Wampiry

Autor: Łukasz Maurycy Stanaszek. Źródło: http://archiwum.wiz.pl/2001/01011200.asp

Artykuł pochodzi z „Wiedzy i Życia” nr 1/2001


Archeolodzy badający cmentarzyska znajdują niekiedy zagadkowe groby. Niezwykłe pozy zmarłych, brak niektórych części ciała – np. głowy – czy przebicie klatki piersiowej ostrym przedmiotem są niemymi świadectwami praktyk mających ochronić ludzi przed „wampirami”. Takie zabiegi stosowano jeszcze pół wieku temu…

Co to znaczy „wampir” i czym jest wampiryzm? Wedle wierzeń, wampir to duch lub ożywione ciało zmarłego, które wychodzi z grobu, błądzi nocą i wysysa krew ze śpiących, powodując ich rychłą śmierć. Odżywiając się witalną substancją osoby żywej, jej krwią, nie ulega rozkładowi, który jest normalnym następstwem śmierci. Wampiry uważano zazwyczaj za ludzi „z krwi i kości”, nie zaś za zjawy.

Słowo „wampir” pochodzi z języka prasłowiańskiego (bułgarskie vampir, polskie wąpierz, ruskie upir). Z języków słowiańskich rozpowszechniło się w całej Europie, a potem i na świecie. Na ziemiach polskich używano również innych określeń, m.in. upiór, wypiór, wąpierz, wampierz, strzyga, strzygoń, które zostały utrwalone w licznych nazwach geograficznych, jak np. Wąpiersk, Wampierzów, Strzygi.

U Słowian wiara w wampiry sięga co najmniej IV wieku n.e., a więc czasów, gdy stanowili oni jeszcze wspólnotę językową i kulturową. Świadczą o tym podobne opowieści o wampirach i sposobach walki z nimi, znane zarówno u Słowian Południowych (w Serbii, Chorwacji, Bułgarii), jak i Zachodnich (w Polsce, Czechach, Słowacji). Tak więc wampir jako sprawca zła ma bardzo długą historię i jest zlepkiem wierzeń, przesądów ludowych oraz wydarzeń, częściowo autentycznych, mających wytłumaczenie w medycynie.

Ludowe rozumienie sprawiedliwości domagało się, by złoczyńcę spotkała kara wieczna (wiarę w to podtrzymywała religia chrześcijańska). Dlatego też uważano, że ktoś, kto był wyrzutkiem społecznym za życia, pozostanie takim i po śmierci. Było zatem bardzo prawdopodobne, że wampirami „staną się” ludzie wiodący „żywot występny i rozwiązły”, jak również osoby, na których w chwili zgonu ciążyła klątwa lub przekleństwo. Mogli nimi zostać też fałszywi świadkowie, niewierzący, pochowani w sposób sprzeczny z nakazami religii (np. bez ostatniego namaszczenia, ostatniej spowiedzi), martwo urodzone dzieci z nieprawego łoża, dusze zmarłych dzieci, jak również dziewcząt i młodzieńców, którzy nie zdążyli użyć życia, co powodowało ich zawiść w stosunku do ludzi nim się cieszących. Wampirami stawali się także zamordowani lub zmarli śmiercią gwałtowną (topielcy, samobójcy, zmarli na zarazę).

Warto zwrócić uwagę na zbieżność w czasie relacji o pojawianiu się wampirów z atakami morowego powietrza. Przyczyną tego były wypadki choroby i gwałtownej śmierci kilku osób w jednej rodzinie, które napawały strachem pozostałych przy życiu członków grupy. W czasach średniowiecznych notowano w Europie Środkowo-Wschodniej liczne epidemie wampiryzmu, idące oczywiście w parze z epidemiami chorób.

Inspiracją wampirycznych opowieści mogły być też dość często zdarzające się przypadki przedwczesnego pochówku osób pogrążonych w transie kataleptycznym, zapaści pourazowej lub letargu. Rabusie grobów, którzy otwierali mogiły zaraz po pogrzebie, nierzadko byli świadkami przerażających scen. Rozpaczliwe próby wydostania się z zamknięcia, jakie podejmował żywcem pochowany, były przyczyną tego, że zwłoki znajdowano w nienaturalnych, konwulsyjnie wykrzywionych pozach, a dno trumny pełne było świeżej krwi.

Jak antropolodzy mogą dziś stwierdzić, że w jakimś grobie był pochowany „wampir”? Większość grobów „wampirów” zlokalizowana jest na peryferiach cmentarzy i brak w nich wyposażenia zmarłego (np. kabłączków, noży, paciorków), charakterystycznego dla pochówków z okresu wczesnego chrześcijaństwa. Zgodnie z obrządkiem pogrzebowym już w Polsce wczesnopiastowskiej na cmentarzyskach ciało zmarłego układano w pozycji wyprostowanej na wznak, głową w kierunku zachodnim. Groby „wąpierzy” różniły się od pochówków zwykłych śmiertelników, zwłoki spoczywały bowiem w nienaturalnej pozycji (innej niż powszechnie przyjęta), były niekiedy celowo uszkadzane (przebicie ciała lub odcięcie głowy zmarłego), przywalane kamieniami itp.

Od stuleci ludzie stosowali najrozmaitsze zabiegi antywampiryczne, zabezpieczające przed powrotem zmarłych do świata żywych. Zwłoki układano, np. na brzuchu, odcinano głowę „wampira” i kładziono ją między stopami – Polsce znany jest tylko jeden grób, ilustrujący taką praktykę unicestwiania „upiora”. Jest nim pochówek odkryty na cmentarzysku w Starym Brześciu Kujawskim w województwie kujawsko-pomorskim. Zwyczaj „kładzenia wampira na gębę” po to, „by się w ziemię wgryzał”, był wśród polskiego ludu bardzo rozpowszechniony.

Ciało „wampira” przebijano czasami ostrym przedmiotem. Opowieści o tym mają stary rodowód, m.in. biskup Burchard z Wormacji na początku XI wieku opisał przypadek wampiryzmu, gdzie zmarłe bez chrztu dziecko niewiasty chowały w miejscu tajemnym i przekuwały je drewnianym kołem, by z grobu nie wstało i ludzi nie dusiło.

Przedmiotem, którym przebijano ciało zmarłego, mogło być wszystko: zaostrzone kołki (najskuteczniejsze miały być osikowe), ciernie, zęby od brony, żelazne kolce, groty strzał, gwoździe. Z obszaru Polski znane są trzy groby, w których klatki piersiowe zmarłych przekłute zostały kołkiem drewnianym. Znajdowały się one na cmentarzyskach w Brześciu Kujawskim (województwo kujawsko-pomorskie), Buczku (województwo łódzkie) i Starym Zamku (województwo dolnośląskie).

Zapobieganie szkodliwej działalności strzygoni poprzez ścięcie im głowy było sposobem o bardzo długiej historii, ale i bardzo trwałym. Żywość ich przejawia się m.in. w opisanym w XX wieku zdarzeniu ze środkowej Polski, jak to pewien gospodarz zapadł w letarg, uznano go za zmarłego i położono do trumny. Późnym wieczorem, gdy stare kobiety śpiewały pobożne pieśni, nieboszczyk począł nagle się ruszać. Baby wyskoczyły z chałupy z przeraźliwym krzykiem, że to strzygoń. Zaalarmowano całą wieś. Początkowo nikt nie chciał wejść do domu. Później co odważniejsi mężczyźni, uzbrojeni w drągi, siekiery i widły, wpadli do izby, gdzie stała trumna. Zastali go siedzącego w trumnie i próbującego się z niej wydostać. Uderzony kłonicą w głowę, obsunął się z powrotem do trumny i więcej się nie poruszył. Ciało miał jeszcze ciepłe, a policzki zaróżowione. Nikt z obecnych nie miał wątpliwości, że był to strzygoń. Na wszelki wypadek, aby nie wyszedł z grobu, postanowiono obciąć mu głowę. Zmarły nie próbował już więcej razy wydostać się z trumny…

Z opowiadań mieszkańców wielu okolic Polski wynika, że za bardzo stary i najpewniejszy sposób unieszkodliwienia „wampira” uważano położenie obciętej głowy między nogami, tak „aby nie mógł jej uchwycić rękoma”. Zwyczaj ucinania upiorowi głowy i umieszczania jej w tym miejscu zrodził się niewątpliwie jeszcze w czasach praindoeuropejskiej wspólnoty, o czym świadczą podobne do słowiańskich przypadki obchodzenia się z ciałem, pochodzące ze świata germańskiego. Zdarzały się tam jeszcze w latach 1561, 1617, 1732 – o czym można dowiedzieć się z odkryć archeologów – a w samym Berlinie trwały aż do XX wieku.

Obroną przed upiorami było także wkładanie nieboszczykowi do trumny sierpów, noży, gwoździ itp., aby wstając z grobu, pokaleczył się i nie mógł kontynuować swej wędrówki. Etnografowie wspominają o kaleczeniu pięt i przecinaniu pod kolanami ścięgien oraz o umieszczaniu ostrych przedmiotów w celu unieszkodliwienia upiora. Innym sposobem utrudniającym wyjście zmarłego było przywalenie go ciężkimi głazami (szczególnie okolic głowy, klatki piersiowej albo stóp).

Jednym ze skuteczniejszych i zwykle ostatecznych sposobów uratowania się przed powrotem zmarłego z zaświatów było unicestwienie go poprzez spalenie, gdyż wówczas nie mógł już opuścić grobu. W pewnej czeskiej kronice z XV wieku zanotowano dwa takie wypadki – w latach 1336 i 1344. Oto jeden z nich: „W Czechach […] we wsi Blow umarł pasterz Myślęta. Ten wstając co nocy chodził wokół po wszystkich wsiach, ludzi straszył, dusił i wywoływał. A gdy został kołkiem przebity, mówił szydząc: a to mi bardzo zaszkodzili, bo mi dali laskę, żebym się mógł psom opędzać! A gdy go odkopali, był wzdęty jak wół i ryczał strasznie. A gdy go rzucono w ogień, ktoś porwawszy kij wbił w niego, i natychmiast trysnęła krew jak z naczynia. Gdy został wykopany i włożony na wóz, ściągnął nogi ku sobie jak żywy, ale gdy go spalono, całe zło ustało”.

Wiara, że zmarli, wstawszy z grobów, napadają na ludzi i robią im krzywdę, była powszechna nie tylko na naszych ziemiach czy ziemiach innych Słowian, ale także w starożytnej Babilonii, Egipcie, Indiach, Chinach oraz w wielu innych częściach naszego globu. Korzeni wampiryzmu należy zatem szukać w mrokach paleolitycznych wspólnot pierwotnych. Potwierdza się też stara prawda, że archaiczne formy wiary bywają najtrwalsze i że później, już w innych kulturach, znajdują urodzajną glebę do bujnego rozkwitu. Krwawa idea wampiryzmu przetrwała do połowy XX wieku. A może w XXI wieku archeolodzy i antropolodzy stwierdzą, że jednak dłużej?

WAMPIR W KINIE

Większości współczesnych czytelników wampiry kojarzą się z filmami grozy, opartymi głównie na XIX-wiecznej powieści Brama Stockera pt. „Dracula”. Opisuje ona historię niejakiego hrabiego Vlada Draculi z rumuńskiej Transylwanii. Znakomitej adaptacji filmowej tej powieści dokonał Francis Ford Coppola (1992). Mniej lub bardziej szczęśliwie z tematem rozprawiali się także Neil Jordan („Wywiad z wampirem”), John Carpenter („Wampiry”) czy nasz rodak Roman Polański („Nieustraszeni zabójcy wampirów”).

Literatura, a później filmy stworzyły i upowszechniły w świadomości ludzkiej nowy obraz wampira jako postaci o kształcie nietoperza, demona wysysającego krew z pogrążonych we śnie kobiet. Wampir hollywoodzki ubrany jest w nienaganny, elegancki strój wieczorowy i pelerynę z wysokim kołnierzem. Od zwykłych śmiertelników zaś odróżnia się tym, że ma długie kły i paznokcie oraz potrafi zamieniać się w nietoperza.

Skojarzenie zachowań (tj. nocny tryb życia, picie krwi) legendarnego wampira z nietoperzem dokonało się dopiero w XVI wieku dzięki hiszpańskim konkwistadorom, którzy jako pierwsi mieli kontakt z nietoperzami-wampirami.

Na terenie Ameryki Środkowej i Południowej odkryto trzy gatunki nietoperzy-wampirów. Żywią się one krwią zwierząt domowych (krów, świń, koni); każdy dorosły osobnik dziennie wysysa jej około 5 łyżeczek.Postać powieściowego Draculi wzorowana była na postaci historycznej, żyjącym w XV wieku księciu Vladzie IV Tepesie. Był on jednym z najbardziej tajemniczych książąt rumuńskich, a z jego osobą łączy się wiele legend i przesądów. Urodził się w 1431 roku w mieście Sighisoara jako syn mołdawskiej księżniczki i gubernatora Transylwanii. Kiedy Vlad miał lat kilkanaście, jego ojca zamordowali wołoscy bojarzy. Od tej pory celem jego życia stała się zemsta na mordercach ojca. Dracula wbijał na pal, skalpował, gotował ludzi, obcinał głowy, oślepiał, palił, smażył, siekał, przebijał gwoźdźmi, grzebał żywcem, jak też obcinał uszy, nosy, kończyny i organy płciowe. Chociaż rządy Draculi opierały się na przemocy, stworzył on „prawo”, którego nikt nie łamał. Srogie kary za kradzież, morderstwo czy kłamstwo oczyściły tamtejszy region z wyrzutków społecznych.

Dracula zginął podczas walk niedaleko Bukaresztu, a jego ciało zostało pogrzebane w klasztorze w Snagov. Prowadzący w 1931 roku ekshumację grobu stwierdzili ze zdziwieniem, że trumny w grobowcu nie było…

ODMIEŃCY

W średniowieczu, a także później, powszechna była wrogość społeczności wobec wszystkiego co niezwykłe. Znalazła ona odbicie w głębokiej wierze, że ludzie starzy, biedni i kalecy mają naturalną skłonność do bycia czarownikami, a nawet wampirami. Z podobnych przyczyn za przyszłego upiora uważano, w zależności od czasu i miejsca, osoby o jakimś szczególnie wyróżniającym się wyglądzie, m.in. trwałym kalectwie – garbatych, kulawych, sparaliżowanych, z okaleczonym ciałem. Gigantyzm i karłowatość, zajęcza warga, owłosiona wewnętrzna strona dłoni, zrośnięte brwi, rude włosy, dwa rzędy zębów albo nadmiernie wysunięte do przodu kły, siność i opuchnięcie twarzy, nierówny oddech – także budziły lęk. Nie rozumiano wówczas stanów chorobowych osób cierpiących na gruźlicę, serce czy nadciśnienie tętnicze. Owo odmienne postrzeganie było związane ze stanami patologicznymi zachodzącymi w ciele „anormalnego osobnika” – niepokój lokalnych społeczności, dystansujący je od wszelkich odmieńców, wzbudzały też różnego rodzaju znamiona charakterystyczne dla danej choroby, np. kilaki. Tylko dokładna analiza antropologiczna szkieletu, służąca możliwie jak najwierniejszej identyfikacji cech osobniczych zmarłego – tzw. fenotypu – pozwala określić niektóre właściwości ludzi traktowanych zarówno za życia, jak i po śmierci w szczególny sposób przez ówczesną społeczność.


Mgr Łukasz Maurycy Stanaszek jest doktorantem w Zakładzie Antropologii Historycznej Uniwersytetu Warszawskiego

Wampiry

Śmierć i jej zwiastuny w dawnych wierzeniach ludowych

Autor: Joanna Radziewicz. Żródło: rme.cbr.net.pl


Śmierć towarzyszy ludziom od momentu narodzin. Jako zjawisko nieodwracalne i ostateczne zazwyczaj wzbudza lęk i niepokój. Jednak w przeszłości, zwłaszcza na wsi była wydarzeniem, które miało swój głęboki sens. Związane w nią obrzędy i rytuały zbliżały zarówno rodzinę, jak i bliskich oraz dalszych sąsiadów. Śmierć obligowała do szczególnych zachowań, okazywania smutku, powagi, współczucia, szacunku, a także pomocy i wparcia moralnego dla dotkniętej nieszczęściem rodziny.

Dawne wierzenia i baśnie ludowe głosiły, że śmierć ukazuje się ludziom w ostatniej godzinie ich życia. Podchodzi do łóżka umierającego i wpatruje się w niego, póki ten nie umrze. Jeśli stanie u wezgłowia – chory ma jeszcze szansę na odroczenie wyroku, jeśli w nogach – jego żywot na ziemskim padole można uznać za zakończony. Powszechna była też świadomość nieuchronności tego zdarzenia. Śmierć przychodziła po każdego bez względu na pochodzenie, stopień zamożności czy wykształcenie.

Wyobrażenia ludowe o ludzkiej postaci śmierci koncentrują się głównie wokół wizerunku kościotrupa z kosą, lub też kobiety z kosą. W niektórych regionach wierzono, że przybiera ona wizerunek zwyczajnej, nikomu nie znanej, wiejskiej niewiasty, której nagłe pojawienie się we wsi zawsze wróżyło czyjąś rychłe odejście. Śmierć zawsze przybywała ze świata zewnętrznego, jednak, aby przedostać się do ludzkiej rzeczywistości musiała przekroczyć pewną granicę, którą najczęściej była woda. Do tego celu potrzebowała pomocy żywej osoby – mężczyzny, który przenosił ją przez nieosiągalne dla niej progi. Zapłatą za tę przysługę była obietnica długiego życia lub umowa dotycząca wyrokowania o losach chorego.

Zwiastuny śmierci

W dawnej tradycji ludowej, w zależności od regionu, funkcjonowały pewne sygnały oznaczające zbliżającej się śmierci. Wiele z nich miało silny związek z przyrodą. Wierzono, że wyjący pies, który ma głowę skierowaną ku ziemi widzi śmierć. Podobnie interpretowano niepokój koni w gospodarstwie, pojawiające się w pobliżu domostwa kretowiska czy nocne nawoływania puszczyka i sowy. Oznak rychłego odejścia z ziemskiego padołu dopatrywano się także w zaprzęgu konnym wiozącym księdza do chorego. Jeśli konie ciągnące powóz były niespokojne, konający nie miał już szans na powrót do zdrowia. Z kolei, gdy karawan ze zmarłym zatrzymał się na jakiś czas przed danym obejściem, wróżyło to zgon jednego z domowników.

W wierzeniach ludowych życie człowieka porównywano do roślin, dlatego nagłe więdnięcie kwiatów czy usychanie drzew uznawano za zły omen. Również w zjawiskach atmosferycznych doszukiwano się oznak zbliżającej się śmierci – spadająca z nieba gwiazda była kojarzona z odejściem osoby, której była przypisana. Dym gasnącej gromnicy podczas sakramentu chorych, unoszący się ku górze, zwiastował szybki powrót do zdrowia, a opadający w dół, wskazywał na zbliżającą się śmierć. Zgaśnięcie płomienia świecy podczas mszy żałobnej oznaczało bliski zgon kolejnego członka rodziny.

Wiele symboli zapowiadających śmierć było związanych z nietypowymi wydarzeniami w życiu codziennym. Tajemnicze dźwięki, hałasy w domu i obejściu – płacz słyszany w nocy, pukanie w okna i ściany, trzaskanie drzwi, skrzypienie podłóg, spadanie naczyń z półek, obrazów ze ścian, pękanie luster, szyb, wazonów – wszystkie te znaki były kojarzone z nadchodzącym nieszczęściem.

Ludowe zwyczaje pośmiertne

Powszechnie wierzono, że tylko śmierć we własnym domu, w obecności najbliższych członków rodziny była godna. Natomiast zgon w innym miejscu naruszał majestat tego wydarzenia oraz zakłócał porządek zwyczajów i ceremonii z nim związanych. Odwiedzanie ciężko chorych i konających, czuwanie przy zmarłych i udział w uroczystościach pogrzebowych należało do obowiązków ostatniej posługi. Uważano, że przy śmiertelnym łożu stoją anioł i diabeł i targują się o duszę umierającego człowieka. Długa i ciężka agonia była uznawana za następstwo grzesznego życia, niewyrównanych rachunków z Bogiem i ludźmi, lub przekleństwa złych czarów, zadanych uroków i innych diabelskich zakusów.

Konającemu wkładano do rąk zapaloną i poświęconą w kościele gromnicę – symbol pojednania z Bogiem i światłości wiekuistej. Wyciągano mu spod głowy poduszki i zdejmowano pierzynę. Powszechny był bowiem przesąd, że pióra i puch nie pozwalają umrzeć, ponieważ chory nie chce zrezygnować z ziemskich wygód. Wierzono także, że pióra mogą się stać schronieniem dla opuszczającej ciało duszy, ewentualnie utrudniać jej powrót do martwego ciała. Z tego samego powodu poduszka znajdująca się w trumnie nigdy nie była wypełniona pierzem tylko trocinami. Z innych praktyk ułatwiających odejście z ziemskiego padołu stosowano także: przykrywanie ciała częścią ślubnej garderoby lub płócienną płachtą, którą wcześniej okrywano innego nieboszczyka, układanie ciała na klepisku lub gołych deskach oraz wyciąganie chorego z łóżka, by mógł bosymi stopami dotknąć podłogi, wierząc, że w zetknięciu z nią nogi stracą siłę, która jeszcze trzyma go przy życiu. W izbie, w której leżał umierający otwierano szeroko okna, a niekiedy wybijano nawet otwór w suficie nad łóżkiem, aby uchodząca z ciała dusza mogła bez przeszkód ulecieć w zaświaty.

Jeśli śmierć nastąpiła w nocy obyczaj nakazywał zbudzenie wszystkich domowników, a także obecnych w gospodarstwie zwierząt, ponieważ podczas snu błąkające się dusze mogły podążyć za zmarłym. Uważano też, że sen w pobliżu zwłok może wywołać śmiertelną chorobę.

Przygotowaniem ciała do pochówku zajmowała się zazwyczaj starsza, doświadczona osoba, która przy pomocy sąsiadów myła i ubierała zmarłego. Bliższa i dalsza rodzina nie dotykała zwłok, ponieważ wierzono, że zmarły może pociągnąć ich ze sobą na tamten świat. W całej Polsce zabobonnie obawiano się otwartych oczu i spojrzenia nieboszczyka, który mógł wypatrzeć kolejną ofiarę, dlatego bardzo ważnym zabiegiem było ich zamknięcie. Dodatkowo na powiekach kładziono monety, kamyki lub skorupy glinianych naczyń. Równie starannie zamykano zmarłemu usta, aby dusza nie mogła wrócić do ciała.

Zwyczaje i przesądy pogrzebowe dotyczyły także stroju. Powszechnie znanym i stosowanym ubiorem trumiennym była długa biała lniana koszula oraz płachta płócienna, tzw. całun. Zalecano, aby wszystkie elementy stroju były uszyte z nowego materiału, pozbawione dziur, aby nie spowodować „dziury w rodzinie”, czyli śmierci jednego z jej członków oraz supełków i szwów, aby nie uwięzić duszy i nie uwierać zmarłego w grobie. Pod koniec XIX wieku zmarłych zaczęto ubierać w odświętne ubrania, najczęściej nowe. Dziewczęta i młodych chłopców, narzeczonych i nowożeńców odziewano w stroje ślubne lub ubrania drużby weselnej. Zmarłym pannom rozpuszczano włosy i zakładano białe suknie, natomiast kobietom zamężnym wyjmowano z uszu kolczyki, aby „nie czepiały się ich w grobie” oraz zdejmowano obrączki, „żeby nie pociągnęły do grobu małżonka”.

Do trumny wkładano ziele poświęcone na Boże Ciało lub w Święto Matki Boskiej Zielnej, aby uchronić zmarłego przed diabelskimi zakusami i przeprowadzić go bezpiecznie na tamten świat. Czasami do trumny wkładano chleb, aby zmarły mógł się posilić w drodze do wieczności oraz drobne przedmioty, które lubił za życia: fajkę, tabakierkę, przybory do szycia, karty do gry, a nawet butelkę wódki, aby nie musiał wracać i upominać się o nie.

W domu, gdzie nastąpiła śmierć, a zwłaszcza w pomieszczeniu, w którym znajdowała się trumna, przykrywano lustra, aby na tafli lustrzanej nie utrwaliło się odbicie zmarłego i zatrzymywano zegary, aby zmarłemu – dla którego czas ziemski dobiegł już końca – nie zakłócać ciszy i spokoju. Zasłaniano też okna, ponieważ powszechny był wówczas przesąd, że jeśli ktoś zajrzy przez okno i zobaczy nieboszczyka niebawem sam umrze. Z izby, w której złożone było ciało, usuwano wszelkie jadło i napoje, aby nie uległy skażeniu, a także wynoszono wszelkie poświęcone zioła, aby nie straciły swej mocy. Do dnia pogrzebu nie wykonywano też niektórych prac domowych, a przede wszystkim nie przygotowywano posiłków i nie czerpano wody ze studni. Zabronione było też szycie, przędzenie, zamiatanie i mielenie w żarnach.

Wśród ludowych rytuałów związanych ze śmiercią funkcjonowały też takie, które miały zapobiegać powrotowi zmarłego na ziemię. W związku z tym w niektórych regionach wsypywano do trumny mak, aby zmarły zajął się liczeniem ziarenek i nie myślał o powrocie do świata żywych, odwracano sprzęty domowe, aby uniemożliwić duszy powrót do martwego ciała oraz otwierano okna, drzwi, szafy, aby dusza bez przeszkód mogła opuścić ten świat. Mężczyźni, którzy wynosili trumnę z domu, na znak pożegnania, trzy razy uderzali nogą o próg.

Przygotowania do pogrzebu

Gdy wszystkie przygotowania zostały już zakończone przystępowano do kolejnych pośmiertnych ceremonii: nawiedzenia zmarłego i czuwania przy zwłokach przez trzy doby, zwanego pustymi nocami. W całej Polsce wierzono, że dusza zmarłego nie od razu odchodzi ze świata, lecz do dnia pogrzebu przebywa w okolicy ciała, szukając właściwej drogi w zaświaty. Niekiedy doznaje pokusy i wraca do martwego ciała, które nie zostanie wskrzeszone, ale przeobraża się w najbardziej przerażającą i groźną istotę – żywego trupa, upiora. Wierzono, że modlitwa i nocne czuwanie ułatwia zmarłemu spokojne odejście do wieczności.

Podczas czuwania pocieszano rodzinę, rozmawiano o chorobie nieboszczyka, jego ostatnich godzinach życia, wychwalano jego zalety. Obyczaj zabraniał bowiem źle mówić o zmarłych, nawet o tych, którzy nie zapisali się dobrze w ludzkiej pamięci. Należało wybaczyć i zapomnieć o urazach, aby w momencie własnej śmierci doświadczyć miłosierdzia Bożego i odpuszczenia grzechów. Uważano, że nieboszczyk słysząc pochwały na swój temat odejdzie zadowolony i nie będzie straszyć zza grobu. Podczas nocnych czuwań przy trumnie paliły się świece. Pilnowano, aby nikt z modlących się nie zasnął, ponieważ wierzono, że podczas snu dusza może na krótki czas wyjść z ciała i jeśli spotka się z duszą nieboszczyka musi opuścić świat żywych.

Nieodłączną częścią pośmiertnych i pogrzebowych celebracji było opłakiwanie zmarłych. Rytualnych aktów rozpaczy oczekiwano przede wszystkim od kobiet spokrewnionych z nieboszczykiem, od wdów, córek, sióstr, a także od wynajętych płaczek, które w wielu regionach jeszcze na przełomie XIX i XX wieku za pieniądze, żywność, len i wełnę, opłakiwały zmarłego oraz uczestniczyły w nocnym czuwaniu. Według polskich wierzeń ludowych płacz i modlitwa żywych sprawiają, że pokuta zmarłego nie będzie zbyt sroga i szybko doświadczy on odkupienia. Obyczaj ten miał jednak pewne ograniczenia. Nie wolno było płakać podczas agonii, bo to mogło wydłużyć mękę konającego, jak również podczas szycia ubioru do trumny, ponieważ mokry strój byłby niewygodny dla nieboszczyka. Uważano też, że skrapianie łzami i tulenie do siebie garderoby po zmarłym może wywołać chorobę, a nawet śmierć. Zarówno zwyczaj opłakiwania, jak i wszelkie zakazy dotyczące tych praktyk miały ułatwić nieśmiertelnej duszy spokojne odejście w zaświaty i zapewnić jej wiekuisty spokój.

Ostatnie pożegnanie

Trzeciego dnia po zgonie następowała chwila ostatecznego pożegnania ze zmarłym. Żałobnicy podchodzili do trumny by po raz ostatni spojrzeć na bliską osobę. Trumnę zamykali mężczyźni niespokrewnieni z nieboszczykiem, po czym zabijano ją drewnianymi kołkami i wynoszono z domu, zawsze nogami do przodu, aby zmarły nie powracał i nie straszył. Z tego samego powodu przewracano stołki, na których stała trumna. Na progu domostwa, przy bramie, na granicy posiadłości układano ostre narzędzia i nad ich ostrzem przenoszono trumnę, symbolicznie odcinając zmarłemu drogę powrotu. Nad każdym przekraczanym progiem stukano trumną w futrynę, niekiedy kreślono nią znak krzyża. Trzykrotnie stukano też we wrota i drzwi kuźni, by zmarły mógł pożegnać się ze swoim domostwem. Czynność ta była też magicznym sposobem na zapobieganie wszelkim nieszczęściom i chorobom, które w następstwie śmierci mogły przez długi czas spotykać domowników i gospodarstwo.

Kiedy kondukt żałobny ruszał na cmentarz, o koła wozu rozbijano naczynie w wodą, w której myto nieboszczyka i trzykrotnie wstrzymywano konie na znak żałoby i pożegnania. Do ciągnięcia karawanu nigdy nie wykorzystywano koni należących do zmarłego gospodarza. Nie zaprzęgano też klaczy i krów. Wiejskie kondukty żałobne zatrzymywały się zwykle na rozstajach dróg, przy krzyżach przydrożnych, kapliczkach lub innych miejscach granicznych. Obyczaj nakazywał, by mieszkańcy wsi przynajmniej do tych miejsc odprowadzali zmarłego współziomka.

We współczesnej symbolice kościelnej do dziś funkcjonują niektóre relikty tradycyjnych praktyk pogrzebowych sięgające zamierzchłych czasów. Jedną z nich jest sypanie garści ziemi na trumnę, najpierw przez kapłana, a później przez innych żałobników. Według powszechnie znanych wierzeń ludowych jest to chwila, gdy dusza unosi się nad trumną i odlatuje w zaświaty. W tym momencie zmarły traci wszelki kontakt ze swatem doczesnym. Jego ciało łączy się z ziemią, która powoli obraca go w proch.

Ostatnim aktem uroczystości pogrzebowych była stypa. Zebranych przy stole gości podejmowano wódką i rozmaitymi potrawami, których rodzaj i liczba zależały od tradycji domowej i regionalnej oraz od zasobności danej rodziny. Pierwsze krople alkoholu zawsze należało strzasnąć na podłogę. Była to ofiara składana zmarłemu. Wśród innych zwyczajów karmienia dusz, celebrowanych zwłaszcza w północnej części naszego kraju, można jeszcze wymienić pozostawianie nieuporządkowanych stołów po zakończeniu stypy oraz wynoszenie resztek potraw na rozstaje dróg.


Źródła:

  1. Ogrodowska B.: Polskie tradycje i obyczaje rodzinne. Warszawa: Sport i Turystyka – Muza, 2008.
  2. Sawicka Z., Gos Ł.: Śmierć i pogrzeb w tradycji ludowej. Dokument dostępny w Word Wide Web:http://www.magwil.lt/archiwum/2009/magazyn11/list%2017.htm
  3. Seremet S.: Ludowe zwyczaje pośmiertne. Kultura Pogrzebu 2004 nr 2, s.44.
  4. Żurawski B.: Ludowe zwiastuny śmierci i złe wróżby. Wiedza i życie 1999 nr 11.
  5. Zadrożyńska-Barącz A.: Światy, zaświaty – o tradycji świętowań w Polsce. Warszawa: „Twój Styl”, 2002.

 

Śmierć i jej zwiastuny w dawnych wierzeniach ludowych

Czym była rzeka dla dawnych ludów

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

 

Jej bieg wyznaczał kierunek osadnictwa, był rodzajem drogi, który ułatwiał ekspansję i zarazem międzyludzką komunikację. Rzeka była źródłem wody, wykorzystywanej dla całego gospodarstwa. Stanowiła szlak dla podróżujących i spławianego drewna, była źródłem pokarmu: raki, ryby, ptactwo wodne. Z rzekami łączy się wiele obyczajów związanych z obrzędowością doroczną i rodzinną, a także liczne zabiegi magiczne, wróżbiarskie i lecznicze.

Podstawą wierzeń ludowych  o rzece są poglądy na temat wody. Słowianie nazywali wodę „siostrą Boga”, „najstarszą caryczką”, bądź „mateczką-wodą”. Wiązano ją z pierwiastkiem żeńskim, nazywając ją czasem imionami kobiet. Twierdzono, że jest siedzibą Diabła, zaś księżyc pełni rolę szafarza ziemskich wód. Zgodnie z ludowymi mitami woda istniała jako pierwszy z żywiołów i poprzedziła kreację świata. Nad wodami unosił się niebiański Bóg światła, a Diabeł przebywał w wodach – swej dziedzinie i naturalnym środowisku. W końcu obaj postanowili, by stworzyć świat, a Bóg zwrócił się do wody mówiąc, że na niej „ufunduje” ziemię. Odchodząc do najwyższego nieba po starciu z Diabłem i obrażeniu się na grzesznych ludzi, Bóg zabrał ze sobą część wód, by mógł padać deszcz. Po opadach, braki wody w górnej strefie wszechświata są uzupełniane dzięki tęczy, która ciągnie ją z jezior i rzek. Koncepcje mitologiczne Słowian splotły się z wyobrażeniami biblijnymi, gdzie woda pojawia się jako jeden z pierwszych żywiołów i z Boskiego nakazu rodzi istoty żyjące. Jest ona rozdzielana na wody „dolne” i „górne” kierowane przez Boga. Dzięki swemu objawieniu utrwalonemu w rytuale chrztu, Chrystus dał ludziom wodę żywota wiecznego oraz duchowe oczyszczenie i odrodzenie w prawdzie, po symbolicznym obmyciu grzechu i zmazy.

W VI-VII w.n.e. Słowianie prowadzili osiadły tryb życia, uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta. Dlatego woda pełniła tu znaczącą rolę, jako ta mająca istotny wpływ na rolnictwo. Słowianie wierzyli w mitologiczne znaczenie wody wg którego, woda jest podstawą wszelkiego stworzenia, tkwią w niej wszelkie zalążki życia, stanowi siłę dobroczynną (bezdzietne pary modliły się do rzeki z prośbą o potomstwo).Jednak wodę uważano też za siłą destrukcyjną, bowiem przez powodzie powodowała zniszczenia, groźbę utopienia i choroby. Dwuznaczna symbolika wody ujawnia się czasie potopu, który niszcząc dawne formy istnienia, jednocześnie regeneruje i oczyszcza świat ze zła.

W następstwie tego, że z wody wyłoniła się ziemia i wszelakie życie, że dzięki niej jest ono możliwe i podtrzymywane, woda stała się dla Słowian żywiołem świętym, najważniejszym, otoczonym kultem, symbolem samego życia. W wierzeniach ludowych woda jest żywa, zachowuje się jak istota myśląca, posiadająca świadomość i osobowość. Rzekę traktowano z należytym szacunkiem, bluźnierca dopuszczający się jej nieposzanowania był karany przez moce nadprzyrodzone chorobą, nieszczęściem, wreszcie utopieniem.

W kulturze ludowej Słowian każdy rodzaj wód posiadał własną symbolikę. Uważano, że cieki są żyłami Matki Ziemi. Rzeka kojarzyła się z przemijaniem, ruchem i czasem, stanowiła granicę oddzielającą swojski świat od obcego i niebezpiecznego terytorium. Wierzono, że za nią znajdują się zaświaty, a dusza musiała przeprawić się przez Rzekę Zapomnienia, za którą wyzbywała się wszelkich związków z poprzednim życiem.

Po śmierci bliskich przerzucano kładkę przez potok co stanowiło most dla duszy. Słowianie jeszcze w czasach przedchrześcijańskich lokowali cmentarze za ciekami, by uchronić się od powrotu upiorów. Rozpowszechnione były też przekonania, że Śmierć nie może przepłynąć bieżącej wody – granicy, a konieczność przebycia cieku stwarzała jej specjalną trudność. Następstwem tego, w okresie epidemii nikt nie przejeżdżał na drugą stronę rzeki. Rzeki miały płynąć również w zaświatach i rozdzielać piekło, czyściec i raj.

Wierzono, że rzeki płynące z daleka zdążają ku ludzkim siedzibom z zaświatów, gdzie nie ma chorób i śmierci. Dlatego mówiono o dobroczynnym działaniu rzeki, którą jako wodę bieżącą utożsamiano z „czystą”, „zdrową” i „cudowną” tzw. „Wodą Żywą”.  Używano jej do zbiegów uzdrowicielskich, oczyszczających, odmładzających i regenerujących. W celu pozyskiwania wody o zbawiennych właściwościach należało nabrać ją z rzeki zanim zrobił to ktoś inny, nim padło na nią światło wschodzącego słońca i „nie ośpiewały” jej ptaki.

W bliskości rzek odbywały się doroczne święta. Na wiosnę zza rzeki, czyli z zaświatów wnoszono do wsi Gaik – umajoną choinkę symbolizującą światło i odrodzenie życia. Podczas Sobótek nazywanych również Kupałą (od „kąpania się”), w rzekach odbywały się oczyszczające i zdrowotne rytualne obmycia. Kąpieli oznaczających ponowne narodziny zażywano także w okresie świąt Bożego Narodzenia, w Wielki Czwartek i Wielkanoc. Krążyło przekonanie o leczniczych korzyściach kąpieli nocnej dokonanej w czasie świąt.

Słowianie wierzyli w wiele rodzajów istot nadprzyrodzonych zamieszkujących wodę. Były to utopce, czarty, nawki, rusałki, smoki i boginki, pozostające pod rządami wodnika – władcy wód. Duchy wodne ukazywały się oczom ludzkim pod różnymi postaciami: jako dziewczęta, dzieci, ogniki, czy białe zjawy. Istniało przekonanie, że właściwe wodne demony przyrody powstały na początku świata. Dwaj stwórcy, Bóg i Diabeł stworzyli swych pomocników z połówek kamienia uderzanych laskami. Odpryski zamieniły się w anioły i czarty. Po skłóceniu się z Diabłem, Bóg strącił piorunem zastępy ciemności na ziemię. Siły nieczyste pospadały na pola, łąki, bagna, do lasów, na góry, a niektóre wpadły do rzek. Od tej pory stały się demonami wodnymi, które boją się gromów i ognia. Wabiły one ludzi urodą, a kusząc ich błyskotkamii kosztownościami, starały się wciągnąć w odmęt i utopić. Ofiara złapana w określone dni świąteczne, po burzy, gdy kwitnie żyto, stawała się topielnikiem. Nieszczęśnicy, którzy dali skusić się na błyskotki byli więzieni w postaci białych gołębi w podwodnej siedzibie ducha. Moc i zdolność wodnej siły nieczystej znacznie malała nie tylko, gdy mający się wykąpać nosił „medalik”, ale także, gdy przed wejściem do wody robił znak krzyża.Prócz demonów, nad rzeką pojawiały się także dobroczynne istoty jak Pan Bóg, Jezus, Święci czy Matka Boska, która co sobotę, podobnie jak boginki prała tam pieluszki.

Z uwagi na zaświatową naturę rzeki wrzucano do niej to, co niepożądane w granicach wsi czyli świecie śmiertelników. Topiono Marzannę, boginię zimy, śmierci i destrukcji, którą odsyłano do morza – miejsca wiązanego z Tamtym Światem i siedzibą istot niebezpiecznych i groźnych. Z prądem puszczano także przedmioty objęte kultem i uświęcone, jak stare i zniszczone święte obrazy, których nie godziło się wyrzucić do śmieci. Składano tam również ofiary mające dotrzeć do przodków. Poza tym rzeka była powierniczką ludzi osamotnionych i nieszczęśliwych, którzy nad jej brzegiem skarżyli się na marny los. Nadrzeczne utyskiwania mieli usłyszeć zmarli, mający odmienić nieudane życie.

W celu uchronienia się od napastowania i utopienia, ale także by zapobiec powodzi, zniszczeniu grobli i młynów oraz by wyjednać dobre połowy, chłopi składali demonom wodnym ofiary.  Były to zwierzęta gospodarskie, pieniądze i pożywienie. Czasem pławiono kukłę lub młodą dziewicę okrytą zielenią i kwiatami. Rytuał nazywano „karmieniem wody”.

Biorąc pod uwagę świętość i pozagrobowość Żywej Wody, odsyłano do niej wypędzone z człowieka choroby oraz leczono nią, często uważając za najlepszy lek na wszelkie dolegliwości. Na przykład, aby pozbyć się bólu nóg myto je w rzecznej wodzie w Sylwestra, podążając do obmycia boso. Ażeby odczynić urok rzucano na wodę rzeczną żarzące się węgle. W celu pozbycia się schorzeń skóry przemywano w rzece chore miejsce podczas dzwonienia na pogrzeb.

Wodę wykorzystywano również w celach wróżebnych. Podczas Zielonych Świątek, wigilii św. Andrzeja, a zwłaszcza w Sobótki powszechnie puszczano na rzece wianki odgadując nieznaną przyszłość. Podczas Kupały wieśniaczki wiły wianki z róży; w środku każdego, na krzyżujących się patyczkach, przytwierdzały świeczkę. W nocy dziewczęta szły w gromadzie nad wodę. Każda zapalała świeczkę na swoim wianku, wszystkie razem puszczały je z biegiem wody. Wianek, który pierwszy dopłynął do brzegu, wróżył swojej właścicielce, że pierwsza wyjdzie za mąż.By poznać zawód przyszłego męża, dziewczyna udawała się po pasterce nad rzekę, zanurzała w wodzie rękę i wyciągała to, na co natrafiła. Drewno oznaczało stolarza, żelazo – kowala, a skóra – szewca.

Postępowanie w czasie praktyk leczniczych, obrzędowych i wróżebnych związanych z rzeką podporządkowane było pewnym wzorcom, które decydowały o skuteczności zabiegów. Obowiązywał wówczas nakaz całkowitego milczenia, nad rzekę  należało wyprawiać się samotnie i w tajemnicy, a w czasie powrotu nie wolno było oglądać się za siebie, by nie ściągnąć nieszczęścia. Kontakt z groźnym żywiołem był jednocześnie spotkaniem z  zaświatami i wymagał szczególnej ostrożności oraz znajomości szerokiej wiedzy o tajnikach osobowości rzecznej wody i jej mieszkańców.


Żródła:

  • M. Stańczuk, Ludowe wierzenia dawnych Słowian, Eko i My nr 4/2011, s. 12-13, 34-35
  • A. Gieysztor,Mitologia Słowian, Warszawa 1986
  • Stefan i Olga Kłosiewicz, Przyroda w polskiej tradycji, Warszawa 2011

 

Czym była rzeka dla dawnych ludów