Związki pozamałżeńskie w dawnej wsi polskiej

Autor: Joanna Radziewicz. Żródło: rme.cbr.net.pl


 

Etnograficzna wizja życia intymnego na wsi zakładała, że było ono niemal idealną realizacją zasad głoszonych przez kościół. Badania historyczne otwierają jednak zupełnie nową perspektywę spojrzenia na ten temat.

Zdaniem profesora Zbigniewa Kuchowicza chłopska etyka seksualna w XVII-XVIII wieku była znacznie mniej surowa niż wzorzec proponowany przez kościół. Odstępstwa w tym zakresie odnosiły się zwłaszcza do kwestii życia płciowego osób stanu wolnego. W chłopskim rozumieniu moralności właściwie nie  funkcjonowało pojęcie „czystości” w znaczeniu seksualnym, a dziewictwo nie stanowiło szczególnie cenionej wartości.

Problem podejmowania aktywności seksualnej przez osoby stanu wolnego obu płci na wsi wczesnonowożytnej należy rozpatrywać na poziomie wielowymiarowym. Z jednej strony ówczesne systemy prawne nie poświęcały temu występkowi zbyt dużo uwagi, koncentrując się raczej na cudzołóstwie. W rzeczywistości wsie rządziły się swoimi prawami. Wydawane przez właścicieli dóbr ustawy wiejskie ogrywały największą rolę przy rozstrzyganiu wiejskich sporów. Większość z nich odpowiedzialnością za moralność  swych domowników obarczało gospodarzy. To oni mieli dostarczać do urzędu informacje na temat niewłaściwego prowadzenia się swoich dzieci, służby czy komorników. Za brak reakcji groziły kary finansowe. Ponadto gospodarzy obowiązywał zakaz przetrzymywania w swoim domu „nierządnych białogłów”.  Natomiast winowajcy dopuszczający się tego niecnego występku ponosili kary finansowe lub fizyczne.

Inne stanowisko w kwestii niemoralnego prowadzenia się wyrażało stanowisko religijne, które surowo potępiało wszelkie haniebne występki. W mniemaniu duchownych utrzymywanie przedślubnych stosunków seksualnych było jednoznaczne z obrazą Pana Boga i mogło sprowadzić nieszczęście na całą wieś. Pomimo złowrogiego tonu wyroków kościelnych chłopi nie traktowali wszeteczeństwa jako szczególnie ciężkiego grzechu. Kościół polski musiał nawet grozić ekskomuniką wiernym, którzy głosili tego typu tezy.

Problematykę przedślubnej inicjacji seksualnej można rozpatrywać również z punktu widzenia życia codziennego ówczesnej społeczności wiejskiej. Ogólnie można stwierdzić, że w środowisku chłopskim panowała atmosfera milczącego przyzwolenia dla tego typu praktyk, pod warunkiem zachowania norm zwyczajowych. Jeśli zawarcie związku małżeńskiego było już postanowione, nic nie stało na przeszkodzie, aby narzeczeni jawnie okazywali sobie swoje uczucia.

Pobłażliwość dla stosunków przedmałżeńskich cechowała przede wszystkim dyskrecja. Teoretycznie nikt ich nie widział, ani o nich nie słyszał. Jeśli ktoś o nich opowiadał nie cieszył się zbyt dobrą opinią w środowisku. Bardzo trudno było wyznaczyć granicę tolerancji chłopów dla tego typu praktyk. Niekiedy z wyrozumiałością spotykało się nawet dłuższe wspólne mieszkanie bez ślubu.

Problem związków przedmałżeńskich dotyczył osób, które przez całe życie pozostawały w stanie wolnym, osób owdowiałych oraz tzw. „młodzieży”, czyli kobiet i mężczyzn w wieku między osiągnięciem dojrzałości płciowej a końcem zwyczajowego okresu zawierania pierwszego związku małżeńskiego. Młodzież najczęściej opuszczała dom rodzinny, aby udać się na służbę do innego gospodarza, zwykle w tej samej wsi. Wiele nieformalnych związków przedmałżeńskich tworzyło się właśnie w tym okresie. Praca pod jednym dachem była bowiem świetną okazją do bliższej znajomości między chłopakiem a dziewczyną. Często zdarzało się, że młode kobiety były wykorzystywane przez swoich pracodawców lub ich synów. Przekonanie, że ciało służącej należy do gospodarza, hamowane było tylko przez ścisły układ kontroli wewnątrzgromadzkiej. Jednak system ten, nie zabezpieczał w równym stopniu interesów wszystkich panien. Te pochodzące z gorszych rodzin czy z jakiś powodów odrzucone społecznie, nie mogły liczyć na wsparcie środowiska wiejskiego, które jeśli nie doszło do większego skandalu, po prostu nie zauważało problemu.

Nieformalne związki pomiędzy służącą a parobkiem spotykały się najczęściej  z nieformalnym przyzwoleniem gospodarza. Problem pojawiał się, gdy dochodziło do spłodzenia dziecka. Wówczas odpowiedzialnością za popełnienie tego czynu obarczano nie tylko samych winowajców, ale również gospodarza, którego obowiązkiem było dbanie o moralność swoich podopiecznych. Nic więc dziwnego, że pracodawcy próbowali ukrywać nieślubne dzieci swojej służby, a jeśli zachodziła taka potrzeba – pomagali młodym w ucieczce z rodzinnej wsi.

Młodzież obu płci  miała możliwość swobodnego spotykania się nie tylko w ramach służby, ale także podczas wykonywania codziennej pracy, w trakcie zabaw, uroczystości religijnych czy w karczmie. Repertuar społecznie aprobowanych sposobów zalotów obejmował poklepywanie, podszczypywanie, gwałtowne uściski czy igraszki na sianie. Zwykle to mężczyźni byli stroną inicjującą flirt, ale i kobiety wykazywały pewną aktywność w tym względzie, nierzadko pozwalając na śmiałe zachowania wobec obiektu swoich uczuć. Funkcjonowało też przekonanie, że kobiety pragnąc zjednać sobie sympatię mężczyzny, wykorzystują różnego rodzaju praktyki magiczne.

Wiejski model stosunków przedślubnych pozwalał na stosunkowo dużą swobodę pod warunkiem zachowania dyskrecji. Problem pojawiał się z chwilą zajścia kobiety w ciążę. Metody antykoncepcji praktycznie nie były wówczas znane, a te stosowane, jak tzw. coitus interruptus (stosunek przerywany), czy rozmaite praktyki  i środki z pogranicza magii i zielarstwa, na ogół nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Bardzo często kobiety, które zaszły w niechcianą ciąże, próbowały się jej pozbyć, wykorzystując do tego celu ogólnodostępne substancje wczesnoporonne. Wywołanie poronienia, choć oficjalnie potępiane przez społeczność wiejską, spotykało się mimo wszystko z pewną wyrozumiałością.

Jeśli aborcja farmakologiczna nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, kobiety próbowały pozbyć się „problemu” wykonując forsowne zajęcia fizyczne, jak praca w polu czy dźwiganie ciężkich kamieni. Niestety, dochodziło również do aktów dzieciobójstwa, które było traktowane jako jedna z form ukrycia niechcianej ciąży. Tyle, że był to sposób raczej ostateczny, rozpaczliwy, obarczony dość dużym ryzykiem. Aby spełnił swoją rolę, trzeba było zamaskować ciążę, urodzić w ukryciu, a potem pozbyć się ciała noworodka. Bez pomocy innych było to raczej niemożliwe, a mogło się skończyć postawieniem przed sądem i skazaniem na śmierć.

W społeczności wiejskiej niewielki sens miała inna dawna praktyka pozbywania się niechcianego potomstwa, czyli podrzucanie niemowląt. Mogły się do niej uciekać tylko chłopki, które zdecydowały się opuścić rodzinną wieś i udać do miasta. Tam funkcjonowały instytucje, które zajmowały się podrzutkami.

W obyczajowości wiejskiej zwyczajnym i powszechnie akceptowanym sposobem uniknięcia kłopotów w przypadku spłodzenia dziecka przez osoby stanu wolnego było zawarcie przez nie związku małżeńskiego. Opinia społeczna nie widziała w tym nic nagannego i nie ingerowała, jeśli wszystko szło zwykłym torem. Próby nakładania grzywien i innych kar na małżeństwa, którym pierwsze dziecko urodziło się przed upływem dziewięciu miesięcy od daty ślubu, były głównie pomysłem właścicieli na wyłudzenie od chłopów dodatkowych pieniędzy pod pozorem obrony moralności. Urzędy wiejskie były raczej przychylne wobec ciężarnych kobiet, domagających się od kochanków wypełnienia małżeńskich obietnic.

Płynne przechodzenie związku przedmałżeńskiego w małżeństwo w przypadku ciąży następowało, kiedy nie było przeszkód kanonicznych i ojcostwo dziecka nie ulegało wątpliwości. Zazwyczaj to dziewczyna wskazywała na osobę, z którą „popełniła grzech”. Jeśli potencjalny kandydat na ojca nie poczuwał się do odpowiedzialności, musiał to udowodnić. W takich sprawach sąd dość rzadko dopuszczał mężczyznę do przysięgi o niewinności, która w prawie wiejskim była wiarygodnym środkiem dowodowym. Często wykorzystywanym środkiem obronnym było określenie dokładnej daty porodu i porównanie czy terminy się zgadzają. Jeśli dziewczyna zaszła w ciążę, a nie była w stałym związku lub z jakiś powodów nie mogło dojść do ślubu, to najlepsze co mogła zrobić, to wskazać jako sprawcę ciąży kogoś, kto mógł się z nią ożenić, a oskarżenie go nie byłoby bezpodstawne. W przypadku, gdy nie była w stanie jednoznacznie określić z kim zaszła w ciążę, oskarżała tego, który wydawał się jej najbardziej atrakcyjny jako przyszły mąż, a zarazem najbardziej skłonny do zmiany stanu cywilnego. W ostateczności wskazywała na któregokolwiek z byłych partnerów, byle tylko nie zostać panną z dzieckiem, co było wówczas społecznie nieakceptowane.

Niechciana ciąża w związku przedmałżeńskim z pewnością była bardziej kłopotliwa dla dziewczyny niż dla chłopaka. Taka „upadła” kobieta była traktowana przez środowisko wiejskie z nieukrywaną nienawiścią. Karą za niemoralne prowadzenie się było wygnanie jej ze wsi, chociaż trzeba przyznać, że była ona stosowana dość rzadko, najczęściej w przypadku recydywistek, kazirodczyń czy kobiet z marginesu społecznego.

Wyraźna była natomiast inna tendencja. Nierzadko niewiasty, które zachodziły w ciążę jako panny, występowały do lokalnych instytucji wymiaru sprawiedliwości z powództwem przeciwko ojcu dziecka o finansowe wynagrodzenie poniesionych strat moralnych. Do schyłku XVII wieku sądy bez jakiejkolwiek oceny postępowania samej skarżącej narzucały na mężczyznę obowiązek uregulowania pewnych świadczeń, skazywały na grzywny na rzecz dworu, gromady czy kościoła, czasem na kary fizyczne. W XVIII wieku można już zaobserwować zaostrzenie kontroli obyczajowych i standardów moralnych na wsi. Panny z dzieckiem zaczęły być traktowane jako współwinne nierządu i karane fizycznie, chociaż ich roszczenia względem ojca dziecka były zaspokajane. Nadal jednak skupiano się bardziej na problemach praktycznych i ekonomicznych kobiet niż na etycznej ocenie ich postępowania.

Pomimo rzeczowego i dość łagodnego podejścia do kwestii nieślubnego potomstwa, panna z dzieckiem wypadała poza margines społeczności wiejskiej. Znacznie zmniejszały się jej szanse na  korzystne zamążpójście, dotykała ją degradacja ekonomiczna i społeczna, zwiększało się ryzyko nawiązania kontaktów ze środowiskiem kryminogennym. Chociaż z drugiej strony można zaobserwować, że problem uwikłania się w związki przedmałżeńskie dotyczył przede wszystkim wąskiej grupy kobiet wiejskich, pochodzących często z nizin społecznych i tak  pozbawionych szans na poprawę swojego statusu.

Na podstawie dokumentów źródłowych ustalono, że  w pierwszej połowie XVIII wieku procent nieślubnych dzieci na wsi wynosił od 1-5 proc., więc skala zjawiska nie była zbyt duża. Nie oznacza to jednak, że równie ograniczony zasięg miało utrzymywanie przedślubnych związków seksualnych. Najczęściej tego typu „miłosne przygody” kończyły się małżeństwem, na co w dużym stopniu miały wpływ odpowiednie decyzje sądowe. Natomiast w ostatnich dziesięcioleciach XVIII wieku czynnik ten uległ zwiększeniu, co można tłumaczyć rozkładem kontroli społeczności wiejskiej nad życiem intymnym jej członków, jak również odebraniem gromadom wiejskim przez państwa zaborcze kompetencji sądowych w sprawach obyczajowych i przekazania ich urzędom państwowym.

Dość tolerancyjny stosunek chłopów do związków przedmałżeńskich, przede wszystkim takich, które prowadziły do zawarcia stałego związku, ulegał przemianom na przestrzeni XVII i XVIII wieku.  Jedno jest pewne – społeczność wiejska bardziej surowo oceniała moralność kobiet aniżeli mężczyzn. W przypadku wyjścia na jaw niecnego występku kochanków bardzo często przedmiotem dezaprobaty nie był sam fakt złamania obowiązujących norm i przykazań kościelnych, ale naruszenie zasady dyskrecji obejmującej stosunki przedmałżeńskie. Naturalne jest, że w przypadku ciąży odpowiedzialność za to ponosiła kobieta i nawet gdy wszystko kończyło się pomyślnie, przez kilka miesięcy musiała borykać się z niezbyt przychylnym nastawieniem mieszkańców wsi.

W połowie XVIII wieku sytuacja zaczęła się zmieniać. Za seks przedmałżeński odpowiedzialność ponosiła nie tylko kobieta, ale i jej partner. Nierząd stawał się w coraz większym stopniu sprawą publiczną, skazą na etycznym obliczu wsi. Kwestie praktyczne, jak nakłonienie kochanków do małżeństwa czy uzyskanie świadczeń alimentacyjnych, zeszły na drugi plan. Poczucie moralności zaczęło odgrywać najistotniejszą rolę.

Pod koniec XVIII wieku małżeństwa zawarte w „stanie wyższej konieczności” – co dawniej było rzeczą zupełnie naturalną i powszechnie akceptowaną – stały się obiektem drwin i wykluczenia towarzyskiego.

Opracowano na podstawie publikacji Tomasza Wiślicza „Upodobanie. Małżeństwo i związki nieformalne na wsi polskiej XVII-XVIII wieku. Wyobrażenia społeczne i jednostkowe doświadczenia”.

Reklamy
Związki pozamałżeńskie w dawnej wsi polskiej

Pomoc sąsiedzka – współdziałanie społeczne na wsi

Autor: Joanna Radziewicz. Żródło: rme.cbr.net.pl


Wspólny obszar zamieszkania sprawia, że ludzie wchodzą ze sobą w różne relacje i zależności, kształtują się więzi społeczne, obyczaje i tradycja. W przypadku społeczności wiejskiej, która przez jakiś czas była izolowana od zewnętrznych wpływów widać to szczególnie. Więź wioskowa wyrażała się przede wszystkim silnym poczuciem wspólnoty wewnątrz danej zbiorowości oraz wyraźną odrębnością na zewnątrz. Funkcjonujący dawniej „mit grupowej wartości”, czyli przekonanie o wyższości tego co miejscowe pozytywnie wpływał na zwartość i siłę lokalnej społeczności.

Współdziałanie to jedna z cech społeczeństwa ludzkiego. Do jej tradycyjnych form można zaliczyć pomoc sąsiedzką, rozumianą jako pomoc okazywaną sobie nawzajem przez członków tej samej gromady wiejskiej, nie tylko przez najbliższych sąsiadów, lecz również przez innych współmieszkańców wsi. Wyrażała się ona w różnych czynnościach gospodarczych, świadczeniach o charakterze społecznym na rzecz dobra poszczególnych jednostek wchodzących w skład określonej zbiorowości oraz na rzecz dobra ogólnego danej osady. W myśl prawa zwyczajowego, każdy kto znalazł się w potrzebie mógł liczyć na pomoc innych mieszkańców. Lokalne współdziałanie przybierało bardzo różne formy, wynikało z konieczności współpracy w celu osiągnięcia celu gospodarczego, ale też ze zwykłej ludzkiej życzliwości i chęci bycia razem. Kazimiera Zawistowicz-Adamska wyróżniła:

  • pomoc sąsiedzką okazywaną w warunkach zwykłego życia wiejskiego, jak: pomoc przy wykonywaniu prac sezonowych (np. sianokosy, wykopki, orka i siew), obróbce surowców i innych pracach w domu i w zagrodzie (np. darcie pierza, obróbka wełny, kiszenie kapusty, prace budowlane), obrzędowości rodzinnej (np. śluby,  pogrzeby) lub dorocznej (np. obdarowywanie grup kolędnicznych),
  • pomoc sąsiedzką okazywaną w szczególnych okolicznościach losowych bądź dla wspólnego dobra danej społeczności, jak: pomoc ofiarom klęsk żywiołowych i innych niespodziewanych wypadków, współdziałanie całej wsi w celu realizacji wspólnego celu (np. budowa świetlicy, szkoły, kościoła).

W społeczności wiejskiej rewanż był uznawany za najbardziej naturalny sposób współpracy. Wzajemność świadczeń była najczęściej przejawem więzi społecznej i nie opierała się na konkretnej kalkulacji. Jednak nie zawsze okazywana pomoc była bezinteresowna. Niekiedy traktowano ją jako rodzaj pewnego zabezpieczenia na wypadek własnego nieszczęścia lub w celu realizacji własnych przedsięwzięć wymagających większego nakładu sił roboczych.

Pomoc sąsiedzka w pracach gospodarskich

Współpraca sąsiedzka w ramach prac rolnych była zjawiskiem powszechnym, bowiem bardzo często wymagała zaangażowania większej ilości osób. Działanie grupowe przynosiło efekt gospodarczy oraz pozwalało na uzyskanie określonego statusu, np. najlepszej żniwiarki.

Wzajemna pomoc to nie tylko wykonywanie określonych czynności mających na celu realizację jakiegoś działania, ale także zespół elementów towarzyszących nadających tej pracy jakiegoś specyficznego charakteru. Zaliczyć tu można:

  • zwracanie się z prośbą o pomoc, zapraszanie do pomocy,
  • wyróżnienie osób zapraszających,
  • wybór osób zapraszanych,
  • organizacja poczęstunku i zabaw po zakończeniu wspólnej pracy,
  • zasady, na których udzielana jest pomoc.

Niektóre prace zespołowe stanowiły doskonałą okazję do zabawy, sutego poczęstunku, spotkań towarzyskich, wymiany plotek, a nawet zalotów. Zabawy organizowano w obrębie gospodarstw, które ze sobą współpracowały, lub dla całej społeczności wioskowej. „Dożynki” stanowiły formę spotkania towarzyskiego, były okazją do rozmów i zabawy. Dla organizatora był to sposób podziękowania za okazaną pomoc.

Jedną ze specyficznych form pomocy sąsiedzkiej było wspólne przędzenie lnu, które oprócz zwyczajowej pomocy sąsiedzkiej, miało charakter spotkania towarzyskiego. Praca ta cieszyła się powodzeniem  zwłaszcza wśród ludzi młodych. Stanowiła pretekst do wspólnych zabaw i rozmów. Podczas przędzenia często śpiewano, opowiadano różne historyjki, niekiedy gospodyni serwowała poczęstunek. W wielu miejscach obecni przy przędzeniu lnu byli również mężczyźni, którzy zabawiali pracujące kobiety żartami i śmiesznymi historyjkami, grali w kary, czasami wyplatali koszyki do pieczenia chleba. Zamożni gospodarze na zakończenie pracy organizowali tańce, które nazywano „podkurkiem”.

Pomoc sąsiedzka w ramach obrzędowości rodzinnej

Instytucja pomocy sąsiedzkiej uaktywniała się również w sytuacjach uroczystych, wyjątkowych, jak wesela, pogrzeby, narodziny dziecka czy inne wydarzenia rodzinne. Współdziałanie sąsiedzkie w obrzędowości weselnej przejawiało się w postaci daru obrzędowego i wykonywaniu określonych prac. Jedną z najpopularniejszych form tego typu działań było przynoszenie do domu weselnego różnego rodzaju produktów spożywczych, jak: masło, śmietana, jajka, cukier, ser, rozmaite mięsa i wędliny oraz użyczaniu pomieszczeń na nocleg dla przybyłych z daleka gości.  Pomoc dotyczyła również zajęć związanych z dekoracją sali, stołów czy szyciem sukni dla panny młodej. W przygotowaniach do wesela uczestniczyli również mężczyźni. Do zadań gospodarzy należało: przynoszenie stołów, zbijanie podłogi, stawianie namiotów, pomoc przy rozbiórce po zakończonej zabawie. Prace te były wykonywane na zasadzie wymiany świadczeń. W większości przypadków współdziałanie odbywało się w obrębie osób, które miały uczestniczyć w uroczystości.

W obrzędowości pogrzebowej pomoc sąsiedzka przybierała najczęściej formy: pomocy w przygotowaniu nieboszczyka do pogrzebu (mycie i ubieranie zwłok, wspólne czuwanie i modlitwa), pomocy związanej z trumną i czynnościami dotyczącymi pochówku (niesienie trumny) oraz pomocy w organizacji stypy (przynoszenie produktów spożywczych i gotowych potraw).

Współdziałanie społeczne w obrzędowości urodzinowej dotyczyło przede wszystkim obdarowywania położnicy i/lub dziecka podczas odwiedzin po porodzie. Przynoszono wówczas słodycze dla matki oraz ubranka i zabawki dla dziecka. Uważano, że przyjście z „gołymi rękami” spowoduje, że w przyszłości dziecko będzie głodne i gołe w życiu. Osoby które odwiedzały położnicę bez żadnego podarku były podejrzewane o złe intencje.

Pomoc sąsiedzka w sytuacjach krytycznych

Obowiązek wzajemnej pomocy spoczywał na mieszkańcach wsi w wypadkach szczególnych, zwłaszcza w przypadku klęsk żywiołowych i nieszczęść. Z pomocą poszkodowanemu przychodziła wówczas cała wieś, a szczególnie najbliższe sąsiedztwo. Był to pewnego rodzaju obowiązek. Ta szczególna wrażliwość na krzywdę innych wynikała z przeświadczenia, że w każdej chwili samemu można potrzebować wsparcia, a gotowość, z jaką przystępuje się do działania stanowi pewnego rodzaju ubezpieczenie na przyszłość.

Ważną rolę w systemie normatywno-moralnym odgrywała pomoc udzielana specjalnej grupie osób, do której można zaliczyć osoby starsze, biedne, ciężko chore oraz wdowy z małymi dziećmi. Okazywane im wsparcie miało charakter bezinteresowny i było udzielane na zasadzie zwykłej ludzkiej życzliwości i naturalnej dbałości o dobro członka lokalnej społeczności.

Tłoka

Tłoka to zwyczaj bezpłatnej pomocy udzielanej sąsiadowi przez innych członków danej zbiorowości, za którą gospodarz odwdzięczał się poczęstunkiem i gotowością przyszłego rewanżu. W obrębie społeczności lokalnej upowszechniło się bowiem przekonanie, że skoro gromadna pomoc może uratować mienie sąsiada, to niejako obowiązek od którego nikt nie śmiał się wyłamać. Za dyshonor uważano również pobieranie jakikolwiek opłat za udział w takim przedsięwzięciu.  Na zakończenie prac urządzano zabawę dla wszystkich uczestników. Do 1846 roku na dworach odbywały się tłoki obowiązkowe. Łukasz Gołębiowski pisał o nich: „Kobiety i dziewki, byle im nadzieję muzyki i tańca uczynić, gotowe pracować dzień cały. Tak więc tłoki, gdzie się wódka daje i muzyka sprawia, znajdują wiele ochotników; wszakże młodzież jej zwykle nie pije, lecz w przyniesione flaszeczki zlewa i do domu odnosi. Zamiast wódki chcąc dawać pieniądze, nie przyjmą ich, i rodzice oświadczają, że dlatego tylko posłali dzieci, żeby korzystały z zabawy”.

Odrobek

Odrobek, czyli praca za pracę był rodzajem współpracy sąsiedzkiej na wsi. Relacje pomiędzy gospodarzami regulowano na zasadzie wymiany pewnych zobowiązań i przysług. Za zaciągnięte długi rzadko płacono pieniędzmi, spłacano je zazwyczaj wykonując pewne czynności w polu czy w gospodarstwie. Kazimiera Zawistowicz-Adamska zwróciła uwagę na fakt, że odrobek często dotyczył stosunków pomiędzy gospodarzami majętnymi i uboższymi i przypominał raczej związek pomiędzy patronem a klientem. Ta zależność była tak silna, że ci najbiedniejsi nie współpracowali ze sobą, a bez reszty byli podporządkowani woli swoich opiekunów. Biedni chłopi wraz z całymi rodzinami pracowali w gospodarstwie bogatszego sąsiada w zamian za oferowane przez niego świadczenie lub usługę, np. pracę końmi, pożyczenie narzędzi, maszyn, możliwość użytkowania łąk, pastwisk, dzierżawę pola. Maria Wieruszewska-Adamczyk pisała na ten temat: „Największe zobowiązania z tytułu odrobków ciążyły na tych gospodarstwach, które nie posiadały koni. Gospodarze mający konie przyjeżdżali do pracy z własnym wozem i narzędziami. W zamian za to otrzymywali zapłatę w formie odrobku robotnika pieszego. Była to bardzo popularna wymiana świadczeń, szczególnie, że brak gotówki w gospodarstwie utrudniał zapłatę pieniężną. W ten sposób bogatsze i uboższe gospodarstwa wchodziły w system wzajemnych usług, w których nie było ani pokrzywdzonych, ani poniżonych. Odwzajemniali się bowiem pracą za pracę i uważali, by ich odrobek był rzetelny”.

Brak mechanizacji i konieczność wykonywania wszystkich czynności gospodarskich przy użyciu pracy własnych rąk stwarzała niejako konieczność wymiany świadczeń pomiędzy poszczególnymi mieszkańcami wsi. Wspólnie sadzono i zbierano płody rolne, budowano domy i wykonywano inne prace w polu i zagrodzie. Odwzajemnienie mogło być wykonane przy okazji tego samego przedsięwzięcia lub dotyczyć innego rodzaju usługi. Jeżeli u jednego gospodarza pracowało się dłużej, to nadwyżki tej działalności były wyrównywane przy innej okazji. Odrabianie było sprawą honoru. W warunkach braku środków finansowych odrobek był jedynym sposobem na wykonanie prac rolnych wymagających dużego nakładu sił. Zespalał sąsiedztwo i usprawniał działalność rolniczą.

Zakończenie

Współdziałanie było charakterystyczne dla społeczności wiejskiej. Odbywało się na zasadzie wzajemnej wymiany świadczeń i „odrabiania”. Przybierało też formę pracy na rzecz ogólnego dobra mieszkańców danej osady, jak również w celu realizacji większego, ważnego dla wszystkich przedsięwzięcia.

Najczęściej pomagano sobie w pracach polowych (sianokosach, żniwach, młócce, wykopkach). Współdziałanie społeczne dotyczyło również obróbki surowców (lnu, konopi, wełny, kiszeniu kapusty, uboju), prac budowlanych, obrzędowości rodzinnej i dorocznej.  Wszystkie prace były wykonywane bezpłatnie, często za poczęstunek, który był bardzo ceniony na wsi. Odwzajemnienie pracy było obowiązkiem, powinnością i honorem.


 

Źródła:

  1. Dziura M.: Lokalne współdziałanie – pomoc sąsiedzka dawniej i dziś. Dokument dostępny w Word Wide Web:http://www.tematyzszewskiej.pl/wp-content/uploads/2012/05/dziura.pdf
  2. Drożdż, A.:  Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego. T.7, Pomoc wzajemna. Współdziałanie i pomoc sąsiedzka. Wrocław:   Wydaw. PTL ; Cieszyn:   Wydaw. UŚ Filia,   2002.
Pomoc sąsiedzka – współdziałanie społeczne na wsi

Chałupy wiejskie

Autor: Aleksandra Szymańska. Żródło: rme.cbr.net.pl


Świat dawnych chat wiejskich ocaliły od zapomnienia muzea etnograficzne, gdzie można oglądać chałupy urządzone zgodnie z funkcjami, jakie pełniły w przeszłości. Wyposażone w alkierze, sienie i komory, z zachowaniem ustalonej cenzury czasowej przyjmowanej dla urządzanej ekspozycji. Obecnie tradycyjne chałupy wiejskie są w Polsce rzadkością, można je spotkać jedynie na Roztoczu, Kaszubach i w Bieszczadach.

Zespół zabudowań na terenie wiejskim nazywano zagrodą (okółem, obejściem), w skład, której wchodziła chata (dom mieszkalny) i budynki gospodarcze (obory, stodoły, spichlerze). Zabudowania zazwyczaj otoczone były płotem i ustawione wokół wewnętrznego podwórza. Zagrody dzieliły się na wolnostojące, gdzie budynki nie stykały się ze sobą; na zwarte – stykały się ze sobą; zamknięte, gdzie podwórze było ściśle otoczone budynkami lub budynkami połączonymi bramą i parkanem; oraz jednobudynkowe, gdzie zabudowania gospodarskie, gospodarcze i inwentarskie stanowiły jeden budynek np. chyża. Oprócz tego istniała zagroda dla zwierząt, w postaci ogrodzenia chroniącego zwierzęta.

Chaty wiejskie były najczęściej drewniane, parterowe, wznoszone na planie prostokąta, często składały się z trzech izb: środkowej, czyli sieni; i dwóch bocznych: czarnej i białej. Budynki mieszkalne były nakrywane dachami o różnych kształtach. Na przykład w północnej i zachodniej Polsce w XIX w. przeważały dachy dwuspadowe i naczółkowe kryte słomą, a później dachówką. Na innych terenach praktykowano dachy czterospadowe i dwuspadowe. Jako poszycia najczęściej używano słomy żytniej, a na terenach górskich dranic i gontów.

Wejście do chat wąsko frontowych, czyli mających wejście w ścianie szczytowej, często odsłaniał podcień wsparty na ozdobnie profilowanych słupach, z kolei chałupy szeroko frontowe miewały ganki z daszkami wspartymi na słupkach, sionki, oszklone werandy albo podcienie wnękowe. Chałupy wiejskie bardzo często były bielone na biało lub z domieszką barwnika.

W chacie wiejskiej, zaspokajane były biologiczne, religijne, społeczne, estetyczne, a przede wszystkim bytowe potrzeby jej mieszkańców. Chałupa była świadkiem wszystkich ważnych uroczystości, jakie towarzyszyły jej domownikom na różnych etapach życia. Tu miały miejsce narodziny i chrzciny, wesela, zgony i uroczystości pogrzebowe. Pomiędzy kołyską, a progiem chaty upływało wczesne dzieciństwo dzieci chłopskich. W chałupie dość wyraźnie odbijały się wszelkie zmiany społeczne i gospodarcze, jakie dokonywały się na wsi. Była ona również wyznacznikiem pozycji materialnej i społecznej właścicieli domu.

Głównym pomieszczeniem chaty była izba czarna, w której stał piec, pełniła ona jednocześnie rolę kuchni i sypialni. Izba biała była pomieszczeniem bardziej reprezentacyjnym, służyła tylko celom mieszkaniowym. Obok białej izby budowano często dodatkowe pomieszczenie – komorę, służącą, jako magazyn. W chłopskich chałupach początkowo była izba dymna (inaczej kurna chata), z otwartym paleniskiem pośrodku pomieszczenia. Później w rogu izby pojawił się piec, początkowo bez komina. Równocześnie z rozwojem i zamożnością społeczeństwa zaczęły pojawiać się w izbie, ławy, meble, łóżka i tapczany. Całą izbę wypełniały zydle, stoły oraz skrzynie na rozmaite przedmioty. Ozdoby w izbach pojawiły się dość późno, a były to głównie obrazy malowane na szkle i drzeworyty. Podłoga w chacie wiejskiej początkowo była glinianym klepiskiem lub polepą, a z czasem zaczęto stosować podłogi drewniane. Jeszcze w późniejszych rozwiązaniach sufit wykonywano, jako polepę, której łączącym składnikiem była wysuszona słoma trzciny. Okna były małe, a drzwi niskie, co miało utrudniać odpływ ciepłego powietrza.

Komory (alkierze), które przylegały do izby lub sieni, służyły do przechowywania ziarna i żywności, a czasem, jako miejsce do spania. Zwykle były to pomieszczenia ciemne i nieogrzewane, mające tę samą szerokość i głębokość, co izba i sień. Sień z kolei pełniła funkcje komunikacyjne i gospodarcze w chałupie. Usytuowana pomiędzy wejściem z dworu a izbą, w niektórych budynkach ciągnęła się przez całą szerokość domu.

Aby chałupa wiejska mogła spełniać wszelkie bytowe potrzeby mieszkańców musiała być wyposażona w odpowiednie urządzenia, meble, sprzęty praz różnego rodzaju przedmioty codziennego użytku. W izbie pod ścianą znajdowała się ława, gdzie w ciągu dnia można było uciąć sobie drzemkę. Zimą przesiadywano na murkach otaczających piec, do wypoczynku nocnego służyły łóżka. Do gotowania używano gliniane garnki, naczynia żeliwne nazywane grapami lub żelaźniakami, bielone wewnątrz kotły i kociołki, oraz patelnie. Pośród innych narzędzi, używano: noże, tasaki, siekaczki, tarki, tłuczki, warząchwie, mątewki, durszlaki, sita, niecki, stępki itd.

W każdym domu, raz lub dwa razy w tygodniu wypiekany był chleb. Najważniejszym sprzętem związanym z tym wydarzeniem była dzieża, czyli naczynie, w którym wyrastało rozczynione ciasto chlebowe. Dzieża w starych pojęciach narodu polskiego, jako „naczynie chlebodajne doznawała wielkiego poszanowania. W XVI w. podczas obrzędów możnej szlachty, pannę młodą do rozplecin i oczepin sadowiono na dzieży…”.

Do najbardziej chronionej części dobytku w wiejskiej zagrodzie – obok ziarna przeznaczonego na siew – zaliczano zapasy surowców spożywczych, które zapewniały przeżycie zimy i przednówka sytości. Zależnie od rodzaju produktów, do ich przechowywania służyły naczynia zasobowe wykonane z drewna, klepkowe tzw. fasa, plecione z korzeni, wikliny i słomy lub toczone z gliny, kadłuby i skrzynie, a później fabryczne.

W gospodarstwach wiejskich zapasy wody przechowywano w naczyniach klepkowych, stawianych w sieni lub izbie. Źródłem wody pitnej były studnie albo potoki. Do mycia naczyń używano szaflika, czyli naczynia z sosnowych klepek, z okrągłym dnem z dwoma uszami; a czasami dużych, dłubanych niecek. Brudne naczynia myto kawałkiem szmaty w gorącej wodzie, popiołem lub piaskiem. W ubogich rodzinach ta sama miednica służyła do czynności związanych z utrzymaniem higieny osobistej, zmywania naczyń, dokonywania przepierek oraz przygotowywania pożywienia.

Poziom higieny na wsiach był bardzo niski. Naczynia często były myte dopiero przed ponownym ich użyciem. W zasadzie więcej uwagi przykładano do wyglądu odzieży niż czystości ciała. Pasterze karpaccy nosili np. bardzo brudne ubranie nasączone dodatkowo specjalnym tłuszczem. Zabieg taki chronił ciało przed pasożytami i chłodem podczas nocy spędzanych w halach.

Prano w baliach z tarą, w rzekach lub potokach. Pranie połączone z ługowaniem lnianej bielizny należało do cięższych prac w gospodarstwie wiejskim i wymagało zespołowego działania. Prasowano żelazkiem z duszą, czyli kawałkiem żeliwa, rozgrzewanego do czerwoności w palenisku trzonu kuchennego i wkładanego do środka żelazka. Ręczniki używane na co dzień były szyte z pasów samodziałowego białego płótna, zdobionego czerwonymi paskami. Oznaką luksusu było posiadanie lustra w drewnianej ramie.

Dobór mebli w chałupach wiejskich zależał od statusu społecznego rodziny. Meble wykonywano z drewna, które mimo swej prostoty były bardzo funkcjonalne. Szafy do przechowywania chleba nazywano chlebnicami; almarką była wbudowana w ścianę, wolnostojąca szafa; zaś barłogiem nazywano legowisko lub wiązkę słomy na podłodze przykrytą płachtą. Łóżka w powszechnej formie znalazły stałe miejsce w domu wiejskim dopiero w II połowie XIX w. Z czasem łóżko stało się głównym elementem wyprawy panny młodej. W ubogich domach bywało jedno łóżko, w którym sypiali wszyscy członkowie rodziny. Mebel ten pełnił niezwykle istotną rolę w życiu rodziny, na nim poczynało się nowe życie, tu miały miejsce narodziny, ale też śmierć. Na ten ostateczny akt egzystencji ziemskiej człowieka, połączony z pożegnaniem rodziny, przyjęciem sakramentów i śmiercią, łóżko musiało być zaścielone czystą bielizną, często specjalnie uszytą na ten cel i przez lata skrywaną w komodzie.

Ciekawą grupę sprzętów w chacie wiejskiej stanowiły kołyski, kolibeczki, kolebki, koliboki dla niemowląt oraz wszelkie urządzenia ułatwiające najmłodszym naukę chodzenia. Podczas prac w polu matki zabierały niemowlęta ze sobą, które smacznie spały w prowizorycznej kołysce składającej się z płachty przywiązanej do drąga, ułożonego na podpórkach lub zawieszonej na specjalnym trójnogu. Kołyski w domu występowały w dwóch odmianach: podwieszane u sufitu i osadzone na biegunach. Czasem używano plecionych opałek (koszyków) umocowanych na czterech sznurkach do haka. Do nauki chodzenia służyły stojaki nazywane chodunami, bieganami, zwyrtolami lub kołowrotkami. Najczęstszymi zabawkami dzieci były drewniane koniki na biegunach, lalki z butelki lub gałganów, czy wystrugane wiatraczki. Większość dzieci, głównie w rodzinach ubogich – ukończywszy zaledwie kilka lat życia była oddawana na służbę do bogatszych gospodarzy…

Na koniec warto przytoczyć fragment rozważań Zygmunta Glogera na temat chaty polskiej:

(…) chata, chać, to samo, co chałupa, która jest ludowym powszechnym wyrazem w przeszłości lepianka była gacona z gałęzi i oblepiona gliną, że domy pierwotne były z chrustu plecione. Zwyczaj budowania takich chat z chróstu, chlewów i stajenek w wielu miejscowościach przetrwał do naszych czasów. Że zaś grodzić w ten sposób nazywa się gasić, hacić i grobla płotami z chróstu wygrodzone nazywa się gacią, hhacią, jest, więc bardzo prawdopodobnem, że nazwa chaty od hacenia czyli gacenia pochodzi. O chacie mamy przysłowia i wyrażenia:

  1. Chata bogata nie węgłami, ale pierogami.
  2. Czem chata bogata, tem rada.
  3. Choćby w chatce – byle z nim.
  4. Cudza chata gorsza od kata.
  5. Czyja chata, tego prawda.
  6. Dobry do chaty.
  7. Jak się macie w swojej chacie?
  8. Jedna jaskółka nie czyni lata, ani miasta jedna chata.
  9. Nawet dym słodki w swojej chacie.
  10. Ostatki z chatki.
  11. Swoja chatka – jak rodzona matka.
  12. Wielka tarapata – dziurawa w deszcz chata.

 

Źródła:

  • Czerwiński T. Budownictwo ludowe w Polsce. warszawa 2006
  • Czerwiński T. Wyposażenie domu wiejskiego w Polsce. Warszawa 2009
  • Gloger Z. Encyklopedia staropolska. T. I. Warszawa 1978
  • Śliwa Z. rok Polski: zwyczaje rodzinne. Poznań 1998
Chałupy wiejskie