszonego Judasza gromadzi się coraz więcej ludzi oczekujących na osądzenie zdrajcy. Pomiędzy dziećmi przeciska się człowiek, który będzie pełnił rolę sędziego. Jest to postać z wioskowej społeczności, ale – jak mówią sami uczestnicy obrzędu – trochę inna niż wszyscy. Owa „inność” ma podkreślić niezwykłość całego wydarzenia. Podekscytowanie staje się coraz większe; pętla zostaje przecięta, a Judasz z wysoka spada na ziemię. Rozpoczyna się sąd. Sędzia wygłasza formułę: Judaszu, jak ty wydałeś za 30 srebrników, tak ja ci wymierzam 30 razów. I wśród głośnego liczenia zebranych trzydzieści razy uderza drewnianą pałą leżącą kukłę. Po tym porywają ją dzieci i ciągną po całej wsi, krzycząc i uderzając w nią kijami. Scena sądu powtarza się trzy razy: w miejscu, gdzie Judasz zawisł na drzewie, przed kościołem parafialnym i w rynku.

Teraz zaczyna się ostatni etap całego wydarzenia. Dzieci porywają Judasza i ciągną go poza wieś. Wszyscy zatrzymują się na moście. Sędzia podpala kukłę, a kiedy ogień ją trawi, zostaje zrzucona do rzeki. Zebrani tak szybko, jak pojawili się w tym miejscu, powracają do wsi obrzęd i widowisko zakończyło się. Wieczorem znów wszyscy spotkają się na wielkopiątkowym nabożeństwie.

Czym jest opisana tradycja – formą widowiskową, przejawem religijności czy przedchrześcijańskim reliktem? Wydaje się, że każda odpowiedź jest dobra. W swojej zewnętrznej postaci to niewątpliwie niezwykle widowiskowy element religijności ludowej. Znajdują się w nim jednak archaiczne pierwiastki, świadczące o dużo wcześniejszej genezie tego obrzędu. Zwróćmy uwagę na kilka z nich.

Początek wiosny jest okresem szczególnie nasilających się zabiegów magicznych, mających na celu obłaskawienie natury i zapewnienie letniego urodzaju. Podczas wieszania, palenia i topienia Judasza wiele czynności wskazuje na taką właśnie magiczną praktykę. Już sam fakt wypełnienia kukły słomą przypomina o jej „rolniczym” charakterze. Falliczny kształt nosa Judasza także nawiązuje do symboliki płodności. Wykorzystanie motywów fallicznych w tradycji ludowej jednoznacznie kojarzy się z pobudzaniem, wzrostem i wegetacją.

Etnografowie wskazują także na jeszcze jeden aspekt całego wydarzenia – ofiarę dla przyrody. Zasadniczą treścią całego obrzędu jest przecież symboliczne zabicie człowieka, dzieje się tak nawet dwukrotnie: najpierw przez powieszenie, bez żadnego dodatkowego rytuału jest to tylko wykonanie sprawiedliwego wyroku. Następnego dnia Judasz umiera po raz drugi, już na oczach całej wiejskiej społeczności. Kukła jest wynoszona poza granice wsi i dopiero tam palona i wrzucana do rzeki. Pojawia się zatem jeszcze jeden wątek interpretacyjny: ogień i woda. Te dwa żywioły w swojej symbolicznej postaci zawsze mają moc oczyszczającą i kojarzą się z możliwością kontaktu czy porozumienia z siłami z innego świata.

Wieszanie Judasza jest echem bardzo starej tradycji. Współcześnie niewątpliwie stało się obrzędem i zwyczajem o charakterze religijnym ma przecież przypominać sceny poprzedzające Mękę Chrystusa. Jednak sam nastrój uczestników obrzędu, powszechna wesołość towarzysząca paleniu i topieniu kukły Judasza ma jeszcze inny wymiar, przez uczestników obrzędu chyba już nie uświadamiany. Pod powłoką chrześcijańskiego zwyczaju skryły się starsze treści walki z naturą i prób jej przebłagania dzięki magii i składanym jej ofiarom. Wiadomo przecież, że wiele współczesnych obrzędów i zwyczajów ludowych jest schrystianizowaną formą dawnych rytuałów. Tak stało się też z opisaną, a zanikającą już Judaszową tradycją.


Mgr ŁUKASZ SMYRSKI jest doktorantem w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej Wydziału Historycznego UW.

Palenie Judasza

Zwali tego bałwana Marzanna

Autor: Renata Hryń-Kuśmierek. Źródło: http://archiwum.wiz.pl/2001/01034400.asp

Artykuł pochodzi z „Wiedzy i Życia” nr 3/2001


Dziś pierwszy dzień wiosny to „Dzień Wagarowicza”. Przez wieki niszczono w tym dniu Marzannę, symbol zimy i śmierci.

Bywa, że już na przełomie lutego i marca różne znaki na niebie i ziemi zapowiadają nadejście wiosny. Nam wydaje się, że nie może być nic bardziej pewnego niż zmiana pór roku. Zima odchodzi, a przychodzi wiosna, potem lato i jesień. Nasi dziadowie mieli nadzieję, że taka będzie kolej rzeczy każdego roku, ale nigdy nie byli tego absolutnie pewni.

Wierzyli, że trwanie świata i życie człowieka w dużej mierze zależą od istot „z tamtego świata”, mniej lub bardziej przyjaznych ludziom. One wszystkie, w pewnych zwyczajowo ustalonych okresach roku, działały ku naszemu pożytkowi. Stąd w tradycyjnej polskiej obrzędowości tak wiele śladów świąt zadusznych. Składane wówczas ofiary stawały się darami dla przybyszów z zaświatów, zobowiązując ich do wzajemności i opieki nad ludźmi, ich dobytkiem oraz zbiorami. Kiedy skończył się czas „pożytecznego” pobytu tych istot na ziemi, wówczas należało je odesłać tam, skąd przyszły, aby nie zaczęły szkodzić.

Być może taka jest właśnie geneza niszczenia Marzanny, zwanej również Moreną, Marzaniokiem (na Śląsku), Śmiercichą, Śmiertką, Śmierteczką, Śmiercią (w Wielkopolsce i na Podhalu). Wszystkie nazwy, w mniej lub bardziej dosłowny sposób, odwoływały się do zmory, moru, śmierci, ponieważ Marzanna była uważana właśnie za uosobienie śmierci, zimy i chorób. Powszechne było przekonanie, że jej unicestwienie spowoduje szybkie nadejście wiosny. Niszczenie kukły odbywało się w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, zwaną w języku łacińskim Laetare, a także Białą, Czarną albo Śmiertną. Podobne jak u nas obrzędy znane były w wielu krajach Europy, m.in. w Niemczech, na Słowacji, w Czechach, we Francji.

Opis topienia Marzanny podany w XVI-wiecznej „Kronice polskiej” Marcina Bielskiego jest zadziwiająco aktualny: „Za mej to jeszcze pamięci był ten obyczaj u nas jeszcze po wsiach, iż w Białą Niedzielę w poście topili bałwana, jeden ubrawszy snop konopi albo słomy w odzienie człowiecze, który wszystka wieś prowadziła, gdzie najbliżej było jakie jeziorko czy kałuża, tam zebrawszy z niego odzienie wrzucali do wody, śpiewając żartobliwie: Śmierć się wije u płotu, szukający kłopotu etc. Potem najprędzej do domu od tego miejsca bieżali, który albo która się wtenczas powaliła albo powalił, wróżbę tę mieli, iż tego roku umrze. Zwali tego bałwana Marzanna”.

Marzanna najczęściej wyobrażała postać kobiety, ale np. na Śląsku chłopcy topili również kukłę mężczyzny, czyli wspomnianego już Marzanioka. Śmiercichę robiono zazwyczaj z wiechcia słomy, który okręcano białym płótnem, ozdabiano wstążkami i koralami. Śląską maszkarę ubierano bardziej bogato strój druhny weselnej: białą bluzkę, kwiecistą spódnicę, fartuch, gorset, chustę na ramiona, korale, wianek z kwiatów i wstążki w słomianych warkoczach. Marzanną-Śmiercichą mogła być również lalka z gałganków lub kupiona w sklepie, ale musiała mieć białą sukienkę.

W różnych regionach Polski podobnie wyglądał obrzęd niszczenia Marzanny. Najpierw orszak niosący kukłę obchodził wszystkie domy we wsi, śpiewając przy tym stosowne pieśni (podobnie wyglądały bożonarodzeniowe obchody kolędnicze), np. na Podhalu:

„Jak ni mocie bobu,
To nam dejcie chleba.
Bo wos ta śmierztecka
Nie przyjmie do nieba.”

Po ich odśpiewaniu „wiosenni kolędnicy” czekali na datki. Najczęściej dawano im jajka, niekiedy drobne pieniądze. Kiedy zapadał wieczór, Śmierć wynoszono poza granice wsi. Dawniej uważano, że to teren nie należący już do świata ludzi, będący przejściem do „tamtego świata”.

Należało więc mieć się na baczności. Orszak szedł w milczeniu. Na miejscu „egzekucji” z Marzanny zdzierano ubranie, a samą kukłę podpalano i płonącą wrzucano do wody. Zgodnie z dawnym światopoglądem był to najskuteczniejszy sposób wysłania Śmiercichy w zaświaty.

Bezpieczny powrót do domów był możliwy tylko pod pewnymi warunkami. Należało to zrobić jak najprędzej, w milczeniu i nie oglądając się za siebie. Podobne reguły postępowania możemy odnaleźć w opisach innych obrzędów i tekstach ludowych baśni nie tylko z terenu Polski. Kontakt z zaświatami był bardzo niebezpieczny dla człowieka.

Od kilkudziesięciu lat obrzęd jest już przede wszystkim zabawą dzieci i młodzieży, łączoną z początkiem kalendarzowej wiosny. Uczniowie ogłosili pierwszy dzień wiosny „Dniem Wagarowicza” radosnych nastrojach i wymyślnych strojach, wręcz karnawałowych, świętują dzień bez szkoły. Mogą w wodzie utopić nie tylko kukłę Marzanny-zimy, ale przy okazji również niedole i smutki uczniowskie.

W tym artykule odpowiadamy na pytanie Czytelniczki Wiedzy i Życia o ludowy zwyczaj niszczenia Marzanny – skierowane do organizatorów ubiegłorocznego Festiwalu Nauki. O innych problemach interesujących Czytelników można dowiedzieć się pod adresem internetowym www.icm.edu.pl/festiwal


Mgr RENATA HRYŃ-KUŚMIEREK jest etnografem, absolwentką Katedry Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego.

Zwali tego bałwana Marzanna

Symbolika ognia ziemskiego w kontekście święta Matki Boskiej Gromnicznej

Źródło: muzeum-radom.pl


Drugiego lutego w Polsce obchodzono święto Matki Boskiej Gromnicznej. Muzeum Wsi Radomskiej, pielęgnując dziedzictwo kulturowe przede wszystkim warstwy chłopskiej, po raz kolejny przybliżyło adekwatną specyfikę obrzędową związaną z ową datą. Warto więc przypomnieć symbolikę podstawowego atrybutu Gromnicznej jakim jest ogień.

W dawnym sposobie myślenia chłopów obraz świata jest złożony z elementów, z których każdy ma określone znaczenie. W literaturze fachowej sposoby ich odczytywania analizuje się przy pomocy pojęcia mitu. Mit kreuje i uzasadnia nawet te aspekty rzeczywistości kultury wsi, które na pozór kierują się wyłącznie wymogiem pragmatyczności i funkcjonalności. W świadomości jego użytkownika zawsze wyprzedza on wykorzystanie praktyczne danej rzeczy. Mit wyjaśnia znaczenie dostrzeganych i nazwanych aspektów rzeczywistości nadając im odpowiednią rangę i umieszczając w odpowiednim miejscu w systemie mentalnym. Jak zatem tradycyjne społeczności chłopskie tłumaczyły fenomen ognia? Jakie przypisywały mu znaczenie i właściwości? Ażeby odpowiedzieć na to pytanie, należy rozpatrywać je w kontekście ludowego mitu kosmogonicznego i związanej z nim kosmologii, ponieważ przekazy tego rodzaju określiły percypowanie ognia.

Człowiek jako jedyna istota na Ziemi, nauczył się rozniecać i użytkować ogień. Dzięki niemu ludzie mogli oddzielić się od natury i zacząć być istotami „kulturalnymi”, które potrafią skutecznie przekształcać i porządkować rzeczywistość. Opanowanie tajemniczego żywiołu, jego niezbędność i sprawianie ciągłego zagrożenia dodatkowo wzmocniło przypisywanie mu szczególnej pozycji. Zarówno pisane źródła średniowieczne, jak i późniejsze przekazy nie pozostawiają wątpliwości, że kult ognia jest u dawnych Słowian kwestią pierwszorzędną, a żywioł zyskał rangę boską.

Przed wprowadzeniem chrześcijaństwa bogiem ognia ziemskiego używanego przez człowieka był Swarożyc zwany też Radogostem. W późniejszych etapach kultury ludowej jego funkcje przejął Chrystus zwany Panem i Jezusińkiem, ale nadal używano wobec ognia po prostu miana boga. W mitach początkowo ogień zawsze jest własnością bogów i przypisany jest wyłącznie do krainy zaświatowej, w przypadku Słowian niebiańskiej. Według dawniejszych przekazów bóg burzy Perun, później Bóg zesłał ludziom ogień lub nauczył go niecić dla ich wygody.

Związki i utożsamianie przez chłopów ognia z istotami nadprzyrodzonymi niosło ze sobą poważne konsekwencje. Ogień płonący w domostwie wyznaczał najświętsze miejsce rodziny i domu. Był istotą żywą, która myśli, czuje, mówi i jest aktywna,  stara zachowywać się bowiem zgodnie z zamierzeniami postaci wykorzystujących go jako środek oraz adekwatnie do traktowania przez ludzi. Ognia nie wolno było kalać poprzez plucie, sikanie, kaleczenie wkładaniem weń ostrych przedmiotów i obrażanie przez odwracanie się do niego plecami czy przeklinanie w jego obecności. Rozniecano ogień w sposób rytualny witając go modlitwą i znakiem krzyża, a w trakcie palenia karmiono i pojono. Nie można było ognia gasić wodą czy zalewać pomyjami, bo powinien dopalić się samoistnie. Stosowane niekiedy ugaszanie odbywało się wraz z wypowiadaniem modlitw, pożegnalnych formuł, rozgarnianiem żaru na krzyż, wrzucaniem ofiar, kropieniem święconą wodą. Łatwo można było go rozgniewać do tego stopnia, że w zemście spalał chałupę, ale i udobruchać modlitwą i ofiarą, skłaniając do dobroczynnej współpracy.

Etnos słowiański był najbardziej związany z rolnictwem ze wszystkich ludów Indoeuropejskich. Ogień nie tylko dawał ciepło i światło, ale służył do trzebieży lasu pod uprawne pola, suszenia wilgotnego zboża na owinie, przygotowywania strawy i odpędzania dzikich zwierząt oraz demonów zagrażających zasiewom. Dla społeczności tradycyjnych pojawienie się światła i ognia stanowiło jeden z podstawowych warunków do założenia domu. Człowiek mógł wtedy objąć przestrzeń działalnością cywilizacyjną nadając ład otoczeniu.

Symbolika ognia nieconego przez człowieka była więc dwuznaczna. Uważano go za istotę świętą, błogosławioną, czystą i nieskalaną, godną najwyższego szacunku. Jawił się jako dawca życia, niezbędny opiekun, obrońca człowieka, wokół którego koncentruje się egzystencja. Dlatego też symbolizował dom. Z powodu wykorzystywania w gospodarstwie  i rzemiośle oraz kojarzenia go ze złotem, pozytywnie rozumiany ogień był sprawcą dobra, szczęścia i bogactwa. Posiadał umiejętność niszczenia wrogich sił śmierci i nocy, symbolizując zwycięstwo. Pełnił rolę oczyszczającą zarówno w sensie fizycznym  (np. wypalanie przestrzeni), jak i duchowym (np. rytualne skoki nad ogniem, przepędzanie przezeń bydła przed pierwszym wiosennym wypasem, rzeka ognista, którą dusza zmarłego musi przebyć, aby dostać się do zaświatów). Kojarzył się z odmładzaniem i zdrowiem, dlatego też stosowano go w zabiegach leczniczych, tym bardziej że miał wypędzać choroby, które czuły przed nim strach. Stanowił symbol płodności, wierzono bowiem, że powoduje urodzaj zboża i innych roślin uprawnych.

Symbolika ognia ziemskiego w kontekście święta Matki Boskiej Gromnicznej